Cytując klasyka „z taką pewną nieśmiałością sięgnąłem po tę książkę”, bo irytują mnie pozycje z serii „cała prawda o…”. Zazwyczaj okazują się całą prawdą o niczym, jak to mieliśmy w recenzowanej przed dwoma tygodniami „Zara. Prawdziwa historia sukcesu”.

Ale moja była kazała mi kupić. Twierdziła, że będę zachwycony. Niby czym? Skruszonym gangsterem, opowiadającym bajeczki o tym, jak to ze złego gościa stał się dobrym samarytaninem? No ale kupiłem. Jon Roberts? Nie znam pana. Ponoć był kokainowym kowbojem i to w największym stopniu jemu Ameryka lat ’80 zawdzięczała uzależnienie od kokainy. W rzeczy samej fakty zdają się potwierdzać to, co o sobie uważał, bo w międzyczasie poczytałem sobie o nim w sieci, obejrzałem nawet rewelacyjny dokument i pełen nadziei, oczekiwań doskonałej lektury zasiadłem do czytania.

Moje oczekiwania zostały w pełni zaspokojone. „Prawdziwy gangster” przenosi nas w realia Nowego Jorku lat ’50 i ’60, a następnie do Miami i zostajemy tam aż do późnych lat osiemdziesiątych. Jon Roberts opowiada jak z podrzędnego gangstera na usługach mafii, stał się liderem w branży narkotykowej. Ze swoim start-up’em zaczynał skromnie od sprzedawania narkotyków każdemu małolatowi, po czym nawiązał kontakty z kolumbijskim kartelem, idealnie wbijając się w czasy mody na zażywanie wszystkiego, co można włożyć do nosa.
Jest sporo czarnego humoru. No może nie czarnego, ale takiego „specyficznego”. Jeden z moich ulubionych fragmentów. Śmiałem się na głos.

Nie ściemnia. Nie widać tego. Na pewno w kilku momentach zastanawiamy się, czy pisząc, że był z kimś, kto kogoś zabił, tak naprawdę nie ukrywa, że to on sam pociągnął za spust, ale tych fragmentów nie jest tak dużo. Czytając „Prawdziwego gangstera” nie odnosimy wrażenia, że Jon chce się wybielić. O nie, on o swoich kobietach, żonach, przyjaciołach i wrogach mówi i dobrze i źle. Nie stosuje taktyki „umarli nie potrafią się bronić” i jak trzeba, to jedzie także po żywych. Bez litości. Padają nazwiska przemytników, polityków, dziennikarzy, mafiosów. Czytasz, chłoniesz, myślisz sobie – o rany, jakim cudem ten koleś jest na wolności? Jak to się stało, że dogadał się z prokuraturą? Groziło mu kilkaset lat odsiadki, ale Ameryka to kraj wielkich możliwości. U nich nawet Mama Madzi potrafiłaby się wybronić, nawet gdyby przez tydzień chodziła po ulicy z martwym dzieckiem w kocyku.
Jon Roberts dziś jest ciekawostką przyrodniczą, okazem muzealnym, do którego zjeżdżają się drugoligowi raperzy, aby strzelić selfie ze słynnym gangsterem. Trudno uwierzyć, że to ten sam człowiek, który przed laty spał na kokainie, imprezował nie gorzej od „Wilka z Wall Street” i miał na karku z jednej strony szaleńców z kartelu, a z drugiej wszystkie znane trzyliterowe urzędy próbujące za wszelką cenę go dopaść.

recommended„Prawdziwego gangstera” czytałem długo, powoli, ale zawsze otwierając książkę, miałem uśmiech w kąciku ust, bo wiedziałem, że oto za moment coś ciekawego przeczytam. To jest bardzo dobra książka. Trochę naiwnie reklamowana, bo na okładce wydawca wspomina, że Jon Roberts spał z dziewczyną Bonda, coś tam robił z Hendriksem, jakby to miało nas szczególnie zachęcić do przeczytania, a tak naprawdę w książce o tym jest parę zdań i nie mają one żadnego znaczenia. W kilku fragmentach przynudzał, ale kto nie przynudza? Przeskakiwało się zbyt długie opisy związane z politykami i jego relacjami rodzinnymi, bo to akurat średnio czytelnika obchodzi. Bardzo duży minus za brak opisu tego, co stało się po aresztowaniu. Ledwie kilkanaście kartek, a przecież czeka się na to przez bite 500 stron. To tak, jakby kończyć film tuż przed tym jak ten dobry zabije tego złego. Jon Roberts przeszedł na dobrą stronę i stał się tajnym współpracownikiem władz. Szkoda, że tak bardzo to utajnił.
Poza tym książka bez wad. Polecam. A przy okazji obejrzyjcie sobie dokument, który wrzuciłem wam u góry na tle fotki tytułowej. Jest z polskim lektorem. Uwaga – opowiada sporo z tego, co jest w książce.

Prawdziwy gangster - dobre, mocne, po prostu must have
Plusiki:
  • Niecenzuralna
  • Sporo dobrego humoru
  • Wiele cennych wskazówek jak pozbywać się ciał
Minusiki
  • Chyba nie ma drugiej części
  • Za mało faktów po aresztowaniu
  • Sporo nudów rodzinnych
4.0Overall Score
Reader Rating: (30 Votes)

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • http://wsystkooniczym.blogspot.com/ Baston

    Zgadzam się w 100% z oceną – solidna pozycja dla każdego fana tego typu książek

    • Milena

      Dla Nie-fana też:)

  • Mikołaj Szymański

    Przeczytałem ostatnie 200 stron za jednym zamachem. Polecam też „Gangstera” Joaquina „Jacka” Garcii i Michaela Levina. Podobna w stylu, opowiada o agencie FBI, który przenikał struktury mafii.

  • Ulla

    No i teraz już na pewno muszę ją kupić, a wahałam się czy zamawiać, bo nie bardzo moja tematyka (chociaż jak zobaczyłam o tych wskazówkach pozbywania się ciał…) i w końcu nie wzięłam. Dżizas, nie ma to jak być zdecydowanym. Jest recenzja, na którą zresztą czekałam, no i jest must have.

  • http://www.gramyse.com/ Piotr Piekarski

    Przy okazji gangsterki ponownie polecę ”Gomorrę” Roberto Savano ;]

  • kolezka

    Następnym etapem po tej książce powinien być „Bankier mafii” Kena Rijocka, gdyż część wydarzeń i osób powtarza się. Jednak spojrzenie na to jest z innej strony :) Nie jest tak super jak „Prawdziwy Gangster”, ale również wciąga… Nie pamiętam Kominku, czy czytałeś „Dziwny przypadek Rockefelera”, jeśli nie to również polecam.

  • Artur Marcinkowski

    Będzie trzeba obadać jak tylko skończę ostatnią pozycje, która jakoś opornie mi idzie…

  • http://www.aisinom.blogspot.com/ Aisi Nom

    Wilka z Wall street obejrzałam po Twojej recenzji, może i książką w me gusta trafisz ;)

  • Milena

    Dokument obejrzałam po przeczytaniu książki, z czego się cieszę, bo rzeczywiście może trochę psuć zabawę;)

    Książka świetna, kupiłam bo była przeceniona – w Biedronce, a ja akurat nie miałam już nic innego do czytania pod ręką, ale…”urzekła mnie jego historia”. Świetne opisy, akcja wciągająca, oczywiście trochę krwi się leje i szczególnie w te wojenne kawałki trudno uwierzyć, ale…w takim „niegrzecznym chłopcu” można się zakochać. Platonicznie. :)