Zwyczajny dzień w księgarni. Stoję w kolejce po kawę. Przede mną stoi jedna dziewczyna. Nagle wpycha się przed nas Billy Crystal, pytając, czy może kupić przed nami, bo bardzo mu się spieszy na spotkanie. Wzruszam ramionami, kiwam głową na zgodę, odruchowo spoglądam na zegarek, bo i mnie się spieszy. Na spotkanie z Billym Crystalem.

Zmieszana sprzedawczyni robi wielkie oczy, przyjmuje zamówienie, kątem oka spogląda na osobę towarzyszącą Crystalowi. Chyba ktoś z szefostwa księgarni. Jego spojrzenie wystarczy, aby nie skasowała aktora na 3 dolary.
Billy chyba aż tak się nie spieszył, bo na górze pojawił się dopiero 20 minut później, ale można mu to wybaczyć.

Na początek prośba – wpisy z NYC cieszą się dużym zainteresowaniem, statystyki szaleją, ale pojawiło się tez sporo nowych osób, które nie rozumieją klimatu kominek.es. Uprzejmie proszę te osoby o zapoznanie się z regulaminem, a przede wszystkim pamiętanie o podstawowej zasadzie – tu jesteśmy mili i kulturalni oraz używamy przyjemnego dla oka słownictwa. Zawsze, wszędzie, wobec każdego. Nie hejtujemy, nie wyśmiewamy, nie narzekamy. Idziemy w stronę słońca.

DSC07832

Zaraz po wejściu na piętro zobaczyłem kolejkę i zrezygnowany podszedłem do obsługi zapytać się, czemu te gamonie nie siadają na krzesłach, tylko stoją. Okazało się, że miejsca siedzące są dla tych, którzy kupili książkę. Nie wyobrażałem sobie pójść na spotkanie bez książki, więc wyciągnąłem z plecaka kupioną przed kilkunastoma minutami.

DSC07844

Od razu udałem się na sam koniec.

DSC07839

Symboliczne miejsce.

 

DSC07861

Oczekiwanie.

DSC07863

Wszystkie miejsca zostały zajęte. Nie wiem, ile przyszło osób, ale myślę, że ok 150. Na moich szkoleniach bywało więcej…

 

DSC07921

Billy zaczął od krótkiej przemowy, po dał głos publiczności.

DSC07915

 

2-minutowe nagranie, za które zostałem skarcony przez ochronę, bo podszedłem zbyt blisko. Odpowiedziałem, że jestem blogerem i myślałem, że w Stanach też mi wszystko wolno. 

DSC07901

DSC07898

Prawie jak na koncertach.

DSC07922

DSC07890

To była szybka piłka. Dokładnie 33 minuty trwało całe spotkanie. Po nim nastąpił czas na podpisywanie egzemplarzy. Nie zbieram autografów, więc dobrowolnie zrezygnowałem z tej przyjemności.

DSC07881

Nie jestem fanem Crystala, bo go nie znam. W Polsce on chyba nie jest zbyt doceniany, za to tutaj to całkiem znana i bardzo lubiana osoba. Idąc na spotkanie, chciałem złapać trochę inspiracji, bo szukam jej gdzie się tylko da, a przy okazji przekonać się, jak wyglądają spotkania autorskie. To bardzo sprawnie zorganizowane eventy. Miejsce siedzące wedle kolejności, stojące dla sępów, pół godziny rozmowy z autorem, podpisanie książek i wyjazd do kolejnego miasta. Żadnych wspólnych zdjęć.
Podpatrywałem go, jak sobie radzi z ludźmi, którzy do niego podchodzili po podpis i koniecznie chcieli zamienić kilka słów. To musi być bardzo uciążliwe każdego dnia odpowiadać na te same pytania i zawsze jednym lub dwoma zdaniami. On tego nawet nie zapamięta, dla niego wszyscy zlewają się w jedno, ale dla jego czytelników to moment, którego nigdy nie zapomną.

Tak się zastanawiam – co dają ludziom autografy? Macie od kogoś? Nie jestem przeciwko zbieraniu podpisów osób sławnych, tylko zastanawiam się, co potem się z nimi dzieje? Czy nie są jak wizytówki? Ludzie wymieniają się nimi, a po powrocie do domu rzucają w kąt, zapominają albo i pamiętają, ale nigdy nie korzystają? W dobie internetu wizytówki są przeżytkiem. Dawniej gwiazdy też były bardziej niedostępne, a dziś wystarczy pojawić się w odpowiednim miejscu, by ogrzać się w czyimś blasku.
Jaką wartość miałby autograf, gdybyś go dostał od swego idola?

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Justyna

    Niezła wzmianka dla nowych czytelników bloga :) „idziemy w stronę słońca” :). A co do autografów to właśnie rzucane są w kąt. W swoim życiu otrzymałam 2 i nie pamiętam gdzie je położyłam…

  • kin

    Mam pełno autografów siatkarzy, po każdym meczu wybieram sobie jednego, którego moim zdaniem to był dzień i wtedy proszę go o chwilę czasu. autograf to raczej pretekst do spotkania, do zamienienia paru zdań czy podziękowania komuś.
    np. chciałabym mieć Twój autograf w ‚blogerze’, pod warunkiem, że byś go lekko spersonalizował, na zasadzie takiej, że wcześniej powiedziałabym, że cenię sobie wskazówki te i te i odmieniły moje postępowanie, a Ty byś mi napisał że- najlepszego na nowej drodze życia.

  • kebabkila

    Ja autograf od Polańskiego i Allena powiesiłbym na ścianie.

    • kebabkila

      Aha i nie zapominajmy, że autograf autora znacząco zwiększa wartość książki hehe.

  • Paula

    W pewnym konkursie wygrałam Twoją książkę z autografem i dorysowanym serduszkiem :) To mój pierwszy i jak dotąd ostatni zdobyty autograf. Poczekam aż ten egzemplarz będzie wiele wart na Allegro ;)

  • Anucha

    Mam kilka autografów i nawet w dobie cyfryzacji wywołuję zdjęcia i zbieram pamiątki. Autografy są dla wspomnień i sentymentu.
    Np. Marcin Daniec, jako dziecko wpisał mi się do pamiętnika i narysował lwa. Nie szkodzi, że mnie nie zapamiętał. To miłe wspomnienie (dla mnie) z miłym człowiekiem w roli głównej. No i na marketing się przełożyło. Do dziś chętnie go oglądam. Z kolei Pietrzak zrobił na mnie złe wrażenie i przełączam program, gdy go widzę.

  • dominikaes

    Nie traktuje autografow jako wizytowek, raczej jako pare minut by przyjrzec sie osobie do ktorej podejde po niego, a potem by uslyszc jego glos i przyjrzeec sie jej z bliska – takie skonfrontowanie wyobrazen z rzeczywistoscia (jak sie przywita, czy w ogole to zrobi itp) przykladowo Ty promujesz swoja druga ksiazke w ksiegarni np w krakowie gdzie mieszkam, przychodze oczywiscie z ksiazka i niewazne czy ja przeczytam czy niex, ide tam dla Ciebie – a raczej dla pewnego rodzaju obrazka ktory stworzyles na swoj temat.

  • Asiek

    Nie zawsze autografy są rzucane w kąt. Oczywiście, zazwyczaj nie wpatruję się w nie dzień w dzień, ale miło jest czasami wrócić do nich i przypomnieć sobie sytuacje z nimi związane. Poza tym autograf to czasami coś więcej niż podpis. Zdarza się, że zawiera odpowiedź na moje słowa wypowiedziane w trakcie tego krótkiego kontaktu z idolem.

  • Olga

    Co do autografów – zawsze marzyłam, żeby mieć podpis Michaela Bublé. No kocham go już tysiąc lat i niechby mi się podpisał nawet na ścierce, to byłabym szczęśliwa! Ale udało mi się pojechać na jego koncert do Londynu, było to małe show w studiu radiowym. Siedziałam tak blisko niego, że był na wyciągnięcie ręki. A po występie uścisnął mi dłoń i podziękował za przybycie. To lepsze wspomnienie niż jakikolwiek autograf.

  • Martyna

    Twój już mam. Za dziesięć lat go sprzedam, wpadam do NYC i będę się dorzucać do Twojego czynszu :)

  • Magda

    Nie mam ani jednego autografu bo zwyczajnie nie mialabym pojecia co z nimi zrobic. Wole zdjecia jako pamiatke ale rozumiem, ze moze kogos krecic kolekcjonowanie podpisow slawnych ludzi, czlonkow druzyn, zespolow czy pisarzy.

  • Caroline

    Jaką ma wartość autograf, który dostałabym od swojego idola?
    Cóż. Jestem ogromną fanką azjatyckiej muzyki. Mam kilka ulubionych zespołów, i gdy tylko jest szansa, pojawiam się na koncertach. Kilka razy miałam możliwość wziąć udział w sesji meet&greet, podczas której można było podejść po autograf, uścisnąć dłoń i zadać kilka pytań. Pomijając to, że na koncerty jeżdżę dla dobrej muzyki, możliwość spotkania kogoś, kto ją tworzy, jest niewyobrażalnym przeżyciem.
    Wspomnienia się zacierają, często w pędzie szarej rzeczywistości zapominamy, iż istnieje coś więcej niż tylko nudna codzienność. Te autografy na płytach są jak takie małe promyki słońca w burzowy dzień i działają lepiej niż jakikolwiek film video. Wystarczy, że wezmę je do ręki i przypomina mi się wszystko, choć wydawałoby się, że już wspomnienia nie wrócą.

    Oczywiście każdy ma inną mentalność. Jedni zbierają je tylko dla ‚szpanu’, wymieniają się, sprzedają. Ja ‚zbieram’ je tylko dla siebie, w wyłącznie egoistycznym celu poprawy mojej percepcji ;]

  • krampfunga

    kiedy byłam małym chłopcem trafiłam na jakiś festiwal filmowy i dorośli, z którymi byłam, kupili mi notes, żebym właśnie mogła pozbierać autografy od naszych rodzimych gwiazdek. no i faktycznie udało mi się dostać podpisy kilku osób, które regularnie widuje się w klanach i innych leśnych górach, ale potem wrzuciłam ten notes do szuflady biurka i przy każdych porządkach miałam dylemat, co zrobić z tym fantem – dopiero parę lat temu go wyrzuciłam. morał z tego taki, że też nie wiem, po co ludziom autografy, bo mi tamte z dzieciństwa do niczego się zupełnie nie przydały i podejrzewam, że nie zmieniłby tego nawet fakt, że podpis byłby machnięty ręką kogoś, kogo darzę szacunkiem czy sympatią (bo tamci aktorzy byli mi obojętni).
    zresztą ja ogólnie nie mam fiksacji na punkcie sławnych osób i raczej dostrzegam różnicę między lubieniem produktu, który sprzedają, a nimi samymi w życiu prywatnym – i ci drudzy średnio mnie interesują. inaczej oczywiście by było, gdybym ich poznała osobiście, ale wtedy podlegaliby dokładnie takim samym prawom, jak cała reszta: albo są fajni i ich lubię, albo ich towarzystwo mnie nie grzeje i nie podtrzymuję znajomości, tyle.

  • jasminowysen

    nie mam autografów autorow książek, no chyba, że liczyć zachowany indeks z ocenami i autografami wykładowców- co jest niekiedy przyczynkiem do snucia fajnych wspomnień i opowieści o nietuzunkowych postaciach (np. o ks.ekslerze-Waszkinelu, duchownym katolickim, który jest tez Żydem, o czym dowiedział się od umierającej matki).
    Mam pojedyncze zdobycze muzyczne ale unikatowe, np. autografy „Republiki” i UK Subs z pierwszej trasy koncertowej w 1983r. w Polsce, kiedy to zawieszono nam łaskawie stan wojenny.

    Za moimi autografami kryją się prawdziwe rozmowy z artystami, żywe wspomnienia, wspólne spędzony pewien czas.
    Nie kolekcjonuję autografów dla nich samych; od artystów, którzy nigdy nie będą mnie za nic pamiętać. Z mojego punktu widzenia- to zupełnie bez sensu.

  • kkkmil

    mam dwie książki z autografami, jeden sam zdobyłem, drugi – koleżanka, bo miała akurat moją książkę i sposobność. te książki są dla mnie wartościowsze

  • Vagdavercustis

    Ja nadal na honorowym miejscu trzymam bilet i kawałek kolorowej wstążki z koncertu Alice Coopera. Ta wstążka, durna folia, to coś, co ON miał kiedyś w ręku. I dla mnie ma ogromną wartość.
    I nie obchodzi mnie to, że Cooper mnie nie pamięta. Trudno. Ja pamiętam jego.

  • Zuza

    A ja jestem kolekcjonerką autografów :) Traktuję to jako hobby. Zaczęłam je zbierać jeszcze w liceum – pochodzę z małej miejscowości więc najczęściej pisałam listy z prośbą o podpis, ponieważ nie miałam szansy uczestniczyć w żadnym wydarzeniu gdzie mogłabym dostać je osobiście. Przez te kilka lat ( mam ze 2 lata przerwy w zbieraniu) udało mi się zebrać ok. 250 autografów z czego 3/4 są od zagranicznych aktorów. Nie jest to pokaźna liczba w porównaniu do innych kolekcjonerów, jednak ja jestem z nich bardzo dumna. Mam np kolekcję podpisów aktorów, którzy grali we Władcy Pierścieni. Dla kogoś z boku moje hobby jest śmieszne, albo dziecinne…..no cóż, ja to lubię :)

  • DariaWiktoria

    Mi udało się zdobyć autograf jednej z czołówki osób, którymi że tak powiem jaram się. Cieszyłam się jak dziecko, totalnie. A podpis mam na rzeczy użytkowej, więc w kącie nie leży ;) Autograf to wspaniała pamiątka, bo przypomina okoliczności w jakich się go dostało.
    Ale mimo wszystko jednak mnie autograf nie satysfakcjonuje do końca. Bo branie autografu automatycznie tworzy dystans między „fanem” a „tą” osobą. A ja zawsze patrzę na wszystkich jak na zwykłych ludzi, a nie jak na gwiazdy. I dlatego wolałabym móc zwyczajnie pogadać z ludźmi których podziwiam, zamiast brać od nich autograf. A że wierzę, że wszystko jest możliwe… ;)

  • lukasz mikuc

    Mam kilka płyt z podpisami chłopaków z Róż Europy, kiedyś tam dostałem zdjęcie Gillian Anderson z podpisem (to jeszcze za czasów, kiedy co czwartek obowiązkowo oglądałem X-Files)… Ale generalnie nie mam jakiegoś idola, czy też parcia na to, żeby mieć od kogoś znanego autograf… Wolałbym np. fotę se jeb… tzn. zrobić np. z Kominkiem, bo przy kominku już mam ;)

  • sprzet

    „Dawniej gwiazdy też były bardziej niedostępne, a dziś wystarczy pojawić się w odpowiednim miejscu, by ogrzać się w czyimś blasku. ”

    Z mojej obserwacji jest dokładnie odwrotnie (przy czym dotyczy ona raczej muzyków). Kiedyś było możliwe większe zbliżenie się do artysty. Znane są przypadki wspólnego imprezowania, czy jakiegoś jam session po koncercie (książka Wojciecha Manna pt. „Jak nie zostałem saksofonistą” obfituje w takie anegdoty) Autograf jest wtedy pamiątką rzeczywiście niezapomnianego wieczoru.
    Dziś jest reliktem. Jedyną rzeczą która pozostała z interakcji między widzem, a odbiorcą ściśle reglamentowaną za pomocą napiętego planu kolejnych spotkań i występów. Niestety ;)

    • sprzet

      „Jedyną rzeczą która pozostała z interakcji między widzem, a odbiorcą”

      Między twórcą, a odbiorcą miało być oczywiście ;)

  • Katarzyna M.

    Bardzo lubię książki Paulo Coelho (dobrze mi się je czyta- są lekkie i idealne na wieczory pod kocem). Ostatnio mój przyjaciel zrobił mi niespodziankę- poświęcił kilka tygodni na dotarcie do Paulo Coelho i zdobył autograf dedykowany mnie.
    Nie jestem fanką autografów, ale ten pozostanie dla mnie wyjątkowy za sprawą przyjaciela, który przyczynił się, bym go dostała :)

  • eskel

    Ja mam staromodne podejście do książek (może to przez germanistykę?). Dla mnie czytanie książki jest czymś intymnym. Dlatego autograf jest dla mnie tym bardziej ważnym. Mam 2 autografy w książkach. Wołoszańskiego („Zwyciężaj!”) i Sapkowskiego. Oba są dla mnie ważne. Podobnie podpis Nergala i reszty ekipy Behemotha. Zbieractwo? Może, ale ja jestem gadżeciarz, a autografy to dla mnie tez swoisty gadżet. Aha żużlowych mam od groma :D

  • Henryk Modzelewski

    Ja nigdy nie zbieram autografów.

    Za to jak mam okazję, robię sobie fotkę z idolem. Już parę się uzbierało. To bardziej podnosi prestiż w środowisku w którym się obracasz. I jest bardziej użyteczne niż autograf… no i dla mnie jest to o wiele większa pamiątka ze spotkania niż jakiś bazgroł na kartce, którego potem ciężko zidentyfikować ;)

    • Caron

      robię podobnie – zamiast maziaja na bilecie wolę zatrzymać chwilę w kadrze :)

  • elka

    Nie zbieram autografów,choć kiedyś kol prosiła,abym zdobyła jednego z członków zespołu muzycznego.To był taki kameralny koncercik ,nikt tam się nie rzucił pi podpis,nikt też nie miał odwagi zagadac.Tak dziwnie jakoś.Poprosiłam o podpis,by za chwilę wcisnąć swój,takie tam smichy chichy z gwiazd.Pewnie napisałam jakaś rymowanke:-D.
    Billy Crystall? Dlaczego ja go kojarze z piosenką,czy nie zaśpiewał jakiegoś hiciora?
    Ciekawe kiedy my bedziemy siępojawiać na kominkowych spotkaniachi cholera to będzie wyzwanie,bo te spotkania to już nieu nas,tylkou niego.NYC.

  • mike

    Zagrał w kilku naprawdę dobrych filmach/komediach,
    ale chyba ostatnio oglądałem go w dwóch częściach Depresji gangstera, czyli dosyć dawno.
    Drugie skojarzenie – kilkukrotny gospodarz oscarowej gali.

  • mimbla

    Ja autografów nie zbieram,ja autografy rozdaję. Jak w stronę słońca,do na maksa.

  • AG

    Autograf na książce może zwiększyć jej wartość, materialną w przyszłości ale i emocjonalną. Jakoś tam ją wyróżnia.

  • Caron

    Autografy od ulubionego zespołu mam na ich ‚firmowej’ smyczy do kluczy, do smyczy przypięłam identyfikator i klucze do szafki w pracy. Jakoś tak dobrze na mnie to działa, kiedy otwieram rano w pracy szafkę :)

  • Anka Sikorka

    Uwielbiam Crystala! Genialne wystąpienia na galach oskarowych, pal sześć role, choć i tych kilka by sie zebralo do podziwiania.
    Autografy – mam ich sporo, ważnych dla mnie. Pilch, Stasiuk, Szymborska, Kapuściński, Urbaniak. „Zagranicznymi” się nie chwalę, oprócz trzech – Schmitt, McFerrin i ostatni, najświeższy – Ruben Block. Arrrgh! Co za mężczyzna, co za talent. Lubię, lubię autografy nietuzinkowych osób. Dotknięcie geniuszu, może to trywialne, ale lubię.
    Btw., Kom, brak mi Twojego. Zgłoszę się :)

  • Wendy

    Miałam kiedyś autograf Tomka Makowieckiego. Byłam w nim zakochana do szaleństwa. Miłość przeszła, autograf w koszu. Bez żadnej wartości. Ale… Twoją książkę z podpisem bym chciała. Co innego kawałek kartki z podpisem, a co innego książka z podpisem autora. Książka staje się unikatowa.

  • Marzena L.

    Autograf to pamiątka. Bez sensu jest branie go od kogoś, na kogo trafiamy przez przypadek i wiemy, że jest rozpoznawalny, ale jeśli podziwiamy czyjąś twórczość, działalność to autograf jest po prostu pamiątką po spotkaniu.
    Naprawdę nie ma nikogo, od kogo chciałbyś mieć autograf?

  • pethi

    Wziąłbym autograf od Zlatana, na jego biografii. Wtedy książka by była pełna, ale nie stał bym 25h na dobę pod hotelem, albo w jakiejś kolejce. Szkoda, że nie było opcji kupna już z autografem, widziałem że tak robią na weszło z polskimi autorami.

  • madzia

    ale jesteś odważny:) z tego co widzę to tylko ty tam chodziłeś i filmowałeś?? bo reszta stała w miejscu. co do autografów, są ludzie co polują na autografy znanych osobistości po to żeby je potem opchnąć na internetowych aukcjach:) także zawsze możesz taki autograf spieniężyć np na allegro, ebay-u itp. heh
    podam ci przykład: Jak w Londynie odbywała się olimpiada w 2012 roku. XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie. W wiosce olimpijskiej w której mieszkali wszyscy sportowcy, można na stronie internetowej http://theremains.co.uk/category/autographs kupić ich oryginalne autografy. i nie tylko. włącznie z pościelą pod którą spali, ręcznikami którymi się wycierali, szafkami nocnymi, lustrami w których się przeglądali i całym wyposażeniem hotelowym.
    http://www.archirama.pl/architektura/wioska-olimpijska-w-londynie-zobacz-jak-prezentuje-sie-miasteczko-olimpijskie-w-londynie,67_1762.html#
    Czy taki autograf chciałbyś zdobyć??

  • ratyzbona

    Istnieje spora różnica między autografem (mam ich kilka – wszystkie brytyjskich aktorów zebrane przez moją koleżankę pod teatrami i przywiezione mi – traktuje je jako miłe przypomnienie że moi ulubieni aktorzy jednak istnieją) a podpisem na książce. Podpis autora na jego książce to jednak coś zupełnie innego niż kawałek papieru z podpisem, zwłaszcza jeśli napisze od siebie dwa słowa. To stara tradycja, która zamienia pierwszy lepszy egzemplarz w wyjątkowy. O ile podpisy na kartkach są mi raczej obojętne o tyle te w książkach rozumiem.

    A i Billy Crystal jest i w Polsce doceniany przez każdego kto choć trochę się orientuje w historii filmu.

  • Adrianna

    Nie „Jaką wartość miałby autograf, gdybyś go dostał od swego idola?”, a jaką wartość MA autograf, który dostałam od swojego idola. Kilka lat temu wysyłałam listy do najbardziej znanych, dobrych aktorów amerykańskich. Czasami odpowiedź nie nadchodziła w ogóle, czasem po kilku miesiącach, w porywach do roku. Największą radość sprawiły mi dwa listy: pierwszy od Robina Williamsa – pewnie dlatego, że był pierwszym autografem, który dostałam, ale też dlatego, że został podpisany personalnie – „dla Adrianny”. To bardzo miłe, że chciał podpisać zdjęcie personalnie. Po otrzymaniu listu skakałam po całym domu, byłam wniebowzięta, z uśmiechem na ustach chodziłam przez okrągły tydzień i chwaliłam się każdemu! Potem dostałam list od Markusa Zusaka („Złodziejka książek”, „Posłaniec”). Mój list do tego pisarza był bardzo personalny, a jeszcze bardziej personalna była jego odpowiedź! Dostałam podpisane zdjęcia, kartki, a nawet książkę! Dalej nie wierzę, że po tym, jak napisałam, że trudno jest zdobyć inne jego książki, dostałam jeden egzemplarz PO POLSKU. Gość jest fenomenalny i ogromny szacun za jego szacunek do fanów!

  • sid1972

    AUtografy na wydaniach ksiazkowych?? mamm i to nawet sporo od Mastertona, przez Mitnicka po Sapkowskiego i Lema… co sie z nimi dzieje stoja sobie na puleczce i zawsze gdy czytam te egzemplarze odbieram je jakos inaczej :)

    Po za tym pierwsze wydania z autografem hmmmmm czesto niezle pieniadze po kilku czy kilkunastu latach :P

  • xsparkx

    Jeśli dostałabym autograf od swojej idolki to na pewno miałabym wrażenie, że jest to osoba bardziej realna i patrząc na ten autograf przypominałabym sobie, że ona naprawdę istnieje, i że udało jej się osiągnąć to, o czym ja również marzę. Zawsze, kiedy bym go oglądała widziałabym przed sobą swoje marzenie spełnione.

  • cykada

    A to ciekawe.
    Nie przeczytałam co prawda wszystkich komentarzy, ale trafiłam już na kilka, których autorki stwierdzają, że mają autograf Kominka i czekają żeby go sprzedać.
    Ja do moich autografów (a mam tylko dwa) podchodzę dość sentymentalnie.
    Przykro chyba jest usłyszeć takiemu idolowi, dawcy autografu, że ktoś jego autograf ma i czeka na wzrost wartości, by go sprzedać…
    Hm, Kominku?

    • kominek

      Nie, to jest w porządku.

  • SzafaSkrajnej

    Dla mnie mają wartość sentymentalno-emocjonalną, a szczególnie autografy i dedykacje w książkach i tylko takie „preferuje”.

  • pidzamowa

    Moje pierwsze i jak na razie jedyne spotkanie autorskie (a raczej wieczorek poetycki) wspominam jako jedną z najlepszych chwil życia (:
    Myślę, że to nie uciążliwie, a szalenie motywujące dla autora! Dla mnie przynajmniej było (:

    A co do autografów- zbieram tylko od osób które za coś cenię i zawsze potem wiszą np. na korkowej tablicy i przypominają mi miłe chwile (: Jestem sentymentalnym śmieciarzem i zbieram mnóstwo takich właśnie ‚przypominaczy’.

  • Aleksandra

    idziemy w stronę słońca :) pozytywnie!;)

  • limonka

    Gdy byłam taką trochę młodszą nastolatką, dostałam autograf od mojego ulubionego przez wiele lat brazylijskiego siatkarza Giby. Oglądałam go godzinami i płakałam, że nie będę jego żoną :D
    Na starość… cóż, mam 25 lat, ekhm… na starość wolę zbierać autografy od tych pisarzy, których książki lubię i cenię :)

  • rockmanattack

    Ja też nie rozumiem o co chodzi w autografach. Ot, zwykły podpis. Na pamiątkę wolałbym mieć zdjęcie z kimś kogo lubię. Samemu zdarzyło mi się dać kilka autografów – dla strony „dającej” wygląda to fajniej ;)

  • Agatonistka

    Sama autografów nie zbieram, ale za to mam koleżankę, która autografy kolekcjonuje. Ma ich już kilkaset. Jeździ na wszystkie możliwe spotkania, na nagrania różnych tańczących na lodzie itd, pisze masę listów i to zarówno do tych, których lubi, jak i do tych za którymi nie przepada. Do tej pory nie wiem po co jej to. Rozumiem chcieć zdobyć autograf swojego ulubionego pisarza, aktora itd, który ma dla nas jakąś wartość. Chyba każdy ma choć jedną taką osobę, której autograf chciałby dostać. Ale taką ilość? Nie wiem, może planuje to sprzedać na starość, żeby dorobić do emerytury? :)

  • nocri

    „Tak się zastanawiam – co dają ludziom autografy? Macie od kogoś?”

    Mam od Aleksandra Kwaśniewskiego chociaż to raczej dyplom niż autograf ale cieszy. Najlepsze są komentarze ludzi widzących zdjęcie – ale Ci dobrze w tym mundurze ale tego obok to skądś znam… czekaj…czekaj…

  • kelust

    Mam zdjęcie z autografem Justyny Kowalczyk, ojciec mi dał, bo spotkał ją na promie do Szwecji. Leży w czeluściach mojej szafy i gdyby nie ten tekst, to bym sobie pewnie o nim nie przypomniał. Nie kręci mnie zbieranie autografów, ale pokażę go kiedyś wnukowi albo synowi (córce).

  • Paulina

    Mam AUTOGRAF od Ciebie – autorze „Blogera”.
    Miło było otrzymać, bo książkę przeczytałam jeszcze przed jego wpisaniem.
    Bardzo dobra, wiele cennych wskazówek.

  • Natgosz

    „Odpowiedziałem, że jestem blogerem i myślałem, że w Stanach też mi wszystko wolno.” Kominku, jesteś najlepszy, Twój sposób pisania jest najlepszy i z całkowitą szczerością Twój autograf byłby jedynym, który przykleiłabym w widocznym dla mnie miejscu.Wraz z Twoją książką, która, chociaż nieprzyklejona – cały czas w widocznym miejscu :)

  • maver

    Jeżeli autograf ma mieć jakąkolwiek wartość, to tylko na dziele danego artysty. Jeżeli pisarz, to w książce, jeżeli muzyk na płycie lub instrumencie, jeżeli sportowiec – na piłce itp. Inaczej takie podpisiki nie mają żadnej wartości, a ich zbieranie to bezsens.

  • tatro

    Styczeń 1982r, drugi miesiąc stanu wojennego w Polsce. Kto pamięta, wie o czym mówię: syf, beznadzieja, szaro i ponuro. W telewizji Chopin, w kinach trzy amerykańskie filmy rocznie. A tu pewnego dnia listonosz przynosi list do mnie z : Hollywood cos tam, Los Angeles, California. W środku zjęcie i autograf Harrisona Forda. Wtedy to tak jakby odwiedzili mnie Marsjanie. Bezcenne.
    pozdrawiam

  • Mike

    „Idziemy w stronę.” :D

    Panie Tomek, you made my day! Thanks!

  • Baśka

    Uważam że rajcowanie się autografami , jest swego rodzaju ulokowaniem siebie samego na pozycji plebsu, a swojego idola na pozycji niemal bóstwa.
    Wówczas z założenia stajesz się kimś gorszym , kimś z innego gorszego świata.
    Rzeczywistosc jest często zupełnie inna , bo ich świat niejednokrotnie przepełniony jest potwornym stresem topionym we wszelkiego rodzaju uzywkach, przygodnym seksie, jest tak ciemny , że nie wszyscy dozywają spokojnej starości , bo oni nie wiedzą co to spokój.
    Nie mówię tu o wszystkich potencjalnych „autografodawcach” ale chodzi mi o ogólny obraz .Chodzi mi o samoposadowienie wielbiciela gwiazd na pozycji szarego gruntu.
    Masz wówczas wrażenie nieosiągalności tej ich wspaniałości. Ale to ty sam imaginujesz w swojej głowie ich wspaniałosc .
    Gdybyś myslał o swoim sukcesie i szczytach które na Ciebie czekają , nie rajcowałbyś się jakimś bazgrołem nawet na dobrej ksiązce, bo co ma piernik do wiatraka.
    Dlatego Kominek nie zbiera autografów , bo jest człowiekiem którego umysł już dawno szybuje wśród prawdziwych gwiazd ,a nie siedzi na klepisku z zadartą głowa i rozdziawionymi z zachwytu ustami. dla niego autograf jest bazgrołem a nie relikwią.
    Zyczę Wam abyście czuli się sami kimś nadzwyczajnym , kims kto może wiele i to systematycznie realizuje, wówczas przestaniecie modlic się do autografów.
    Amen