Ciekawy, nawet trochę wzruszający materiał widziałem. O czapkarzu z Lublina. Jego tematem był pan Kazimierz, który od 60 lat w małym zakładzie samodzielnie wykonuje czapki.
W świecie sieciówek (tylko 9% czytelników się w nich nie ubiera) mało kto z nas zagląda do małych zakładów produkujących elementy odzieży.
Pan Kazimierz wie o tym, mimo tego wytrwale robi swoje, choć klientów ma coraz mniej, bo jak mówi sam – dzisiejsza młodzież w czapkach nie chadza. A jeśli już to markowych.

Pod filmem i w miejscach, gdzie był linkowany, czytałem wiele miłych, ciepłych słów o tym człowieku. Ba, ludzie wzywali nawet, by nie rzucać się na logo i nowości w galeriach, ale zaglądać też do takich ludzi. Oni tworzą coś z pasją, mają głęboką wiedzę o produkcie, który robią i wykonują pracę sami, a nie posiłkując się tanią siłą roboczą w mniej rozwiniętych państwach.

Doceniam urok takich miejsc. Uwielbiam takich ludzi, jak ten człowiek, ale nie podzielam zdania, że należy w takich miejscach robić zakupy. Kazimierz jest przykładem człowieka, który dał się wyprzedzić rozwojowi cywilizacyjnemu. Produkuje coś, czego nikt nie chce. A robi to raczej nie z miłości do czapek (choć pewnie i też), ale dlatego, że po kilkudziesięciu latach w tym zawodzie, w innym nie znalazłby dla siebie miejsca. Swoją pracę wykonuje tradycyjnymi metodami, które już dawno zostały zastąpione przez lepsze, bo efektywniejsze. Wzory jego czapek nawet dla osób starszych nie są modne. Jego zakład wizualnie przypomina zakłady sprzed 40 lat.

Wszystkie największe światowe marki mają co najmniej kilkudziesięcioletnią tradycję. Nie moda i nie styl obecnie panujący jest odpowiedzią na brak zainteresowania ofertą pana Kazimierza i jego nie najlepszą sytuacją życiową. Widać po nim i po tym, jak mówi, że nie interesuje się za bardzo światem i raczej stroni od książek. Odpowiedź jest w nim. Został w poprzedniej epoce i wszystkim co robi, daje jasną odpowiedź, że obecna epoka nie ma czego u niego szukać.
Inna sprawa, że trochę szkoda tych wymierających zawodów, a wymierają nie tylko takie zawody jak czapnik, ale i bardziej popularne. Któż z nas dziś robi zakupy w sklepach obuwniczych, niefirmowanych żadnym logo? Po buty chodzi do miejsca firmowanych przez konkretne marki. Czy na co dzień korzystamy z usług krawca? Jeśli już to tych droższych, doskonale prosperujących, szyjących np. garnitury na miarę. A zegarmistrzów? Szewców? Ponoć nawet piekarze wymierają.
Ba, są takie zawody, których nazwy większości dziś już nic nie powiedzą. Ja sam nie wiedziałem, czym trudnił się folusznik, metrampaż czy wyoblarz :)

Fajnie posłuchać historii takich jak czapkarza z Lublina, ale poza tym, że wzbudzają w nas sympatię, to nie żal, że odchodzą w zapomnienie. Jutro przecież i tak pójdziemy kupić czapkę w jednej z sieciówek. Bo tańsza, bo lepsza, bo modniejsza. I tak być powinno.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Magda N.

    Smutne to, ale jakie prawdziwe. 3/4 tych krzykaczy, zachęcających do odwiedzenia Kazimierza wlasnie wróciło z centrum handlowego albo zaraz do niego pójdzie. Taka prawda.

  • marian

    To są czapki dla starych dziadków, do tego niepraktyczne, bo niewielką część głowy ochronią przed zimnem i wiatrem. Kojarzą mi się z ruskimi o złotych zębach. Młodzi wolą normalne, pełne ciepłe czapki.
    Zmienia się świat to i zmieniają się potrzeby. Nie uświadczysz dzisiaj kowala, punktu łapania oczek w pończochach, obwoźnego szklarza, czy bednarza. Na co to komu?

    • Awww

      Kowala nie uświadczysz? Konie dalej są kute i potrzebują go tak samo jak dawniej, a może i bardziej, bo wszystko to takie wydelikacone. Ozdobne bramy czy bramki to tez ich działka :)

    • Maciek Gierszewski

      Ostatnio na YouTube oglądałem 4-odcinkowy dokument o browarze w Pilznie. Bednarze mają się całkiem dobrze.

    • Loonatic

      Punktów reperacji pończoch nie ma, bo dzisiejsze pończochy są na to zbyt delikatne z powodu zaplanowanej nieprzydatności (spisek żarówkowy). Gdyby nadal były produkowane z mocnego włókna, takiego jakie zostało opracowane przez naukowców i było stosowane w czasach, gdy produkowano dobrej jakości produkty, to dalej można by je reperować.

  • Monika

    Niedawno miałam okazję odwiedzić szewca z prawdziwego zdarzenia, który zajmuje się między innymi ręczną produkcją obuwia-w momencie gdy produkt był gotowy, miałam okazję na własnej skórze przekonać się o jakości, zrozumiałam jak wielką potęgą są, fakt faktem-wymierające usługi. Naszła mnie wtedy refleksja, że być może ten spadek ich popularności jest tylko chwilowy (bo póki co większość z Nas podejmuje decyzje zakupowe z małą świadomością), a złotą erę mają jeszcze przed sobą. Być może ich usługi staną się luksusem jakim (w mojej opinii) jest papierowe wydanie książki w czasach ebooków.

    Chyba po cichu własnie na taki rozwój wydarzeń liczę :)

  • gola_pionierka

    Ludzie kupią każde paskudztwo, jesli ktoś ich przekona, że tego potrzebują. Kasia Tusk włozyłaby jedną czapkę od pana Kazimierza i setki nastolatek, stwierdziłyby, że to mast hew sezonu spring i bez tego ich miętowe rurki wyglądają słabo.
    A tak naprawdę to kupujemy w sieciówkach nie z powodu mody, a zwyczajnie z biedy. Gdyby tylko byłoby mnie na to stać, nosiłabym wyłącznie sukienki szyte przez krawcową, specjalnie dla mnie. Nie tknęłabym nawet marynarki z sieciówki i może wreszcie nauczyłabym sie chodzić na szpilkach, gdyby były perfekcyjnie dopasowane do moich stóp i z idealnie wyprofilowanym obcasem.

    • Ola S.

      Zgadzam się w 100% :)

      • Marcin

        Dokładnie. Sprawdź ile kosztują porządne buty u porządnego krawca

        • Marcin

          Albo garnitury u szewca.

          • Karol

            Garnitur od szewca byłby ewenementem rzemieślniczym. Czymś bezcennym, koszty byłyby więc niepoliczalne. :)

            A u krawców, którzy potrafią zebrac miarę i wykroić go jak pan Buk przykazał trzeba zostawić za samą igłę 3000zł. Koszt materiału to conajmniej 400zł za metr kwadratowy, czy też metr bieżacy beli oszer. 1,2m. Głowy nie dam.

  • Dominik Łowicki

    A ja wypatrzyłem na tym zdjęciu fajny kaszkiet i jak będę w Lublinie, chętnie bym zajrzał do tego sklepu. Oczywiście wszystko mam z sieciówek i pewnie nawet moje ciało ma metkę i kod kreskowy.

  • Anna Nowak

    A ja jestem podejrzliwa i nie zawsze ufam sieciówkom. Jeśli zależy mi na czymś, co ma być ładne i na chwilę – owszem, ale kiedy np. szukam butów, błądzę po małych uliczkach w poszukiwaniu takich właśnie zakładów. I chodzę do szewca, krawcowej, a nawet kaletnika:).
    Ale masz rację, nie można zostawać w minionych czasach.

  • Anka Sikorka

    A ja mam kaszkiet od owego czapkarza z Lublina! Jest cudny, cudne są jego wyroby, tak pieczołowicie wykonanego przedmiotu ze świecą szukać w sieciówkach.

  • kristina

    I znowu masz rację , pan Kazimierz został w poprzedniej epoce,jednakże szkoda
    wymierających zawodów Sama lubię chodzić do szewca i porozmawiać
    o reperacji , ale też przy okazji o tzw. życiu

    A przy okazji czy wiecie czym zajmuje się sekserka ? – swego czasu nią byłam

    • marian

      Sortuje kurczaki na chłopców i dziewczynki:)

  • Emily

    W Warszawie ‚Cieszkowski, również szyje czapki.

    • Maciek Gierszewski

      Właśnie dzisiaj sobie o tym pomyślałem jak jechałem autobusem do pracy. W ogóle na ul. Targowej jest sporo takich miejsc, w których czas się zatrzymał dawno, dawno temu.

  • Monika

    Zdaję sobie sprawę, że linkowanie może być nie do końca zgodne z regulaminem, ale niedługo po przeczytaniu powyższego tekstu trafiłam na publikację StyleDigger, która lekkim piórem przedstawia drugą stronę barykady. Przeczytanie obu tekstów jednego dnia naprawdę może skłonić do refleksji :)

    http://styledigger.blogspot.co.uk/2013/03/how-to-buy-less-clothes.html

  • Asia

    Komiku nie mogę się w pełni zgodzić z tym tekstem. Mimo młodego wieku kupuję kapelusze u modystki jednak klasa wykonania i wzornictwa nie można porównać z żadną sieciówką. Każdy kapelusz to niepowtarzalne dzieło sztuki. Na buty szyte u szewca mnie po prostu jeszcze nie stać ale kiedyś na pewno po takie sięgnę.

  • trashy

    Wszystko ok ale zegarmistrz? Przecież dzisiaj najlepsze zegarki, drogie, mechaniczne, wymagają smarowania a czasem naprawy. Do ogarnięcia skomplikowanego zegarka potrzeba fachowca który zarabia za to grubą kasę. Tak samo do składania takich zegarków potrzeba nieraz kilka miesięcy pracy kilku zegarmistrzów żeby złożyć mechanizm np. Zenitha. To jest elitarny zawód (przy czym nie mam na myśli bateryjkarza z kiosku).

    • kominek

      Nie nosi się drogich zegarków. Drogich, czyli takich, których najtansze wersje kosztuja kilkadziesiat tysiecy.

      • trashy

        Hmm to ciekawe, niby dlaczego się nie nosi? Ja rozumiem że trzymać w gablotce to można Patka który kosztuje kilkaset tysięcy i jego wartość ciągle rośnie, natomiast Rolexy czy IWC to normalne zegarki użytkowe. Może nie do końca „normalne” dla przeciętnego Kowalskiego, ale nawet w Polsce ludzie chodzą w tych zegarkach i to nie tylko znane osobistości.

    • podporkos

      Mój dziadek jest zegarmistrzem i na brak pracy nie może nażekać. ciągle naprawia zegarki zegary i nie tylko. Zegarmistrze w opinidziadka wymiarąją gdyż jest to zawód wymagający cierpliwości i precyzji, a mało kto taki jest.

  • sandra

    Nie kupuję czapek w sieciówkach. Moja osiemdziesięcioletnia babcia co roku obdarowuje mnie czapkami, szalikami, rękawiczkami robionymi na drutach – to takie prawie hipsterskie.

  • kuzu

    To, że Pan Kazimierz zatrzymał się „modowo” w poprzedniej epoce nie oznacza, że że takie zawody są z góry skazane na wymarcie i wyparcie przez wielkie sieciówki.
    Przecież, takie firmy/marki jak Lush, Organique (przy okazji – zawód mydlarz:) ) czy też Carmex powstawały właśnie jako malutkie, rodzinne manufaktury.
    Inną kwestią jest specyfika kraju, gdzie nie przywiązuje się (jeszcze) tak dużej wagi do wyglądu, jakości. Gdyby rzecz działa się w słonecznej Italii ten Pan prawdopodobnie byłby znanym rzemieślnikiem.
    Skoro czapkę można kupić w jednej z sieciówek. Mydło też można ;) Tylko czy nie jest tak, że poza produktem kupujemy pewien styl, lifestyl ?

    • kominek

      Ale taki Carmex nigdy nie miał konkurencji. Niby są inne balsamy, ale Carmex wyróżnia się wśród nich „smakiem”.
      Pan Kazimierz nie tylko nie jest jedyny w kraju, ale wyrosła mu konkurencja, która robi coś lepiej. Dlatego wolimy sieciówki.

      • kuzu

        tak na marginesie, ciekawym przypadkiem jest marka Lilou. Widać, że coraz więcej osób ma ochotę zaznaczyć swój indywidualizm.

  • LISU

    A wystarczyłoby zrobić trochę oryginalnych wstawek / obszyć / wykończeń, może jakaś metka/naszywka z oryginalnie wyglądającym logotypem – no co – mógłby mieć swoją ‚firmówkę’ ;) i takie ręcznie robione cuda byłyby mocno w cenie. Zwłaszcza, że moda na kaszkiety tu i tam powraca, a Parov Stelar zawsze spoko :)

    • LISU

      hm. z drugiej strony.. zawsze się znajdzie jakiś fan typowego oldschoolu, a pan Kazimierz będzie dalej robił to co lubi. I umie najlepiej.
      Chyba łatwo mi mówić, ale wszystko pędzi w takim tempie, że jestem w stanie pojąc iż taki pan K. po prostu tego nie ogarnia – moda, marka, marketing, styl, internet – to nie jest kraj dla starych ludzi :( chyba.
      Acz jeśli chodzi o zegarmistrza, to komu oddać drogiego ‚mechanika’ do regulacji jak nie tam :)
      Jest jeszcze jeden zawód który sobie wielce cenię – parasolkarz, czy jak to tam się nazywa. żaden badziew, obojętnie jak stylowy i modny nie przetrzyma tyle co robiona, trwała i klasyczna – męska parasolka. A ileż to ma klasy! :)

      • Anka Sikorka

        True :)

  • Ktoś.

    Twój artykuł komentujący historię o panu Kazimierzu pokazuje także stosunek młodszych do starszych ludzi: próbujemy ich na siłę zmieniać metodami wywołującymi w nich opór, wzruszamy się nad nimi nie robiąc nic, w końcu pozostawiamy ich losowi jako niereformowalnych, by radzili sobie ze niedolą sami, skoro „sami tak wybrali”.

    • kominek

      Dokładnie. Taka jest przecież rzeczywistość. Ale on nie cierpi. Człowiek do wszystkiego się przyzwyczai.

  • lalivian

    moja mama oddawała pończochy do repasacji, materiały do plisowania i oblekania guzików, to też już chyba zapomniane usługi.

    • kominek

      Właśnie przypomniałem sobie, że mieliśmy w domu takie urządzenie jak magiel. Chyba tego też już się nie spotyka, podobnie jak zakładów z maglami?

      • jakjajaknieja

        Z maglami chyba nie jest tak źle, bo jak ktoś ma elegancką gładką pościel to najlepiej jest ją jednak maglować. Ale ostatnio modne są pościele z „kory” czy jak to się nazywa, albo jakieś z fakturą. Ich się chyba nie magluje. Moja mama cały czas korzysta z usług magla.

      • podporkos

        Koło mojej szkoły jest magiel w którym cały czas jest ruch.

      • Piotr Tokarski

        Nie wiem jak gdzie indziej ale w Warszawie magle istnieją i działają

  • Antywieszakowa

    Moja mama prowadzi pracownie krawiecka w Tarnowie I ma tylu klientow, ze nie wyrabia, wiec troche zbyt „warszawski” ten Twoj tekst.

    Nie wierze, ze ktos taki, jak Ty wyrzuca za margines starszego czlowieka, ktory poswiecil zycie czapkom tylko dlatego, ze nie mial na siebie innego pomyslu. Moze w McDonaldzie go przyjma na te 7 lat do emerytury?

    Sieciowki beda Cie calowac po rekach za ten tekst.

    Ciagle probuje dostrzec czlowieka za marka o nazwie „kominek”. Czasem sie udaje.

    • kominek

      To jest ostatni komentarz, w którym wmawiasz mi coś, czego nie napisałem i drwisz ze mnie.

      • Antywieszakowa

        Twój tekst uderzył w mój bardzo czuły punkt i dlatego napisałam tak ostry komentarz.
        Gdybyś pochodził z rodziny, która zajmuje się rękodziełem z pokolenia na pokolenie, pewnie byś mnie rozumiał.

        Może nie napisałeś dosłownie „Ej, fajny ten dziadek, ale to już stare i niemodne, nie chodźcie tam. Niech plajtuje”, ale mimo wszystko tak wygląda puenta.

      • Misiek

        Przecież ona z Ciebie nie zadrwiła. Zakończyła jedynie swój komentarz gorzkim stwierdzeniem- podobnie jak Ty powyższy tekst.

        • Bogdanek

          Dokładnie. Kominek trochę przewrażliwiony na swoim punkcie :) Spotkałem Pana Kazimierza osobiście i niezmiernie cieszy mnie to, że nie jest on ostatnim takim rzemieślnikiem. Zapewniam Cię również, droga Antywieszakowa, że i w Warszawie znajdzie takich ludzi jak pan Kazimierz.

  • Wiciu

    W idealnym swiecie nie bylibysmy skazani tylko i wylacznie na sieciowki i ich definicje tego co modne w nakryciach glowy. W idealnym swiecie robote pana Kazimierza juz dawno podchwycilby ktos inny, mlody, ktory mialby swoj designerski butik-manufakturke z recznie robionymi zajebistymi czapkami… ktos chetny na luke w rynku?

  • Eda

    A ja z moim wybieramy się do Lublina właśnie po czapki. Strasznie trudno dostać czapki szyte w starym stylu, a na takich nam zależy. Sama zaczęłam uczyć się szyć, bo nie podoba mi się to, co sprzedają teraz. Poza tym drażni mnie to, że w Polsce ciężko dostać czasem niektóre materiały. Chciałam ostatnio sobie toczek zrobić i co? I nie można dostać u nas w ogóle słomki sinamay, a woalki w kilku miejscach, cena z kosmosu i kolor tylko czarny albo biały. Love UK i millinery shopy.

  • Ildefons

    Było nie było reklama na blogu jest. Mam wrażenie że podratowałeś Pana czapnika finansowo.

  • Kaja

    We Wrocławiu jest kapelusznik… Z ogromna radością go odkryłam, jako, że mam mały obwód głowy chiałam sobie zamówić kapelusz… I to lipa, bo oni nazywają sie kapelisznik, ale sprzedają gotowce…

    I tak od ponad 5 lat szukam kapelusza z małym obwodem :)

  • Danny_boy

    No fakt te wzornictwo rodem z czasowi powstania warszawskiego.
    Gloryfikowanie towarow z sieciowek jest troche jak podniecanie sie nowym wzorem kubka w starbucku, robi dobra robota ale w domu nikt go raczej nie uzywa.

    Ot taki garniak z kija nigdy nie bedzie na tobie dobrze lezal nie bedzie, co innego na zamowienie.Fastygi pod kolnierzyk krawiec wszywa po ulozeniu materialu na wlasnym udzie, w chinach tego sie po prostu nie uswiadczy nie w ganiturze ‚designed in italy’ and ‚made in china’.

    Co do butow to te od szewca sa po prostu dziadowskie, co z tego ze wygodne i fajne jak przemakaja ? 21 wiek podklej guma i nie zyj w sredniowieczu.

    Zyjemy w epoce mody na gowno i dmuchane puste laski.

  • lemiii

    Mój dziadzio jest szewcem, pracuje codziennie chyba już od 55 lat, ma masę pracy i ciągle tylko te buty klepie. Wakacje? „-Nie mam czasu, kto będzie ludziom buty naprawiał?”
    Mam buty od szewca-dziadzia i chodzę w nich chyba już 10 lat. Kiedy pytam go o to ile butów robi sam rocznie – śmieje się pod nosem. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że ludzie nie mają na to pieniędzy. Dziadzio mówi, że czasami kobiety rezygnują nawet z wymiany fleków bo jeśli kosztuje to 1/5 nowych butów (wątpliwej jakości)- nie widzą w tym sensu. Ja sama, siedząc u niego w warsztacie, może 3 razy w życiu byłam świadkiem tego, że ktoś przyszedł i pytał o zrobienie butów, a byłam częstym gościem w pracowni.

    Do krawca chodzę. Do modystki chodziłam z mamą jako dziecko. Lubię rzemieślników, bo wiedzą, co robią.

    • lalivian

      Jeśli chodzi o szewców to z jakichś powodów jest to zawód wymierający, podczas gdy szewc jest bardzo potrzebny. w moim miasteczku do którego wróciłam po 20 latach, nadal jest tylko jeden szewc (w międzyczasie byly dwa inne zakłady, ale się nie utrzymały) i wymiana fleków trwa tydzień, bo jest takie obłożenie. Zakład nie zmienił się od mojego dzieciństwa, a już wtedy wyglądał jak z innej epoki, 15 zl za fleki, szewc ma chyba 90 lat, wiec ten starszy czlowiek chyba nieźle na tym wychodzi, wydaje mi się, no ale jak on skończy te 100czy 120 lat i odejdzie na emeryturę, to sobie fleki w G-cach sami bedziemy musieli wymieniać.

      Natomiast w pralni (jakiejś kurde bio-sro-eko-hiper-duper nowoczesnej) za wypranie kurtki puchowej pani sobie zażyczyła 130 zł. No sorry, co to za cena. Zrezygnowałam z usługi, wrzucilam do pralki z myslą, że najwyżej wyrzucę i kupię na przecenach nową (mam ją od 10 lat i w Atenach oddawałam ją do pralni zawsze za 5 euro dwa razy w sezonie, więc za grosze). Wyprałam w 40 stopniach, parę sekund odwirowalam na najniższych obrotach, powiesiłam na wieszku na balkonie i z zainteresowaniem obserwowałam proces schnięcia. Okazało się, że pieknie wyschła, zrobila się czysciutka i pachnąca i nie widzę żadnego uszczerbku na jej puszystości i pewnie bede ją nosic kolejne 10 sezonów, jak tak dalej pójdzie. Jakaś niezniszczalna jest. No ale to kurtka kupiona za czasów, gdy jeszcze nie było tej całej chińszczyzny i prawdopodobnie po 20 latach pójdę ją najwyżej przenicować ;) na lewą stronę i nadal będę nosić albo przekażę wnukom w spadku :)

      Z takich starych dobrych rzeczy mam nieśliski acz wielce puszysty kolorowy kocyk dziecięcy, który ma w tej chwili 18 lat, piorę go normalnie w pralce, dwoje dzieci w nim wychowałam i ciągle wygląda jak nowy, sama nie mogę w to uwierzyć czasami. Z czego oni dawniej te rzeczy robili?

      • mimbla

        Jak będziesz kolejny raz prała swoją puchówkę to razem z nia wrzuć do pralki dwie piłki tenisowe. Rozbiją puch i kurtka bedzie jak nowa. A do płukania nie dodawaj płynu zmiękczającego. Pierze musi się nastroszyć a nie wygładzić. Nie dziękuj. Pierz śmiało.

  • Sebuś

    No nie wiem Kominku. Szycie na miarę przeżywa ostatnio renesans. Krawcy, szewcy, rękawicznicy wytwarzający produkty najwyższej jakości mają szansę na utrzymanie i rozwój. Pan Kazimierz niekoniecznie, bo, delikatnie mówiąc, jego produkty nie są najwyższej jakości. Sam w świecie polskiego internetu orientujesz się doskonale i pewnie wiesz, że są blogi i fora traktujące o miarowym lub półmiarowym szyciu. I powiedzmy sobie szczerze: garnitur z wieszaka nawet najlepszej sieciówki nie ma czego szukać przy garniturze szytym na miarę.

  • Korneliowe Zapiski

    NIGDY nie kupiłam czapki w sieciówce, chyba głównie ze względu na ich wątpliwą jakość; czapki wełniane robię sobie sama, a kapelusiki i „twarde” :) czapeczki na zamówienie u modystki

  • elka

    Misiek:
    Przecież ona z Ciebie nie zadrwiła. Zakończyła jedynie swój komentarz gorzkim stwierdzeniem- podobnie jak Ty powyższy tekst.

    tak Ci się tylko wydaje:)

  • mimbla

    Przypomniało mi się dzieciństwo…. Pierwsze fajne spodnie mialam szyte przez krawca. Kurtkę też. Pamiętam ogromny,drewniany stół i niesamowicie ciężkie żalazko. I ten zapach materiałów. Jak jezdziłam do rodziny,do Warszawy to zawsze wchodziłam do zakładów optycznych. Bardzo chciałam mieć okulary druciaki. W końcu ubłagałam matkę i kupiła mi zerówki. Były srebrne a ja pękałam z dumy. Oczywiście,zamówiłam je w takim właśnie zakładzie,w samej stolicy. Teraz moim sklepem jest H&M. Kiedy jestem w córki w UK też w nim kupuję. Pomimo dostępu do innych marek lezę jak ta głupia do znanej sobie sieciówki i kupuję to,co już wczesniej widziałam w siebie. Głupie ? Pewnie tak ale tylko tam czuję się bezpiecznie bo znajomo. No i mogę wszystko przymierzyć jeszcze raz w domu,a jak wiadomo w domu wszystko wygląda inaczej. I oddać. Bez tłumaczenia,dlaczego. Zmienił się świat, a ja jako łącznik między starym i nowym powiem,że nie żałuję,tego co minęło. Niech sobie będą i modystka i czapnik i krawiec i szewc.Niech z nich korzystają ci,co chcą. Ja nie chcę. No,może bym skorzystała w dobrego szewca. Tak na próbę. I dla fantazji. Nie stać mnie jednak na zrobienie naprawdę pożądnych butów,więc idę do ECCO. Też dobre.

  • uniQue

    W Warszawie niedaleko Kijowskiej jest taki malutki zakład przeuroczej Pani, która od kilkudziesieciu lat robi damskie kapelusze :)
    Może o nich mówić i mówić ;)

  • Tiramisu

    Nie zgadzam się.

    Sama korzystam z usług szewca, jego warsztat wygląda jeszcze gorzej niż zakład czapkarza z Lublina. Istny PRL. Jak poogląda się gotowe wzory butów, które stoją w tym warsztacie, to niebardzo ma się ochotę na zakup. ALE ja przychodzę z narysowanym projektem moich butów, a on wyjmuje różne skóry, żebym sobie wybrała, który kolor mi się najbardziej podoba. Następnie pokazuje mi stos różnych obcasów, żebym miała dokładnie takie, jak chcę. No i na koniec robi mi porzadne skórzane buty, dokładnie takie jak sobie wymarzę. No i niektóre pary mam już z 8 lat. Buty z sieciówek w tym czasie zdążyły mi się 5 razy rozwalić, więc śmiem powątpiewać w rzekomo lepszą efektywność dużych firm obuwniczych. No i cena – skórzane czółenka od mojego pana szewca nigdy nie kosztują więcej niż 120 zł

  • 78040711112

    Zaiste pan Kazimierz nie poszedł z duchem czasu , ale czy miał pójść? Szyje czapki typu maciejka ( Dziadek Piłsudski takie nosił ) . Sam kupiłem u pana Kazimierza dwie maciejki jedna zimową za którą zapłaciłem 25pln i to było jakieś 10 wiosen temu a drugą letnia też za 25pln z tym że stosunkowo niedawno bo jakieś 18 miesięcy temu. I z pewnością mogę stwierdzić że zatrzymały się tylko u niego ceny bo jeśli zechcemy to pan Kazimierz zrobi nam taką czapkę jakiej zapragniemy. Inny przykład to rymarz u którego robię zawsze pasek do zegarka taki jak sobie zażyczę za bagatela 10pln . Myślę ze Pana podejście do takich ludzi woła o pomstę .

  • k.m.82

    W Warszawie czapki od pokoleń u Cieszkowskiego na Pradze :) Rękawiczników dobrych zostało chyba tylko dwóch, jeden na Hożej. Parasolkarzy też niewielu. Niestety takie małe zakłady wymierają, nie wytrzymują konkurencji z sieciówkami. Fakt, sieciówka tańsza, powtarzalna, mozna mieć od ręki… szkoda, bo z takimi zawodami ginie kawał historii

  • Magda M.

    Ostatnio natknęłam się na fb na tą tematykę i skojarzyło mi się właśnie z tym wpisem. Bardzo ciekawych profil „Ginące zawody”, dla ciekawych tematyki polecam ;)