Majówka!
Ulubione święto pracowników korpo. Dla 20 mln Polaków oznacza jedno: wyjazd za miasto, z czego 19 mln obiera za cel Zakopane, bo w Polsce innych za_miast nie ma. Pozostały milion nigdy nie dojeżdża na miejsce, stojąc przez dwa dni w korkach.


Wiecie, tak sobie pomyślałem – szczęśliwym jest człowiek, który nie wyjeżdża na majówki.
Weźmy na ten przykład takiego Kominka. Ja mam majówkę cały rok. I chyba włożyłbym sobie widelec w oko, gdybym musiał pracować od poniedziałku do piątku, nie móc rano się wyspać, nie widzieć miasta za dnia, wracać do chaty wieczorem, gdzie – nie daj borze – czeka na mnie żona z zimnym obiadem. I dzieci, które dziwnym trafem bardziej podobne są do sąsiada niż do mnie.

Przy okazji majówki kolejny raz wróciła do mnie taka przykra myśl.
Nasze babcie mieszkały na wsiach. My w większości już wychowaliśmy się w miastach. Nasi rodzice pozostali w miastach. I tak sobie myślę na zapas, że szkoda mi mego syna. Tego, którego nie mam, a którego kiedyś pewnie się dorobię w bardziej lub mniej przypadkowy sposób. O posiadaniu córki wolę nawet koszmarów nie mieć.
Mój syn nie będzie wiedział co to wieś.

Będąc malcem, jeździłem latem do babci. Wiem, jak rosną porzeczki, agrest, czereśnie, wiśnie, jabłka. Wiem czym nakarmić kury i kaczki. Wiem, jak sadzić marchewkę, przekopywać ziemniaki i podpierniczać truskawki z działki sąsiada.
Wiem, jak wyglądają jadowite mrówki, pszczoły, ule, psie budy, krecie kupy, myszy, szczury. Pamiętam przyjemny chłód przegniłych piwnic, zapach węgla, umiem nawet nim napalić w piecu.
Pamiętam, że nie należy wchodzić na strych, bo tam straszy, ale już pani krowa w oborze jest niegroźna i można do niej podejść i za cycka złapać.

Dziś nie pamiętam już, kiedy ostatnim razem widziałem krowę na żywo.  A konia? Dzisiejsza młodzież potrafi je tylko zwalić. Większość z następnego pokolenia tylko w telewizji będzie mogła zobaczyć kozy i świnie. Nie napiją się świeżego miodu, nie skosztują dżemu babcinej roboty. Kto dziś robi zapasy na zimę? Ogórki i dżemy kupujemy w supermarketach.
Pamiętam, jak dziadek zabijał kurę. Ta, nie mogąc pogodzić się ze zgonem, latała jeszcze przez chwilę bez głowy po czym zaległa na trawie.
Pamiętam te piękne czasy, kiedy jeździło się na wieś. Nic tak nie smakowało jak rosół z własnoręcznie robionym makaronem. Babcia Kominkowa zawsze pamiętała, że należy mi się wątróbka i żołądek, siostrze ostawały się co najwyżej serca i szyjki.

A nad jeziorem tato uczył mnie łowić. 4 lata miałem, gdy złowiłem ogromnego karpia. Latałem z nim w przezroczystej reklamówce po całej wsi – bez pukania wchodząc do domów sąsiadów i dumnie trzymając swoją zdobycz. Ależ ja byłem wtedy szczęśliwy!
A dziś? Mrożona panga albo mintaj, fast-foody, rosoły w proszku, miniaturowe kury bez grama tłuszczu. Nie ma prawdziwie pięknego dzieciństwa bez możliwości spędzania go także na wsi.

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Kasjan

    Jestem już z tego młodszego pokolenia (’99), ale moja rodzina pod tym względem jest staromodna. Co prawda mieszkamy w mieście, ale nie wyobrażam sobie roku bez jeżdżenia na ryby z tatą, lub odwiedzenia rodziny na wsi. Nic nie pobije smaku świeżego mleka i to nie z lodówki. :)

  • ewaryst

    Nawiązanie do oetkera… znak czasów Panie, znak czasów.

  • Simplesoul

    Nie ma nic lepszego niż wyjść rano kurde, w kapciach i piżamie (!) nawet i mieć gdzieś, że ludzie z samochodów patrzą się na Ciebie jak na kosmitę. Nie ma to znaczenia, jak widzisz załóżmy praktycznie już rozwinięte kwiaty czereśni :) Ale tu nad morzem Kominku jak zapewne wiesz, zawsze trochę chłodniej, mimo tych nastu stopni :) Pozdrawiam!

  • Marcin Lewandowski

    Ja jeszcze pamiętam jak dziadek przetapiał słoninkę w garnku i powstawał pyszny smaluszek ze skrarkami. Skiba grubo ukrojonego, ciepłego i chrupiącego chleba ze smaluszkiem i szczyptą soli to było mistrzostwo świata :)

  • Marcin Michno

    Kury to jeszcze u kumpla kupię bo fermę ma ale tego że zniknął ze sklepów topiony z kminkiem i kapusta kiszona to przeżyć nie mogę.

  • Izabela Sikora

    Z ust mi to wyjąłeś:) Tylko, błagam nie dyskryminuj tutaj córek;)

  • Magda N.

    Jak dotarłam do fragmentu o piwnicach to w wyobraźni powrócił do mnie ten zapach. Co to były za czasy…

    • IntentBlue

      Też to poczułam!

      • es

        mam to na codzien

  • Ola

    Mówi za siebie:-) Ja o 7.00 w pidżamie zapitalam dać koniom śniadanie, psia ferajna biegnie za mną podkradać granulat, świnia chrumka na widok bochnów suchego chleba które zaraz wylądują u jej racic a kogut zapina kurkę na środku podwórka. A do Wawy mam 40 minut:) I dzieciaki też tu znajdziesz, choć nie moje, bo nie wyznaję:-)

  • gola_pionierka

    Miałam smutne dzieciństwo typowo miejskiego dziecka. W związku z tym krowy widywałam tylko z okna pociągu, a żywej świni niestety przez 30 lat mojego życia z bliska nigdy nie zobaczyłam. Raz w życiu pogłaskałam małego kurczaka, taką puchatą kulkę. Za to konie nauczyłam się ujeżdżać, wiec chociaż tyle.

  • Kasia

    Ja robię z mamą zapasy na zimę :-) swoje ogórki, papryka, grzybki, kompoty, soki malinowe, porzeczkowe. Dżemy… Same dobroci. Wujki łapią rybki, nie ma nic lepszego niż grillowana świeża ryba. Nie musisz pytać. Tak, możemy mieć syna ;-) pozdrawiam

  • starlit

    „Wiem, jak rosną porzeczki, agrest, czereśnie, wiśnie, jabłka. Wiem czym nakarmić kury i kaczki. Wiem, jak sadzić marchewkę, przekopywać ziemniaki i podpierniczać truskawki z działki sąsiada.
    Wiem, jak wyglądają jadowite mrówki, pszczoły, ule, psie budy, krecie kupy, myszy, szczury. Pamiętam przyjemny chłód przegniłych piwnic, zapach węgla, umiem nawet nim napalić w piecu.
    Pamiętam, że nie należy wchodzić na strych, bo tam straszy, ale już pani krowa w oborze jest niegroźna i można do niej podejść i za cycka złapać.”

    Też wiem:) I nie ma bardziej magicznego świata od tego, z takiego dzieciństwa. A może magiczny jest tylko we wspomnieniach, bo odchodzi, ginie?
    Może dotykanie, doświadczanie życia wirtualnego (mam na myśli dzisiejsze dzieci) jest tak samo, albo bardziej, ekscytujące?
    Tylko czegoś żal. Ale właśnie czego?

  • Ryszarda

    lubię wieś. jeździłam tam na wakacje przez 15 lat. zostały w pamięci smaki i zapachy, strasznie brakuje mi poziomek, jeżyn, zawsze zajadałam jeszcze niedojrzały kwaśny agrest. A na koniec wakacji orzechy laskowe. I to mleko full natural prosto z cyca i bułki drożdżowe z prodiża (ktoś wie, jak wygląda prodiż?)
    tam wszystko miało smak!!. 2 dni temu pojechałam tam pierwszy raz po 14 latach – tak poszukać siebie z dzieciństwa….wycięto wszystkie drzewa przy drodze i to tak, że teraz stojąc na początku tej wsi widać jak na dłoni ostatnie domy – a kiedys była tam dżungla. zostało tylko paru mieszkańców, miejsca z dzieciństwa pozarastały albo zniknęły. Panoszą się teraz „miastowi”, którzy wykupują działki i stawiają na nich fińskie domki. jedno co się nie zmieniło to obieg plotek – odwiedzisz trzy domy i w pół godziny masz wszystko jak na tacy. mentalność tych ludzi zawsze była cudowna – plotkowali na potęgę na siebie a potem ramię w ramię w pierwszej ławce w tutejszym kościele – zresztą kościoły i przystanki to ostoje życia towarzyskiego :)

  • Hera

    Prawdziwe kury też nie mają za dużo tłuszczu, bo są wysportowane od biegania po podwórku (a przynajmniej te, które są mi znajome, są wysportowane).

    Mam to szczęście, że moja Babcia nadal robi przetwory, wiem więc czym jest dobry kompot, domowy dżem i kiszony ogórek. Często jadam też rosół (z wysportowanego koguta) z makaronem babcinej roboty.

    Można powiedzieć, że szczęściara ze mnie.

  • ELλAH

    Waśnie mi uświadomiłeś jakim szczęśliwym dzieckiem byłem… Byłem? NADAL JESTEM :)

  • Angelene

    Wielu pracowników korpo nie ma długiego weekendu bo pracują dla anglików, francuzów itd., których nasze polskie święta nie dotyczą.

  • kasiastachurska

    lubię wyjechać czasami na wieś :)

  • Justyna

    Ja mieszkam na wsi. Robię przetwory na zimę, uprawiam ogródek. Krów i świń oraz kur nie posiadam, bo teraz nawet wieś goni za nowoczesnością. Za to mieszkam naprzeciwko stadniny i z okna sypialni co ranek mogę podziwiać konie. Ale i tak wieś z czasów dzieciństwa to zupelnie inna bajka. Godziny spędzone na koplach podczas zabawy w podchody. Sad sąsiadki z cudownymi drzewami i krzewami owocowymi, do którego chodziło się na „szaber”… Dziś w miejscu tego sadu stoi dom… czas jest brutalny.

  • rudatrzydziecha

    A ja zabieram moje dziecko na wakacje do babci na wieś. I ciągam ją po lesie, uczę zbierać grzyby.Tłumaczę czym się różni jeżyna od maliny, opowiadam jakie pyszne są poziomki prosto z krzaczka. Trochę się buntuje ale nie pozwolę jej, zmarnować sobie dzieciństwa przed telewizorem i komputerem.

  • ona

    piękny tekst, oby nigdy się nie sprawdził, a to już zależy od nas samych, czy pozwolimy żeby mięso powstawało w laboratorium, mleko było wodą itp.

  • Silacz

    A ja mam kilka kur, kilka krolikow a nawet koguta zeby moj syn wiedzial, co to sa zwoerzeta i co zrobic, zeby jest normalne jedzenie a nie pasze, ktora sprzedaja w marketach…

  • venila

    So true. Najlepsze wakacje tylko u babci na wsi: robienie tamy na rzece, namiotów z koców, pierwsza wiśniowa nalewka, włóczenie się nocą po lesie, leżenie w trawie i słuchanie muzy z walkmana (!!!), granie w makao, objadanie się malinami. Jakież to było piękne uczucie dać się ponieść dzikiej przygodzie. Tak po prostu.

  • Simplesoul

    Ah o jeszcze jednym bym zapomniała. Dzisiaj właśnie mama ‚bawiła się’ w opierzanie kogutów na domowy rosołek i mówię jej, że do końca życia nie zapomnę jak mój starszy brat korzystając z okazji brał kogucie łapki i ganiał mnie, przerażoną, po całym domu… Kurde 21 lat na karku, a tak dużo do wspominania, damn.

  • T-MaC

    Też każde większą część wakacji spędzałem na wsi.
    Wieś ma taki specyficzny klimat wolności. Tam nie muszę jechać na boisko 10 minut autobusem, by pograć sobie 1,30 h w piłkę tylko wychodzę z domu i już jestem na boisku, bo boiskiem może być cała łąka.

    Nie do końca rozumiem jednak czy musimy współczuć dzisiejszemu pokoleniu.
    W każdym pokoleniu przyjdzie czas, by powiedzieć magiczne:
    -„Za moich czasów było lepiej”, bo mieliśmy świeże mleko od krowy i to takie pełne tłuste i na żywo widziałem jak krówka się rodzi, a młodzi to sobie mogą popatrzeć na krowę, ale tylko w Google.
    Jednak o podróżach do Egiptu w wieku nastu lat to mogłem sobie pomarzyć.

    Jak każde pokolenie ma swoje minusy i plusy.

  • elka

    Wychowalam sie w malym miasteczku,wszelki wolny czas spedzalam z kuzynami,ktorzy wlasnie przyjezdzali na wioche.Zawsze chcialam mieszkac w miescie,a kiedy to nastapilo,bardzo szybko przekonalam sie,czego juz nie mam.Jedyna i najwazniejsza zaleta zamieszkiwania w miescie jest dla mnie anonimowosc.Lubie ludzi,ale jeszcze bardziej cenie sobie spokojny spacer na rynek,bez spotkania polowy rodziny i dwoch tuzinow znajomych.
    Za czym tesknie? Za groszkiem w ogrodku,za ogromna piwnica pelna wekow,kompotow,wrotek,narzedzi itd;za kawalkiem trawy pod moim oknem,a nawet za widokiem nieba podczas kapieli w wannie.
    Mam do kogo pojechac na majowke.Wlasciwie co roku jestem albo u siostry,albo u znajomych w mojej rodzinnej miejscowosci.Jest inaczej,to nie ten sam dom,ale moje dzieci doceniaja swobode,ktorej brak im w miescie.Mimo wszystko do tego samego miejsca nie chcialabym wrocic,choc marze o swoim domku z ogrodem.

  • Don SyczuRaLesku

    ku%%%a to jest chyba ostatni bastion, ostatni blog na mapie polskiego internetu, ba to jest chyba ostatnie miejsce w internecie, do którego dostęp maja Polacy, w którym można spotkać normalne komentarze, szczęśliwe, pełne pasji, życzliwości, bez wrodzonego polaczkowego jadu i nienawiści, pełne zrozumienia i inteligencji (no może poza artykułem o cwaniakach w śmierdzących ciuchach z flachą za pazuchą – chociaż nie chce mi się sprawdzać czy to było tu, czy na tym drugim blogu).
    Jeśli możesz zdradź swój sekret, bo o tym trzeba by napisać prace magisterską i badania przeprowadzić.
    Nigdzie tak miło, z uśmiechem na twarzy i nadzieją w sercu (że Polacy to jednak nie są skończeni debile) nie czyta się komentarzy jak u Ciebie ;) Aż pisząc ten komentarz, pełen pochlebstw w Twoją stronę, czuję się lekko jak pedał, a chcąc być poprawnym politycznie, to jako homoseksualista ;)

    • stefan

      „Jeśli możesz zdradź swój sekret”

      moderacja ?

  • dracker

    Dlatego ja szukam wsi gdzieś na wschodzie Polski i tam jadę z rodzinką na „majówkę”, „wakacje letnie i zimowe” W gospodarstwach agroturystycznych można doświadczyć jeszcze uroków „naszego” dzieciństwa

  • Marcin

    itam.. moja córka już to wszystko wie, chociaż urodziła się w samym centrum miasta. W przedszkolu (ok, może tylko w naszym) co roku jest całodniowa wycieczka na wieś (tylko nazywa się to teraz wycieczka na farmę, hehe) i tak jak dla mnie wieś była czymś prawie codziennym, to dla niej jest to totalna egzotyka, mniej więcej na takim poziomie jak dla mnie był Pewex.

  • marian

    E tam, ja się wychowałam na wsi i teraz tego dzieciństwa żałuję, chociaż lata tam były fajne. Żałuję, bo byłam pozbawiona tego wszystkiego co mieli moi rówieśnicy w mieście- basenu na wf-ie, łyżew w zimie, angielskiego w podstawówce, kolonii i obycia społecznego. I tej wspomnianej wyżej anonimowości, bez wścibskich babek na każdym kroku. Już w liceum dało się odczuć ogromną różnicę między wsią a miastem.
    Nie miałam rówieśników w okolicy, a krowy, kury i świnie to był przykry codzienny śmierdzący obowiązek a nie rozrywka.
    Może dla dzieci z miasta na wakacje to jest rozrywka, ale wychowywanie się tam na co dzień było degradacją umysłu małego człowieka.

    • lalivian

      Dobry glos wsrod tych zachytow unisono nad zyciem sielskim anielskim. Ja w sumie wcale nie zaluje, ze wychowalam sie w miescie, teraz mieszkam na wsi, ale wszystko ma plusy i minusy. Np na osiedlu na ktorym mieszka przyjaciel, moj szesciolatek jest szczesliwy, od momentu gdy sie pojawiamy z wizyta, nawet nie wvhodzi na gore, tylko od razu zostaje z chmarą dzieciakow, ktorych przeciez wcale nie zna, bo nie jest z tego osiedla, a jednak bawi sie z nimi na swiezym piwietrzu przez pol dna w te wszystkie wojny, indian, wyscigi, mecze. Na wsi gdzie mieszkamy praktycznie nie ma z kim sie bawic. To powazny problem. Poza tym to ja tam nie wiem, ale wydaje mi sie, ze wczasy all inclusive w czterech gwiazdkach w pieknym cieplym kraju to jednak jest to.

  • Karolina

    Wszystkie cztery kończyny podpisały się pod tym tekstem. Od A do Z.

  • K.

    A śmietana kupowana w słoiku od pani mającej krowy? a mleko targane w kankach co 2 dzień – jak mi się nie chciało po to mleko chodzić a dziś bym biegła nawet w piżamie. Jajka od kur mojej babci do dziś robią wrażenie nawet w bawarskiej wiosce :)
    I pamiętam jak po wsi jeździła wielka ciężarówka z białą kapustą i ludzie kupowali po kilkanaście – kilkadziesiąt główek. Potem w kuchni dziadkowie stawiali wielką metalową wannę, na niej drewnianą tarkę i produkowali kiszoną kapustę. Przekładali do wielkiej beczki, przyciskali ciężkim kamieniem a mała K. podkradała jeszcze nie całkiem ukwaszoną kapustę jak nikt nie widział :)
    I gdzie te czasy kiedy do pierogów ruskich kupowało się tylko pieprz i sól bo mąka była własna, ziemniaki i cebulka też, a ser babcia robiła swój…

  • milena

    Kominku ja pomimo, że dzieckiem już od niedawna nie jestem, nadal ponad wszystko cenię wakacje na wsi. Póki mam do kogo, staram się tam regularnie jeździć i choć w zeszłym roku nie udało mi się, w tym na pewno spędzę tam co najmniej 2 tygodnie. Od dawna żaden Twój wpis nie podobał mi się tak bardzo jak ten, przywołał bardzo miłe wspomnienia i niemalże widzę Cię wbiegającego do kuchni mojej babci, z tym karpiem w reklamówce z roześmianą buzią.

  • kasia

    Ludzie, chłopie, gdzie Ty żyjesz..? Ogórki, dżemy, kompoty i inne kapusty kiszone co roku robię sama, posiadam również piwnicę, w której sobie one ładnie stoją na półeczkach.
    Kury biegają po swoim podwóreczku z tyłu, dzisiaj właśnie tata zabił dwie, jutro gotuję rosół. Co prawda, jeśli mama nie zrobi makaronu, no to go kupię, ale jest produkowany w sąsiedniej wsi i całkiem ok. Mój mąż, po zjedzeniu ciepłego obiadu, ( pierogi ruskie domowej produkcji) i zrobieniu mi herbaty, z młodszą córką, która jest całkiem do niego podobna ( tak samo jak starsza zresztą;) w tej chwili poszedł wsadzić nową gruszę. Kozy u nas powszechne, trochę ciężko z krowami co prawda. Na majówce byliśmy na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej, ale do Zakopanego jedziemy we wrześniu. Teraz już sobie idę, bo muszę wsadzić mieczyki i posiać cukinię. Aha, a marchewkę to się sieje, a nie sadzi. :D

    • renament

      To cudownie Kasiu. Jesteś tak ciekawa Świata, że wyjazd raz do roku do Zakopanego Cię spełnia. A myślałaś o tym, żeby się kiedyś wybrać gdzieś dalej? Na przykład poza Małopolskę? Z myślą choćby o dzieciach. Ciesz się, że żyjesz w XXI wieku i dotarł do Twojej wsi Internet i telewizja. Dzięki temu Twoje horyzonty są pewnie szersze niż Twoich rodziców czy dziadków ale widać niektórym wystarcza znać smak, nie wątpię że doskonałego, rosołu i pierogów ruskich. No chyba, że w Zakopanem pójdziesz z dzieciakami na kebaba

      • kasia

        O mamusiu. :D

    • lalivian

      Twoje zdziwienie wyrazone w pytaniu z początku posta, w połączeniu z oczywistością jaką wydaje ci się twoj styl zycia są rozczulające. Obilo ci sie moze kiedys o uszy slowo miasto? Urbanizacja, migracja ludnosci do duzych aglomeracji? Uwazaj na to. Moje skromne doswiadczenie wskazuje, ze osoby, ktore nigdy nie doswiadczyly zmian, są nie do wytrzymania na starosc, wszystko, co inne (albo po prostu – czego nie znają) traktują jak zuo.

      • kasia

        Co za bzdury. Świat schodzi na psy. Idę skoczyć z Empire State Building. Napisałabym, że z mostu, z kamieniem młyńskim u szyi, żeby utrzymać konwencję, ale postanowiłam poszerzyć horyzonty.

  • chrust

    To co ty kominku, po górach nie chodzisz? Na mazury na żagle nie jeździsz?

    Polecam się w Bieszczady co jakiś czas wybrać – koni, krów i kur do woli. Pewnie i jakiś hotel godny rekomendacji Kominka się znajdzie, bo to już nie taka dzicz co jeszcze 10 lat temu.

  • manti

    Ja pamiętam, że jak byłam młodsza (nie mylić z „młoda”:)), nie wyobrażałam sobie mieszkać na wsi. No jak to? – myślałam, z dala od tego wszystkiego co lubię? Dorosłam, zmądrzałam, nie znoszę wielkich miast, nie lubię życia w biegu, kocham uciekać na wieś, do lasu, w przyrodę. Dziś rozpoczęłam sezon rowerowy: późno, bo dopiero wczoraj go przywiozłam z rodzinnego miasta, zresztą, rolki zaczęły już wcześniej wiosnę. I dziś dumna jak paw: oznajmiam, przejechałam 17km :).

  • qwerty

    He he he, dobre, bardzo dobre.
    Zobaczyć konia.
    he he he

  • renament

    Marchewkę się wysiewa a nie sadzi…

  • KP

    Właśnie coś mi nie pasowało – teraz piszesz o niebo lepiej i ciekawiej – a ten tekst powstał w 2007 roku… Rozwijasz się, to duży plus. Co do tekstu – nie zgadzam się, dzisiejsze dzieci spędzają na wsi tylko trochę mniej czasu niż kiedyś. Internet częściowo zachęca je do pozostawania w mieście, ale gdy tylko wieś będzie zinformatyzowana/pokryta zasięgiem dobrego 3G, ilość czasu na wsi się wyrówna z tym co było kiedyś wg mnie. Pozdrawiam i życzę żeby za 6 kolejnych lat znów tak bardzo podniósł ci się poziom.

  • lalivian

    Ja po 39 latach zycia pierwszy raz mieszkam na wsi. Tydzien temu porobilam grządki z moimi dziecmi teraz codziennie chodze i doglądam co tam slychac. Chwasty maja milowe korzenie. Rzodkiewka juz wschodzi, salatki mi wczoraj grad potłukł, ale myslę, że się wyliżą. Nasz pies po 13 latach w wielkim mieście teraz biega codziennie rano po wsi na obchòd, a w pozostałych porach dnia wyleguje sie przy tulipanach. Sąsiad dzis wylał 1.2 tony gnojowicy na zagon. Na moim był 3 tygodnie temu rozrzucany gnòj pod ziemniaki. jaja biore od sasiadki i nie wiem juz jak moglam dawac dzieciom te sklepowe przez tyle lat. Chleba nie pieke bo mało go jemy i sie nie opłaca pieca rozpalac, ale ciotka mi daje bochen zawsze jak piecze, wiec spoko. Sikorki zezarly z dwa kilo sloniny przez zime. Ale z jednym sie nie zgadzam: kurczaki z marketu mają wlasnie kupe tłuszczu i to właśnie kura od chłopa jest szczupła i umięśniona i taka ma byc.

  • Dorota T.

    Łe, to smutny post. Przecież takie wspominki z dzieciństwa mogą być tematem na parę, parenaście godzin rozmów, a i nikt nam ich nie zabierze. Ostatnio sobie z lubym tak właśnie wspominaliśmy jakie to było fajne beztroskie, podwórkowe życie jak chodziło się na pachty mirabelkowe, bawiło się w podchody i inne. :)

  • Klaudia Kostecka

    Cholera, wzruszyłam się, kiedy wymieniałeś wszystkie rzeczy, charakterystyczne dla wsi, wszystkie są także znajome dla mnie. Aż się łezka zakręciła w oku!

  • Konrad

    Ten problem mnie nie dotyczy. Parę lat temu rodzice postanowili zamieszkać na wsi, a ostatnio zaczęli hodować owce, kozy, kury i inne zwierzęta. Będzie gdzie dzieci na 2 miesiące w roku zostawiać.

  • Karolina

    ‚A konia? Dzisiejsza młodzież potrafi je tylko zwalić.’
    Serio?

  • JOLA

    Wiadomo, że to piękne czasy były gdy się odwiedzało babcię na wsi. Z drugiej jednak strony, dlaczego fajnie było tam tylko przez te dwa miesiące ? Dlaczego nikt z Was nie zamieszkał na wsi i nie zajął się gospodarstwem ? My jesteśmy generacją, dla której to jest fajne, ale tylko na wakacje, żeby było dokąd pojechać – oderwać się od miejskiego hałasu. Cudowne było kiedy babcia zrobiła konfiturę z malin, zajmowała się kurami cały rok, lecz aby to podtrzymać my sami musimy zacząć o to dbać. Wrócić na wieś i kontynuować to co zaczęli nasi dziadkowie i ich dziadkowie.

  • Neha

    Dobrze napisany tekst z którym się zgadzam prawie w 100%. Fajnie jest się wychowywać na wsi, bez pospiechu, w zgodzie z naturą, z mniejszym stresem ale wszystko ma swoje plusy i minusy niestety. Na wsiach nie ma takich rozrywek ja w mieście szkół tańca, kin, pizzerii itp. Autobusy 4 razy dziennie… Oczywiście można dojeżdżać do miast ale to kosztuje, wymaga czasu, którego rodzice nie mają bo muszą się zajmować gospodarstwem i trzeba wysłuchiwać „tylko głupoty ci w głowie lepiej byś poszła kurą wody dać”. Wieś jest fajna, ale ciekawa jestem czy mieszczuch by dał rade przeżyć i pomagać rok w przeciętnym gospodarstwie, szczerze wątpię. Kominek pamiętasz zapach żniw? I ten drapiący kurz wszędzie.

  • Natalia

    Smutny ten twój syn będzie. Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jednak posmakował truskawek z własnej grządki, porzeczki, ziemniaka, miodu czy czegoś takiego. Z krową i kurami ciężko będzie, ale może zostać ugryziony przez mrówkę, kopac ziemniaki czy nadepnąć zaskrońca. Wystarczy kupić działeczkę na wsi i postawić domek :) sama przyjemność!