Wielu z nas o tej firmie usłyszało pierwszy raz przed tygodniem, kiedy wyciekła baza danych klientów, a w niej adresy i numery do osób znanych z tego, że są znane. Spodobała mi się idea kateringu, aż zdziwiłem się, że takich firm nie ma więcej, bo jestem przekonany, że dowożenie klientom całodziennego wyżywienia to świetny pomysł na biznes. Jeszcze bardziej zdziwiłem się, że czegoś takiego nie robią blogerki kulinarne, ale może im ciężko zdobyć się na kreatywne myślenie. Wykraczające poza wrzucanie na bloga przepisu za przepisem.

Nie namyślając się długo, wykupiłem kilka dni kateringu w Fit&Eat, wybierając dietę redukcyjną 1300 kcal. Jako że byłem na tej diecie od jakiegoś czasu, wiedziałem, że nie będę miał problemów z dostosowaniem się do skromniejszych posiłków.
Idea diety glikemicznej, w dużym skrócie, opiera się na tym, że patrzy się nie tylko na kalorie, ale na indeks glikemiczny potraw. W praktyce nie ma wielkich różnic w doborze potraw między tą dietą, a niskokaloryczną, bo to co najbardziej kaloryczne (czyli najsmaczniejsze) ma wysoki indeks i należy tego unikać.

fit and eat dieta glikemiczna

Codziennie rano (ja wybrałem godziny 6-7) przyjeżdża kurier z pudełkiem. W środku jest papu.

fitandeat

Dzienny koszt takiego pudełka to 70 zł. Przy dietach stabilizujących wagę przekracza 100 zł. Do tego w soboty i niedziele dochodzi dowóz 15 zł.

fitandeat catering

Tak to wygląda po rozpakowaniu, czyli niezbyt ładnie, ale zamknięte pojemniki nie służą temu, by się im przyglądać.

fitandeat dieta

Zgodnie z tym, co zapewniają Brzezińscy, wszystkie pudełka są opisane, ale to nie jest prawda, bo każdego dnia co najmniej jeden pojemnik opisany nie jest. Nie wiem ile w tym przypadku, a ile celowego zabiegu. W końcu bez opisu nie do końca wiemy, ile wartości odżywczych ma dana potrawa.

omlet na slodko

Przykładowe śniadanie. Omlet na słodko. Smaczny.

fritata

Inne śniadanie – fritata. Też smaczna.

losos z serem chrzanowym fit and eat

Łosoś z serkiem chrzanowym. Również niezły, niestety niejadalny bez pieczywa, bo za mdły.

salatka z kurczakiem

Sałatka z kurczakiem smakuje jak sałatka z kurczakiem.

musli fit and eat

Czasami aż nie wiadomo jak to jeść, bo mamy płatki do zalania mlekiem i obok serek. Ale smak w porządku.

makaron razowy pesto przepis fit and eat

Makaron z sosem pesto. Nie zjadłem tego, dałem kumplowi i powiedział, że to był najgorszy makaron w jego życiu. Myślę, że przesadził, bo dzień wcześniej jadłem podobny obiad, tyle że z pomidorami i było w porządku

tortilla fit

Tortilla z różnymi dziwnymi warzywami. Jak najbardziej zjadalna.

lasagne fot eat

Lasagne. Wygląda okropnie, ale o dziwo smakowała.

krem

Największa wada tej diety – kremy. Nienawidzę kremów, nie jadam kremów i nie będę jadał kremów. Dają je codziennie jako jeden z posiłków. Wyrzucam od razu do kosza. Jestem wychowany na prawdziwych zupach z dużą ilością składników i tylko takie jadam.

zupa cytrynowa

O ile nie są to zupy cytrynowe. Powąchałem, wyrzuciłem.

sernik dietetyczny fit&eat

A ten placek to sernik. Nie cierpię serników, a ten nie dość, że był sernikiem, to wyglądał fatalnie. Zmusiłem się, by spróbować i ku swemu wielkiemu zdziwieniu stwierdziłem, że chyba lubię serniki.

koktajl po treningu

Ostatni posiłek to koktajle. Bardzo gęste, bardzo dobre.

Dla osób, które nie odnajdują się w kuchni lub żyją na „schabowym i ziemniakach”, oferta Fit&Eat może wydać się bardzo atrakcyjna, bo trzeba im przyznać, że nie idą na łatwiznę i serwują ciekawe dania. A nawet te nieciekawe (np. mozzarella z pomidorami) też są smaczne, przy czym musimy tutaj sobie powiedzieć jasno: są smaczne, jeśli oceniamy je w kategoriach jedzenia z kateringu. To tak jak z jedzeniem w samolotach. Ono zawsze jest odgrzewane i nigdy nie będzie równało się ani z domowym i restauracyjnym.
Tutaj dostajesz jedzenie prawdopodobnie przygotowane poprzedniego dnia (raczej nie w nocy, co wnioskuję po lekko poczerniałych warzywach), jest ono zimne i całkowicie niejadalne bez podgrzania, zatem nie do końca jest prawdą, że można z tymi pudełkami chodzić sobie po mieście i jeść posiłki.

ZALETY

- ktoś za ciebie pilnuje, co jesz i wiesz, że to jest zdrowe oraz dietetyczne
– nie jest to kuchnia najwyższych lotów, ale z pewnością nie można powiedzieć, że „tego się nie da jeść”
– urozmaicona dieta
– kurier zawsze punktualny
– kontakt z obsługą bez zarzutu
– nie spamują! Tylko czekałem, aż mi zaczną wciskać jakieś ich konsultacje, treningi i całą tą filozofię jedzenia.

Fit&Eat nie ma wad, które byłyby dyskwalifikujące. Są naprawdę w porządku, ale można odnieść wrażenie, że albo dopiero raczkują w tym interesie albo lubią robić na pół gwizdka. Nie ma płatności internetowych, trzeba przeklejać numer konta. Diety opisane są bardzo słabo i niezbyt zrozumiale. Kilka linków nie działa, na newsletter zapisuje się u nich, wysyłając swój adres na ich adres. Filmy z treningów są sprzed wielu miesięcy, nie mają żadnych aplikacji, artykułów z poradami i innych bzdurek wspomagających dietę. Błędem jest brak „instrukcji obsługi” w pakiecie startowym. Jestem przekonany, że wiele osób nie wie, czy można podgrzewać ich dania w kuchence mikrofalowej albo w jaki sposób na dietę może wpłynąć zjedzenie kromki chleba do śniadania, czy puszka coli może zniszczyć cały dzień diety, itd… Można zapisać się na jakieś analizy, pomiary i wywiady, ale dla kogoś, kto wchodzi dopiero w ten ich świat, to czarna magia. Powinny być zdjęcia, filmy, precyzyjne informacje. Poza tym strona wykonana jest bardzo średnio i nie jest aktualizowana, bo newsy raz na kwartał to raczej nie jest codzienna praca.

Po zdjęciach widać, że jedzenie nie zawsze wygląda smakowicie i teoretycznie można to doliczyć im do wad, ale sam nie wiem, co mogliby zrobić, by wyglądało lepiej. W sumie jedyną wadą tej diety, choć trudno nazwać to wadą, jest konieczność jedzenia czegoś, co normalni ludzie nie jedzą. Ja tam sobie nie wyobrażam życia bez ziemniaków, frytek, burgerów i czekoladek i żadne zamienniki tego nie zmienią, ale patrząc na to z drugiej strony – dieta to nie wakacje i trzeba się poświęcić, aby uzyskać efekt i z całą pewnością tak urozmaicone dania, podawane ci pod nos, są świetnym sposobem na zrzucenie lub ustabilizowanie wagi. Pomysł na biznes jest niezły. Póki nie mają konkurencji, powinni postawić na jak najszybszy rozwój firmy, bo jestem przekonany, że za kilka lat na rynku będą dziesiątki takich ekspertów od żywienia.

Testy zakończone, co widać na poniższym zdjęciu. Połowa dla mnie, połowa dla pieska.

Przetestowałem także konkurencję – Lightbox. Sprawdź, co u nich dostaniesz do jedzenia: http://kominek.es/2014/08/lightbox-vs-fiteat-moj-tydzien-na-jedzeniu-z-pudelka/

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Monika Perszowska

    Phi… Takie, to ja sobie sama robię. Jestem celebrytką? :-))

    • Klaudia Tonieja

      nie bo sama dla siebie ugotujesz

  • http://mojadziewczynaczytablogi.blogspot.com/ Konrad

    Nie ma jeszcze komentarza „nie masz na co pieniędzy wydawać, ja za 70zł rodzinę przez tydzień wykarmię”? Kocham społeczność na esiątku ;)

    • http://blackdresses.pl/ Monika

      Taniej byloby zrobic samemu. Ja taki obiad robie za 2,50 zl. Polecam Biedronke.

      • Kormoran

        Super Monika!

    • https://www.facebook.com/tomczyk Tomek Tomczyk

      Też się zdziwiłem, że ich nie ma. Może jeszcze przyjdą.

      • amenhotep1

        szczerze wątpię – za wysoki poziom intelektualny rozmowy, aby się takie komentarze przyklejały

        • Marta

          rzeczywiście, rozmowy o jedzeniu to doprawdy wyżyny intelektualne.

  • Justa

    Porcje wydają mi się strasznie małe. Ja mając 157 cm wzrostu i wagę 44 kg nie najadłabym się tym. :(

    • Monika Perszowska

      Pięć takich porcji dziennie i jesteś najedzona. :)

      • a

        No nie wiem, czy 1300 kcal można się najeść.

        • https://www.facebook.com/tomczyk Tomek Tomczyk

          Można. Jednego dnia nawet nie miałem ochoty na koktajl wieczorny, bo byłem najedzony tortillą.

    • Piotr

      Wszystko zależy od tego jak oprócz tych wymiarów jesteś aktywna – ale fakt, dla kobiety w przykładowym wieku (na okrągło) 29 lat – to sama podstawowa przemiana materii (czyli to co ciało wykorzystuje żeby podtrzymywać życie) to ok. 1230 kcal. dziennie. Więc 1300 to konkretna redukcja dla kogoś kto choćby wstaje z łóżka, albo w nim zostaje, ale aktywnie. Ale w sumie oprócz energii liczy się jeszcze układ białko/tłuszcz/węglowodany i składniki aktywne, witaminy, minerały, antyoksydanty, nnkt i takie tam :) A najeść – w sensie wypełnić żołądek, żeby się nie upominał że głodny – można i sałatą, która kalorii zbytnio nie ma…

    • pawel

      wyjdz za mnie

  • Łukasz Nowak

    Prócz tego, że wygląda nieciekawie to plan sam w sobie świetny. Myślę że w ciągu roku konkurentów przybędzie wielu bo po czasach eko i bio nastała era fit.

  • gola_pionierka

    Dobrze ze odnajduje się w kuchni. Jedzenie jest jak seks – ma być przyjemne a taki catering to jak romans z niemiecka emerytka. Może i korzystne ale są przyjemniejsze rzeczy.

  • http://cookitlean.pl/ Kasia – Cook it Lean

    Pewnie mój komentarz stąd wyleci, bo mam nazwę bloga w nazwie użytkownika, ale spróbuję.
    Nie mogę się pozbyć wrażenia, że jakieś słabe kulinarki obserwujesz, skoro tak często o tym wspominasz.

    I dzięki za ten wpis, w przyszłości planuję się czymś takim zająć. Ułatwiłeś mi rozpoznanie konkurencji.

  • http://www.nolifestyle.com/ Marcin Michno

    Jak na gotowce wygląda ok

  • http://witajslonce.pl/ Dotee

    Kupować to niee, bo za bardzo lubię gotować, ale gdyby któraś blogerka kulinarna wpadła na pomysł opracowania takiego programu żywienia na cały tydzień w formie przepisów do samodzielnego zrobienia, to ja to biorę. Tylko więcej niż 1300 kalorii, bo umrę z głodu.

    • kiki

      z tego co wiem to blogerka z quchennych inspiracji sporządza takie właśnie jadłospisy z przepisami (bardzo fajnie rozpisane!)

    • honcia

      wpadła już co najmniej jedna :) sprawdź qchenneinspiracje :)

  • Daga

    Kominku, naprawdę uważasz, że to jedyna taka firma w Warszawie? W ostatnim czasie catering dietetyczny stał się bardzo popularny, o czym możesz się przekonać, wpisując w Google „catering dietetyczny warszawa”.
    Pozdrawiam :)

  • http://www.blogojciec.pl/ Blog Ojciec

    Ja działam od paru lat w cateringu (ale tym normalnym vel schabowym) i muszę przyznać, że jak na cateringowe jedzenie, wygląda nieźle.

  • Agnès Więckowska

    Dieta glikemiczna to nic innego jak osławiona kiedyś „Metoda Montignac”. Całkiem niezła i tańsza niż Fit&Eat. Po prostu kupujesz książkę i gotujesz sam.

    • Daga

      Chyba nie zrozumiałaś idei cateringu dietetycznego. Tu chodzi o to, by właśnie nie gotować samemu :)

      • Agnès Więckowska

        Idee cateringu rozumiem doskonale. Po prostu za tę cenę wolałabym trochę się wysilic i ugotować samej. Przynajmniej lepiej by to wyglądało.

  • m

    Na rynku działa już od jakiegoś czasu LightBox, więc konkurencję mają ;)

  • Joanna Cosel

    Ciekawe czy dałabym radę z taką kuchnią, gdy na połowę rzeczy jestem uczulona, a dodatkowo jeszcze kilku z tych dietetycznych i fit nie jadam (np. łosiosia wedzonego)…

  • Ola

    Jest konkurencja, i to niemala. Znacznie lepszy (i nieco tańszy) jest lightbox.

    • http://www.lewana.pl lewana

      Polecam, jadłam. Posiłki wydają mi się atrakcyjniejsze i jakoś tak ,,opakowanie marketingowe” też bardziej mi się podoba.

  • http://blackdresses.pl/ Monika

    Jest duzo takich firm i patrzac po zdjeciach trafiles na jedne z brzydszych posilkow i najbardziej nudnych.

  • anka

    Mgliby pudełka zmienić, czarny jakoś nie zachęca do jedzenia, chociaż może o to chodzi.. w końcu to dieta:) A braki o których piszesz, pewnie wynikają z braku ludzi i kasy na to.

  • Just

    Przecież mają masę konkurencyjnych firm…. Wiem, bo sama korzystam z usług jednej z nich ; )

  • Mateusz Szuter

    Kominku!
    Indeks glikemiczny to ściema :) nie przejmuj się tym, kolejny mit żywieniowy powtarzany przez telewizyjnych dietetyków :)

    Jeżeli zechcesz poczytać, mogę Ci wysłać dokładne badania, ale tutaj masz kilka konkluzji:
    No effect of a diet with a reduced glycaemic index on satiety, energy intake and body weight in overweight and obese women.
    No difference in body weight decrease between a low-glycemic-index and a high-glycemic-index diet but reduced LDL cholesterol after 10-wk ad libitum intake of the low-glycemic-index diet.
    Reduced glycemic index and glycemic load diets do not increase the effects of energy restriction on weight loss and insulin sensitivity in obese men and women.

    IG jest dość wymyślonym wskaźnikiem, ale ma jeden sens – produkty o niskim IG są z reguły mniej przetworzone, zawierają mniej prostych węglowodanów i więcej błonnika – co bezpośrednio przekłada się na uczucie sytości. Łatwiej z takimi kontrolować apetyt :) Jeżeli nie masz problemów z kontrolowaniem głodu, nie musisz wymieniać białego ryżu na brązowy. Albo czasem zjedz sobie lody, o ile wliczone w zapotrzebowanie. ;)

    Walenie kremami jest… głupie. Na dietach redukcyjnych chodzi o maksymalne upakowanie żołądka dobrymi rzeczami – abyś nie chciał podjadać. Każdy w miarę ogarnięty człowiek powie Ci, że na redukcji przyjmuj jak najmniej kalorii w płynnej postaci. Zupa z dużą ilością warzyw lepiej Cię napełni. Nie popisali się więc :D

    Co do samego pomysłu – funkcjonują podobne we Wrocławiu, ceny też podobne, znajomi sobie chwalili nawet, że smaczne i wygodne. Fajna sprawa, jak ktoś chciałby trzymać dietę, a ma mniej czasu na gotowanie i więcej pieniędzy. Jak już się dorobię, to sam skorzystam :D

    • simsimon

      ŁAŁ, po angielsku! To faktycznie jest argument! Taki „wymyślony” wskaźnik to na pewno ściema. Natomiast błonnik jak wiadomo „przekłada się bezpośrednio” na uczucie sytości. Za pomocą słownika. I warto też skonsultować się z „w miarę ogarniętym człowiekiem”. W kwestii „walenia kremami”, które przecież nie są z warzyw. Tylko z kremu. Aż szkoda, że ci wszyscy dietetycy nikogo ogarniętego nie znają. Jakbyś jeszcze napisał to po angielsku, to normalnie wygrywasz internety.

      • Mateusz Szuter

        Simsimon, serio, czego nie zrozumiałeś w kategorii „Jeżeli zechcesz poczytać, mogę Ci wysłać dokładne badania,”? :)
        Co do błonnika, masz świadomość, że myślnik odnosił się do całego zdania, a nie tylko do słówka błonnik, prawda? ;)
        Co do kremów – … aż nie chce mi się tego komentować, no ale… Zjedz sobie całego ugotowanego brokuła, a wypij go sobie zmiksowanego z wodą. Ciekawe, co Cię bardziej zapcha :D
        Dla Ciebie pewnie sześć posiłków dziennie jest jedyną słuszną koncepcją żywienia, a nie zjedzenie czegoś przez pół dnia pewnie sprawi, że Twój organizm nagle zacznie odkładać kilogramy tłuszczu, bo o jeju, nie dostałem papu? ;)

        Trochę Ci nie wyszło sprzedawanie mi prztyczków, przykro mi. Poczytaj trochu, będziemy mogli rozmawiać. :) Mimo wszystko pozdrawiam serdecznie!

  • http://tudominik.pl/ Dominik Łowicki

    Chyba za bardzo lubię gotować, żeby oddawać się pod coś podobnego. Z drugiej strony fajnie byłoby sobie sprawić niespodziankę i zamawiać to raz na tydzień. O, albo jakby powstało coś podobnego, tylko z czekoladkami!

  • Piotr

    Wiem o tym i szanuję ten fakt, że blogi Kominka to nie dziennikarskie śledztwa tylko subiektywne opinie jednego łysego drania, więc mam nadzieję, że się Tomek nie oburzy że skoryguję – konkurencję to on już mają, na rynku jest boom na tego typu usługi i co piąty (statystyki wg. PWG – Przemyślenia Własnej Głowy) trener personalny postanawia otworzyć catering dietetyczny. Jest kilka firm działających już w większych miastach kraju (w sensie w kilku naraz) – tyle że one produkują jedzenie w kuchniach centralnych i dowożą do centrów dystrybucyjnych np. dwa razy w tygodniu. Więc w niedzielę jemy produkcję ze środy. Wiem co mówię, bo sam prowadzę taki catering – w Krakowie, gdzie konkurencji też mnóstwo. Niestety czytając to co Kominek napisał – sam się przyznaję – biznes na starcie, więc bez ułatwień w zamówieniach i płaceniu on-line. Ale za to, jako jedyni robimy pełną indywidualizację diet :) I diety dla ludzi z problemami medycznymi, a nie tylko dla chudnących / grubnących / robiących masę / zdrowo-się-żywiących. No i tyle chyba tej autoreklamy. A puenta taka – że konkurencji sporo – wystarczy wpisać catering dietetyczny _twojemiasto_ w googlarkę :)

  • Rafał

    Nie mają konkurencji? ja wypróbowałem już co najmniej 4 podobne firmy. Akurat Fit & Eat pominąłem, ze względu na nierozsądnie wysokie ceny, najlepiej ze wszystkiego wspomnam firmę o nazwie Lightbox. Jedyna wada lightboxa to mało urozmaicone śniadania – codziennie musli z jogurtem naturalnym (fuj!), a do tego mikroskopijne kanapki

  • Dorota

    Nie zgodzę się, że nie mają konkurencji. Jest bardzo dużo firm, które oferują tego typu obsługi. Jest np. „Zielony widelec”, ich jedzenie o niebo lepiej wygląda… W smaku przypuszczam, że może być podobne – w końcu to dieta a nie uczta podniebienia. Jest DietOne, hitDieta, Pogotowie Kulinarne. Wszystkie mają w ofertach catering dietetyczny – łącznie z dietami dla osób z chorobami i zaburzeniami żywienia. Jest w czym wybierać. Wszystkie działają tak samo, dostarczają do domu czy biura pełen zestaw posiłków na cały dzień. O Fit and Eat zrobiło się głośno z racji ostatniej afery, ale jest wiele tego typu firm, które działają dużo dłużej na rynku. Polecam zgłębić temat ;) Co ciekawe, ostatnio okazało się, że na siłowni, do której chodzę jeden z trenerów personalnych proponuje ułożenie diety indywidualnej i można u niego od razu zamówić posiłki – nie ogłasza się z tym nigdzie – jego mama przygotowuje posiłki według ścisłych wytycznych syna :) Taki rodzinny interesik. Podsumowując, tego typu firm usługowych jest mnóstwo. Jeszcze jak pracowałam w korpo, to co chwila rano ktoś odbierał posiłki z recepcji a po porcji obiadowej szedł do automatu po batona na deser ;)

  • FuzBal

    Dieta 1300 kcal? I to dla faceta? przecież to głupota nie dieta…

  • https://www.facebook.com/tomczyk Tomek Tomczyk

    Zanim skomentujesz, masz obowiązek czytania poprzednich komentarzy. To nie jest dobrze, gdy 500 osób pisze o tym samym, a chciałbym, aby poziom komentarzy był wysoki.
    Przestrzegam też przed niekulturalnymi odzywkami. Nie będą absolutnie tolerowane.

    • FuzBal

      No sory nie widziałem, żeby ktoś krytykował tak niską podaż kaloryczną przede mną. Ktoś stwierdził tylko, że raczej by się tym nie najadł i wcale mu się nie dziwie. Już nie będę się rozpisywał czemu to jest złe podejście i z jakimi problemami zdrowotnymi może się wiązać itd itp… Ale jak myślisz, co się stanie gdy dana osoba skończy taką diete? Nagle wskoczy na 1000 czy nawet 2000 kcal więcej ? Dla średnio aktywnej osoby (faceta powiedzmy 185cm – 90kg) dzienne zapotrzebowanie to pewnie cos w okolicach 3200 kcal. Nagłe zjechanie o prawie 2tys kcal może być niezłym szokiem dla organizmu i czasami może przynieść nawet odwrotne skutki, no chyba, że ktoś się zaweźmie i będzie się głodził tak przez np kilka miesięcy… Dieta na krótką mete i tak na nic się nie zda bo zaraz wszystko wróci (często z niezłą nawiązką). Trzeba zmienić to co sie wrzuca do ”śmietnika” i powoli ale z głową owy ”śmietnik” zredukować.

      Po za tym do nikogo nie zwróciłem się niekulturalnie, po prostu dosłownie określiłem diete 1300 kcal…

      • Dominik Czerepko

        Chyba nie lubię czytać komentarzy jeśli jest mowa o jedzeniu lub sporcie.
        Dlaczego? Dlaczego wy wszędzie chcecie dawać swoje eksperckie rady?

        • Majka

          FuzBal ma akurat całkowitą rację w tej kwestii.
          Dlaczego? Dlaczego, Dominiku, próbujesz na siłę znaleźć problem tam, gdzie go nie ma?

          • Dominik Czerepko

            Nie chodzi mi o to czy ma rację czy nie : |
            Ale może faktycznie nie ma co się czepiać

            Swoją drogą to czy mi się tylko wydaje czy esiątko ma statystyki wyższe niż kiedykolwiek?

          • FuzBal

            Żadne eksperckie rady ale podstawowe informacje zaczynając przygodę z „dietą” wypadałoby mieć żeby nie zrobić sobie krzywdy. Zastanawia mnie jak taka niby profesjonalna firma, niby znająca temat może wciskać ludzią takie bezmyślne głodowe ”diety”.

            Już prędzej poprosiłbym faktycznie profesjonalistę – dietetyka, kulturystę czy innego sportowca o pomoc. Może nie ugotowałby za mnie ale efekty byłby na bank dużo lepsze. Przecież są ludzie dorabiający w ten sposób.

      • https://www.facebook.com/tomczyk Tomek Tomczyk

        Przecie ja nic do ciebie nie mam. Raczej pisałem to do tych, którzy w co drugim komentarzu mi piszą, że Fit&Eat ma konkurencję.

        • Dorota

          W takim razie moja wina… Obowiązek swój spełniłam, jak pisałam komentarz to nie było innych treści podobnych, razem z moim pojawiły się również inne dotyczącego tego samego tematu.

      • manna

        Wystarczy obliczyć swój BMR i nie schodzić poniżej jego poziomu. W necie jest od groma kalkulatorów.
        Co do blogerek kulinarnych to prawdopodobnie musiałyby spełnić maaaasę przeróżnych wymagań co do warunków, w których przygotowują posiłki. Wiem jak to wygląda w restauracjach i podejrzewam, że w firmach cateringowych jest podobnie, a na takiej zasadzie musiałyby funkcjonować blogerki

  • Ola Wilczek

    Nie każda blogerka kulinarna czuje potrzebę gotowania dla mas ;) Poza tym orientowałam się troszeczkę w przepisach dotyczących żywności (chciałam sprzedawać własne wypieki, stworzone w mojej kuchni) i niestety normy, które trzeba spełniać, żeby sprzedawać własną żywność są kosmiczne. Podziwiam każdą osobę, która podejmuje wyzwanie :)

  • amenhotep1

    Po tym wpisie nasuwa mi się jedna myśl – dlaczego nie zaczniesz zarabiać jako konsultant ds. marketingu w Fit&Eat? Dałeś im tu gotowe rozwiązania i podpowiedzi jak odskoczyć konkurencji na następne długie miesiące.

    • https://www.facebook.com/tomczyk Tomek Tomczyk

      To, co napisałem to tylko drobiazgi. Rozwój takiego biznesu to złączenie wszystkich usług w jedną spójną filozofię. Oni mają wszystko, co jest do tego potrzebne, ale nieumiejętnie łączą.
      Ja wolę zarabiać jako bloger i być konsultantem w firmach, które w blogi inwestują. To bardziej opłacalne :)

      • http://lekkiepiorko.pl/ Lekkie Piórko

        Fajnie jest zarabiać jako bloger, pod warunkiem, że się ma do tego predyspozycje i charyzmę. Nie każdy lekkim piórem dysponuje, a takie panie Krysie z mięsnego też są w końcu naszej gospodarce potrzebne. Jeżeli tylko kochają to co robią.. (ok, wiem, że nie kochają, zapewne narzekają na zły los, a niewiedza dotycząca ich wlasnych pasji przesłania im perspektywe fajniejszego sposobu na życie). Ale nie ma im co patrzeć na ręce (które nie dość, ze bywają brudne, to jeszcze przeterminowane mieso nimi podają ;).
        Notabene, uważaj, bo panie Krysie tak lotnej mentalności mogą się też czaić w Fit&Eat ;). Nigdy nie wiesz w co ona te łąpy wcześniej pakowała ;). Dlatego wolę mieć kontrolę i już zmarnować ten czas na zakupy i przyrzadzenie jedzenia według swojej wizji. Być może w przyszłości z upływem czasu, którego zacznie coraz bardziej brakować, moje podejście się zmieni.

  • http://Oleandrra.pl/ Oleandrra

    Ja mam świetny pomysł na biznes, coś w ten deseń tylko o niebo lepiej :). Ma ktoś pożyczyć milion?

    • magdziuszka

      W dzisiejszych czasach, kiedy można bez większego problemu z mądrym wnioskiem dostać dotację z Unii pokrywającą 70% kosztów założenia biznesu takie problemy ze brak kasy to tylko wymówka na brak odwagi.

    • ola

      istnieje coś takiego jak aniołowie biznesu kolezanko…
      oraz inwestorzy,spolki,ktore zajmują sie wyszukiwaniem pomyslow,ludzi z potencjalem i inwestują w ową postac ;)

  • http://www.diriianum.pl A. Deirdre Hex || Diriianum.pl

    Wygląda sterylnie i jakoś tak tego mało. Wydzielone jak żarcie w futurystycznych filmach… dzięki tej notce odkryłam, że lubię mieć dużo na talerzu – i tak połowę zostawię, albo będę jadła caaały dzień jedną taką potrawę, no ale… świeży wygląd i obfitość są równie ważne jak sam smak.

    Hmmm… ciekawi mnie to, czy mają jakiś program dla tych, którzy chcą nabrać masy?

  • http://www.krzywik.xaa.pl KrzywiK

    Gotowanie to nie mój żywioł jednak i tak nie zdecydowałbym się na taką usługę. Należę do tej grupy ludzi którzy jedzą to na co mają akurat ochotę. Jeśli aktualnie w domu nie ma tego co chciałbym zjeść, to idę do sklepu. Nawet kiedy ledwo jestem w stanie zamknąć lodówkę. Poza tym, zdjęcia odstraszają. Nie mówię, że każde danie musi wyglądać jak na zdjęciach w magazynie kulinarnym ale jak coś wygląda szpitalnie (pierwsze skojarzenie z kremem – klej do tapet) to ja odpadam.

  • porzeczka

    A mnie ciekawi sama jakoś tych produktów z których te posiłki są przygotowywane. Bo jeśli to pierwsze lepsze składniki z biedronki czy tesco, to chyba faktycznie cena za jeden taki zestaw jest zawyżona.

  • Piotr

    Nie wyobrażam sobie wydać 70zł na dzień i nie dostać w tym kawioru.

  • RR

    Myślę, że akurat przygotowanie sobie posiłków przy redukcji wielką filozofią nie jest, za to jak po wakacjach wchodzę na carb cycling – wtedy by się to przydało.

  • http://sniffery.tk/ Aleksandra Olszewska

    Całkiem ok, znam parę osób na takich dietach … podobno monotonnie się robi po jakimś czasie.

  • krytyk kulinarny

    Ktoś tu na forum przytoczy badania dezawuujące Indeks Glikemiczny. Jednocześnie uśmiercił tysiące zadowolonych zwolenników Montignaca – jego sprawa, będzie miał ich na sumieniu. Nie zamierzam bronić Indeksu, choć jeśli ktoś mnie zapyta, czy warto, zawsze odpowiem, że tak. Moje studia na McGill w Montrealu nauczyły mnie jednej ważnej rzeczy – zawsze znajdzie się badanie, którego autorzy będą chcieli obalić tezę poprzedników. To nic dziwnego, tak dzieje się w nauce od lat. Nie oznacza to jednak, że wyciąganie jednego dowolnego badania i machanie nim przed oczami nic-nie-wiedzących jest uprawnione. Należy zgłębić SZEREG badań, i dopiero na ich podstawie wysnuć wniosek.
    Odnoście tych 1300 kcal – to jest świetny chwyt marketingowy, ale też doskonała droga do jo-jo. Żeby schudnąć należy zwiększyć wydatek energetyczny, a nie tylko ograniczyć liczbę kalorii. No ale o tym kleint dowie się dopiero po pół roku.

  • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

    Mają konkurencję. Są „kucharki”, które tak robią i same dowożą. Ale na mniejszą skalę, np. dla iluś tam osób w danym biurze. Inaczej mogłaby się nie obrobić. A dla blogerek kulinarnych to dobry pomysł. Pod warunkiem, że są zorganizowane. Mnie jakoś to nie kusi. Rączki mam, marchewki sadzić nie muszę (jak ktoś mieszka w Wawie to też dowiozą), i jaka satysfakcja z ugotowanej przez siebie potrawy jest potem. A gdy brak czasu, przyjemniej jest zjeść coś w restauracji. Czy MC ;)

  • http://szeptaki.pl ojMaryna

    Dobra, niech stracę – pierwszy mój komentarz u Kominka i to jeszcze na tak małostkowy temat jak „papu”. Słusznie robisz nie jadając zup kremów. Każdy dobry dietetyk radzi, by unikać ich jak ognia. Nasz przewód pokarmowy nie grzeszy inteligencją i jak dostaje taką papę, to nie rozpoznaje składników odżywczych. :)

  • http://kubala.me/ Jakub

    To nie wygląda zbyt dobrze. 1300 kalorii sprawdza się w teorii, ale w praktyce nie znam nikogo kto by takie coś ciągnął przez dłuższy okres. Może kateringów nie brakuje ale edukacji w społeczeństwie na temat żywienia trochę tak.

    Od kiedy koktajl owocowy czy nabiał ma niski indeks glikemiczny? Kto w ogóle wie dlaczego należy jeść produkty z tymże niskim indeksem? Co się za tym kryje? Nikt? :)

  • maklemoross

    sorry ale wole jeść takie dla niezwyczajnych ludzi i wyglądać dobrze niż opychać się burgerami, frytkami i innymi badziewiami nawet z nyc.. Choć raz na jakiś czas (raczej raz w roku) można sobie pozwolić na g**niane żarcie chociaż zawsze po takim się źle czuję ..

  • Joanna

    Zgodzę się, że wygląda nieźle i nawet jadalnie. W końcu to dieta,więc nie ma co spodziewać sie wyszukanych smaków. Przeszłam przez kilka firm. Najgorszy był catering dr. Bardadyna czy jakoś tak. Bo nie dowożą do Poznania, za to zlecili to jakiejś firemce, która próbuje wykonać takie posiłki. Dwukrotnie zatrułam się. :/

  • Catering

    Witam serdecznie, prowadzę catering dietetyczny w innym dużym mieście, więc pozwolę sobie dodać parę słów. Nie chcę bronić „konkurencji”, ale nie chcę też krytykować – próbowałam ich zestawów, ocenę zostawiam klientom. Chciałabym jednak zwrócić uwagę, że catering dietetyczny oferuje jedzenie specjalnego przeznaczenia – to nie jest opcja „dwudaniowy obiad za 12 zł”, czy wykwintny obiad za 120 zł. Osoby korzystające z takich usług często oceniają wygląd posiłków, smak, wygląd opakowań (!). Dwa pierwsze elementy są zrozumiałe – jedzenie musi być smaczne i estetycznie podane. Pozostaje kwestia, co kto uważa za smaczne – zawsze subiektywna. Ale oceniając obiektywnie posiłki muszą być przygotowane ze świeżych, dobrej jakości składników, zróżnicowane i zbilansowane! Płacimy spore pieniądze nie tylko po to, żeby nie musieć gotować, ale żeby schudnąć, zdrowo się odżywiać – po to powstały takie firmy. Pięć porcji warzyw, owoców (różnokolorowych – to ważne! a np. pół pomidora na obiad to nie jest porcja warzyw!), pełnoziarniste produkty zbożowe (nie „tekturki, sucharki, itp.), produkty mleczne (powinny pojawiać się raz dziennie), chudy nabiał w odpowiedniej ilości (np. 70g mięsa na obiad to porcja dla dziecka, nie dla dorosłego), brak produktów wysoko przetworzonych (wędliny, parówki, margaryny, gotowe mieszanki musli, mieszanki przypraw z glutaminianem), odpowiednie przyprawy wspomagające odchudzanie, węglowodany, białko, warzywa w każdym posiłku, oliwa z oliwek extra virgin, a nie olej słonecznikowy do sałatki, orzechy, pestki w menu – przede wszystkim te zasady powinien spełniać taki catering. Za to płacicie spore pieniądze – smacznie zjeść można w wielu miejscach. Co nie znaczy, że jedzenie ma być monotonne i niedoprawione, może i powinno być naprawdę pyszne. Ale zwróćcie też uwagę na to, czy jest wartościowe.
    Jeszcze słówko o zupach krem – oczywiście nie każdy je lubi, ale podane z dodatkiem białkowym i węglowodanowym (np. makaron razowy i jogurt/mięsko/ser biały) to posiłek ze sporą ilością warzyw,do tego sycący – zmiksowane produkty sycą bardziej niż „suche” popijane wodą. Dodatkowo nawadniają organizm – są wskazane na diecie redukcyjnej, więc ja ich będę bronić :) Będę się też kłócić, że np. samo jabłko, czy paczka gotowych ciasteczek to nie jest posiłek – to pójście na łatwiznę. Poczytajcie menu, zapytajcie DLACZEGO dostajecie pewne produkty w diecie, jaką spełniają rolę, jakie tłuszcze są stosowane – i na tej podstawie zdecydujcie o wyborze firmy cateringowej, to wtedy nie będą pieniądze wyrzucone w błoto, nawet jeśli czasem jakiś posiłek Wam nie posmakuje.