4.0Overall Score
Reader Rating: (2 Votes)

Się niechcący zaczytałem. Pożyczyłem od mojej byłej (tej samej, od której brałem niedawno sokowirówkę, to dobra kobieta jest) książkę „Stulecie detektywów”. Powiedziała, że ciężko się to czyta, ale warto.
Niestety miała rację. Od kilku dni nie mogę się od „stulecia” oderwać.

Faktycznie ciężko – 700 stron pełnych opisów biograficznych wymieszanych z ciekawymi sprawami morderstw, ale nie jest to ten rodzaj lekkostrawnej papki. Tę knigę trza czytać powoli. Jej największym mankamentem jest to, że była pisana 50 lat temu, czyli w czasach, gdy kryminalistycy, kryminolodzy i toksykolodzy pracowali na całkowicie innym sprzęcie.
Mimo tego – tak się zaczytałem, że poleciałem po drugą część. Ku mojemu niezadowoleniu, „Godzina detektywów” jest jeszcze grubsza. Nie żebym nie lubił grubych książek, ale cholera no – blisko 1500 stron o trupach, truciznach i ekshumacjach to mi może namieszać we łbie.
No i nie żebym żałował kasy, ale 110 zł. w plecy (bo swój egzemplarz „stulecia” też muszę mieć) to nie jest mały wydatek. To jest za duży wydatek.

Zdecydowane nie polecam jej każdemu, kto się takimi historiami interesuje. Do takich pozycji trzeba mieć cierpliwość, naprawdę się tym interesować i zapomnieć o CSI. Mnie wciągnęło jak cholera. Już znam historię rozwoju daktyloskopii, wiem jak rozpoznać w żołądku arszenik, po jakich truciznach źrenice się zwężają, jak wyglądają ciała po ekshumacji i czym najlepiej zabić teściową, gdy się takowej w końcu dorobię.

Jedna z historii szczególnie mi się spodobała. Przeczytajcie ją, a będziecie znać odpowiedź na jedno z tych pytań: jak popełnić samobójstwo w wannie, jak przypadkowo się zabić, jak kogoś zabić i nie zostawić śladów.
Tylko na jedno z tych pytań poznacie odpowiedź, bo tylko jedno było rozwiązanie poniższej historii:

ŚMIERĆ W WANNIE


Przyznaję bez bicia – ja nie potrafiłem rozwiązać tej zagadki. Choć rozwiązanie było całkiem oczywiste. Zobaczymy jak wy sobie poradzicie.

Histoira jest oparta na faktach i wydarzyła się w Londynie w 1915 r. Tygodnik „The new of the world” opublikował krótki tekst o jakże zasmucającej treści:

Podczas śledztwa koronera w Islington, przebadano dziś smutne okoliczności, jakie spowodowały śmierć trzydziestoośmioletniej Margaret L. Mąż denatki oświadczył, że dopiero co wzięli ślub w Barth. Po przybyciu do Londynu żona skarżyła się na bóle głowy, zaprowadził ją więc do lekarza.
Nazajutrz w dzień swej śmierci, żona poczuła się lepiej. O godzinie 19:30 była w dobrym humorze, zamówiła sobie kąpiel. Mąż udał się w tym czasie na spacer. (…). Był pewien, że po powrocie zastanie żonę w salonie.
Gdy jej tam nie było, zapytał o Margaret właścicielkę pensjonatu, w którym wynajął pokój. Oboje udali się do łazienki, która była zupełnie ciemna. Mąż zapalił gazową lampkę i znalazł żonę utopioną w wannie napełnionej do trzech czwartych wodą.
Doktor Barnes, lekarz, u którego była poprzedniego dnia, oświadczy, że śmierć nastąpiła wskutek utonięcia. Pani Margaret chorowała na grypę. Grypa oraz gorąca kąpiel spowodowały prawdopodobnie omdlenie…”.

I byłby to koniec sprawy, gdyby nie pewien inspektor Arthur F. ze Scotland Yardu, który przypomniał sobie, że jakiś czas już coś podobnego czytał. Odnalazł artykuł. Pochodził sprzed dwóch lat, z 1913 r. i dotyczył historii z odległego Blackpool nad Morzem Irlandzkim.


Nagła śmierć młodej kobiety, utonięcie po ataku w gorącej kąpieli. Pani Smith zmarła nagle w pensjonacie w Blackpool. Jej mąż… poznał swą żonę przed trzema miesiącami i poślubił ją przed 3 tygodniami. Oboje przybyli do Blackpool ostatniej środy i wynajęli parę pokojów przy Regent’s Road 16. Podczas podróży  żona skarżyła się na ból głowy. Ponieważ po przybyciu do Blackpool nadal nie czuła się dobrze,udała się w towarzystwie męża do lekarza. Nastepnego dnia wzięła gorącą kąpiel. Kiedy mąż ją zawołał, nie dała odpowiedzi. Wszedł do łazienki i znalazł żonę martwą w wannie. Doktor Biling, który ją leczył, stwierdził, że gorąca kąpiel spowodowała atak serca.

Inspektor postanowił przyjrzeć się obu sprawom. Pojechał do Blackpool, aby porozmawiać ze świadkami zdarzenia sprzed dwóch lat.
Właścicielka domu stwierdziła, co następuje: pani Smith wróciła po południu ze spaceru z mężem. Czuła się dobrze. Kiedy pani Smith brała kąpiel, usłyszała pluśnięcie. W drugim pokoju po chwili usłyszała grę na harmonii, domyślając się, że to mąż umila sobie wieczór. Kilkanaście minut później usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyła je i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła męża denatki. Oświadczył, że wyszedł na chwilę kupić pomidor na kolację. Zaraz potem zapytał o żonę, a otrzymawszy odpowiedź, że od dłuższego czasu jest w łazience pobiegł na górę. Zaraz po wejściu do pomieszczenia wezwał pomocy. Głowa pani Smith była pod wodą, z przeciwnej strony zwisały jej nogi. Pani Smith była po prostu martwa.

ŚLEDZTWO
W toku śledztwa ustalono, że:

  • w wannie i łazience nie znaleziono żadnych przedmiotów mogących posłużyć za narzędzie zbrodni,
  • na ciele obu ofiar nie było żadnych, nawet najmniejszych zadrapań, śladów walki, śladów po strzykawkach, siniaków.
  • stwierdzono, że śmierć nastąpiła wskutek utonięcia.
  • w ciele obu ofiar nie znaleziono żadnej znanej wówczas trucizny.
  • serce i inne narządy obu ofiar były w doskonałym stanie.

Obie ofiary były żonami tego samego człowieka, nazwijmy go panem L. W toku śledztwa okazało się, że zmienił nazwisko i miejsce zamieszkania po nagłej śmierci pierwszej żony. Wyszło też na jaw, że obie zostawiły mu po sobie całkiem pokaźny spadek, obie też zostały ubezpieczone na życie kilka tygodni przed śmiercią.

Z zeznań właścicieli wynajmowanych przez pana L. domów wynikało, że podczas decydowania się na zakup, zwracał szczególną uwagę na łazienkę. Potwierdziła to też jedna z osób, od których nie wynajął mieszkania, bo łazienka mu się nie spodobała.

WANNA
Obie żony miały ok 170 cm. wzrostu. Długość dna wanien wynosiła 1.50 m. Koniec wanny, w którym leżą nogi, był stromy, natomiast wezgłowie opadało na dół skośnie. Badania wykazały, że nawet przy ataku padaczki tułów zostałby wypchniety ponad skośnym wezgłowiem. Dysproporcja między wannami a ciałami ofiar była zbyt duża, co świadczyło zarówno na niekorzyść przypadkowej śmierci jak i na niekorzyść opcji morderstwa – wydawałoby się, że zabójca musiałby użyć dużej siły, by wepchnąć pod wodę swą ofiarę.
A powtarzam – nie było najmniejszych śladów walki. Ofiary NIE broniły się przed napastnikiem.
Jeśli to pan L. mordował, dlaczego nie wybierał większych wanien, w których utopienie kogoś byłoby o niebo prostsze.
Może dlatego, że był niewinny i nie miał absolutnie nic wspólnego ze śmiercią tych kobiet?

EPILOG

W czerwcu 1915 roku pan L. został uznany winnym zabójstwa swoich żon i skazany na śmierć przez powieszenie.
Czy słusznie? Historia wydarzyła się naprawdę i dziś już wiadomo czy słusznie go stracono.
Czy pan L. mógł zabić te kobiety, a jeśli tak to w jaki sposób?
Czy może znając powyższe fakty wypuścilibyście go wolno?

Aby nikomu nie psuć zabawy, wasze komentarze pozostaną przez 2 dni niewidoczne. Nie mam żadnej nagrody dla kogoś, kto poda rozwiązanie, ale będzie cieszył się moim uznaniem. W końcu ja sobie nie poradziłem.

PS Czytając pierwsze komentarze, bo ja je przecież widzę, dochodzę do wniosku, że mam czytelników debili. Co to za satysfkacja szukać rozwiązania w sieci i jeszcze mi nim linkować na blogu? Ale idiotów tu mam, no.

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • dern

    Po pierwsze pan L. był zabójcą, więc skazano go słusznie.
    Wybierał łazienki bez okien (ciemność w drugiej łazience) i z kiepskim obiegiem powietrza. Po pewnym czasie (para wodna z gorącej kąpieli miała w tym udział) kobiety mdlały z powodu deficytu tlenu (na co wskazuje zgaszona lampa- tlen podtrzymuje palenie). Wtedy właśnie L. wchodził (w drugim przypadku wcześniej pozorując obecność innej osoby) i bez trudu wpychał ofiary do wody, po czym wymykał się z domu i wracał (podejrzany jest fakt, że ,,chwilowa” wyprawa po pomidora zabrała mu ponad kilkanaście minut) by ,,odkryć” ciała swych żon.

    Jedynie nie mam pojęcia a pro quo roli bólów głowy i lekarza, które się powtarzają w obu przypadkach…

  • Ania

    Lekarze na bół głowy przepisywali paniom elektryczny wibrator, z ktorego korzystały w wannie ? ;)