Oj narażam się, bo wczoraj nie mogłem nic dać na bloga, a dziś ledwo co zdążę przed północą, ale tak to jest, jak ma się na głowie kolegę Krzysia, który przyjechał był na jutrzejszy mecz. Kolega miał jedno życzenie. Zjeść obiad u Magdy Gessler. Why not?

Kiedy rano na profilu prywatnym na Facebooku zapytałem, jaki jej lokal polecacie, otrzymałem od groma komentarzy zniechęcających mnie do tego, od groma sprzecznych i generalnie gdybym miał się opierać na radach czytelników i posłuchać waszych opinii, to lokale Magdy Gessler omijałbym szerokim łukiem. Tym bardziej postanowiłem sprawdzić na sobie jakość jej potraw.

 


Dziś na placu zamkowym tłumy turystów. Od samego rana. Chyba euro się zaczyna.

 


Popołudnie zaczęło się obiecująco,mojej ulubionej kawy – Danesi, o której pisałem wam już kilkukrotnie. Głównie narzekając, że nie ma jej w Polsce. Na szczęście espresso z Danesi podawane jest na starym rynku.

 


Nieopodal mieści się lokal Bellini. Kuchnia włoska. Chyba jedyny lokal, który może nie był bardzo przez was polecany, ale nie miał zbyt wielu przeciwników. Ceny bardzo niskie jak na miejsce, w którym się znajduje.

 


Krzysiu zamówił Risotto. Krzysiu, co sądzisz o tym?
- Nie było złe, ale nigdy nie zamówię. Nazwa sugerowała mi coś lepszego.
To wszystko, co miał do powiedzenia:)

 


Ja zamówiłem spaghetti alla Trapanese z migdałami, czosnkiem, bazylią, dwoma rodzajami sera i jako że w moim makaronie zawsze musi być mięso, poprosiłem o boczek.
Przede wszystkim obsługa – obsługiwała nas taka mała, czarna kelnerka, która mnie totalnie oczarowała. Nie wiem, może to wpływ celibatu, ale z miejsca stała się moją ulubioną kelnerką w całej Warszawie. Jak ją spotkacie, to przekażcie ucałowania ode mnie.
Obsługiwała nas także jeszcze jedna kelnerka, która podawała dania i kolę. I miała wszystko, czego wymagam od kelnerów – wdzięk, uprzejmość i to taką bardzo daleką od „upierdliwej” uprzejmości. Ba -najbardziej zaplusowała u mnie tym, że dopiero po skończonym obiedzie zapytała czy smakowało. Magda, daj jej podwyżkę. Tej czarnej też. Obsługa tego lokalu jest absolutnie perfekcyjna.

A mój makaron – doskonały. Miałbym delikatne zastrzeżenia do jakości makaronu, ale oceniając całość, wystawią notę 5/6. Ciut za dużo migdałów, no i ten makaron niezbyt, ale smakowało mi bardzo i z całą pewnością tam wrócę.

 

Rachunek wyniósł równe sto złotych.
Jeszcze jedno – wiem, że wiele osób jest wzburzonych, że serwis dolicza się do rachunku. Mnie to nie razi i z całą pewnością nie razi osób, które sporo podróżują po świecie, a zwłaszcza bywały w Stanach. Tam jest to normalne. Krzysiu zostawił dodatkową dyszkę, bo podobno kelnerzy nie dostają w całości tego napiwku (co jest skandaliczne, pani Magdo) i obaj byliśmy w pełni zadowoleni z pobytu w Bellini. Krzysiu narzekał na risotto, ale jak go przycisnąłem, to zmiękł i przyznał, że złe nie było. Po prostu czego innego się spodziewał.
Rekomenduję to miejsce.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1041566968 Maria A. Brzegowy

    Też kiedyś podczas pobytu w Warszawie, skusiłam się na to Bellini. Niestety, nie mogę powiedzieć o obsłudze tego co Ty :) Dostałam kawę, która w połowie drogi, rozlała się kelnerowi. Nic sobie z tego nie robiąc, postawił ją przede mną. Odechciało się jej pić w jednej sekundzie. Bardzo lubię p. Magdę, Jej program, sposób bycia, ale wtedy doszłam do wniosku, że zamiast ratować obce knajpy, powinna doglądnąć czasem swoje. Zdaję sobie sprawę, że jest to trudne (mając ich tyle), no ale opinie można sobie niestety zmienić na gorszą :)
    Pozdrawiam

  • Magda

    Faktycznie, ceny jak na lokalizację, no i markę Magdy Gessler jak najbardziej w porządku. Co do waszych dań – zdecydowanie twoje jest bardziej apetyczne, w dodatku z migdałami, dwoma rodzajami sera i bazylią – MNIAM! A kolega Krzyś w sumie nie powinien narzekać – na Starówce jadł? – jadł, u Gesslerowej? – ano. A że papu jego trochę takie… rozpaćkane na talerzu. Cóż, życie :) I tak to on, a nie my (ja np.) będzie korzystał z uroków kibicowania na żywo naszym. A my… My jutro łączymy się telepatycznie – Ty na trybunie, my przed telewizorami… Pomachaj nam do kamery :)
    Dzisiaj zaczynam trzymać kciuki, może to coś da?

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000108258412 Monika Kamińska

    O, nie wiedziałam, że Gessler ma lokal z kuchnią włoską. W takim razie też sprawdzę makarony :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000896892553 Jonasz Sowada

    A gdzie zdjęcie Krzysia ? :D

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001775038232 Aleksandra Kaskow

    Haha, pierwsza Bellini polecilam. Ciesze sie, ze zadowolony jestes.

  • http://www.kacperpokorski.com Kacper

    Malutki Pilsnerek za 10 pln i malutka kola za 7 pln pozwalają by garstka ryżu i kępka makaronu kosztowały po 26-28 pln. Chyba przyznasz, że dania nie powalają wielkością i najeść się nimi raczej dorosły chłop nie naje, co najwyżej podkurwi podniebienie i będzie chciał więcej.
    Wiem, że restauracja, ale są restauracje i RESTAURACJE. Dla porównania dwa tygodnie temu w Rzymie za dwa duże dania i dwa duże piwa zapłaciłem 40 eur czyli jakieś 160 pln. Nieco więcej niż Wy ale:
    dania były duże
    piwa były duże
    i był widok na Panteon.

    Tydzień temu byliśmy na Chmielnej w Mela Verde.
    Przystawka – 13 pln
    Łosoś – 30 pln
    Jakieś coś makaronowate co Narzeczona jadła – 34
    2x winko po 10 pln = 20 pln
    CAŁOŚĆ – 97 pln + 10 napiwku

    Pieniądze te same ale jedzenia znacznie więcej niż to co na zdjęciach pokazałeś :)

    • Mateusz

      Do restauracji chodzi się uczyć nowych smaków, a nie nażreć, a porównywanie cen w Polsce do cen za granicą jest śmieszne. W Wenecji za małą pizzę płaciłem 5,5euro + 1euro za miejsce w lokalu, a w Polsce za taką samą zapłacisz 12, może 15zł.

      • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001291115265 Andrzej Kałuża

        A książki powinny jedynie poszerzać horyzonty, bo przecież jak chcesz przyjemną historię to możesz sam napisać albo film obejrzeć. Pamiętajmy o użytkowej części sensu istnienia restauracji.

      • azja

        To idziesz do restauracji żeby skosztować dania, a potem wracasz do domu i robisz drugi obiad albo wstępujesz do Mc żarła żeby się najeść? Głupota. Ja idę do restauracji, aby smacznie zjeść i nie wyjść głodna. A porcjami pani Gessler… nie wiem czy moje dziecko by się najadło.

        • Mateusz

          Jeśli porcja jest za mała to sobie zamów jeszcze jedną. Kto bogatemu zabroni?

          Andrzej Kałuża:
          A książki powinny jedynie poszerzać horyzonty, bo przecież jak chcesz przyjemną historię to możesz sam napisać albo film obejrzeć. Pamiętajmy o użytkowej części sensu istnienia restauracji.

          Ty to powiedziałeś.

      • http://www.facebook.com/profile.php?id=743567979 Michał Miszczyszyn

        To zależy. Jakby do restauracji chodziło się tylko uczyć nowych smaków, to musiałbym pewnie coraz dalej do nich wyjeżdzać, z racji tego, że od dłuższego czasu jem obiady głównie w restauracjach i sporo smaków już poznałem. Najczęściej wracam do tych, których smaki mi najbardziej odpowiadają, a z Twoją logiką to uczę się dwa razy tego samego.

        Co do wielkości porcji, to sprawa restauracji i klienta, czy mu to odpowiada czy nie. Zawsze można oprócz dania głównego, zjeść przystawkę, zupę i na koniec deser. Powinno wystarczyć.

        Zresztą powinno się jeść częściej a mniejsze porcje ;-). Ja najbardziej lubie porcje odpowiednie.

  • http://kattsta.blox.pl kattsta

    Nigdy tam nie byłam, ale te spaghetti wygląda zachęcająco. Jadłabym! :)

  • elka

    A jednak jest notka:-)

  • Erdote

    Cóż za konsekwencja – zastrzeżenia co do jakości makaronu, „makaron niezbyt”… Ale to makaron doskonały! :) Planuję krótki pobyt w Warszawie po Euro, sprawdzę.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100002565938872 Wojciech Tomaszkiewicz

    Może po prostu wiedzieli kto do nich przyszedł i ot co z miernej obsługi stali się doskonała na chwilę dla Kominka ? :D

  • kasia

    Magda Gessler jest właścicielką trzech restauracji: u fukiera, gar oraz słodki słony. Reszta jest tylko firmowana jej nazwiskiem, a do jej zadań należy jedynie pokazanie się na otwarciu.

  • bea

    Jak mnie odrzuca od Warszawy…ale właśnie ze względu na ceny! Makarony/risotta rzeczywiście może nie drogie,ale na całej opłacie za obsługę,czy napojach to można popłynąć…Szok.
    Ale restauracja p. Gessler i tak mi się marzy! Nie od dziś:)

  • gryzak

    „Jeszcze jedno – wiem, że wiele osób jest wzburzonych, że serwis dolicza się do rachunku. Mnie to nie razi i z całą pewnością nie razi osób, które sporo podróżują po świecie, a zwłaszcza bywały w Stanach. ”

    A mnie razi, mimo, że w stanach byłem już naście razy. Począwszy od Manhattanu i promenady AC, poprzez cały mid-west na Północnej Kalifornii kończąc, zawsze kwotę napiwku wpisywało się samemu.

    Sztywny, narzucony przez restaurację napiwek bardzo mi się nie podoba – nie można ‚ukarać’ za złą obsługę.

    • http://twoboredmen.blogspot.com/ waldemar

      no, niektórzy lubią poczuć władzę. nawet jeśli ma ona wymiar plus/minus dwóch złotych.

    • lalivian

      Opłata serwisowa, to nie napiwek. Napiwek, jak widzisz, zostawia się dodatkowo. Opłata serwisowa, to coś jak amortyzacja. Że jesz i używasz, się zużywa, trzeba będzie kiedyś kupic nowe, a bezposrednio po Tobie posprzatać i umyć – i to jest opłata serwisowa. Napiwek to nieopodatkowany przychód należny wyłącznie kelnerowi, no ale wielu właścicieli restauracji okrada z niego swoich pracowników, co jest karygodne.

    • goła_pionierka

      Jako osoby podróżującej po świecie nie razi mnie nawet przerwa obiadowa w restauracji, a co dopiero serwis doliczany do rachunku:)

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=743567979 Michał Miszczyszyn

      Dolicza się i to bardzo często. Wystarczy, że przy stoliku siedzi przynajmniej 6 osób (albo 5 nie pamiętam już), wtedy serwis jest doliczony prawie zawsze. W pozostałych, gdy płaci się kartą to wpisuje się tą kwotę w specjalną pozycję (podobnie jak się bierze rachunek na pokój hotelowy). Dostawałem też rachunki, że są dopisane kwoty ile wyniesie procentowo tip, a my możemy wybrać która opcja nas interesuje: 16% – xx$, 18% – xx$, 20% – xx$. Zwyczajowo daje się 15%min, ale najczęściej ok 20%. Dodatkowo za każdego podanego w barze drinka lub browara 1$ tipa. Jeżeli odpowiednio nie zatipujesz, możesz być nieodpowiednio potraktowany…

  • lalivian

    Kominku, nie rozumiem tego: Makaron doskonały. wprawdzie są zastrzeżenia do makaronu, ale w sumie był dobry, gdyby nie ten makaron. Mozesz wyjaśnić o co Ci chodzi? O potrawę, która była doskonała, ale złej jakosci (WTF???), czy o sam składnik potrawy makaron w sensie kluski, ciasto, a jeśli to drugie, to co z nim było nie tak?

    Opłata serwisowa – jest beznadziejnym wynalazkiem. Za co to sie płaci??? Za to, ze w restauracji Cię obsłużono? to wszędzie powinno się za obsługę płacić jakąś dodatkową opłatę. Pani na poczcie też obsługuje klientów, hydraulik, sprzedawczyni w obuwniczym, lekarz. Na tym chyba polega restauracja, ze ludzie przychodzą tam jeść, brudzą naczynia, polamią obrus, zużyją wodę i papier toaletowy i to wszystko powinno byc wliczone w ceny dań, a nie doliczane do rachunku jako opłata serwisowa. Nie wiem jak jest w Stanach, ale w Grecji tę opłatę dawno temu zniesiono. Jakieś 10 lat temu jako pozbawioną racji bytu.

  • Leonia

    waldemar:
    no, niektórzy lubią poczuć władzę. nawet jeśli ma ona wymiar plus/minus dwóch złotych.

    W wymiarze całego dnia, czyli przy powiedzmy 50 źle obsłużonych stolików ma to wielkie znaczenie jeżeli potrafisz pomnożyć ;)

  • Leonia

    Aha, jak można dać tak wysoką ocenę daniu, w którym najważniejszy element (makaron) był nie taki jak trzeba?

  • gryzak

    lalivian:
    Opłata serwisowa, to nie napiwek. Napiwek, jak widzisz, zostawia się dodatkowo. Opłata serwisowa, to coś jak amortyzacja. Że jesz i używasz, się zużywa, trzeba będzie kiedyś kupic nowe, a bezposrednio po Tobie posprzatać i umyć – i to jest opłata serwisowa. Napiwek to nieopodatkowany przychód należny wyłącznie kelnerowi, no ale wielu właścicieli restauracji okrada z niego swoich pracowników, co jest karygodne.

    A ‚opłata paliwowa’ to nie podatek, bo się nie nazywa ‚podatek paliwowy’? W tym wypadku opłata serwisowa to zwyczajnie napiwek, o czym nawet restauratorzy którzy takie ustrojstwo stosują mówią wprost.

    Taką amortyzację o jakiej piszesz musi ponosić każdy biznes, niezależnie od branży. Są pewne koszta wpisane w prowadzenie działalności i tyle. Jakoś opłaty czynszowej nie doliczają, a przecież czynsze na Krakowskim Przedmieściu wielkie i na pewno pożerają lwią część przychodów.

    • lalivian

      Jak sam widzisz na załączonym obrazku, opł. serwisowa to NIE JEST napiwek. Napiwek z natury swej jest dobrowolny i nieopodatkowany. Nie ma czegoś takiego jak paragon fiskalny na pozycję napiwek. Poza tym napiwek to rodzaj nagrody, wyraz zadowolenia – co, jeśli obsługa jest nieprofesjonalna, jestes niezadowolony z tego jak Cię kelner obsłużył? Nie dajesz napiwku, proste. Poza tym to napiwek jest dla kelnera. Kwoty, które widnieją na paragonie trafiają do kasy fiskalnej i tyle je kelner widział.

      • marek

        Ta opłata serwisowa to właśnie napiwek, tylko że w cywilizowanych krajach nie narzuca się go odgórnie i nawet płacąc kartą możesz dać napiwek, którego kwote wpisujesz według uznania. Widocznie Geslerowa uważa że klienci nie będą zadowoleni z obsługi i nie zostawią napiwku więc trzeba go narzucić.

        • lalivian

          Ok, skoro opł.serwisowa to juz jest napiwek, to mam trzy pytania: Dlaczego nie moze on się nazywac po prostu napiwek, tylko jakas opłata serwisiwa nagle? Do czyjej kieszeni on(a) trafi? Oraz: Po co większość ludzi płacących tę opłatę i tak zostawia napiwek? Dwa napiwki? To może od razu wliczyć 20% w paragon, zamiast pieprzyc się z dwoma napiwkami.

          Obowiązkowa opodatkowana opłata serwisowa to bezpodstawny haracz, rzekłabym, sprzeczny z sensem, ideą i definicją napiwku.

  • manti

    To jedno z moich małych marzeń! Zjeść w knajpie MG :)

    • kuzu

      Marzenia sa po to by je spelniac, nieprawdaz ?

      • manti

        oczywiście! robię to każdego dnia! :)

  • Pan Mihau

    Dania tanie ale za napoje dobrze skasowali :)

    • manti

      Nic mnie tak nie wkurza w knajpach jak fakt, że nie mają 0,5!

      • http://www.esklepy.net Michał

        Chyba napojów bez % bo 0,5 l to kojarzy się jednoznacznie.

  • AleżWodzuCoWódz

    Myślę, że skoro silą się na wielojęzyczne menu, to powinni choć nie robić błędów. „Piatti toscani” oznaczają „toskańskie dania”. „Dania Toskanii” to „piatti della Toscana”. Wiem, na smak dań to nie wpływa, ale w moich oczach wygląda nieporadnie.

  • e-missi

    Gdyby zdjąć rukolę z risotta, to nie wiem … byłoby całkiem niefotogeniczne.

  • manti

    Michał:
    Chyba napojów bez % bo 0,5 l to kojarzy się jednoznacznie.

    Chyba Tobie.

  • Nikodem

    Jedznie wygląda apetycznie, ale to co robi MG w telewizji coraz bardziej przypomina jakiś przykry żart i teraz pewnie trochę zniechęciłoby mnie do jedzenia u niej.
    A ceny są SUPER! :D

  • ewela

    AleżWodzuCoWódz:
    Myślę, że skoro silą się na wielojęzyczne menu, to powinni choć nie robić błędów. „Piatti toscani” oznaczają „toskańskie dania”. „Dania Toskanii” to „piatti della Toscana”. Wiem, na smak dań to nie wpływa, ale w moich oczach wygląda nieporadnie.

    „Piatti toscani” lepiej brzmi po włosku, niż „piatti della Toscana”. Z kolei „Dania Toskanii” lepiej chyba brzmi niż ” Dania z Toskanii”. Więc może nie chodzi o idealne tłumaczenie ale o najzgrabniejszą formę w danym języku ;-)

    Jakbym się miała czepiać, to Spaghetti alla Trapanese które jest w menu nie pasuje do tytułu, bo Trapani leży na Sycylii.

  • przemalowana

    Ludzie, ile nienawiści. Oburzają Was ceny, doliczony serwis – jedzcie w domu. I najlepiej z dary własnego ogrodu, bo przecież sklepy też naliczają marżę. Bezczelne, nie?

    I ja MG nie polecam. Jako businesswoman odniosła pełen sukces, ale już dawno przestała panować nad swoimi restauracjami. Odczułam na własnych kubkach smakowych, a poza tym pracuję już kawałek czasu w gastronomii, znajomi są rozsiani po wielu restauracjach warszawskich i zawsze dociera do mnie gdzie warto a gdzie nie. Są lepsze włoskie restauracje, prawdziwe, a nie z zapewne odgrzewanym w sosie, ugotowanym wcześniej makaronem.

    Pozdrawiam: )

  • http://arkadija.bloog.pl/ ajar

    Nie płacę napiwków. I do tego zachęcam. Ani listonoszowi, ani gaziarzowi, ani kelnerowi, ani pani obsługującej kasę w Tesco. A niby się dlaczego miałbym komuś płacić, za to, że prawidłowo wykonuje swoją pracę. Czy spawaczowi w stoczni ktoś daje napiwki?

    • manti

      Spawaczowi nikt nie daje i kominiarzowi też nie, podobnie jak wykładowcy czy lekarzowi – bo taki napiwek można podciągnąć pod łapówkarstwo w przypadku dwóch ostatnich. Są po prostu zawody, gdzie napiwki się daje i już. Tak po prostu jest. Teoretycznie straganiarze też się nie powinno dawać, a ja dostawałam i było mi bardzo miło!

  • e-missi

    Ja odwrotnie, niż ajar, zachęcam do dawania napiwków kelnerom, fryzjerom, listonoszowi, obsłudze w hotelu. Można by tu wymienić jeszce parę takich zawodów, czy prac o charakterze obsługowym .Takie są zwyczaje u nas i na świecie, a wzięły się zapewne z tego, że są to zawody nisko opłacane, a napiwek stanowi często b. poważną część wynagrodzenia. Z drugiej strony zachęca kelnera, fryzjera itd. do starania się o przyszłą gratyfikację. I starają się. Niestety, czasem trafi się panisko, które uważa, że „mu się należy”.i
    Pani przy kasie w Tesco i spawaczowi – to nie to samo. Prawdę mówiąc, nigdy nie spotkałam spawacza ze stoczni, ani nie korzystałam z jego usług. Może ktoś z Was korzystał?

    • OlaZPrzedszkola

      Ja znam jednego spawacza, może nie ze stoczni, ale za to jesteśmy ze sobą blisko- to mój tata, dodatkowo o imieniu Krzysio :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1097011502 Tomasz Smagloo

    Z cala sympatia do Pani Gessler – ceny moze i ok, ale w porownaniu z wielkoscia porcji – porazka niestety!
    Ja rozumiem, ze to Restauracja (duze R) i tam sie jada a nie napycha – ale sory – ja sie wole najesc niz napatrzec:)
    A to ze na swiecie serwis jest wliczony nie jest zadnym dla mnie argumentem ze i u nas byc tak musi. Napiwki daje, ale maja one trafic w „kielnie” kelnerow a nie wlascicieli.
    Nie zajrze:)

  • Zamałoliterek

    A tak z ciekawości, jest się ostrzeganym przed złożeniem zamówienia, o tych dodatkowych 9 zł? Wiem, że może to nie dużo, ale mi, zdarza się czasem iść zjeść na miasto, posiadając dosyć ograniczoną kwotę. Gdyby nagle doliczyli mi do rachunku prawie 10zł to cóż, chyba bym musiał iść odrabiać na kuchni lub udowodnić , iż nie zamawiałem żadnego „serwisu kwotowego”. :-)

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000896988589 Michał Porzycki

      Podpinam się pod pytanie.

  • yumeha21

    Właśnie, ja często wychodzę z określoną sumą pieniędzy więc również podpinam się pod pytanie.

  • przemalowana

    w menu powinna być taka informacja. poza tym, nie oburzajcie się tak na ten serwis. gdyby nie był naliczany (a jest to system motywacji dla kelnera) jedzenie byłoby po prostu droższe