4.0Overall Score
Reader Rating: (40 Votes)

Mieli rację ci, którzy obawiali się, że kolejna książka Browna utrzyma klimat i schemat poprzednich. Mamy znanego Roberta Langdona, mamy zagadki i fabułę, która jak po sznurku prowadzi czytelnika od jednego historycznego miejsca do drugiego.

Tym razem tłem powieści jest „Boska Komedia” Dantego Alighieri, czyli książka, którą wszyscy znają, a nikt nie czyta, z czego autor pewnie doskonale zdawał sobie sprawę, bo na pierwszych stu stronach jak krowie na rowie tłumaczy, o co chodzi z tym piekłem. I tylko piekłem. Czyściec i niebo zostały pominięte, może i słusznie. Dlatego znajomość „Boskiej Komedii” nie jest wymagana i w niczym nie pomaga. Szkoda, bo na pewno przyjemniej czytałoby mi się „Inferno”, gdybym mógł rozwiązać jakąś zagadkę dzięki temu, że kiedyś straciłem kilka dni na zgłębianie bzdur średniowiecznego florentczyka.

Wyobraź sobie, że jesteś bezkarny i chcesz kogoś zabić, podkładając mu bombę. Kogokolwiek. Co więc robisz? No wychodzisz z domu, podkładasz komuś bombę i do widzenia. Proste, nie?
Gdybyś nazywał się Dan Brown, to tę bombę konstruowałbyś przez rok, następnie podłożył w jakimś obcym kraju, ale wcześniej zostawiłbyś wskazówki, jak cię odnaleźć i jak odnaleźć twoją bombę. Widząc, że policja jest już na twoim tropie – popełniłbyś samobójstwo, gorąco wierząc, że gliniarze jednak nie zdążą przed jutrzejszą detonacją. Absurd.
Taka jest właśnie fabuła „Inferno”. Pełna absurdów. Dobrze się zaczyna, bo śmiercią „głównego złego”. Fajny pomysł. Za chwilę mamy ledwo żywego Langdona, który nic nie pamięta. Też fajny, choć już zgrany pomysł. A potem mamy głównego bohatera biegającego po muzeach i kościołach, odczytującego tajemnicze znaki. Co ma z tym wspólnego Piekło Dantego? Ano im dalej w las, tym mniej, bo Brown nie mogąc znaleźć w książce cytatów pasujących mu do zakręconej fabuły… sam je tworzy. I tak „jeden ze złych” próbuje nakierować bohaterów na rozwiązanie zagadki, posługując się cytatem z „Boskiej Komedii”, który w połowie jest wymyślony. Czytelnik o tym wie i kupuje ten absurd.

Największą bolączką Browna jest technologia, której dał się wyprzedzić. W trakcie czytania kilka razy dyktowałem google nazwy miejsc, pomników i budynków, które odwiedzają bohaterowie, aby przyjrzeć się im z bliska. Wielokrotnie wiedziałem, jak potoczy się akcja, bo zajrzałem do google. Bohaterowie nie znają serwisów społecznościowych, nie mają znajomych, praktycznie w ogóle nie korzystają z internetu. Kompletny bezsens, zwłaszcza, że rozwiązanie jednej z ostatnich zagadek (ta z podróżą do miasta z „wodą”) można znaleźć w sieci. 80 stron przed tym, jak wpadną na to bohaterowie.
Brown nie radzi sobie z dialogami. Są nienaturalne, bardzo teatralne, ale u niego to zawsze była słaba strona. Langdon jak czegoś nie wie, to zachowuje się, jak ostatni idiota, a jak się czegoś dowiaduje, to nagle uświadamia sobie, że przecież on to zawsze wiedział. Rażą powtórzenia w rodzaju „oczyma wyobraźni zobaczył, jak…”.
Fabuła trzyma się kupy, bo czytelnik zapomina o jej bezsensowności i może dopiero pod koniec włącza nam się lekka irytacja, kiedy okazuje się, że to wszystko było inaczej niż sobie wyobrażaliśmy. Zamiast być oczarowanym, że kolejny raz Brownowi udało się omotać czytelnika, czułem, że ktoś tu robi ze mnie wała.

Przeczytałem wszystkie książki tego autora. Najlepszą pozostają „Anioły i demony”, drugie miejsce daję „Zaginionemu symbolowi”. „Inferno” leci na koniec, ale byłoby niesprawiedliwością mówić, że to jego najgorsza książka. Ona trzyma poziom „Kodu Leonardo da Vinci” i „Cyfrowej twierdzy”, a to wciąż bardzo wysoko, bo jednego Brownowi odmówić nie można – jest absolutnym mistrzem w prowadzeniu akcji. Blisko 600 stron można przeczytać bez problemu w dzień lub dwa, a przy tym dowiedzieć się – jak zwykle – wielu ciekawostek z miejsc odwiedzanych przez bohaterów. Trochę wiedzy historycznej, trochę sensacji, wybitna umiejętność trzymania czytelnika na smyczy – to wszystko zawyża ocenę o co najmniej dwie gwiazdki i sprawia, że „Inferno” jest pozycją obowiązkową. Głupia, absurdalna, bezsensowna, doskonała książka, doskonałego pisarza. Zupełnie jak „Boska Komedia”.

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Marcin Michno

    Na razie przeczytałem podsumowanie – wrócę do wpisu jak przeczytam książkę;)

    • kominek

      Reckę możesz całą przeczytać. Nie zdradzam nigdy fabuły.

    • JM

      Właściwie zgadzam się z calą recenzją. Mam nawet troszkę jeszcze gorsze zdanie o tej książce, ale mniejsza z tym Poruszyło mnie co innego. To, że nazywasz Boską komedię „bzurą”. Może ona się podobać, może nie. Może być zrozumiała dla kogoś, albo i nie. Można zgadzać się z takim obrazem zaświatów, albo uznać je za naiwne czy nielogiczne. Ale niedocenianie potęgi wyobraźni Dantego, jego poetyki, wpływu tej książki na całe następne pokolenia pisarzy, a zwłaszcza nas samych, na nasze lęki, obawy i wyobrażenie życia po śmierci…cóż, szczerze mówiąc, nie wiem co powiedzieć. Powiem zatem tylko, że smutno mi się zrobiło, jak to przeczytałam.

      • Ateista

        Opis piekła jest ciekawy, kunsztowny.. Co nie zmienia faktu, że jest kompletną bzdurą. Brown ma rację, że pomniki kościół powinien Dantemu stawiać bo ciemne masy wierzyły… i szturmowały kościoły.
        Co innego jakby powiedział z góry, że to tylko jego wymysły.
        A tak? Nie wiem co brał, ale ja też bym chciał spróbować

  • ZielonaCytryna

    Czekałam na Twoją opinię, bo i Browna kupiłam dzięki Twojemu „pociągowemu” zdjęciu na FB (choć w kolejce czekało na mnie mnóstwo książek „do recenzji”). Moja opinia jest trochę odmienna od Twojej, a właściwie diametralnie różna, ale dobrze się czytało to, co napisałeś.

    • kominek

      No śmiało podziel się opinią. Może kogoś zachęcisz lub zniechęcisz do kupna. O to tutaj chodzi.

  • ele!

    A warto przeczytać „Zwodniczy Punkt”? stoi na półce już jakiś długi czas…

    • kominek

      Nie pamiętam już jej, ale na pewno warto, bo nie kojarzy mi się źle.

    • Karolina Franieczek

      Polecam Ci „Zwodniczy punkt”. Mi się ta książka Browna podobała najbardziej. Chyba przez to, że jest inna od tych wszystkich „historyczno-muzealnych”. Na drugim miejscu są „Anioły i demony”. Ciekawe, gdzie uplasuję „Inferno” …

    • Kasia

      Polecam Tobie książkę „Zwodniczy Punk” jest ciekawa i wciągająca. A na dokładkę proponuję również „Cyfrową Twierdzę”

  • Monika Perszowska

    Hm, ja jakoś w ogóle nie mogę zabrać się za cokolwiek, co stworzył ten autor. Nie wiem… Może kiedyś.

  • Mariusz

    O! Dzięki, nie wiedziałem, że Brown napisał kolejną książkę. Zachęciłeś mnie – przeczytam

  • Minerwa

    Też czytałam wszystkie książki Dana Browna, czytałam też Dantego i tłumaczenie wszystkiego trochę mnie irytowało, ale rozumiem to; na miejscu Browna nie spodziewałabym się, że czytelnicy bestsellerów będą znali dzieło Dantego i jego życiorys.

  • Tycjan

    Z książkami Browna jest zawsze tak samo. Warto go krytykować bo tak wypada w towarzystwie („amerykański bełkot, który łatwo obalić bo…”). Ale czy to coś złego jak wybieram książkę przygodowo-sensacyjną, żeby się zabawić i po lekturze czuję się spełniony pod tym względem? Ja też nie zawiodłem się jeszcze na jego książkach i z politowaniem patrzę na wszelkiego rodzaju krytyków. Nie chcesz, nie czytaj, przecież to takie proste.

  • Magda

    Tez przeczytalami wszystkie jego ksiazki i jestem wielka fanka tworczosci Brow,na, wiec w dzien premiery nie moglam nie pokusic sie o Inferno. Podobala mi sie owszem, ale niestety nie zrobila na mnie tak duzego wrazenia jak poprzednie. A szkoda, bo 9 pazdziernika wyczekiwalam juz od kilku miesiecy.

  • Asia

    A mi się właśnie prowadzenie akcji w „Infernie” nie podobało. Miałam wrażenie, że mamy opis architektury (które moim zdaniem były trochę za długie), długie rozwinięcie akcji, potem coś się działo przez 2-3 rozdziały i znowu opis architektury, rozwlekanie akcji itd. Poprzednie książki bardziej mi się podobały.

  • Paulina5

    czytałam chyba 2 miesiące temu w oryginale bo jeszcze nie wyszło tłumaczenie- niestety podzielam opinię co do dialogów które nawet po angielsku nie brzmią lepiej. Pomijając już kwestię internetu dziwi mnie też że Langdon światowej sławy znawca historii sztuki w tej książce jakoś wyjątkowo wolno kojarzył fakty. Być może to wpływ amnezji ale jednak czytelnicy przywykli już do jego błyskotliwego toku myślenia i łączenia teoretycznie niezwiązanych elementów za którymi nam ciężko nadążyć. tu miałam wrażenie że to ja zaczynam go wyprzedzać w skojarzeniach, a nigdy nie byłam specjalnie dobra ani w historii sztuki ani w łamigłówkach. Chciałam dodać jeszcze komentarz o samym zakończeniu ale już nie będę spoilerować:)

    • Mateusz

      Tak, to raczej była wina amnezji, bo jak sobie przypomnisz retrosy siwowłosej doktorki WHO, to Langdon w kilkanaście minut roztrzaskał Mapę Piekieł… A potem potrzebował nieco więcej czasu jak był sam na sam z Sienną Brooks.

  • Marta

    po ostatniej przeczytanej ksiazce Browna stwierdzilam nigdy wiecej. chodzi o „Zaginiony symbol”. Kompletnie zniechecila mnie ta ksiazka do siegniecia po kolejne pozycje tego autora. Recenzja „Inferno” przypomina mi to, co ja po przeczytaniu Zaginionego symbolu myslalam. Chcialam nawet policzyc ile razy w ksiazce Brown uzyl slowa „zaginiony symbol”, bo mialam wrazenie, ze nic innego w tym tekscie nie bylo, bo samo zakonczenie nie usatysfakcjonowalo mnie, mialam wrazenie, ze autorowi skonczyla sie juz wena tworcza i na odwal cos tam wymyslil. Za to popieram „Anioly i demony” to najlepsza jak na razie jego ksiazka.

  • TomAsh

    Lube klimat jego książek ale bohater trochę mnie męczy. Brakuje mi tu gościa jak inspektor Frost, z książek Wingfield`a.

  • wright

    Absurdalny jak nigdy? W każdej jego książce absurd gonił absurd. Żadna nowość.

  • Marcin Siwy

    Z chęcią sięgnę po tą książkę, czytałem wszystkie Browna… niestety do ekranizacji nie ma facet szczęścia… a książkowo rządzą Anioły i Demony plus cyfrowa twierdza…

  • dzejpi93

    Uwielbiam Dana Browna, ale czytając Inferno poczułam się znużona fabułą. Po raz pierwszy nie miałam wypieków na twarzy przeżywając losy harvardzkiego profesora. Oczywiście dzięki tej książce dodałam kilka miejsc na świecie do listy „obowiązkowo zwiedzić” i milo było zagłębić się w zagadkę bazującą na połączeniu historii i nowoczesnej technologii, ale wydaje mi się ze Brown mógłby odpuścić już tego bohatera, aby utrzymać poziom pisania (w końcu ile takich historii można stworzyć:P). Jego inne książki (niezwiązane z Langdonem) są równie dobre a może i lepsze niż Inferno. Osobiście absolutnie polecam Zwodniczy Punkt. Podsumowując Dan Brown i tak jest mistrzem budowania akcji – jak było to określone w recenzji :)

  • eMx

    Będą recenzje polskich pozycji?

  • K.C.

    Albo tłumacz był niechlujny i oszczędzał na konsultacjach, albo Brown jest biologicznym dyletantem i również oszczędzał na fachowcach. Opisy wirusa są z idiotyczne.

  • Baśka

    oj Iwonki Iwonki coś mi się wydaje że jesteście nadgorliwe

  • gość

    Ciekawe czemu Dan Brown nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej za zatajenie informacji kluczowych dla procesu o rzekomy plagiat, który wytoczyli mu Baigent i Leigh. Watykanowi jakos nie zależało na sprawiedliwości dla oszusta, wyładował sie za to na Romanie Polańskim, autorze „Dziecka Rosemary” czy „Dziewiąte wrota”. Świadczy to tylko o tym, że Dan Brown, którego biskupi każą wiernym bojkotować, to człowiek mający oparcie w Watykanie, a skoro jedynym hakiem jakiego miano na Polańskiego była sprawa sprzed 30-tu lat, to Roman Polański jest prawie święty :DDD

  • Krzysio

    Genialna recenzja. Świetnie opisuje całą książkę. Przedstawia to, co najważniejsze.
    Sama powieść ciekawa,absurdalna, ale wg mnie na pewno warta przeczytania.

  • tofik

    może czytacie go dosłownie , a nie bierzecie pod uwagę głównego przesłania książki jakim jest przeludnienie. to właśnie autor chce nam przekazać. w zaginionym symbolu znowu ukazuje to co się stało z templariuszami( intrygę średniowieczną).

  • tofik

    jeżeli chodzi o cyfrową twierdzę to ile osób na świecie wie że wszyscy jesteśmy podsłuchiwani przez usa czy rosję?

  • DB

    Czytam ja juz drugi tydzien. Przeczytam strone dwie a moze i trzy i odkladam. Tak za kazdym razem.
    Jestem bardzo bardzo bardzo rozczarowana i chyba nie zakupie juz kolejnych ksiazek tego autora.
    Gdybym chciala wycieczke po muzeach to kupilabym sobie przewodnik po Florencji lub Wnecji a nnie ksiazke „kryminalno sensacyjna”

  • KS

    Z książkami Browna jest jak z filmami Tarantino, jeśli się jedna podobała to pozostałe nie rozczarują, choć będą w podobnym klimacie. Mnie osobiście książki tego autora bardzo przypadły do gustu. Mamy w nich fantastycznie skonstruowaną fabułę, trzymający w napięciu klimat i sporą dawkę historii w jednym. Jeśli ktoś nie lubi tego typu książek niech po prostu nie czyta zamiast doszukiwać się w nich niedoskonałości i krytykować. Dla takich krytyków i recenzentów polecam książkę telefoniczną – akcja może niezbyt szybka ale za to ilu bohaterów :P

  • Kwasia

    Uwielbiam Browna, uwielbiam Roberta L. i z miłą chęcią sięgnę po Inferno…Jak dla mnie również przodują Anioły i Demony, drugie miejsce Zaginiony symbol…pozycja trzecia Kod da Vinci, Zwodniczego Punku i Cyfrowej Twierdzy jeszcze nie czytałam ale nadrobię :)

    Dzięki za recenzję zachęciła mnie do tej książki jeszcze bardziej.

  • pawlaczkurde1

    Zawiodłem się. W sumie takiej formuły się spodziewałem, liczyłem jednak, że Brown mnie czymś zaskoczy (do tej pory w przypadku wcześniejszych książek doskonale mu się to udawało), przy Inferno jednak były przewidywalność, powtarzalne motywy, wręcz groteskowe dialogi i rozważania głównych bohaterów.

    Było kilka momentów trzymających w napięciu (kilkanaście pierwszych rozdziałów na prawdę dobrze rokowało), ale potem był tylko zawód, opis i motyw jako taki Piekła Dantego powoli gdzieś się rozmywał; przewracając kolejne strony miało się wrażenie, że gdzieś już to się czytało. Kiedy już dotarłem do Stambułu i do podziemi miałem nadzieję, że akcja potoczy się w jakiś zaskakujący sposób, tutaj jednak również rozczarowanie – przewidywalne schematy.
    Do ostatnich stron w nadziei i oczekiwaniu, że coś się jednak wydarzy, niestety nic takiego się nie stało. Na zakończenie były za to pompatyczne, groteskowe dialogi i monologi.

    Bardzo lubię Roberta Langdona, jednak moim zdaniem następna książka Browna musi obejść się bez profesorka. Autor i my musimy zrobić sobie od niego trochę przerwy. Brown musi również intensywnie pomyśleć jak zmienić formułę, żeby znowu nie było powtórki z rozrywki, biegania od punktu A do B, niesamowitych olśnień bohaterów, itd.

    Ogromny potencjał Dona Browna, moim zdaniem doskonale sprawdził by się stricte w thrillerze medycznym lub politycznym. Może coś na kształt Zwodniczego punktu ze śliczną główną bohaterką ?
    Chciałbym również poznać głębiej życie prywatne głównego bohatera ( tak jak to czynił w swoich książkach np. Tom Clancy), a czym Don Brown nas do tej pory nie godzien raczyć.

    Czekam z niecierpliwością na kolejną pozycję Browna.

  • Maniac

    Wolę sposób pisania serii Darów Anioła i Diabelskich Maszyn – też zagadki, też absurdy ale o wiele ciekawsza fabuła i akcja – czytałam i to i to więc wiem co mówię.

  • Nos

    Trafiłeś w sedno. Dorzucam, że miałam wrażenie iż czytam przewodnik turystyczny.

  • kisielzkota

    też mam podobne zdanie o tek książce, niestety nawet główny wątek przeludnienia świata się nie trzyma kupy, bo dynamika wzrostu populacji jest inna, o czym widać genialny naukowiec Bertrand Zobrist nie wiedział. No i brak dostępu do Wikipedii aż dziwi, od razu by wpadli na rozwiązanie wielu zagadek ;)