Nawet najlepsza kuchnia nie pomoże restauracji, jeśli zarządzają nią właściciele niemający zielonego pojęcia o marketingu, a kelnerzy wypraszający kulturalnych gości są godni pracy w fast foodach.

Warszawa. Galeria Złote Tarasy. Poziom -1.
W Petit Moulin Rouge byłem kilka razy. Zwykle ze znajomymi. Jedzenie nie było złe. Może nie wybitne, ale na pewno wybijające się ponad przeciętny poziom. Dobre zdanie zachowałem nawet wtedy, kiedy podano mi nieświeżego steka. Śmierdział jak ze śmietnika. Kelnerowi powiedziałem, że to pewnie wypadek przy pracy i nie ma co rozpamiętywać tego.
Nie smakował mi burger wołowy z serem camembert i konfiturą z czerwonej cebuli. Był mdły. Za to oscypki rewelacyjne, ale nie znam się na nich i nie powiem, czy to faktycznie oscypki, czy coś, co je udaje. Polędwiczki wieprzowe też bez historii. Sałatki ponoć niezłe, nie wiem, nigdy nie zamawiam. Pstrąg wyglądem przypomina babcinego kapcia, ale znajoma zaręczyła mi, że był zjadalny. Zresztą w Warszawie o dobrą rybę raczej ciężko.
Ogólnie Petit Moulin Rouge nie pozostawiało po sobie wrażenia, że jest tylko jedną z restauracji w galerii handlowej. Czuć tam rękę dobrego kucharza, lubiłem tam bywać od czasu do czasu, choć wyłącznie dla steków.
Aż do ubiegłego tygodnia.

petit moulin rouge recenzja test restauracja

Przybył do nich głodny Kominek. Ucieszył się, bo było to południe, restauracja pusta, a książę nie lubi, gdy jest dużo ludzi. Chciał zatem usiąść przy stole (pierwszy z lewej na tytułowej fotce) i prawie mu się to udało, bo podbiegła kelnerka i tymi słowy rzekła:
- Stolik dla jednej osoby?
- Tak, jestem sam.
- To proponuję któryś z tych o tam – po czym wskazała palcem poza lokal, gdzie stały na „publicznym” widoku stoliki – Albo o o o taaam!
Po czym wskazała palcem maleńkie stoliki na środku restauracji.

restauracja moulin rouge

Nienawidzę, nie cierpię, nie trawię i nigdy nie siadam na środku restauracji, aby każdy mógł sobie mnie oglądać ze wszystkich stron. Nienawidzę też siadać przy pojedynczych stolikach, bo ledwo co mieszczą się na nich talerze, żeby nie wspomnieć o laptopie. Drodzy restauratorzy, lepiej to sobie zapamiętajcie!
Grzecznie pani odpowiedziałem:
- Zdecydowanie wolę ten, jest tu więcej miejsca.
Wskazałem palcem na pobliski stół. On chyba dla czterech osób.
- Ale proponuję panu inny…
Ups. To przestaje mi się podobać – pomyślałem, kątem oka dostrzegając, że zbliża się wsparcie. Nie moje. Drugi kelner, chyba taki, który ma więcej do powiedzenia, pojawił się przy nas w okamgnieniu i…
- W czym mogę pomóc?
- Ten pan chciałby tu usiąść.
Kelner spojrzał na mnie pytająco.
- Czy ten stolik jest zarezerwowany? – zapytałem.
- Nie, ale dla pojedynczych gości mamy małe stoliki.
- Ale restauracja jest pusta!
- No wie pan… przy tych stołach siada się w grupach…
- Rozumiem, że nie mogę usiąść przy tym stole, mimo że absolutnie zawsze przy nim siadałem?
- Nie.
- Dziękuję, to wszystko.
Po czym odwróciłem się na pięcie, wyszedłem i nigdy nie wróciłem. Zajrzałem do konkurencji, tuż obok. Tajska restauracja. O niej opowiem za tydzień :)

Dziwię się, że w dobie internetu i ogromnej roli rekomendacji oraz opinii, restauratorzy pozwalają sobie na takie buractwo. Nie pozwolić komuś zjeść, bo chce usiąść przy pustym, większym stole? Klient ma prawo i przywilej siadać tam, gdzie ma ochotę, a już na pewno wtedy, kiedy jest pełno wolnego miejsca w lokali.

petit moulin rouge recenzja test restauracja

A nawet gdyby ta restauracja była pełna, to restaurator nie ma prawa przy kliencie wychodzić na dusigrosza, któremu tylko zyski w głowie i kombinowanie, co mu się bardziej opłaca. Jeden klient czy cała rodzinka, która może pojawić się w każdej chwili i nie znaleźć dla siebie miejsca? Czy w dobie internetu i ogromnej konkurencji (a już na pewno w galerii handlowej) restaurator może sobie pozwolić na tak głupie zniechęcanie do siebie klientów? Bo na mój gust, to ja mu właśnie kilku klientów odebrałem, a w głowie pozostała myśl, że skoro tak bardzo liczą się dla nich zyski, to zaczynam rozumieć, czemu stek śmierdział, a w małym kubeczku, z pięknie zielonym pesto znalazłem raz okruszki pieczywa. Zanim zamoczyłem w nim swój chleb.
Nie polecam tego miejsca. Kultury mogliby się uczyć od McDonalds. Są trzy piętra wyżej.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Fresh

    Jak nie lubisz jadać na widoku w miejscu publicznym to zamawiaj na wynos i zjedz w zaciszu biura czy tez domu :P A tak na powaznie to bardzo czesto w polskich restauracjach obsluga jest zle wyszkolna i srednio mila.

    • kominek

      Myślę, że to nie wina obsługi, ale filozofia tego miejsca.

  • Adrian Bysiak

    Taka sytuacja zdarza się dość często. Ja też nie lubię kiedy wszyscy zaglądają mi do talerza, i ciągle zastanawiam się czy jest ktoś, kto lubi siedzieć na środku restauracji. Zdarzyło mi się być w kilku, gdzie problem został rozwiązany „wielkimi kwiatami” pomiędzy stolikami, a z tego co piszesz – zachowanie w tej restauracji faktycznie, bardzo wieje buractwem.

    • kominek

      Ja się z tym spotkałem pierwszy raz, ale jeśli inne restauracje są równie uprzejmie, to będą miały pecha, trafiając na mnie. A ja dopilnuję, aby recenzje były wysoko w wyszukiwarkach.

      • Adrian Bysiak

        I prawidłowo, ja ostatnio miałem podobną sytuację z pizzerią, gdzie dostawca – przy klientach zaczął prawić mi kazania o płatnościach kartą, było to moje ostatnie zamówienie w tym miejscu ;-)

        • kominek

          Co prawił?

          • Adrian Bysiak

            Opisałem to gdzieś u siebie ;-)

      • Paweł

        Dobrze idzie. Już jesteś na pierwszej stronie Google.

        • kominek

          O, faktycznie :)

  • Marcin Michno

    Do tej pory najniżej upadł jeden z nadmorskich lokali w którym piliśmy i jedliśmy w około 20-osobowym gronie.Jeden z panów z obsługi podszedł do kolegi, który sączył Colę i stwierdził że już bardzo długo ją pije i albo zamawia albo wychodzi.Wyszliśmy wszyscy.

    • Kamil Timoszuk

      WTF?! Skąd się biorą tacy ludzie? Przecież kurde, to na zdrowy rozsądek jest głupotą, a co dopiero po „przeszkoleniu pracownika”

    • K.

      Przypomniała mi się właśnie kelnerka w jakiejś knajpie przy duzym supermarkecie (dawno było i nie pamietam dokładnie gdzie) Zamówiłam frytki i usiadłam przy stoliku. Pani podeszła z podejrzanie wyglądającymi frytkami i powiedziała:
      – Proszę sprawdzić, czy nie za zimne?

      Nie wiem ile trwało moje gapienie się na nią z otwartą buzią ale zaraz potem wyszłam…

  • Dorota

    Żenujące zachowanie obsługi. Niestety takie i podobne sytuacja nie należą do rzadkości.
    Ja np. nie jadam w restauracjach Sphinx. Kiedyś czekaliśmy z dzieciakami na obsługę 30 min. W tym czasie nasze pociechy straciły cierpliwość, a my ochotę na jakiekolwiek jedzenie. Na odchodne poradziliśmy menadżerowi, aby wywiesił kartkę „Rodzin z dziećmi nie obsługujemy!”.
    Swoją drogą mam nadzieję, iż Twój tekst pociągnie za sobą nieco więcej niż tylko kilku „odebranych klientów”.

    • Agatonistka

      To musiała być naprawdę jakaś tandetna obsługa, bo jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby w tych restauracjach było coś nie tak. Ale niestety, niektórym się wydaje, że to klient ma wokół nich skakać.

    • Dryas

      Ja pamiętam jeden ze swoich pobytów w jednej z restauracji Sphinx, na pytanie z czego zrobiony jest sos francuski do steka zauważyłem jak kelner dostał od kucharza pudełko Knorra z proszkiem i czytał etykietę! Nie zachęciło to mnie do spróbowania tej potrawy.

  • agnesm

    o fuj!!!!! te okruszki chleba najgorsze! niestety generalnie OBSLUGA KLIENTA W POLSCE TO DRAMAT!

  • Monika Kamińska

    Zgadzam sie.W Tarasach ostatnio przy duzym zatloczeniu w pizzeri na 3 pietrze obok Multikina(nie pamietam nazwy) poprosilam o zmiane stolika na wiekszy i nie bylo problemu.Ale tam na -1to w ogole maja dziwne praktyki zaczepania kazdej osoby przechodzacej obok(zazwyczaj do toalety) strasznie mnie to kopiowanie wloskich nawykow akurat tam irytuje

  • Yetii

    Hmm, to jak nie jadłeś tam tylko u konkurencji, to skąd masz foty… ? :) Wcześniejsze wizyty?

    • mariwhoana

      „W Petit Moulin Rouge byłem kilka razy. Zwykle ze znajomymi. Jedzenie nie było złe. „

      • Yetii

        i zawsze robię zdjęcie potrawom, tak na wszelki wypadek…

  • Agnieszka

    Nie mogles powiedziec ze zjesz za czterech?
    P.S. Bardzo irytuje mnie brak mozliwosci zalogowania sie przez FB i to nie pierwszy raz. Ciagle blad i blad – nie da sie tego jakos naprawic?

  • pethi

    „Nienawidzę, nie cierpię, nie trawię i nigdy nie siadam na środku restauracji, aby każdy mógł sobie mnie oglądać ze wszystkich stron..”
    Ależ miłościwy panie. Nie chowaj do tej waćpany urazy bowiem, ugościć chciała, wielmożnego księcia. A wiedzą to nawet chłopskie syny, że książę nosi mokasyny i zajmuje środkowe miejsce, by inni go podziwiali.
    -Zobacz, to on.
    -Nie, tamten jest chudszy.
    -No bo blog wychodzą. Mówię ci.

    -Zoba, ma tableta.
    -Po co mu?
    -No bo ustawi sobie obraz serwetki. Po jedzeniu wytrze sobie usta i go wyrzuci.
    -A to burżuj.

    -O wziął rybę.
    -Ryby są niedobre, chyba że te co się złowi samemu.
    -O macza chleb w pesto.
    -Pesto jest nie dobre. Chyba, że takie co się samemu zrobi z świeżo zerwanych ziół i własnoręcznie upieczonego chleba w piecu na węgiel drzewny.
    -Teraz oscypka je.
    -Oscypki są niedobre, chyba że samemu się wydoi kota i tego mleka samemu się zrobi.
    -Teraz rosół je.
    -Najlepsze rosołki to te niedzielne u mamy. Ona zrywała świeżo hodowane kostki rosołowe i je wrzucała do glinianego gara, który ulepił mój dziadek. Oczywiście w tym glinianym garze była deszczówka i grzała się na rozpalonym ognisku, które rozniecił mój tata, własnoręcznie zrobionym krzesiwem.
    -O już płaci kartą.
    -Karty są słabe. Najlepsze to własnoręcznie wydrukowane pieniądze.

    • Anna Ma.

      Poległam.

    • pidzamowa

      „świeżo hodowane kostki rosołowe” wygrały wszystko :)

  • sid1972

    Oj Kominek czesto sie zdarzaja zle wyszkoleni kelnerzy…. Ja pamietam kiedys w bardzo lubianym przezemnie steakhousie czekalem juz 20 Minut na kelnera aby przyjal zamowienie, i na prawde nei bylo tylu ludzi… a ze siedzialem z moim rezolutnym kolega, wzial karte, zadzwonil do lokalu i poprosil o jedzenie na wynos podane na talerzach do stolika przy wejsciu…. nie dosc ze menadzer przyeszedl u zaczal przepraszac to jeszcze otrzymalismy nasze jedzenie za free plus kazdy voucher na 30 Euro… Wiec jako tako wybrneli… a maja naprawde swietne steaki

  • LISU

    ” Kultury mogliby się uczyć od McDonalds” – albo Pizza Hut :)
    Któregoś razu wpadłem w dość nieprzyjaznych pustym stolikom godzinach wieczornych z koleżanką na placka do PH, oczywiście cała zasmarowana ludźmi – prawie cała, zostały dwa stoliki, jeden przy oknie dwuosobowy i ‚loża’ z sofami czy jak to się tam nazywa w półkole dookoła stolika, spokojnie z 5 osób by tam wlazło. Za nami kolejka, swoje też chwilę odczekaliśmy.
    Pani wodzirejka po przywitaniu się oczywiście zasugerowała logicznie ‚dwójkę’, ale – analogicznie do sytuacji powyżej – powiedziałem, że wolę ten drugi stolik, otoczony zamkniętymi siedziskami i miejsce przy oknie na ulicę mi się po prostu nie podoba.
    Bez dyskusji i z uśmiechem wyrecytowała ‚to zapraszam serdecznie, proszę za mną’, prowadząc nas do ostatniego bastionu w restauracji. W podziękowaniu przemieliliśmy m.in. dwie duże pizze, na stoliku pod oknem ledwo by się zmieściła pewnie jedna.
    Niby prosta, codzienna historyjka, ale cztery gwiazdki dla Pani kelnerki ode mnie ;) Można? Można.

    • Gabriela

      Podpisuje się pod tym obiema rękami. W Krakowie (o ile Ty też nie mieszkasz w tym mieście) kelner zawsze czeka aż wybiorę sobie miejsce, niezależnie od tego czy jestem sama czy w grupie znajomych. Sama nie zajęłabym tej loży gdybym widziała, że jest full ludzi, ale wtedy kiedy nie ma problemu z miejscami – czemu nie? A co do McDonalda to ostatnio było tak wielu ludzi, że obsługujący mnie Pan zaproponował, że przyniesie mi moje zamówienie do stolika. Bardzo miły gest z jego strony :)
      Za to zdecydowanie w moich oczach stracił Sphinx przy ul. Grodzkiej. Nie dość, że kelner nas usadził mnie i moją koleżankę tam gdzie mu było wygodnie, a niekoniecznie nam, to jeszcze przy składaniu zamówienia „shoarmę zapiekaną z serem proszę”, wręcz wydarł się, że najpierw trzeba podać rodzaj mięsa.
      Z przyjemnością będę czytać więcej takich recenzji na blogu.

  • Tomasz Łaba

    Trzeba dziesiątków lat, żeby w Polsce zmienić myślenie.
    Sam bym wyszedł i podziękował.

  • K.

    Chytry dwa razy traci :)

    Wiecie, jest we Wrocku taka fajna knajpka Kurna Chata – lubie tam czasem jeść. I bywa że wpadam tam w porze obiadowej sama kiedy mają naprawde pełną sale i często rezerwacje. Są tam zarówno duże stoły jak i małe na 2 osoby. Kelnerka pojedynczym osobom oczywiście proponuje mniejsze stoliki, ale wtedy kiedy jest naprawde jest dużo ludzi + pare rodzin i robi to raczej z prośbą i uśmiechem a nie żądaniem. Nie próbowałam się nigdy upierać przy wielkim 6 osobowym stole na mnie jedną kiedy co chwila wpada jakas rodzina albo grupa znajomych ale myslę że i wtedy zostałabym potraktowana bardziej kulturalnie.

  • Paulina Krasińska

    Słaba akcja z tym stolikiem. Jeszcze nigdy się nie spotkałam z czymś takim, wręcz przeciwnie, jestem przekonana, że większość restauratorów jest świadoma tego, że stoliki na środku są „gorsze” i niechętnie ktokolwiek przy nich siada, wobec czego hostessy/kelnerzy usadzają gości w kolejności od ścian do środka. Kwestię „gapienia się” ludzi na siebie wzajemnie, fajnie rozwiązano w Gospodzie Wrocławskiej, w której byłam w święta – pomiędzy stołami są ładne, tkaninowe przepierzenia i wcale nie odczuwa się tego, że jest tam dość gęsto.
    Inna sprawa to zajmowanie przez jedną osobę wielkich stołów na 4+, kiedy knajpa jest tłoczna, co uważam za swego rodzaju przejaw buractwa. Fakt – większości knajp należy się odstrzelenie głowy dekoratorowi za mikrostoliczki, ale jak widzę pajaca w loży na 6 osób, w której siedzi on, jego kawa/danie i gazeta, a ja z kompanem, muszę zadowolić się dwa razy mniejszym stolikiem, na którym ciężko jest nawet postawić nasze talerze, to kusi mnie bardzo żeby zapytać takiego gościa o samopoczucie jego wymyślonych przyjaciół…

  • Agatonistka

    Nie dziwię się, że wyszedłeś. Spotkałam się już, że kelner proponował mi miejsce do siedzenia, ale głównie wtedy gdy ruch był ogromny. Jednak nigdy się nie zdarzyło, by robił problemy, gdy mówiłam, że wolałabym siedzieć gdzie indziej (i sama wybierałam miejsce).
    „Biedni”, nawet nie podejrzewali, że tym zachowaniem stracą więcej, niż jednego klienta.

  • kalina

    chodziłam tam kiedyś, gdy jeszcze serwowali pyszną pizzę ( ok. 3 lata temu)
    z czasem jakość dań zaczęła się psuć, a pizza zniknęła z menu, wtedy jednak na obsługę nie można było narzekać. dobrze, że o tym piszesz, myślałam o tym aby wpaść tam i sprawdzić czy coś się zmieniło, teraz już wiem, że nie warto.

  • Szminek

    Kelnerka pewno naciskała na inny stolik, bo szefu wymyślił sobie taką durną zasadę i bała się co to będzie jak cię bos zobaczy przy dużym stoliku ;) wyszło by na to, że się nie słucha. Fajne te recenzje.

    Pozdrawiam.

  • MAJKA

    Myślę, że przesadziłeś ze znaczkiem NOT RECOMMENDED. Sam napisałeś, że byłeś tam kilka razy a jedzenie jest ponad przeciętne. Na obsługę też wcześniej nie narzekałeś. Zrozumiałabym jeszcze, gdybyś opierał swoją decyzję o „wybaczony” śmierdzący stek bądź użyte wcześniej pesto, ale Twoja ocena jest poparta jak dla mnie sporną w tym przypadku kwestią czyli odgórnie ustalonymi zasadami usadzania gości. Rozumiem, że to wyglądało słabo ale sądziłam, że ten znaczek jest zarezerwowany dla prawdziwych pomyłek.

    • kominek

      Nie mogę rekomendować miejsca, które w ten sposób traktuje gości.

  • Malwina

    Ja kiedyś siedziałam w barze z koleżanką i piłyśmy piwo. Siedziałyśmy na zewnątrz więc moje dwie koleżanki które nas zobaczyły podeszły i się przywitały. Jakież było moje zdziwienie gdy wyleciał właściciel lokalu (!) i powiedział chamskim tonem że one albo coś zamawiają albo mają sobie stąd iść bo to nie jest poczekalnia! Myślałam że z krzesła spadnę! Chamstwo i jeszcze raz chamstwo.

  • danny

    po co lapto na stole przy jedzeniu? albo jesz obiad albo siedzisz na internetach

    • kominek

      Nie. Ja jem obiad i siedzę na internetach.

  • Księgarz_pospolity

    Kiedyś wyszedłem z dwoma kumplami do jednego z łódzkich pubów. Ludzi od groma, ale szczęśliwie udało nam się siąść przy odpowiednio dużym stoliku. Okazało się, że jeden z nas zapomniał gotówki, więc poszedłem z nim (nie znał Łodzi) do bankomatu obok; drugi kumpel zajął miejscówki. W czasie, kiedy my szliśmy po pieniądze, do drugiego znajomego podeszła kelnerka i zapytała, czy jest sam, czy z kimś, bo ma klientów do tego stolika. Kolega powiedział, że jest nas trzech, na co kelnerka wyszła z propozycją, że jeśli przejdziemy do stoliku w innym miejscu (na cztery osoby), to dostaniemy za darmo po piwie na łebka. I tak też sprawa się zakończyła. Można? Można. ;)

  • Zbyszek

    Też bym wyszedł. W Polsce ‚obsługa klienta’ jeszcze 100lat za murzynami.

  • Alex

    a mnie to irytuje gdy ide na kawe albo do centrum handlowego, aby cos szybko zjesc, z trzema albo czterema osobami i nie mam gdzie usiasc. Tak, sa wolne stoliki, ale tylko dwojki. A osoby, ktore sa same, siedza przy czteroosobowym stoliku, a my potem sie gniezdze przy malym.

  • Marta

    Kiedyś w jakiejś azjatyckiej restauracji dostaliśmy ze znajomym do posiłku trzy kolorowe sosy. Kelnerka na nasze pytanie o to, jakie to sosy, odparła: „Ten jest zielony, ten żółty, a ten różowy”.

  • svaryeah

    Tak samo w Babooshce na Grójeckiej. Chciałam usiąść przy oknie, by móc czytać książkę. Nie pozwolono mi tam usiąść, bo był to stolik dla 4 osób. Musiałam się przenieść do mniejszej salki, gdzie był jedyny mniejszy, oświetlony stolik. Była tam jakaś para i czułam się nieswojo. Oprócz mnie i ich nikogo nie było w lokalu.
    Już tam nie wrócę.

  • arpi

    Spodziewam się, że obsługa nigdy więcej nie popełni tego błędu. Brak rekomendacji oczywiście słuszny (taka obsługa sadzi pewnie niejednego kulfona dziennie), ale sadzania przy małym stoliku na siłę bym się już nie spodziewał. :)

  • Empatia

    Nie rozumiem Twojego zdziwienia.
    W lokalu płacisz za usługi przyrządzonego jedzenia i stworzenia warunków do jego konsumpcji. Zarówno pierwsze jak i drugie są dosyć relatywne i uzależnione od ceny.
    Domyślam się, że to może być trudne, jednakże postaw się tylko na chwilkę w roli właściciela.
    Przychodzi klient. Płaci, wymaga. Reszta go nie interesuje. Zajmuje duży stolik. Ma prawo i przywilej tam siadać. Rozkłada swój osprzęt: laptopy, tablety i co tam mu się żywnie podoba (tu już nadwyrężamy usługę nr 2, ale o tym zaraz). Teraz wchodzi tata, mama i dwójka dzieci. Dajmy im po 6 i 8 lat.
    Nie mają gdzie usiąść… Klient albo sam się domyśla i ustępuje im szybciutko miejsca niezręcznie gramoląc się z zestawem rtv agd albo kolejni klienci (też płacą, też wymagają) subtelnie sugerują mu w/w poczynania, ew. robi to właściciel. W najlepszym wypadku wszyscy się ładnie uśmiechają i wymieniają uprzejmościami.
    Osobiście w roli właściciela zastanowiłbym się czy mimo wszystko można było uniknąć tego w przyszłości. W roli głowy rodziny nie miałbym czasu na refleksje. Myśl ala co za pajac przerobił sobie restaurację na pracownię zupełnie by mnie dekoncentrowała. W sumie też płacę, to i wymagam.
    Rozumiem, że jest XXI w. „Wszyscy” mamy tablety, Icokolwiek, laptopy i całą resztę na baterie. Rozumiem, że coraz częściej ciągamy ze sobą swoje zabawki gdyż nie możemy się bez nich obyć . Rozumiem też, iż nie każda restauracja, pub, knajpka bądź pizzeria stwarza warunki (zapewne kiedyś będzie) do obstawiania się w/w przedmiotami. Bo i po co? (póki co)
    Dla nabrania pewności.
    Laptop można. Więc prawnik niech przyniesie stos akt, bo chce przygotować się do rozprawy; hydraulik zestaw rurek i kolanek, bo ma ochotę poskręcać sobie przy szamanku a stylistka zestaw kosmetyków, gdyż chce eksperymentować z nowym make-up’em.
    Nie, żebym był złośliwy. :*
    Myślę, iż widać już pewną zależność. Tj. Ty Kominku selekcjonujesz sobie publikę, aby stworzyć jak najlepsze miejsce, tak samo restauracja ma prawo selekcjonować zachowanie klientów i decydować o ich sposobie zachowania. Widocznie Ty nie przeszedłeś tego etapu. Gdzie tu buractwo?

    • kominek

      Wychodzisz z kompletnie absurdalnego założenia, że jak wchodzi obca mi rodzinka, to ja powinienem ustąpić im miejsca.
      A także rozumujesz, jak rozumowali polscy restauratorzy w czasach komuny – restauracja ma służyć do spożywania posiłków.
      W dzisiejszych czasach to nie jest jedyna ważna funkcja restauracji i kawiarni. Poczytaj sobie, w jaki sposób swoją wielkość budował Starbucks.

      • Dedukcja

        Nie, nie, nie. Nie rozumuję tak.
        „W lokalu płacisz za usługi przyrządzonego jedzenia i stworzenia warunków do jego konsumpcji. Zarówno pierwsze jak i drugie są dosyć relatywne i uzależnione od ceny.”
        Zwróć uwagę na określenie relatywne. Właśnie po to ono tam jest. Dla jednego stworzenie warunków to będzie mały taborecik na środku restauracji, dla drugiego loża w kącie.
        Powyższy komentarz zapewnił mi brakujące puzzle. W nowym świetle opinia wygląda na rzetelną i ocieka mocnymi fundamentami. Znaczy się, że masz rację.

        • MEG

          Hm…. Jedno mnie ciekawi w przeprowadzonej Dedukcji. Jaki problem ma ta hipotetyczna „rodzinka” z zajęciem stolika w pustej restauracji? Z Kominkowego tekstu zrozumiałam, że lokal nie był zatłoczony – wręcz przeciwnie… I chociaż nie byłam w „Petit…”, to nie wierzę, że mają li tylko jeden duży stolik. Nie ma takich cudów. Wobec powyższego niezrozumiałe jest dla mnie namawianie Klienta na zajęcie konkretnego stolika. Nachalne w dodatku… No, chyba, że spodziewali się najazdu głodnych wikingów w ciągu kwadransa i bali o swoje życie w przypadku nieusatysfakcjonowania tychże wikingów odpowiednią ilością miejsca do obiadu… Jak widać, nie tylko wikingów powinni się bać ;)

  • a

    Byłam w tej restauracji w tym tygodniu. Rzeczywiście wieje pustką, ale wcale się temu nie dziwię. Flaczki za 17 zł smakujące jak przesolone pomyje z zupy pomidorowej i odrobiny strogonowa to zdecydowanie przesada. Na dodatk podane w talerzu jak z PRL. Piwo niezłe, ale zbyt drogie. Świetny wystrój wnętrza – chyba jedyny plus.