Podobało mi się:
  • doskonałe dialogi
  • doskonałe aktorstwo
  • trzy ładne kobiety
Nie podobało mi się:
  • trwa tylko 3 godziny
  • nie będzie drugiej części
  • nie dostanie Oskara
5.0Overall Score
Reader Rating: (282 Votes)

Rzadko, czyli nigdy zdarza mi się pójść na film w dniu premiery. Nie lubię tłumów. Ale akurat nie miałem nic lepszego do roboty, a dawno nie recenzowałem nic na esiątku. No to padło na „Wilka z Wall Street”.

Martin Scorsese. O nim zawsze mówi się „wybitny” i stawia w szeregu z największymi twórcami współczesnego kina. To nic, że przeciętny widz zna tylko nieliczne z blisko 40 nakręconych dzieł, z których większość nie była najwyższych lotów. Ja należę do większości, czyli grupy osób doceniających reżyserkę Martina, choć jako autor zawsze mam lekkie wahanie z wychwalaniem reżyserów, bo to scenarzyści tworzą to, co najważniejsze. Historię.

A tę z „Wilka…” napisało życie. Jordana Belforta. Jednego z tych gości, którzy mówią ci, że możesz być najlepszy na świecie, a test umiejętności robią, wręczając długopis z poleceniem: sprzedaj mi go.
Bohater 25 lat temu zrobił karierę na miarę american dream. Zaczynał od garażowej firmy, skończył na jachtach za kilkadziesiąt milionów dolarów. W międzyczasie trochę oszukiwał, trochę kradł, kochał wiele prostytutek, a z siebie zrobił aptekę. Gdyby mu żona pozwoliła, nazwałby córkę Kokainą. Akcja toczy się wokół giełdy, kasy, akcji, wzrostów i upadków, czyli bardzo nudnego tematu, na którym wyłożyło się wielu reżyserów, chcących dorównać „Wall Street” Olivera Stone.

„Wilk z Wall Street” ciągnie się przez bite trzy godziny. Widzimy w tym czasie drogę na szczyt i to, co zwykle następuje w najciekawszych życiorysach, czyli upadek. W tym przypadku wcale nie na samo dno, choć blisko parteru. Poznajemy realia Ameryki przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Brokaty, dresiki, adidaski i telefony komórkowe z kablem – tak, to wszystko też dostajemy. Jest bardzo, ale to bardzo dużo scen z prochami, dziwkami i totalnie naćpanymi bogaczami. Jest niepoprawnie politycznie, szowinistycznie, wulgarnie i już samo to jest dla jednych zachętą, a dla drugich zniechęceniem do obejrzenia filmu.
Mam jednak nadzieję, że wybierzecie pierwszą opcję, bo to wybitny film. Z najlepszą rolą Leonarda od czasów…hm…no on w sumie nigdy nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu. Był doskonały w Wyspie Tajemnic, Gangach Nowego Jorku czy Aviatorze, ale tutaj wspiął się na szczyt. Kto pamięta „Co gryzie Gilberta Grape’a”, ten wie o czym mówię.
Nie tylko on. Wszyscy zagrali wzorowo i gdybym miał przyznawać Oskary, to dałbym całej ekipie. Co spojrzę na jakieś zdjęcie z filmu, to sobie przypominam, jak świetna i pomysłowo zrobiona była scena. Patrzę na twarze bohaterów, ich gesty, nawet miejsca, gdzie stoją lub siedzą i uzmysławiam sobie, jak bardzo dopracowano każdą scenę.

wilk z wall street

To, co pozwala wysiedzieć przez trzy godziny, sprowadza się do jednego słowa: dialogi. Jasne, że gra aktorska, jasne, że rewelacyjna scenografia, perfekcyjnie dobrane kostiumy, świetna muzyka (w większości znane kawałki). Tak, to wszystko składa się na sukces, ale ten film broni się absolutnie rewelacyjnymi dialogami. Niektóre ujęcia trwają po kilkanaście minut, a ty słuchasz, słuchasz, chłoniesz i nawet nie zauważasz, że już dawno powinieneś się znudzić. Niektórzy powiedzą, że dar pisania dobrych dialogów ma Tarantino, u którego bohaterowie też potrafią gdakać przez pół filmu. Cóż, lubię Tarantino, ale nie należę do osób zachwycających się jego dialogami, bo połowa tekstów z Django czy Pulp Fiction mnie nużyła. Tego nie ma w „Wilku z Wall Street” i nie podzielam głosów, że kilka scen można było skrócić. Pewnie, że można. Kilkanaście minut motywu z „Ferrari”, który był prawdopodobnie przepustką do nominacji dla Leonarda, sam bym wyrzucił, ale z patrząc na to z drugiej strony – cieszę się, że Hollywood wciąż robi filmy,  w których nie każda sekunda musi mieć znaczenie.
5

 

Grawitacja„, „Wyścig” i „Wilk z Wall Street”. Trzy filmy tej jesieni, którym przyznaję najwyższą ocenę. Nie można przegapić. Recenzje pełne zachwytów są w pełni uzasadnione.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Furia

    Zadziwiające jest to zę teraz reżyserzy nie potrafią zrobić filmu który trwałby 1,5 h czy maksymalnie dwie, tylko wszystko ciągnie sią jak bollywoodzkie romansidła.

    • Grzegorz

      Zupełnie nie rozumiem. Dlaczego twórca ma się ograniczać do 1.5 h? Jeśli film jest dobry to spokojnie posiedzę 3 godziny i będę żałował gdy się skończy. Jeśli jest słaby to nawet godzina będzie męką.

  • Boomer

    Ja ze swojej strony też polecam, a najlepszą rekomendacją niech będzie stwierdzenie, że pomimo rozpoczęcia seansu o godz. 21 da się wysiedzieć na Wilku z Wall Street 3 godziny w kinie bez zbędnej nudy. Czyli jest baaardzo dobrze.

  • jasminowysen

    jak dobrze, że powstają jeszcze filmy z przesłaniem. Po raz pierwszy zgadzam się z Twoimi typami do Top 3.
    Niedawno odkurzyłam innym film Scorsese – „Ostatnie kuszenie Chrystusa”.
    Borze, jakie skomplikowane filmy potrafiły nie tak dawno przecie, w latach 70-tych, zapełniać po brzegi kinowe sale… aż trudno dziś w to uwierzyć …przeglądając obecne tytuły.

  • Aisi Nom

    Na pewno obejrzę, jak tylko pojawi się w kinie na mojej wsi :)

  • asia

    Terence Winter napisał scenariusz: http://www.imdb.com/name/nm1010540/#writer
    Twórca i Sopranos i Boardwalk Empire,klasa sama w sobie.

  • kmin

    racja film wybitny! polecam rowniez amerian hustle. rewelacja!

  • Grzegorz

    Wyścig był bardzo dobry. Potwierdzam. Grawitacji jeszcze nie ogladałem a na Wilka niecierpliwie czekam. Dobrze zapowiada się też American Hustle

  • Angelika

    A co myślisz o roli DiCaprio w filmie „Django”?

    • kominek

      No fajna, fajna, ale to nie jest coś, czego dobry aktor nie zagra. Większość teatralnych potrafiłoby zagrać podobnie. Nie krytykuję, ale i nie zachwycam. W „Wilku…” Leo musiał grać w skrajnie różnych sytuacjach – mentora, ćpuna, zwycięzcę, przegranego. Z faceta w garniturze przeskakiwał do pełzającego po asfalcie menela. Do takiej roli nie można się przygotować, ucząc na pamięć kilku gestów.

    • a.sikorka

      A ja te role Leo w Django uwielbiam i dopiero po tej roli jestem nim zachwycona. Majstersztyk!

  • Talar

    W tym filmie działo się tyle, że spokojnie starczyłoby na trzy filmy. Wyszedłem zmęczony natłokiem emocji ale niesamowicie szczęśliwy, toteż zgadzam się, w pełni, z oceną.

  • Monika Kamińska

    Muszę nadrobić w takim razie Grawitację, bo Wyścig i Wilk również bardzo mi się podobały.

  • elka

    Hem hem:-) chyba czas wyskoczyć na chwilkę od dzieciarni,kusząca recenzja.

  • kasia1

    Bylam, widzialam, musze sie z tobą zgodzić Tomku, ale czytajac ta recenzje, gdzieś z tylu glowy mialam poczucie ze te laski i ilosc cycków w filmie bardzo przyczynila sie do twojej pozytywnej oceny. Polecam tez Last Vegas, dialogi nie są aż tak bogate ale cale kino smieje sie do rozpuku.

  • Jadźka

    Tarantino, Scorsese i Jarmusch – moja święta kinowa trójca – nie potrzebuję rekomendacji ani recenzji.

  • Marcin

    Grawitacja była super, Wyścig jakoś mnie nadal do siebie nie przekonał, Wilka na pewno obejrzę.
    Wstaniesz w nocy, żeby puścić ten post?

  • Ewka

    A czy Ty grasz na giełdzie?

    • kominek

      Kiedyś bawiłem się w Forex. Giełdę zostawiam na później.

      • Ewka

        Były z tego jakieś zyski?

  • Wiktoria Florek

    pojde!

  • pidzamowa

    Pomyślałam o Tobie oglądając ten film ;) o tej mentalności zwycięzcy, która aż bije od głównego bohatera!
    Bardzo, bardzo dobry film! Z pewnością do niego powrócę.

  • elka

    Przyszłam podziękować za recenzję:-) życzę sobie,żeby to był stały punkt tego bloga.Mogę chodzić na filmy,które polecasz,bo takie kino uwielbiam.To były świetnie opłacone 3 godziny.Dzięki za cynk:-)

  • fruzia

    Niestety jak dla mnie film za długi o jakieś 1,5 h, wulgarny, co drugie słowo przekleństwo, dialogi długie aż do znudzenia, ale wszyscy biegną do kina bo nazwisko, jak dla mnie kiepski, nie rozumiem zachwytu Leonardem….w jednej scenie to poczułam się jak na Titanicu i jeszcze wszędzie te kopulujące pary…. czasem można zostawić coś niedopowiedziane

    • http://muszkieter.in/ Muszkieter

      Mnie ta brutalność przekonała, ale całemu filmowi dałbym 4 i nie kumam tego piania z zachwytu nad jego genialnością. Tak, jest dobry, bo świetnie bawi się konwencją komedii w wielkim dramacie Belforta, ale z drugiej strony jest bardzo powierzchowny i nie ma głębi. Kolorowy – tak, ciekawy – nie, świetnie zrealizowany – tak, DiCaprio – genialny!

      • http://intelektualne.wordpress.com/ Ania Diduch

        Czy nie ma głębi? Czytałam recenzję niejakiego Jakuba Majmurka, który udowadniał, że to kino polityczne i światopoglądowe. Bo pokazując american dream jeden do jeden ostatecznie wizja zbytku staje się tak nieznośna, że trzeba ją odrzucić. Ale wiadomo, jak to krytycy potrafią z igły widły zrobić więc, może nie miał racji ;-)

    • http://stayfly.pl/ Grzeczny Chłopiec

      A co było złego w „Titanicu”?

  • http://kamiltimoszuk.pl/ Kamil Timoszuk

    Film zdecydowanie wart swojej oceny. Kapitalne kino w kapitalnym wykonaniu. Typowa pozycja z cyklu „must see”.

  • http://stayfly.pl/ Grzeczny Chłopiec

    DiCaprio szefuje jak zwykle. Jeśli za scenę z porażeniem mózgowym nie dostanie choćby nominacji, to się obrażam.

  • nickt.pl

    ale nudne, nie jestem w stanie tego czytać

  • Ewa

    Ja już dawno nie widziałam tylu wychodzących ludzi w trakcie
    seansu i sama też ledwo dotrwałam ze znajomymi do końca. W sobotę
    sala była wypełniona w 50 % więc nie rozumiem dlaczego robi się z tego
    filmu dzieło zasługujące na większą uwagę. Czy tylko dlatego, że twórcą jest
    Scorsese. Dla mnie to niespełnione marzenie starego dziadka o nakręceniu trzygodzinnego filmu porno. Miałam wrażenie,
    że na siłę tworzy fabułę aby pokazać kolejną orgietkę. Dla ludzi którzy mają
    choć trochę pojęcia jak działa giełda ten film jest po prostu fikcją.

    Nawiasem mówiąc to żenada,
    że takie filmy wciska się w
    Polsce młodym ludziom od 15 lat.

  • Patrycja Czerwińska

    Żałuję, strasznie żałuję, że gdy stałam przed wyborem Nimfomanka/Wilk z Wall Street poszłam na ten pierwszy. Nie żeby był totalną klapą, ale wydaje mi się, że ten drugi bardziej by mnie wciągnął :]

  • Michał

    Kominku, 79.07 minuta filmu widzę z prawej strony kadru kogoś całkiem do Ciebie podobnego? Statystujesz?:)