Trzy księgarnie na dworcu, jeden ogromny Empik tuż obok w Złotych Tarasach, ale nie. Po co. Polak wykorzysta każdą szansę, aby sobie utrudnić życie i stanąć w kolejce. Tak oto zaopatrywali się w nową powieść Murakamiego warszawiacy na Dworcu Centralnym. Trochę zabawny widok, klaskanie do maszyny, radość z wydanej przez nią książki, ale ufam, że to wszystko nie było na serio, tylko po to, by ładniej wyglądał film promocyjny. 

ksiazkomat

Z całym szacunkiem do rozwoju cywilizacyjnego i technik ułatwiających nam życie – w przypadku książek nie wymyślono nic lepszego od księgarni, w której można kupić druk. Polubiłem się z ebookami, ale dwa dni temu zauważyłem, że książkę, którą zacząłem czytać na iPadzie w Legimi, wolałem kupić na Kindle. Z kolei książki, które przeczytałem na Kindle, zwykle i tak kupuję w wersji drukowanej.
Nawet jeśli czytniki są wygodniejsze, to wciąż jesteśmy o jakieś 10 lat za wcześnie, aby zastąpiły nam papier. Abym mógł z czystym sumieniem powiedzieć: nie tęsknię do papieru. W swojej opinii być może będę odosobniony, bo moja pierwsza książka sprzedała się głównie jako ebook(70:30) a i przy drugiej przewaga ebooka się powiększa.
W automaty do sprzedaży książek nie wierzę, bo to jest krok wstecz w stosunku do księgarni. One sprawdzą się jako dobre miejsce do reklamy, ciekawostka przyrodnicza, póki ktoś nie zrozumie, że w tym samym miejscu więcej zarobi na puszkach coca-coli.

Tytuł tekstu mógłby sugerować, że źle się dzieje, bo przyrównanie książki do puszki chwalebne się nie wydaje, ale w rzeczywistości jest chwalebne. Życzyłbym sobie, aby czytelnicy równie często i bezproblemowo mogli kupić książkę. Niestety nie w dostępności jest problem, tylko w czytelnictwie. Niedawno na drugim blogu wspominałem, że żyjemy w pięknych czasach, bo w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, my każdego dnia piszemy i czytamy. Robimy to częściej niż kiedykolwiek w historii świata. Z kolei czytelnictwo książek spada. Wydaje mi się, że można ten trend odwrócić. To nie jest tak, że ludzie nie chcą czytać. Jestem przekonany, że pewnego dnia zaczniemy znowu czytać książki. Musi się coś wydarzyć. Albo coś zmienić.
Może trzeba „skrócić” książki? Przyszłość należy do epizodów, krótkich form, odcinkowych, cyklicznych, itd..
W szerokim znaczeniu tego słowa. Co oglądacie częściej filmy czy seriale? Co czytamy częściej – tygodniki opinii czy tabloidy? Jak często piszemy na FB zdania złożone, a jak często pojedyncze? Jaką długość miały listy naszych rodziców, a jaką mają nasze dzisiejsze maile? Co pijesz częściej? Dwulitrową kolę czy małą puszkę lub butelkę?
Wszystkie dobrodziejstwa kultury zmieniały się wraz z rozwojem cywilizacyjnym i wymaganiami pokolenia. Co różni moją książkę, wydaną miesiąc temu od książki innego autora sprzed 50 lat? Nic. Książki pozostały takie same. Na swoją zgubę.
Cholera, rozpisałem się, a miałem tylko dwa zdania o tym automacie napisać.

 

 

PS Taka zabawna ciekawostka na koniec – ci sami, którzy zawsze narzekali na to, że po książkach nie można pisać, plamić ich jedzeniem, zaginać rogów i rzucać po kątach, dziś nie mają oporów, by książki z Kindle czy iPada usuwać jednym kliknięciem. Więc w tym szacunku do książki zawsze chodziło o to, że była z papieru? Tylko o to? Ciekawe, czy papier toaletowy albo śniadaniowy szanowali równie mocno.

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Marcin Michno

    Masakra..z moją nerwicą natręctw wykupiłbym cały automat zanim wypadłaby jakaś w idealnym, nienaruszonym stanie..

    • LISU

      łapkaaa! też jestem z TYCH ;)

      • Kamila S.

        Mam tak samo jak Wy….

        • Monika

          I ja. Najlepiej jak kupuję jeszcze zafoliowaną :)

          • Kuk

            Ja również tak mam. I książkę z automatu kupiłam :) Jest zafoliowana, wszystko gra, zadowolona jestem.

            Nie rozumiem hejtu na maszynę z książkami. Jest coś innego, zamiast tych nudnych puszek coca-coli raz są książki. Bardzo fajnie. Ja sama kupowałam z uśmiechem na ustach. Chill :)

    • Karolina Franieczek

      Może do nerwicy natręctw mi jeszcze daleko, ale książkę to ja muszę mieć cycuś-glancuś. Nawet jak czytam, to zawsze tak jakoś ostrożnie ją trzymam w rękach, coby jej za bardzo nie pogiąć. A jak mi kiedyś znajoma oddała książkę z zagiętą okładką, to myślałam, że ją pogryzę. Znajomą, nie książkę.

    • nikki

      Mam tak samo – zawsze się na mnie dziwnie patrzą jak oglądam książki z każdej strony by wybrać tą w stanie idealnym ;)

    • Gadzinisko

      Między innymi dlatego ja nie kupuję w Empiku.

      Zresztą ja w ogóle raczej odwiedzam bibliotekę zamiast kupować.

  • Mo Nick

    Od roku mam czytnik i od roku nie kupiłam ani jednej papierowej książki. Ale to nie w ramach buntu tylko w ramach minimalizmu i wyzbywania się nadmiaru „rzeczy”. Tylko kurcze, jak na czytniku zdobyć podpis ulubionego autora? :)

    • Dorota T

      A ja od pół roku mam czytnik i kurcze, nie umiem no. Nie potrafię. Mając ebooka I TAK wolę sobie zdobyć druk….i tych druków od tego czasu kupiłam więcej, niż przed czytnikiem. :< Mam jakieś dziwne wrażenie, że ebooki to takie ulotne są, a książki, a druk – będą. Nie bez powodu jak przeczytam super książkę, to czuję, że MUSZĘ ją kupić (oczywiście druk), żeby była- na półce, na widoku, gdzieś na wyciągnięcie ręki (dosłownie).

  • BOLEK

    Nie zgodzę się. Tendencja do „skracania” czy „zmniejszania” nie dotyczy książek. Wszystkie największe hity ostatnich lat (Harry Potter, Kod da Vinci, Larsson) to prawdziwe cegły. Badania pokazują, że cienkie książki słabo się sprzedają. Gdyby było inaczej bestsellerami byłyby tomiki wierszy albo haiku.

    • kominek

      Pokaż mi te badania :)

      • BOLEK

        Masz mnie;)
        mówił mi o nich właściciel jednego z największych polskich wydawnictw. Niektóre oficyny nie przyjmują rękopisów mniejszych niż określona objętość.

      • Andrzej

        Wystarczy zerknąć na listy TOP w księgarniach. Większość z nich to grube lektury. Więc zgadzam się z Bolkiem :).

        • kominek

          A zobacz, jak wiele z tych lektur to:
          a) pisarze o uznanej już marce, którzy sprzedaż mają zapewnioną nawet jeśli napisaliby historię dłubania w nosie
          b) kolejne części jakiejś historii (czyli bliskie temu, co pisałem – epizody).

          To weź wyrzuć z pierwszej dwudziestki „a” i „b”, wyrzuć też książki do 200 stron i zobacz, ile ci zostanie :)

          • BOLEK

            Tylko, że te „epizody” mają czasem po 500 stron;)

          • Andrzej

            W sumie wiesz, cokolwiek czytają, czy grube, czy krótkie – dobrze, że czytają w ogóle.

      • gilraen_tinuviel

        Niestety, ja również nie mam badań, ale na poparcie słów Bolka mogę powiedzieć, że nie wydano w języku angielskim drugiego tomu opowiadań Wiedźmina, od razu przechodząc do sagi, bo wydawnictwa (brytyjskie i z USA) powiedziało, że sprzedaż opowiadań jest nieopłacalna (dostali zapytania do wielu fanów). Może dotyczy to głównie rynku anglojęzycznego, a może to pokolenie? Ponieważ seria została wydana prawidłowo i w kolejności w innych językach (ale to było wcześniej).
        A z drugiej strony patrząc, krótkie formy literackie są trudniejsze i bardziej wymagające dla samych autorów. Musisz być nie tylko pisarzem, musisz być dobrym pisarzem. Opowiadania to rzecz, na której poległo bardzo wielu. Tutaj nie potrzeba na potwierdzenie żadnych badań lub nawet opinii autorów (choć spotkałam kilku, którzy tak twierdzili), wystarczy trochę logiki: masz ok. 300 stron ażeby przedstawić świat wykreowany przez ciebie, zaciekawić jakimś konceptem lub żeby czytelnik zaczął się przejmować losem twoich bohaterów lub masz ok. 30 stron żeby zrobić dokładnie to samo. Chyba nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, co jest łatwiejsze (oczywiście nie mówimy tu o przyszłych-niedoszłych laureatach Nagrody Nobla, radzących we wszystkim jak żyć celebrytów lub Kowalskiego, który ostatni raz coś napisał w liceum na zadanie domowe z polskiego).

        • gilraen_tinuviel

          Muszę coś dodać, bo przemyślałam to, ale prawda może być taka, że wydawnictwa wykreowały potrzeby czytelników i rzeczywiście teraz czytelnicy nie są tak zainteresowani krótkimi formami lub mają takie przekonanie w swojej świadomości, które jest błędne i niepotwierdzone w rzeczywistości.
          Z punktu widzenia wydawnictw grube książki opłacają się bardziej, bo większa ilość stron to mniejsze koszty druku.
          Czasami mam wrażenie, że sztucznie napompowuje się książki formą wydania: duża czcionka (to ogólnie jest ok dla oczu, więc nie mam nic przeciwko), duże odstępy pomiędzy literami, wielkie marginesy, wiele akapitów, czasami dość mały format książki. Można to sobie porównać biorąc do ręki jakieś nowe i stare wydania książki, jestem częstym gościem okolicznych bibliotek i wypożyczam wiele rodzajów książek i taka jest moja obserwacja (oczywiście nie można zaprzeczyć, że być może wszystkie elementy zostały wprowadzone dla dobra oczu, chyba… oprócz tego wstrętnie białego papieru).
          A wielotomowe sagi są jeszcze lepsze, bo przywiązują czytelnika do tytułu i autora. Prawdopodobieństwo, że jeśli czytelnik kupił jeden tom jakiejś sagi, to kupi również następne, najpierw z ciekawości, a później i z lojalności, jest duże. A to zwiększa zyski z jednego czytelnika, bo zamiast jednej książki kupi od kilku do nawet kilkudziesięciu, bo jest to kontynuacja (w każdym razie prawdopodobieństwo jest większe).

  • Katarzyna Jankowska

    Książka powinna być czymś wyjątkowym dla czytelnika. Zakupienie jej w księgarni po wcześniejszym obejrzeniu, dotknięciu, powąchaniu, nie może się równać zakupowi przez automat. Cena książek, pośpiech skłaniają ludzi do kupowania ebooków, podobno są wygodniejsze. A ja wolę spokojniej żyć, z książką papierową na kolanach w wolnej chwili. Rozumiem, że teraz jest trend na krótkie treści ale jeśli książka jest dobrze napisana to nie ważne ile ma stron, „pochłania” się ją bardzo szybko!

    • ana

      Dlaczego powinna? Czy tekst wydrukowany na papierze ma większą wartość merytoryczną, niż ten sam tekst wyświetlony na ekranie? To jest tylko nośnik, przedmiot jakich wiele, nic więcej. Wrażliwy czytelnik doceni treść lektury bez względu na to, na czym ją przeczyta. Sama „żyję spokojnie”, spędzam długie godziny na czytaniu książek, ale na ekranie komputera. Dlaczego? Staram się ograniczać ilość posiadanych rzeczy, jeśli czytam po angielsku – mogę szybko i wygodnie sprawdzić znaczenie nieznanych słów, e-booki przekonują mnie także ze względu na cenę. Nie muszę się modlić do książek, godzinami wąchać ich kartek itp., żeby docenić wartościową literaturę i miło spędzić czas.

  • YOeLL

    Osobiście oglądam zdecydowanie częściej filmy niż seriale. Powód jest banalny: % szansa trafienia na beznadziejny film jest taka sama jak trafienia na wciągający serial :)

    • Michal

      Słabo szukasz w takim razie, naprawdę dobrych seriali jest tak naprawdę kilkanaście, naprawdę dobrych filmów masz tysiące, zwłaszcza gdy sięgniesz po starsze pozycje.

      • gilraen_tinuviel

        Za to ty nie czytasz ze zrozumieniem, właśnie to powiedział/a autor/ka tego komentarza, z jego/ jej słów wynika, że jest bardzo mała szansa na trafienie na dobry serial (jakiś tam mały %) i to = bardzo mała szansa na trafienie na beznadziejny film (taki sam % jak na trafienie na doby serial).

        • YOeLL

          Słusznie prawisz :)

          P.S. AutOR. Wydawało mi się, że avatar jest dość jednoznaczny ;)

          • gilraen_tinuviel

            A przepraszam, ale mam zablokowane wszelkie wtyczki, dodatki, reklamy, wyskakujące okienka i inne gadżety w mojej przeglądarce, więc nie widzę awatarów i innych „polub mnie”, etc. etc.
            Już od jakiegoś czasu moja wersja Internetu jest pozbawiona reklam, śledzących mnie aplikacji i wszystkiego, co uznam za zbędne. Przeszukując Internet przy pomocy mojej przeglądarki, czuję się w porównaniu do innych, jak w bunkrze. :D

  • kevin171

    Co oglądacie częściej filmy czy seriale? Co czytamy częściej – tygodniki opinii czy tabloidy? Jak często piszemy na FB zdania złożone, a jak często pojedyncze? Jaką długość miały listy naszych rodziców, a jaką mają nasze dzisiejsze maile? Co pijesz częściej? Dwulitrową kolę czy małą puszkę lub butelkę?
    Cholera, czesciej ogladam filmy niz seriale,seriali wcale nie ogladam. Czytam tygodniki,a nie tabloidy.Uwielbiam pisac zdania zlozone, co widac tez w moich komentarzach.Wole kupic dwulitrowa butelke, niz mala puszke.Wole duze piersi od malych…Czy jestem wyjatkiem?

  • Róża Wigeland

    Książki można czytać, bo po prostu ktoś lubi czytać tak w ogóle. Ale żeby je kupować dla siebie, trzeba je lubić jako przedmioty. Dotyk papieru, zapach, ich widok na półkach. Powinny sprawiać radość również wizualną. Trzeba dobrze czuć się w księgarniach, antykwariatach, lubić atmosferę bibliotek. Wtedy można mówić o „miłości do książek”.

  • Justyna Książek

    Sama nie wiem. Naprawdę sądzisz, że krótkie książki lepiej się czytają? W mediach owszem zwięzłość jest lepiej odbierana, coraz częściej ludzie czytają same leady, artykuły przelatując tylko wzrokiem. Ale żeby książki też miały być krótsze? Ktoś już tu wspomniał o fenomenie Harry’ego Pottera, książek Browna czy Larssona. Zresztą niemałe znaczenie ma, że cieńsze książki wcale nie są dużo tańsze od tych o naprawdę sporej objętości. Poza tym według tego kryterium to właśnie opowiadania powinny być częściej czytane, a nie powieści. Wątpię żeby tak było.
    Co do książek papierowych a ebooków. Od trzech lat mam czytnik i nie wyobrażam już sobie go nie mieć. Oczywiście nie znaczy to, że nie mam książek na półce, bo mam, ale są to raczej prezenty lub książki, które naprawdę lubię. Za to czytnik pozwala mi czytać wszędzie bez konieczności dźwigania całej torby książek. Moim zdaniem czytnik, to najlepsze co mogło nastąpić w czytelnictwie.

    A propos ciekawostki – to naprawdę zabawne. Mam wrażenie, że dzisiaj pojawia się przeświadczenie, że książki papierowe nie są aż tak cenne, że nie trzeba o nie aż tak dbać. Może dlatego, że treść, która kiedyś była zapisana tylko na papierze, dzisiaj jest też na serwerach. Mam nadzieję, że nie nadejdą czasy, gdy książkami będzie się paliło w kominku.
    Pozdrawiam.

  • P

    Nie. Nie skracać. Obniżyć. Cenę. Koniec.

  • Karolla

    Niestety z czytaniem książek jest gorzej… najnowszych statystyk nie mam, ale zrobiłam test wśród moich studentów i na 100 osób z różnych roczników studiów, tylko 5 czyta przynajmniej jedną książkę miesięcznie, która nie jest obowiązkową lekturą do egzaminu! Pytani o powód mówią o braku czasu, kasy i chęci. Wolą krótki odcinek serialu lub nawet dwa, niż skupić się na czytaniu… niektórzy mówią, że strata czasu, bo „na czytaniu kokosów nie zbijesz”… może rośnie nam pokolenie, któremu „kultura czytania książek” będzie kompletnie obca…

    • dziekuj.blogspot.com

      Wg danych w 2012 roku 11% Polaków gwarantowało, że przeczytało więcej niż 6 książek w roku… Mimo to że obserwuje się w autobusach, tramwajach, metrze ludzi z książkami/czytnikami/tabletami i wydawać by się mogło, że dużo osób czyta, to jednak – jak podejrzewam – są to Ci, którzy non stop coś mają w ręku. Czyli znajdują się właśnie w tych 11%. A grupa jak się nie powiększała, tak się nie powiększa.
      Problem z czytaniem wynika też z problemów naszej edukacji od najmłodszych lat. Ograniczane są listy lektur. Uczeń nie musi popisywać się erudycją, lecz umiejętnością wypełniania testów, pisania wypracowań pod klucz. Studenci nie są w stanie przeczytać tekstów dłuższych niż kilka stron…
      Niestety, ale nie wygląda to dobrze… Powinna się więc zacząć – jak w pozytywizmie – praca u podstaw…

  • Misschanelka

    A ja właśnie lubię ten czas, kiedy idę do księgarni i spędzam w niej pół godziny, chodząc między regałami i czytając opisy różnych ksiązek na ich odwrocie, aż w końcu wybiorę tę, z którą spędzę resztę dnia. To swego rodzaju rytuał, którego nie zamieniłabym na przyłożenie karty do czytnika żeby mi automat wyrzucił książkę, niczym puszę fanty.

  • PolishPolyglot

    Nie wydaje mi się, żeby można było jeszcze odwrócić sytuację. Ludzie nie czytają, bo teraz świat jest inny. Nasz gatunek, introwertyków, chyba wymiera. Teraz wszyscy muszą być wygadani, przebojowi. Osoba, która siedzi cicho z książką w kącie, jest dziwakiem. Wszystko jest głośne, kolorowe, szybkie. Coraz więcej nadpobudliwych dzieci. Jak takie dziecko ma się zainteresować książką? Przecież nie wysiedzi. Kiedyś pracowało się od 7 do 15. Teraz ludzie siedzą w pracy cały dzień, czasami do późnego wieczora. Im nawet do głowy nie przyjdzie, żeby wziąć książkę do ręki.
    Trzymam stronę poprzedników: tu nie chodzi o krótkie formy. Krótsze formy są paskudne, coś się kończy, kiedy nie zdążyło się jeszcze zacząć. Omijam szerokim łukiem, bo to bardzo nieprzyjemne uczucie :)
    Nooo, musiałam się wypowiedzieć, bo to mój ulubiony temat :D

  • Wendy

    jestem na 141 stronie Twojej ksiązki. Kupiłam ją dość dawno ale nie miałam chwili, żeby do niej zajrzeć. Czytam ją juz od 19. Nie mogę się oderwać. Nie jestem blogerką ani nie zamierzam być ale i tak czytam z zapartym tchem. Czekam na Twoją kolejną książkę! Mówiłeś, że nie będzie już w tematyce blogowania, a nawet jesli by była to i tak ją kupię.

  • Gosia

    BOLEK:
    Tylko,żete„epizody”majączasempo500stron;)

    Jednak cegły Larssona i Browna składają się z bardzo krótkich rozdziałów – dlatego dobrze się je czyta w autobusie. Długie teksty zostawiam prawie zawsze na następny raz;)

  • Ania Diduch

    A ja widziałam takie automaty z książkami w niemczech w metrze. Jedna maszyna z kolą, a obok druga z książkami. Komiczny widok. Niestety w środku same bestsellery fantazy i poradnikowe.

  • karolajna

    a ja wole papierowe książki i choć je kocham i nie pożyczam to zaginam rogi(zakładki zawsze gubię) i często robię notatki na marginesach.tak lubię.
    Lubię także książki kupować w antykwariatach bo można ciekawe rzeczy w takich znaleźć ;)

  • Adrian

    Pomysł ze sprzedażą książke z automatu zły nie jest lecz źle zorganizowany. Często zanim kupię/wybiorę kolejną książkę do przeczytania szukam opini, tytułów polecanych (recenzji rzadziej) w sieci. W momencie gdy mam upatrzoną książkę którą idę kupić podejście do automatu odszukanie tytułu,zapłąta byłąby dla mnie równa z zakupem w księgarni – w przypadku kolejek a wolnego automatu zaoszczedziłoby mi to czasu. Musiałaby być to maszynką w której to wpisujemy tytuł potwierdzamy i schematem uliczek książka nam spada jak puszka coli.

    Co do automatów z puszkami coli stojących obok automatów z książkami (których nigdy nie widziałem) to komiczne mi się nie wydają. Ktoś kupuje cole ma kawałek czasu jazdy metrem to i książkę może okazjonalnie kupić

  • danny

    mi się wydaje ze teraz jest właśnie moda na gruuuube książki, wszystko ma min. 400 stron, i fajnie wyglada ktoś z wielką knigą w tramwaju. a colę kupuje w butelkach po 2 litry i se przelewam do szklaneczki. kultura !

  • Elei

    Ludzie, którzy dzisiaj piszą na temat wyższości papieru nad czytnikiem, to samo mówili by kilkaset lat temu „Kiedyś to książki miały duszę, pisane ręcznie, a teraz, każda taka sama i plebs się tym zachwyca, nie mają żadnej wartości”. Zresztą sam do tych ludzi należę.

    A odnośnie skracania, to jeśli mnie pamięć nie myli, książki w XIX i na początku XX w. często były najpierw wydawane w odcinkach w gazetach..

  • anako

    Nie wiem jak to się ma do czytelnictwa, ale moim zdaniem książki od jakiegoś czasu są po prostu zbyt drogie. Kiedy byłam w podstawówce i w liceum, kupowałam mnóstwo książek, i w księgarniach i w antykwariatach. Na studiach nie było mnie stać, więc czytałam tylko w bibliotekach. Teraz czasem coś tam kupię, ale nie tak często jak kiedyś – zwykle jeśli chcę coś przeczytać, to ściągam z internetu, ewentualnie pożyczam. Wiem, to nieładnie, ale moim zdaniem do tego rodzaju mentalności doprowadza wysoka cena. Podobnie w Polsce stało się z płytami – no powiedzcie, ile macie znajomych, którzy kolekcjonują płyty? W wielu cywilizowanych krajach to bardzo częste i normalne hobby. Moi rodzice mają ogromne kolekcje winyli z młodości (nawet mama, która nigdy za specjalnie muzyki nie słuchała), tak samo sporo kaset, potem weszły na rynek bardzo drogie CD i jakoś przestało się kupować muzykę. Teraz niby ceny relatywnie spadły, ale i tak płyty kupuje się od święta albo w prezencie, a nie żeby po prostu posłuchać muzyki. Mam wrażenie, że podobnie jest z książkami – w każdym domu jest mnóstwo starych i średnio starych książek, nawet w takim, gdzie mało kto czyta. Nowych zwykle jak na lekarstwo. Umarł zwyczaj kupowania książek. Taka mała refleksja.

    • anako

      I myślę, że trochę o to chodzi w tej akcji – żeby przekonać ludzi, że książki (a w każdym razie – ta książka) są na wyciągnięcie ręki, że ich kupowanie jest łatwe i po prostu normalne. Że tak jak na colę wydajemy 2 złote, o których nawet potem nie myślimy, tak samo bezbolesne może być kupienie książki za 40 zł.

  • zeroerhaplus

    lubię krótką formę, jeśli jest dobrą krótką formą.
    ale proszę mi długich form nie skracać, jeśli też dobrymi są.
    ostatnio usłyszałam od męża „ledwie się do niej przyzwyczaiłem, a ona mi się skończyła” – po przeczytaniu prawie trzystustronicowej książki pani Haushofer. ale on to samo twierdzi o trzykilowych cegłach historycznych, więc nie wiem, czy to dobry argument…
    w każdym razie – wniosek:
    jesli się kto poważnie przejmuje, że czytelnik go nie przeczyta ze względu na objętość, to znaczy, że na takiego właśnie czytelnika zasługuje :)

  • katia

    oj dawno nie byłam tutaj dzisiaj czytam sobie.. ksiazki zawsze byly i stanowily odskocznie, teraz naprawde malo ludzi czyta ksiazki… gorzej kupuja pozycje w ksiegarni ktore sa popularne i rozreklamowane, a nawet nie znaja korzeni literatury. nie mowie tutaj o calym arsenale, tylko to co by sobie wybrali do czytania…. otwierasz ksiazke w BIBLIOTECE czytasz pierwsza strone srodek troszeczke wiecej… i wiesz:) ksiązkaw w wersji elektronicznej – oj chyba nigdy…jak czytac Horsta w ten sposób albo jaka bedzie Pietrovka Marininej? w łóżku można oślepnac:)

  • katia

    a po co ściągać skoro nie wyeksploatowaliście kopalni która macie od dzieciństwa, np. film pachnidło, książka naprawde ju wieloletnia…. w mojej bibliotece wypozyczylam w 8 klasie liceum… czytajac czlowiek wachal zalamanie lokcia – prawdziwy zapach ludzki:) film – rozczarowanie. ale dopiero po filmie ludzie poszukali ksiazki…a taka gruba Pani z biblioteki duzo czyta i moze duzo powiedziec. NIECH ŻYJĄ BIBLIOTEKI:)!!!!

  • jusiaQ

    Jako reklama zorganizowane fajnie. W końcu Japończycy tak bardzo upodobali sobie automaty (jako ciekawostka: w niektórych z nich w kraju Murakamiego można nawet kupić używane majtki…).
    Z pewnością wolałabym kupić książkę z automatu, aniżeli w supermarkecie, leżące w kartonie pomiędzy chipsami a mrożonkami. Raz nawet widziałam „książki na wagę”

  • dziekuj.blogspot.com

    hm… nie udało się przenieść komentarzy?

  • nazwaaaa

    kto to Murakami ?