Często stołuję się na mieście. Mam kilka ulubionych lokali oraz kilkadziesiąt takich, do których już nie zajrzę lub zaglądam tylko pod przymusem. O każdym z nich miałem pisać osobną recenzję, ale cotygodniowe testy – z racji wielu wyjazdów – nie mają racji bytu. Poza tym ciekawszy będzie tekst o tym, czego nie lubimy w restauracjach.

Inspiracją był artykuł, który dziś przeczytałem. Pewien pan zdradził, jak rozwoził po warszawskich chińskich budkach nieświeże mięso. Niestety nie wymienił z nazwy żadnej z nich. Ja jestem blogerem i nikogo się nie boję. Podaję nazwy wszystkich restauracji, które nie spełniły moich oczekiwań. Nie ma to jak narazić się jednocześnie kilku osobom.

Grzech nr. 1 – Kelner pytający „czy mi smakuje”
Już o tym raz pisałem, nie ma sensu, by się powtarzać, ale nie byłbym sobą, gdybym o tym nie wspomniał. Z miejsca odejmuję punkty wszystkich restauracjom, które wychodzą z założenia, że klienci są niepełnosprawni umysłowo lub fizycznie i nie potrafiliby sami powiedzieć kelnerowi, że coś jest nie tak z ich jedzeniem.
Naprawdę – potrafię sam mówić. Kiedy nie mówię – jem. A kiedy jem, to znaczy, że mi smakuje.

2: Menu z błędami

 2012-12-18 18.21.02 HDR

2012-12-18 18.18.17 HDR

 „Żoładkowa” i „świerza” mięta nie świadczą zbyt dobrze o restauracji „Babalu”(Warszawa). Kilka lat temu wybrano ją restauracją roku. Byłem raz. Raczej nie wrócę. Jedzenie w formie szwedzkiego stołu (świetna idea), niestety bardzo niesmaczne.

3. Niedogotowane lub niedosmażone jedzenie

2012-11-30 19.55.24-kopia

Pierożek. „Złota Kaczka” w Złotych Tarasach. Nie cierpię jadać pierogów poza domem, ale ciągle się łudzę, że gdzieś znajdę lepsze niż rodzinne.

4. Zimne, bo z lodówki

2013-03-23 17.52.01 HDR

Zmora wielu restauracji. Robią rano, stoi cały dzień w lodówce i nawet nie sprawdzą przed podaniem, czy nie ma szronu. Tatar z łososia. Zimny aż zęby bolały. „La dolce vita” przy Placu Zamkowym.

5. Odgrzewane dania

2012-12-02 22.22.48

2012-12-01 18.18.18 HDR

2013-03-19 22.06.15 HDR

Dania z mikrofalówki to chyba największe przekleństwo restauracji. Na pierwszym zdjęciu „Ti Amo”. Tam sos był prawie twardy. Niżej „Tratoria Italia” twardawy szpinak, nierównomiernie podgrzany kurczak. Nie dam głowy czy to z mikrofali, czy z czego innego, ale gołym okiem widać i gołym smakiem czuć, kiedy potrawa jest odgrzana.

Na dolnym obrazku „niegroźne” oszustwo „Zapiecka” (chyba przy Barbakanie). To popularne pierogarnie i bardzo dobrze wychodzi im udawanie, że robią świeżutkie pierogi na miejscu. To nieprawda. Sprowadzają je. Jak każda inna restauracja:)

6. Kelner, który nic nie wie

2012-10-21 12.11.56 HDR-kopia

„Akashia”, Warszawa, Złote Tarasy.Zapytałem, jak to się je? Nie wstydzę się pytać kelnerów, gdy mam przed oczami dziwną potrawę, którą naprawdę ciężko zjeść pałeczkami.
- No…nie wiem…normalnie pan je.
- Dziękuję, takiej odpowiedzi oczekiwałem.
To jest ten sam rodzaj bezużytecznego kelnera, który na pytanie
- Co pan poleca?
- Wszystko! – odpowiada.
Nawet w lepszych restauracjach bardzo często trafiam na kelnerów, którzy zapytani o najlepszą potrawę, wymieniają połowę menu.

7. Okropny wygląd dań

2013-06-01 18.03.27 HDR

„La dolce Vita”. Głowy nie dam, zapomniałem,a le to chyba była dorada z puree z groszku i leniwymi pierogami. Kucharzowi zdecydowanie sugeruję powąchać przyrządzane dania. Wygląda okropnie, smakowało jeszcze gorzej.
Ale obsługę mają bardzo miłą.

2012-12-02 22.23.49

Ponownie „Trattora Ti Amo” na Emilii Plater. Jedna z najgorszych restauracji w Warszawie, w jakich miałem nieprzyjemność jeść. Tak zrobione ziemniaczki to zbrodnia. Sam tłuszcz. Ich makaronu też nie polecam, nie nadaje się nawet na karmę.

 

2013-03-24 17.32.43 HDR

Ja wiem, że szarlotki różne barwy lubią sobie przybierać i wszystko zależy od kucharza, ale jak dostaję ciemną maź, to odechciewa się deseru. „Trattoria Italia”, Arkadia.

8. Malutkie porcje

2013-04-06 11.42.34 HDR

Syte śniadanie angielskie we „Flow” przy Nowym Świecie. Nie ma co, tak mnie nakarmili, że trzy dni chodziłem z pełnym brzuchem.

9. Zupy z niczym

2013-01-12 15.01.14 HDR2013-01-12 15.02.32Wychowano mnie na klasycznych zupach z dużą ilością „czegoś” w środku, dlatego nigdy nie zamawiam kremów, a od zup wymagam, by cokolwiek  w środku miały. „Polka” Magdy Gessler przy Starym Rynku. Po lewej widać całą zawartość miski.  

Zupy są bolączką wielu restauracji, dlatego rzadko kiedy zamawiam, a już prawie nigdy rosołu, bo zwykle zamiast klusek dostaję jakieś rozmrożone cieniutki niteczki, a zamiast rosołu, rozpuszczoną kostkę bulionową.

 

10. Brud

2013-04-10-17.21.26-HDR

Il Patio„, Złote Tarasy. Nie jest łatwo utrzymać porządek i nie gorączkuję się, gdy zobaczę jakąś małą pozostałość po poprzednich gościach, ale widok takiej podłogi zniechęca do ponownej wizyty.


 

Nie jestem problemowym gościem. Nigdy się nie awanturuję, może ze parę razy w życiu zwróciłem uwagę, że coś nie tak jest z potrawą. Nigdy nie domagałem się zwrotu pieniędzy, zamiany na inne danie, nigdy też nie użyłem formułki „chcę rozmawiać z kierownikiem”. Powyższe „grzechy” zebrałem wyłącznie z materiałów, które gromadziłem do recenzji, wielu grzechów nie wymieniłem, ale jeszcze będzie niejedna okazja, by o tym porozmawiać.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Sylwia Brzostowicz

    odgrzewane jedzenie.fuj!
    ostatnio w jednej z poznańskich, kultowych knajp dostałam sałatkę z gumką recepturką.

    • Mariusz

      jaki to lokal ? tak z ciekawości :)

  • Gadzinisko

    Najlepsze pierogi poza domem i domem mojej babci ™ to jadłem w Mleczarni na Jerozolimskich. Te ze szpinakiem. Pyszne nieprawdopodobne wręcz.

    A wydaje mi się, że szarlotka, tak jak prawdziwe dżemy muszą tak wyglądać (ciemne znaczy). Bo jak jest jasna to oznacza, że dodali jakiś utrwalaczy. Wiedziałeś dlaczego dżem truskawkowy w sklepie jest tak różowy? To już wiesz.

    A swoją drogą, to jakiś czas temu czytałem, że jest w Warszawie jedna restauracja, która dostała jedną, tę oficjalną, międzynarodową gwiazdkę? Nie pamiętam czy byłeś i opisywałeś. Byłeś? Jeśli nie, to zamierzasz być kiedyś?

    • Furia

      wczoraj jadłam w Mleczarni. Pierwszy raz. Niestety wybrałam pulpety. Pierogi na sąsiednim stoliku wyglądały bosko. Spróbuję przy okazji :)

  • Olga

    Ta szarlotka wygląda jak trociny jabłkowe :(

    Uważam, że jedną z największych zmor polskich lokali są toalety. Miejsce, które powinno być monitorowane cały czas, a które świadczy o poziomie restauracji. Tam powinien być błysk.

    • kominek

      Hm, inspirujesz mnie. Może powinienem zrobić przegląd toalet restauracyjnych:)

      • Lidia

        Proponuję nie zaczynać od obleśnego grzyba w Galicyi w Galerii Mokotów ani od mikrego pobojowiska w Forcie Szeląg.

  • klimowski

    Polecam – a właściwie zapraszam – do restauracji Augustus, na mokotowskiej Augustówce. Z wielką dumą stwierdziłem, że podobne rzeczy jak na liście – się u nas nie zdarzają! :)

  • topesz

    Prawie jak Magda Gessler ;)
    W restauracjach raczej nie jadam, ale pamiętam jak w barze studenckim lubiłam devolaye póki nie dostałam surowego w środku . Unikam baru jak tylko mogę

  • PnK

    Ja w sumie za zupami też nie przepadam, ale w restauracji w hotelu Behapowiec w Grodzisku Wlkp. robią świetną pieczarkową. Niby krem, ale z dużą ilością pieczarek w środku. Lepszej w życiu nie jadłem. Będąc w innym miejscu postanowiłem też sprawdzić, czy takie zupy to standard. Niestety dostałem coś, co przypominało raczej gotową zupkę z paczki.

  • Fiktor

    Punkty siódmy (a konkretnie „ziemniaki”) i ósmy zrzuciły mnie z krzesła. To trzeba nie mieć oczu by coś takiego podać.
    PS. czekam na wpis o najlepszych warszawskich restauracjach :D

    • kominek

      Na pięć gwiazdek nie ma żadnej, więc może być tylko zestawienie „dobrych” :)

      • GoRunway

        Ja bym poprosila o wpis o „dobrych”, generalnie miejsca, ktore polecasz.Wybieram sie w sierpniu ze znajomymi do Warszawy i chetnie zjadlabym cos porzadnego i smakowitego.

  • ona

    Tak, wiem coś o tym, miałam praktyki w restauracji :).

    • Dorota T.

      Hehe, ja też. O dziwo ta restauracja hotelowa (jedna z lepszych w Toruniu) nie robiła żadnych z tych błędów. Byli na poziomie, poza paroma, moim zdaniem rozwalającymi produktami, które używali (np. coś co dawało maślany posmak). Pierogi też robili sami, makarony i te inne. :) no i hm, przez te praktyki poznałam mnóstwo nowych smaków. :D i uświadomiły mi ile cukru dosypuje się do kupnych surówek. prosto z paczki.

  • kelust

    U mnie z knajp to KFC albo szczeciński Bombay.

  • Kinia

    A ja pracowałam w restauracji, w której jedzenie było świeżutkie :) Pierogi tylko odmrażane, ale za to robione na miejscu. Zamrażane na świeżo, bo kto ogarnie lepienie pierogów na zawołanie :) Z tym, że była to mała restauracja, w wiosce, otwarta tylko w sezonie letnim, bo wtedy zjeżdżali się tam studenci do ośrodka AWF i było dużo rowerzystów (bardzo fajne trasy rowerowe w okolicy).

  • Kruczek

    Jeśli masz ochotę zjeść naprawdę porządne śniadanie – i bardzo smaczne, przy okazji – to zajrzyj do Aromy na Krakowskim lub Chmielnej (nie pamiętam dokładnie). Ich zestawy śniadaniowe to całość najlepszego, która może przytrafić się człowiekowi przed południem. :)

  • kevin171

    najlepsze pierogi sa na Mazurach, nad jeziorem Talty. Recznie lepione,dobrze doprawione, gwarantuje ze nikt nie zje na raz wiecej niz 10, bo peknie

    • kasia3

      A gdzie konkretnie? Tałty są jednak spore;)

      • warsowianka

        ojj, jeżeli mówimy o mazurskich pierogach, to najlepsze pierogi z mazurskich ryb w sosie cytrynowym podają w restauracji „magia smaku” w Mikołajkach ; )

      • kevin171

        konkretnie to nie pamietam:) Kolo Mikolajek;)

  • bananek123

    skoro już mowa o pierogach, których jestem wielką fanką to chciałabym sie wypowiedzieć!:) Ostatnio odwiedziłam taką restauracje przy Nowym Świecie, „dawne smaki” czy jakoś tak i spróbowałam ich pierogów ze szpinakiem i oscypkiem! MEGA. Na prawdę. Właściwie to moi towarzysze na steki też nie narzekali.

  • Spełniona Mama

    ja jestę blogerę i niczego się nie boję ;)

  • Karolina

    Kominku! Gdybyś przebywał w okolicach Łodzi to mogę polecić Ci miejsce w którym rosół jest gotowany codziennie świeży i na mięsie, pierogi robi się na zapleczu, a na makarony czekasz tyle ile zajmuje jego ugotowanie i przygotowanie sosu. Jak nie będzie Ci smakowało, to obiad na mój koszt. Na szczęście są jeszcze miejsca z dobrym jedzeniem. Nie chce robić reklamy, więc nazwę mogę wysłać prywatnie. Polecam :-)

  • Spełniona Mama

    Raport trafiony do tego stopnia, że przestaję żałować, że ostatnio rzadko stołuję się na mieście :) A propos toalet – jak widzę brudną toaletę – zawsze zastanawiam się nad czystością kuchni.

  • fandf

    Jakby ktoś był w Gąskach nad morzem, to polecam tamtejszą pierogarnię.
    Najlepsze ruskie jakie jadłem, inne rodzaje też świetne. Knajpka przydomowa i można nawet zaobserwować jak je lepią. Tylko smażona cebulka dla mnie aż zbyt przysmażona.

  • Lovely_Moose

    à propos toalet, to nie znoszę jak jest strasznie przyciemniona, światła tyle, co z małej świeczki. Zastanawiam się wtedy jak wielkie zaniedbanie towarzyszy takiej oprawie

  • Zwolniony

    Pierogi porównywalne z tymi domowymi można zjeść w „Pierogarni” na olsztyńskej starówce ;)

  • Kasia

    A ja kiedyś byłam w restauracji w moim mieście i „zaszalałam” i poszłam z mężem na obiad rocznicowy… miałam ochotę na królika, więc go zamówiłam.
    Odczekaliśmy stosowną ilość czasu, królik podany.
    Zapiekany w naczynku z sosem, sos grudkowaty… jeszcze to przeżyję, ale królik był na pół surowy!! nie dało się tego jeść, poprosiłam szefa kuchni.
    Powiedziałam o co chodzi, ten zaczął się tłumaczyć, że królik był mrożony, że coś tam… ok, rozumiem, ale skoro był mrożony to powinni go najpierw rozmrozić, a nie podawać na pół surowego.
    Nadmiaru klientów nie miał, bo byliśmy tam tylko we dwoje.

    Więcej nie zamierzam iść do tej restauracji…

    ————–
    za to polecam pierogarnię w Darłowie przy deptaku – pyszne pierogi ;)

  • Ann Jaworska

    Znajomy kelner kiedyś mi tłumaczył, bo też mnie to doprowadza do szału, że z tym pytaniem klienta czy wszystko w porządku, chodzi o to żeby gość nie zjadł 3/4 potrawy i nie zażądał wymiany dania bo jest za jakieś. Na jakichś szkoleniach ich tego uczą.

  • Bebcia

    Najlepsze pierogi pod słońcem serwują w restauracji Omega w Giżycku:))

  • Wendy

    Uwielbiam top 10 , nieważne czego – top 10 rewelacyjnie się czyta. Gdy podchodzi do mnie kelner pytając ‚czy wszystko…’ z pełną gębą należy mu udzielić odpowiedzi na pytanie. Gdzie logika ja się pytam?

  • serene

    o tak zupa musi być gęsta z czymś :) Kompot to ja ze słoika sobie wypiję :)

  • trashy

    Nie wiem na ile często bywałeś w Krakowie, ale może znasz tam jakąś dobrą restaurację?

  • Mała Panda

    Oprócz ‚świerza’ i ‚żoładkowa’ jest jeszcze ‚moijto’.

  • K.

    Tak patrzylam na ziemniaczki z „Trattora Ti Amo” i sie zastanawialam gdzie tam sa ziemniaki bo widze tylko jakies miecho. Ale po przyjrzeniu sie rzeczywiscie to sa ziemniaki… masakra, strach wbic widelec :/

  • majk

    -zabieranie menu po zamówieniu, cała polska, nigdy tego nie zrozumiem,
    -kelnerzy opowiadający sobie swoje życie 2 metry od Klienta,
    -lód do każdego napoju
    -dodatkowe liczenie za pierdoły type keczup/musztarda
    -brud, brud, brud, brud, brud

    • http://sempty007.blogspot.com/ Agata Wazia

      pracuję jako kelnerka i mam w swojej karierze już sporo restauracji odhaczonych. Jeśli chodzi o zabieranie Menu to sprawa jest prosta, restauracja może nie posiadać tyle sztuk Menu ile krzeseł w lokalu, i do tego zwykle dochodzi też kwestia miejsca na stole, którego zwyczajnie może być mało. Kelnerzy zapominający o obecności gości- to się powinno tępić. Kwestia lodu- też osobiście tego nie rozumiem, bo lodu w napoju nie znoszę, więc swoich gości pytam, czy życzą sobie lód, i tak tez realizuje zamówienie. Jeśli chodzi o brud jest to już sprawa indywidualna każdego lokalu, są takie gdzie kelnerzy nic nie muszą robić, jest wynajęta firma sprzątająca która się opierdziela, a są takie gdzie z odkurzaczem biega sie po ścianach.
      Podsumowując- pracownicy nieczęsto mają cokolwiek do gadania, wszystko jest z góry narzucane przez właścicieli bądź menadżerów. To samo a’propo pytania „czy smakuję”. Ja też wychodzę z założenia, że ludzie nie są niepełnosprytni z reguły, i jak ktoś będzie miał zarzuty w kwestii swojego dania to mi o tym powie, a jesli je to znaczy że jest okej. Jednak niestety jest nam z góry narzucane to że mamy chodzić i pytać. Ba, nawet na szkoleniach z marketingu w gastronomii też uczą, że pytać należy zawsze, nieważne czy ktoś ma coś w ustach. TAK. Bo jak mu spamuje to pokiwa głową, i wtedy tez będzie widać, czy jest na prawde zadowolony z posiłku.
      Ręce opadają …

  • elka

    Szczerze?to ja podziwiam wytrwałość w kosztowaniu tychże dań.
    Nie dałabym rady tyle razy się zdenerwować,to nie dla mnie.Kiedy jestem głodna,to chcę zjeść przynajmniej świeże danie.

    Wczoraj zatrzymałyśmy się z mamą na lody przy kinie.Ja lodów nie chciałam zainteresowało mnie slushy,takie cudo ubarwione,zmrożone co miało przypominać smaki owoców,rzekomo bez konserwantów.Nie byłam w stanie po pierwszym łyku nie skomentować,że obrzydliwe.Mój syn potwierdził.Podeszłam do Pani i chciałam zamówić frappe w nadziei na coś lepszego.Pani odradziła,poleciła za to shake,który zrobiła z wybranymi lodami.Drugi raz nie miałam odwagi jej powiedzieć,że był ohydny.I teraz nie wiem,czy ze mną coś nie „teges” czy rzeczywiście jest o co się czepiać.W każdym bądź razie żałuję,że od razu nie zamówiłam pepsi,która w całej swej sztuczności jest po stokroć lepszą.
    Te dwa zamówienia wyczerpały mój limit ciekawości i smakowania na mieście na dłuższy czas.Wolę poświęcić swój czas,kilkanaście minut na ukręcenie swoich lodów o smaku pralinowym,które znikają w tempie błyskawicznym,mimo,iż robię zwykle 2 litry.A przy tym zawsze dodatkowo mam inny smak owocowy.Nie trzeba być wybitnym kucharzem,żeby jeść smacznie.Nie trzeba też wielu godzin,jak to niektórzy zarzucają.Trzeba tylko odrobinę chęci i nawet nie jest drogo.
    I wolałabym zjeść zapiekankę w budce,w której zawsze smakuje tak samo.Jeden raz pamiętam jak jadłam pyszną rybę gotowaną na parze..w Niemczech.
    W sobotę chyba zrobię kanapki,bo czeka mnie kolejna cudowna restauracja ,polecana,no ciekawe…
    Świerza mięta-może chodziło o podkreślenie świeżości mięty,może to jakiś trik;)

  • iwy

    Kominek, dodałbym 11 grzech, notorycznie powtarzający się w Polsce: serwiwanie kawy przez podaniem deseru. Strasznie mnie wkurza popijanie lodów zimnym espresso…

  • Henryk Modzelewski

    Pkt 8: „Syte śniadanie angielskie we „Flo” przy Nowym Świecie.” –

    Tu akurat nie ma się czego spodziewać bo śniadania angielskie właśnie takie są. To jest nawet lepsze, bo kiełbaska pokazana na zdjęciu jest o niebo smaczniejsza niż te angielskie kutasiki ;) parówkopodobne. Porcja wygląda na taką w normie i nawet fasolka jest odseparowana od reszty…mniam :))) Tylko tostów serowych brakuje.. ale to też dobrze bhee…

  • Anka Sikorka

    Zupy, zupy… Marak! Na Pięknej, w stolicy. Uwielbiam ich zupy! Norweska, z dużymi kawałkami łososia, wszystkie zupy są gęste, sycące, świeże, doskonale doprawione, krem to krem, w pomidorowej pachną pomidory, jakie pamiętam z dzieciństwa, jest parę pozycji egzotycznych, co ma być ostre, jest ostre, słowem – wszystko jak w menu, żadnych przykrych niespodzianek i zawsze idealnie czysto. Oferują też dowóz. Polecam :)

  • Ola

    Świetny tekst! Ja bym dorzuciła jeszcze zabieranie wszystkich menu po złożeniu zamówienia…. Szczerze tego nienawidzę, choć może się oczywiście wydawać drobiazgiem…
    Co do pierogów – w Zakopanem, Marzanna. Najlepsze jakie jadłam. Chyba nawet przebiły te domowe. Oni tam wszystko mają pyszne w sumie:)
    A ta dorada wygląda po prostu koszmarnie…

  • manti

    Koniecznie odwiedź „Stary Młyn” w Toruniu. Pierogi są tam bajeczne!

    • Dorota T.

      Są. :) najbardziej oryginalne jakie jadłam. A i jeszcze co do Starego Młyna – mają bardzo łądne i stylowe toalety. ;)

  • Kas

    Kolejny grzech: idziecie w 2 osoby coś zjeść i dostajecie jedzenie w różnych odstępach czasu.Coś czego baardzo nie lubię.

  • alessandra

    zastanawiam się, czy to prowokacja z tą kropką po „nr” ? :o

    • kominek

      Taka maleńka.

      • alessandra

        Wygląda zabawnie w sąsiedztwie punktu „Menu z błędami”.

  • Kasia

    To „coś” na Nowym Świecie nazywa się Flow, a nie Flo.

  • MD

    Nastepnym razem jak bedziesz w NYC polecam kuchnie etiopska. Bardzo ciekawe polaczenie smakow. Serwowane na placku Injera roznego rodzaju warzywa, miesa smakuja po prostu wysmienicie. Szczegolnie popijane ichniejszym piwem St. George. mmmmmmm

  • nokturn

    Columbus w Poznaniu na Starym Rynku chcieliśmy tylko się czegoś napić. 3 z nas zamówiło frape, 1 koktajl bananowy. W szklance z koktajlem były resztki czyjejś kawy. Nikt nie ruszył swojego napoju. Podziękowaliśmy, wyjaśniliśmy, że z brudnego nie pijemy. Wyszliśmy.

  • Aga

    Noo albo idziesz do baru zamawiasz przykładowo szybką kanapkę na gorąco i słyszysz skrobanie i myślisz ” WTF” a tu nagle się okazuje że nam spalili bułkę czy to nie jest masakra ???

  • Kasia

    w życiu bym nie wpadła, że to szarlotka :D

  • A.B.

    Jeszcze są kelnerzy, którzy nie wiedzą, że powinni podejść do klientów po zamówienie dopiero wtedy, kiedy ich karty z menu są zamknięte. Jeszcze bardziej irytuje mnie (i jednocześnie bawi), gdy obsługa podchodzi… w trakcie głośnej dyskusji na temat dań.

  • karolmalk

    Dodać jeszcze ten paskudny zwyczaj pytania czy można już zabrać talerz.

  • zbyszek

    polecam zobaczyc kilka odcinkow wsciekle gary … facet wie wszystko o jedzeniu i restauracjach

  • Jadźka

    Nie podzielam zirytowania pkt 1 – oczywiście, wiele zależy od wyczucia kelnera, ale generalnie obsługa pytająca w odpowiednim momencie czy wszystko ok, czy smakuje, czy podać coś jeszcze – to dla mnie miły element. Dużo gorsi są nachalni ekspedienci w sklepach, zwłaszcza w sieciówkach ciuchowych.

    Dodałabym natomiast inny grzech – automatyczne doliczanie napiwku do rachunku. To akurat zwyczaj jeszcze stosunkowo rzadko spotykany w Polsce, ale całkiem rozpowszechniony w wielu krajach na świecie. Moim zdaniem totalny absurd. Właściciel restauracji powinien tak zarządzać lokalem, by przy ustalonych w menu cenach stać go było na godziwą zapłatę dla pracowników. Napiwek natomiast powinien być tradycyjną formą wyrażenia uznania dla obsługi i dodatkowego wynagrodzenia – które powinno automatycznie trafiać do kieszeni danego kelnera, a nie do „wspólnej puli”, jak to jest często praktykowane.

    • olivia

      wspolne pole to akurat wyszlo zza granicy, i jest tak nie fair ze szkoda nawet sie rozpisywac….

  • solaric

    A co powiecie na to. Jadąc na wczasy na południe Polski, gdzieś na trasie zjechałem do przydrożnej restauracji podreperować swój ubytek energii. Zamówiłem m.in. zupę krem jarzynowy. W domu mojej mamy nazywaliśmy to zupą kręconą. Bo wówczas kręciło się w takim specjalnym durszlaku z korbką i łopatkami. Zupa zawsze wyśmienita okraszona zapiekanymi kostkami grzanek. Palce lizać. Ale wracam do tematu. Zamówiłem zupę i staram się wspominać dawne czasy domowe. Wiosłując łyżką natknąłem się na jakąś wkładkę. Myślę sobie to nie zapiekanka, bo te pływają po wierzchu….pewnie kawałek mięsiwa i tak wyglądało. Wlałem, więc zawartość łyżki do jamy gębowej i gryzę. Gryzę, gryzę i pogryźć nie mogę. Więcej. Trzymam kawałek w zębach, a palcami staram się go rozerwać. Ku mojemu zaskoczeniu zaczął się ciągnąć jak guma do żucia. Tak. Okazało się wnet, że to nic innego jak guma marki „donald”. Bez podtekstów. Noooo, jak wyplułem z rozmachem, to przy okazji zachlapałem niechcący współbiesiadników. Odechciało mi się drugiego dania i deseru tym bardziej. No cóż, nie robiłem żadnej awantury, bo nie było sensu. Kelner z całą świtą być może, oskarżyli by mnie o to, że zapomniałem wypluć własną gumę. Przecież odciski zębów wskazywałyby na mnie. Po drugie żołądek skurczył mi się do mikroskopijnych rozmiarów i nie przełknąłbym nawet śliny. A prawda jest prawdopodobnie taka: kucharz kręcąc chochlą w garze, gryząc nieszczęsnego „donalda”, kichnął lub ćwiczył balony i wymsknęła się gumka do gara. A ta trafiła do mnie. Dojechałem na miejsce przeznaczenia ze smakiem „donalda” w ustach. …Aha, następnego dnia żołądek wrócił mi do normalnych rozmiarów. :)
    Wracając z wczasów mijając tę restaurację, zasygnalizowałem klaksonem swoją awersję do tego miejsca.

  • olivia

    piepszenie…..w kuchni pacuja tez ludzie , tacy jak my kazdy robi jakies bledy wpadnie mu gumka recepturka, o co tyle krzyku jak sie hce jesc godnie to se trzeba samemu zrobic tyle.

  • Joanna

    Największe błędy polskich restauracji wychodza wtedy, gdy pójdziesz do dobrej i wiesz, że da się inaczej.

    Wczoraj byłam w obłędnej restauracji, gdzie jedzenie było dobre, ale to właśnie obsługa dowiodła, dlaczego restauracja była świetna.

    1. Na pytanie, czy jest jeszcze jedna restauracja w kompleksie, powiedzieli, że owszem. Zaoferowali się także sprawdzić ceny dania, które nas interesowało i ewentualnie poprosic o przyniesienie dania do naszego obecnego stolika.
    2. Chłopak poszedł do toalety, w czasie jego nieobecności przyniesiono danie i zaoferowano, że przetrzymają je w cieplym miejscu, aby nie wystygło. Ledwo chłopak wrócił, danie pojawiło się z powrotem na stole.
    3. Cytryna do łososia była zawinięta w gazę z kokardką, abym przypadkiem nie miała pestek w talerzu.
    4. Poprosiliśmy o stolik częściowo zacieniony, więc kiedy słońce zaczeło oświetlać cały stolik, podeszła obsługa i zaoferowała nam inny. Sami z siebie!

    Czułam się tam jak księżniczka.
    A do tego dobre porcje, nie za duże, nie za małe, pięknie podane i smaczne.
    Młynek z pieprzem na stole.
    I nikt do nas nie podchodził co pięć minut, pytając się, czym nam smakuje.

  • Giovanna

    Pamietam, jak w moim rodzinnym miescie otwarta nowa i, w zalozeniu, luksusowa restauracje. Tak sie zlozylo, ze niedlugo po otwarciu tam sie znalazlam i mialam przyjemnosc zamowic sobie tam cos do jedzenia. Nie pamietam juz co zamowilam, ale wowczas bylam bardzo glodna, bo mialam za soba ciezki dzien. Zaraz po zamowieniu przyniesli mi wielki talerz, a na nim mikroskopijny trojkacik czegos tam (jakies ciasto). Osoba towarzyszaca (ze Szwajcarii) dostala rowniez cos podobnego. Bylismy przekonani, ze to tylko przekaska przed daniem glownym, ktore zamowilsmy (menu bylo tak ulozone, ze nikt z zamawiajacych nie mial pojecia co takiego kryje sie pod dana nazwa albo trzeba bylo kombinowac). Musialam dopytywac sie kelnera, ale ten tez byl jakis niekumaty. Czekamy i czekamy. Apetyty nam rosna, bo naprawde glodni bylismy a mikroskopijna przekaska jakos nas nie zadowolila. W koncu ja wolam kelnera i dopytuje sie o nasze zamowienie. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy okazalo sie, ze danie, ktore zamowilsmy dawno juz zjedlismy…. Dodam, ze juz nigdy potem nie poszlam do tej restauracji i nigdy moi zagraniczni goscie nie przekroczyli tam progu.

  • Ewka PYRKA

    Pytają „czy smakowało”, żeby jak klient zgłosi skargę by mieli dowód, że klient nie narzekał.
    Nie wiem jak ten dowód rejestrują ale ponoć to wymóg.
    Gorzej gdy pytają gdy mam pełne usta.
    Z Poznaniu najlepsze to SPOT i a Nóż Widelec a klimatycznie – The Mexican na Starym Rynku.

  • Ex Kelnerka

    Witam!Pracowałam w gastronomii pewien czas i chciałabym wyjaśnić kilka „drażliwych” dla niektórych kwestii.
    1.zabieranie menu po złożeniu zamówienia ma na celu niezagracania stolików (które w większości restauracji nie są pokaźnych rozmiarów i dodatkowo umieszczone są na nich np. kwiaty, świeczniki i/lub inne gadżety, a po chwili dołączą do nich napoje , sztućce itp.Na życzenie gościa z pozostawieniem menu na stoliku nie powinno być problemu, przynajmniej sama nie spotkałam się z odmową stołując się na mieście.
    2.Z pytaniem „czy wszystko smakuje” chodzi o to , żeby zapobiec sytuacjom dotyczącym reklamacji dań, gdzie gość po zjedzeniu całej potrawy nagle mówi, że coś było nie dopieczone , nie świeże , niedoprawione itp. , no bo jak to można sprawdzić i ewentualnie spróbować naprawić skoro danie zniknęło w całości z talerza?W takiej sytuacji nawet szef kuchni nie będzie w stanie stwierdzić czy rzeczywiście popełnił jakiś błąd i nad czym musi jeszcze popracować.Niestety z własnego doświadczenia wiem , że zdarzają się ludzie (bo takich nawet nie można nazwać gośćmi) , którzy notorycznie przychodzą do restauracji , zjadają w całości zamówione danie ,( dosłownie potrafili wylizać talerz do czysta)po czym robią aferę ,że niby coś było stare , surowe , chcąc wymusić jakiś rabat, brak zapłaty za danie lub dostać cokolwiek gratis.Z takich m.in. sytuacji ukształtował się zwyczaj pytania gości „czy wszystko smakuje” i faktycznie jest elementem szkoleń kelnerskich. poza tym jeżeli rzeczywiście danie , które otrzymał gość ma feler , to jest jeszcze czas , żeby spróbować to naprawić, wymienić lub rozwiązać w jakikolwiek inny sposób.Fakt , że niepowinno się zadawać takiego pytania w momencie jak gość ma pełne usta.Dla przykładu przytoczę sytuację sprzed roku – 4 osobowa grupa gości spożywała kolację,nagle jedna z Pań kończąc swoje danie rzekła do współbiesiadników -„patrzcie co teraz zrobię”, po czym wyrwała sobie jeden włos i położyła na talerzu, nie zauważyła jednak zbliżającego się kelnera, który doskonale widział całą sytuację i słyszał jej wypowiedź.Następnie owa Pani stwierdziła , że nie zapłaci za danie , bo znalazła w nim włos.Może niewiarygodne, ale prawdziwe – takie i podobne sytuacje niestety się zdarzają.
    3.Podchodzenie do gości , gdy mają zamknięte karty to był bardzo dawny zwyczaj.podejście wcześniej ma na celu pomoc gościom w wyborze dań, ewentualnej możliwości modyfikacji wegług ich preferencji , wyjaśnienie niejasnych sformuowań itp.
    4.Pytanie „czy można zabrać talerz ” zrodziło się w momencie , gdy niestety większość osób jak się okazuje nie ma pojęcia o prawidłowym ułożeniu sztućcy podczas posiłku lub po jego zakończeniu.
    5.Dla ścisłości do restauracji przychodzą goście-klienci są w sklepie.
    Brawa dla kominka za artukuł o napiwkach .to jest gest doceniający miłego, gościnnego i pomocnego kelnera.nie wszyscy zdają sobie sprawę , iż kelnerzy tak naprawdę żyją głównie z napiwków.Wynagrodzenie od pracodawcy to kwota od 500 zł do ok. 1000 max miesięcznie, w większości na umowach śmieciowych ( niestety w naszym kraju prywatnym przedsiębiorcom też nie jest lekko – składki zus za pojedynczego pracownika są wysokie, podatki też z każdym rokiem rosną, do tego dochodzą ogromne koszty najmu lokalu , szczególnie w stolicy)Tzw. serwis do rachunku nie rozwiązuje sprawy, gdyż blisko jego połowa wędruje do urzędu skarbowego ( podatek VAT do serwisu 23% plus podatek dochodowy 19% ).Czasami, aż żal bierze jak kelner się stara a na koniec przy rachunku 299zł dostaje 300 zł i słyszy „bez reszty” !

  • bastetmilo

    Dobre pierogi? W Warszawie pierogi zdarzyło mi się jeść dwa razy – raz były niedogotowane i ohydne (a to jakaś słynna pierogarnia była).
    A tego lata przypadkiem poszliśmy z szefem do http://glodomory.com/ i zamówiłam pierogi z soczewicą w sosie z suszonymi pomidorami… Objawienie. Majstersztyk. Miękkie, doskonałe, nie za cienkie, nie za grube ciasto. Farsz rozpływający się w ustach, do tego sos pełen smaku…

    I miła obsługa.

    (Jestem wybredna jeśli chodzi o pierogi. Bardzo.)