Nie przypuszczałem, że blisko rok będę czekał na restaurację, której przyznam najwyższą ocenę i że znajdę ją w Lizbonie. Nie przypuszczałem, że będzie to miejsce obskurne z obsługą, która na przywitanie zepchnie mnie do kąta, abym pół godziny stał na mokrej i brudnej podłodze, cierpliwie czekając, aż ktoś łaskawie mnie obsłuży.

Nie lubię takich miejsc.

ramiro

Z zewnątrz wygląda jak tani bar dla nocnych pijaczków, wewnątrz jak bar mleczy. Twarde krzesła, zwyczajne stoły, tłoczno, gwarno, brudno. Pełno ludzi, jedzących paluchami, gadających z pełną buzią, kelnerzy nie zwracają na ciebie uwagi, trącając co chwilę. Jeden z nich rzuca pode mnie papierek. Nie trafił do kosza. Zdarza się. Zwłaszcza wtedy, kiedy kosza nie ma. Segritta nie czeka, głodna jest.
- Przepraszam, mamy tu rezerwację na hasło Bastardo i…
- Ok, poczekajcie. – odpowiada kelner.
Jest punktualnie 22:00.
Kwadrans później przypominamy się.
- Poczekajcie.
Stoimy jak te kołki przy barze, ja zniecierpliwiony chcę wyjść. Nie podoba mi się to miejsce. Nie lubię, gdy obsługa mnie ignoruje.

Ale coś mnie powstrzymuje. To widok ludzi, którzy wychodzą z restauracji. Podchodzą do jednego mężczyzny, który jest albo właścicielem albo managerem. Dziękują mu. Podają dłoń, obściskują, rzucają się na ramiona. Jedna kobieta ze łzami w oczach mówi mu, że nigdy nie była w tak cudownym miejscu. 
Czas mija. Za drzwiami gromadzi się kolejka osób również czekająca na wolny stolik. Jeden z mężczyzn mówi mi, że on tu czeka od ponad godziny. Zwariował czy co? 
Cały czas widzę, jak dosłownie każdy gość podchodzi do managera i ze wzruszeniem mu dziękuje. Czasami manager podchodzi do gości. Jest miły, ma taką pogodną twarz, postawę, jakby znał całe miasto i kochał je. Ze wzajemnością. Fashionelka coś tam przebąkuje, że jest tu grupa Kings of Leon. Nie znam. Oni też kłaniają się nisko temu człowiekowi. 
Patrzę na stoły.
No krewetki, małże, langusty. standard. Cóż niezwykłego?
Godzinę później cała nasza trójka gotowa była postawić pomnik temu miłemu człowiekowi, któremu każdy dziękował. My też dziękowaliśmy.
Dwa razy, bo raz to za mało.
 

IMG_5227_Fotor_Collage

Restaurację polecił nam Krzysiek Gonciarz, natomiast instrukcje, co zamawiać dostaliśmy od szefa Bastardo, który zaprosił nas do zaprzyjaźnionej kawiarni na szybką kawę. Zdziwiło nas, że zna restaurację Ramiro, ale podobno w Lizbonie każdy ją zna.
Wypisał na serwetce jakieś dziwne nazwy. Kiedy już na miejscu składaliśmy zamówienie, coś mi podpowiedziało, że to może być za mało i trzeba coś domówić.
Wtedy to poznaliśmy tego pana, któremu tak wszyscy dziękowali. Podszedł do nas, zapytał, co lubię i jak lubię.
- Nooo wie pan, coś na ciepło, najlepiej grill, może na ostro. I dużo.
Zaprowadził mnie do terrarium (na zdj. powyżej) i zapytał, co bym zjadł najchętniej.
- A będzie pan tak uprzejmy i poda wszystko?
- Doskonały wybór.
Zaprowadził do akwarium (też powyżej na zdj.), w którym słodko sobie pływały czerwone skorupiaki.
- Proponuję jeszcze te. Gwarantuję, że będziesz wniebowzięty.
- Z przyjemnością się przekonam.

Od razu go polubiłem. Cała restauracja na głowie, goście ciągle go zagadują, a on znajduje dla każdego chwilę, by bez cienia rutyny pogadać i doradzić. Nie wiem, kim on tam jest, ale ani trochę nie dziwi mnie, że wszyscy go uwielbiają.
Kelner też był niesamowity. Dobre sześćdziesiąt na karku, a ganiał po lokalu jak student.

Początkowe zirytowanie restauracją przeszło mi całkowicie. Taki jest urok tego lokalu, że na swoją kolej musisz poczekać, a jedyną winę za to ponoszą genialni kucharze.

DSC03309

Zaczęliśmy skromnie. Chleb z czosnkiem i szynką parmeńską.

DSC03312

DSC03314

DSC03317

Clams. Czyli mule, małże, jak zwał tak zwał. Niepozorne, ale pyszne.

DSC03319

Krewetki, po których już żadne warszawskie nie będą smaczne.

I czas na dania główne:

DSC03338

DSC03339

Giant Tiger Shrimps.
Brakuje słów, by określić ten smak. Właściwie to nawet nie wiemy, z czym one były, bo poza kruchym, przepysznym mięsem, czuliśmy pod językiem grudki soli, wymieszanej z jakąś ostrzejszą przyprawą. Jadłem w swoim życiu sporo krewetek. W Tajlandii każdego dnia, wszelkie rodzaje, przyprawione i zrobione na wszelkie możliwe sposoby. Ramiro robi je najlepiej.

Poza nimi były jeszcze Scarlet shrimp (te czerwone). Nie znam się aż tak dobrze na krewetkach, ale te ogniste to jakiś chyba wyjątkowo rzadko spotykany gatunek.

DSC_0860

DSC03353

Smaku tych krewetek nie da się zapomnieć. Naprawdę – pewnego dnia wrócę do Lizbony tylko po to, aby znowu wpaść na obiad do Ramiro.

Natomiast poza nimi był jeszcze jeden hit:

DSC03320

Percebes. Pąkle. Sam nie wiem, jak to się nazywa, ale wygląda okropnie, przerażająco, jak odnóża małych dinozaurów, zakończone ostrymi pazurami. Otoczone gumiastą skórą. Występują na skałach, przytwierdzone do nich. Ich zbieranie nie należy do najbezpieczniejszych, bo często skały te są obmywane falami morskimi i jedna trudność to dostać się na nie, druga trudność – nie być zabranym przez wodę.

percebes

DSC03333

Chwytasz za pazura, drugą dłonią za skórę (tę czerwoną), przekręcasz, odciągasz skórę od mięska i wychodzi coś takiego:

DSC03330

I weź to teraz zjedz.

Zjedliśmy.
Wszystko.
I było nam mało.
  DSC03357

DSC03360

Zamawialiśmy na ślepo. Cieszy mnie, że dziewczyny wyznają podejście, że są miejsca, w których nie patrzy się na ceny, bo najważniejsze jest doświadczyć czegoś.
Przed otrzymaniem rachunku stwierdziliśmy, że 150 euro damy z przyjemnością, a płakać zaczniemy dopiero przy 300 euro. Na szczęście restauracja nie była zbyt droga. Właściwie to jest bardzo tania. Razem z napiwkiem wyszło nam równe 180.
Manager podszedł do nas, upewnił się, że wszystko smakowało. Miał przed sobą trójkę oczarowanych blogerów, którzy wyczyścili mi stół ze wszystkiego, co otrzymali. Zaoferował, że wezwie nam taksówkę, abyśmy jeszcze zdążyli podskoczyć na lody do Santini, ale nie chcieliśmy nadużywać jego gościnności.

5

Restauracja Ramiro odstrasza wyglądem, zniechęca panującym w niej tłokiem, wygląda jak typowy bar dla mieszkańców uboższych dzielnic i raczej nie otrzyma gwiazdek Michelin, ale kryje w sobie kuchnię, której nie da się zapomnieć. Klasa światowa.

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • mikimike

    mniam :)

  • matylda

    jadłabym.

  • Uszka

    Cudne winko wybraliście! Jedno z moich ulubionych verde:-)

  • Marcin Groszyk

    Mega zachęcajaca recenzja, serio az chce sie wsiąść w samolot i polecieć do tej restauracji i ogolnie Lisbony.

  • gorącekakauko

    Nie sądziłem że pierwszą piątkę otrzyma miejsce w Portugalii. Liczyłem na NY. Ale z recencji wynika, że się należało.

    • kominek

      Ja wciąż bardzo liczę na NYC. Zamierzam tam odwiedzić jak najwięcej kultowych miejsc, i tych drogich i tych lubianych przez mieszkańców.

  • Kaja

    pychotki.

  • Dorota T.

    Takie pyszności!

  • KarolK

    Takie miejscówki zawsze są najlepsze – nie muszą lansować się znanymi nazwiskami, szpanerskim wystrojem, kelnerami wchodzącymi w tyłek. Te knajpy odstraszają również nażelowanych i zbyt opalonych kolesi z korpo (słaba ekspozycja) Jest tam to, co najwazniejsze – świetna kuchnia i serce. Jeśli będziesz kiedyś w Santiago de Compostela, polecam „O Gato Negro” – z wystrojem znacznie słabiej niż na Waszych zdjęciach, ale jest wszystko to, o czym piszesz wyżej.

  • Ola

    Mam nadzieję, że mój blog będzie znany na tyle, że będę miała okazję dołączyć do jednej z waszych eskapad :)

    • kominek

      Na dobrych blogerów zawsze będzie zapotrzebowanie. Jak dosięgniesz 40k UU/mc daj znać:)

  • Marcin Michno

    Po Bourdainowsku …czuję się jakbym sam czekał w tej kolejce i jadł te cuda ze zdjęć.

  • Gadzinisko

    Taki sposób obsługi w tej części Europy jest, jak widać, normalny.

  • Agatonistka

    Jak kocham wszelkiego rodzaju ryby, jak do owoców morza za nic nie mogę się przekonać. Odstraszają mnie wyglądem i choć wierzę, że są pyszne, nie umiem się przemóc, żeby je zjeść.
    Ale recenzja tak zachęcająca, że pomimo to mam ochotę wsiąść w samolot i odwiedzić tę restaurację :)

  • Kamil Timoszuk

    Jedna krewetka na cały talerz?
    Co to był za potwór albo jak mały talerz to był? :)

    • kominek

      No ta krewetka była dosyć duża. W Polsce jeszcze takich nie widziałem, ale chętnie spróbuję.

      • Kamil Timoszuk

        Jakby udało ci się gdzieś taką znaleźć to daj znać bo sam chciałbym spróbować czegoś takiego. Ciekawe czy z racji swojej wielkości taka krewetka nie zmienia specjalnie smaku od takiej „typowej”.

  • spanish inquisition

    jak można nie znać kings of leon:)

    • mimbla

      Też chciałam to napisać. To wprost niewiarygodne……

  • Kama

    fuuuuu, te „pazury” wyglądają okropnie. w ogóle jak ktoś wymyslił ze mozna to jeść :D jak to smakuje? mozesz do czegoś porównać?

    • kominek

      Trochę jak wygotowany kalmar.

  • manti

    Fantastyczna recenzja :), i mimo tego, że oprócz krewetek nic z powyższych rzeczy nie jadłam (trochę ze strachu, trochę z braku okazji) tym razem bym się skusiła :)

  • helena

    Percebes to ukwiał jest. Kominku podziwiam za odwagę w próbowaniu tego, co nieznane, tyle naszego ile doświadczymy. a recenzja przednia :)

  • sid1972

    Kominek zapomnialem powiedziec ze ciezko tam wejsc z ulicy i ze bardzo czesto potrzebna jest rezerwacja

    • kominek

      Tak, paru ludzi dziwiło się, że w ogóle udało się zarezerwować nam stolik na 22:00, ale to było po znajomości. Nie wiem, jak jest tam w dzień. W każdym razie, gdy wychodziliśmy przed północą, to kilka wolnych stolików było.

      • sid1972

        Mimo wszystko z Twoja ocena sie zgadzam i dla mnie to kolejny dowod na to ze nie musi wgladac jak cztery gwiazdki, musi smakowac i rozkoszowac podniebienie…

  • Julia

    Dzięki waszej podróży Orange Travel trafiłam na Twojego bloga i zakochałam się!
    Nie, nie w Tobie (no może troszeczkę ;) ) ale w Twoim blogu i sposobie wypowiadania się.. treść za każdym razem jest niesamowicie bogata, wciągająca i fascynująca!
    Śmiało mogę powiedzieć, że stoisz na czele moich ulubionych blogów! :)

    Pozdrawiam serdecznie, Julia.

    • kominek

      Kominek.es też jest moim ulubionym blogiem:)

  • Olek

    Krewetki z Colą?

  • Argo

    Już za dwa tygodnie pierwszy raz lecimy do Lizbony. Przewodniki pochłaniamy jeden za drugim. Jesteśmy podekscytowani bo sami bez dzieci, chcemy szaleć po knajpach, zanurzyć się w tamten klimat. A Twój opis to poezja z której aż kapie smakami!!!! Restauracja trafiła na naszą listę. Zaraz sprawdzę jak zarezerwować stoli.
    BAAAAARDZOO zrobiłam się głodna:)
    A może masz jeszcze jakieś ciekawe typy z Lizbony?

  • Marti

    Choć powyższa recenzja została zamieszczona już jakiś czas temu, to muszę dodać pare słów od siebie, gdyż dzisiaj tam byłam nakrecona własnie tym tekstem. Generalnie zachwyty nad tym lokalem są mooocno przesadzone. Krewetki jak krewetki. Absolutnie nie rozumiem zachwytu. Te większe – ok. P tyle wyjątkowe, ze niespotykane w Polsce. Generalnie przerob w knajpie jak w fabryce. Kelner pojawia się przy stoliku co minutę. Przestawia talerzyki, zabiera cześć, a nawet przekłada dwa pozostałe plasterki szynki na drugi talerzyk żeby choć ten jeden zabrać. Mimo iż zamowilismy butelkę wina absolutnie nie mieliśmy zaoewnionego komfortu aby nim się delektowac. Kelner robił wszystko aby jak najszybciej przedstawić nam rachunek. Knajpa przereklamowana!!!

  • Leszek

    Czyli wszystkim Wam tam smakuje…To musi byc dobra knajpa. Co innego tam warto zobaczyć?

  • wrakczlowieka

    I nie przeszkadzało – jak w innych restauracjach – że manager zapytał, czy smakowało?