Bo kto nie czyta ten traci coś z życia.

 

Przed napisaniem tego tekstu zastanawiałem się, czy co druga osoba wśród was wzruszy ramionami po jego przeczytaniu, ale jestem optymistą i wydaje mi się, że skoro czytacie tego bloga, a średnia długość przeciętnego tekstu na nim wynosi dwie do trzech stron maszynopisu, to chyba większość z was wie także, że jakiś czas temu wynaleziono książkę i temat nie będzie wam obcy.

Jako że to prawdopodobnie najdłuższy tekst w historii bloga, na wszelki wypadek dzielę całość na śródtytuły, abyście mogli szybko przeskoczyć do końca.

Wedle danych Biblioteki Narodowej co drugi Polak w ubiegłym roku nie przeczytał ani jednej książki.
Ale też nie ma co się oszukiwać – jestem przekonany, że co trzecia osoba na tej sali swoją wiedzę czerpie „z życia”. To takie ulubione określenie cymbałów tłumaczących dlaczego czytanie im nie jest potrzebne.


JAK ZMARNOWANO MI SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO


Ja też kiedyś nie czytałem i byłem szczęśliwy.
Niestety w patologicznych rodzinach rodzice niszczą dzieciom szczęśliwe dzieciństwo i tak też było w moim przypadku. Trzykrotnie.
Pierwszy raz, gdy mama na urodziny kupiła mi Batmana. Przeczytałem go w dwa dni i z braku konkurencji stała się moją ulubioną książką.
Drugi raz, gdy wygrzebałem u babci „Tajemniczą wyspę” Juliusza Verne i zapytałem matkę czy warto to przeczytać. Odpowiedziała, że jestem głupi, że pytam i dopóki nie przeczytam całej książki, w mojej misce nie będzie karmy.
Trzeci raz, gdy nudziłem się i zapytałem ją czy Robin Cook (autor różnych thrillerów medycznych) fajnie pisze.  Historia się powtórzyła – musiałem przeczytać. Miałem wtedy jakieś jedenaście lat.
Zresztą ojciec nie był lepszy. W jego pokoju książki zajmowały tyle miejsca, że trzeba było chodzić bokiem, aby dojść do okna. Mając lat parę jeszcze nie potrafiłem za dobrze czytać. Dlatego szukałem tych z obrazkami. Moją ulubioną była Michalina Wisłocka. Młodsi nie zrozumieją, ale dwudziestolatki i starsi wiedzą o co chodzi…


KSIĄŻKI W MOIM ŻYCIU


W swoim dzieciństwie przeszedłem przez wszystkie najważniejsze etapy fascynacji książkami: Juliusz Verne, Zbigniew Nienacki, bracia Grimm, Andersen, Robin Coook, John Grisham, Michael Crichton, Dan Brown. Nie wiedzieć czemu czasami brałem się za coś, czego nie powinienem i do dziś pamiętam męczarnie, gdy jako ledwo nastoletni smarkacz próbowałem cokolwiek zrozumieć z „Wahadła Faucaulta” Umberto Eco. Za to „Imię róży” znałem zanim ten włoski brudas to napisał. Nie lubię go. Od 5 lat nie mogę zebrać się i dokończyć „Tajemniczy płomień królowej Loanny”. To jedna z dwóch  książek, których nie przeczytałem do końca.

Statystyki czytelnictwa spadły mi dopiero gdy rodzice kupili mi PC. Po dwóch latach przerwy wróciłem do książek i rozpoczęła się u mnie złota era czytania tzw. mądrych dzieł.
Przebiłem się przez Boską Komedię, Iliadę, Odyseję, Eneidę. Potem wykonywałem różne skoki przez epoki i zaliczyłem Cervantesa, Londona, Dostojewskiego, Dumasa, Stendhala, Balzaka, Bułhakowa, Coelho, Szołochowa i dziesiątki innych, ponieważ wychodziłem z założenia, że są książki, które trzeba przeczytać bez względu na to czy tematyka jest interesująca. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie czytałby Dantego, którego współczesny czytelnik nie jest w stanie zrozumieć.
W zeszłym roku czytałem w kratkę i były tygodnie, kiedy w ogóle nie zaglądałem do książki, ale za to ten rok zaczął się dla mnie znakomicie i śrubuję swój rekord. W ciągu 2 miesięcy przeczytałem 15 książek. Niestety teraz trochę przyhamuję, bo kupiłem wczoraj „Shoguna”, a to dziadostwo ma 1200 stron. Pomyślałem sobie, że Shoguna też trzeba przeczytać. Póki jeszcze istnieje taki kraj jak Japonia.
Ano właśnie, tak doszliśmy do pytania, które lubicie zadawać mi w mailach


KOMINKU, JAKIE KSIĄŻKI WARTO PRZECZYTAĆ?


Odpowiedź jest bardzo prosta: wszystkie. Ale przede wszystkim te, na które masz ochotę.
Nie, nie ma tak, że Kominek nabył swą marną wiedzę z jednej określonej książki. Fakt – większość dzieciństwa spędziłem z twarzą wlepioną w Biblię i w sumie warto od tej pozycji zacząć, zwłaszcza, jeśli jest z obrazkami.
Ale później można urządzić sobie jazdę bez trzymanki, bo w każdej, absolutnie każdej książce jest zawarta jakaś mądrość i tylko idioci powiedzą wam, że Dostojewski jest lepszy od Dana Browna.
Gówno a nie lepszy!
Ja tak zawsze rozpoznaję idiotów, bo tylko idiota będzie ci wmawiał, że lepsi czytają Szekspira, a gorsi tanie romansidła. W każdej książce jest mądrość i jest wielką bzdurą oraz dowodem pustki we łbie twierdzenie, że czytanie kryminałów albo przygodówek jest stratą czasu albo źle świadczy o człowieku.
Kiedyś z moją byłą miałem dyskusję o tym. Śmiała się, że czytam felietony Jeremy’ego Clarksona. Cóż, facet ma podobne do mojego spojrzenie na wiele spaw, ale pisze nudniej. Jednak odmienił moje życie, bo dzięki niemu pojąłem, że już wiem, jaką książkę wydam za 2 miesiące. Tak celowo to napisałem w środku akapitu, aby nie wszyscy dojrzeli, bo chcę to zapowiedzieć dopiero w czwartek, w 5 rocznicę opublikowania na blogu pierwszego rozdziału mojej książki.
Wracając o mojej byłej, która śmiała się z moich lektur, ona zamiast książek dzień w dzień zaczytywała się w Pudelkach i Plotkach. Nie mówię, że to źle. Na Pudelku także jest mądrość do zdobycia. Tyle że nigdy nie widziałem jej z książką, nigdy mi żadnej nie poleciła. Zaprawdę powiadam wam – jeśli ktoś czyta, tak naprawdę czyta, to nigdy w życiu nie spojrzy krzywo na kogoś, kto również czyta, bez względu na to, w jakich lekturach będą gustować.

Pan Samochodzik do wybitnych lektur nigdy nie należał, ale rozwijał moją wyobraźnię bardziej niż jakiś ślepy Homer.
Zatem nie wstydźcie się przyznawać do tego, że czytacie. A jak ktoś was zagnie to zapytajcie debila, co takiego wyniósł ze „Zbrodni i kary”? Że każda zbrodnia kończy się karą? Wow! Kto by pomyślał! Albo „Cichy Don” Szołochowa. Najnudniejsza książka jaką czytałem w całym swoim życiu. 4 wielkie tomy nagrodzone Noblem. Dała mi wiedzę, której dziś już nie pamiętam. Przyznaję – rozwinęła mnie „pisarsko”. Po niej miałem wrażenie, że potrafię ładniej pisać.
Nie byłoby dziś Kominka, gdyby nie Robin Cook czy Michael Crichton. Żadnej wielkiej mądrości w ich książkach nie było. Ale na tym pierwszym uczyłem się jako dziecko czytać książki dla dorosłych, a ten drugi wyznaczył mi cel w życiu – mając naście lat postanowiłem, że tak jak on – przed trzydziestką będę popularnym pisarzem.
Jestem blogerem, którego miesięcznie czyta tyle osób, ilu 99.99% pisarzy w tym kraju mieć nie będzie. Nie mam powodów do narzekania.


WASZE DOMY BEZ KSIĄŻEK


Kiedy jestem pierwszy raz u kogoś w domu zawsze szukam książek. To odruch. Człowieka poznaję po książkach. Mniejsza o to jakie ma. Niech będą to same horrory Kinga czy innego Mastertona. Liczy się sam fakt posiadania. Ludzie, którzy nie czytają, nie mają potrzeby posiadania książek. Ludzie, którzy nie czytają, są automatycznie wrzucani przeze mnie do szufladki: głupcy.
Nie lubię domów bez książek. W domu moich rodziców było ich od groma, a w moim domu zapełniają kilkanaście półek. W większości są to tzw. mądre książki tych mądrzejszych autorów, ale jeśli kiedykolwiek zagościsz u mnie, niech cię nie zwiodą pozory – ja czytam wszystko. Absolutnie wszystko, a ostatnio po klasyków w ogóle nie sięgam, bo dużo lepiej bawię się przy nowościach wydawniczych.

Są jednak tacy, którzy czytają książki, ale ich nie mają w domu. Lubię ich, ale trochę mniej. Ja sam nigdy w życiu nie wyrzuciłem ani jednej książki, a także ani jednej po dobroci nie oddałem. Nawet nie pożyczam. Wyjątkiem jest jedna moja była, ale ona pożycza mi więcej i czasami nawet pozwala nie oddawać.
Ludzie czytający, ale nie mający książek tłumaczą się, że nie mają na nie miejsca. Faktycznie – zazwyczaj mieszkają w jednym pokoju i jest to jakieś wytłumaczenie.
Ale ostatnio trafiłem, cholera nie wiem już gdzie, na artykuł, w którym autor tłumaczył, dlaczego woli książki elektroniczne od tradycyjnych.
Wyliczył, że trzymanie setek tradycyjnych książek zabiera w mieszkaniu wiele cennych metrów kwadratowych, po czym idąc tym tokiem myślenia (który nawet było logiczny) wyliczył, że miesięcznie tylko na trzymanie książek płaci sto czy dwieście złotych. Bo gdyby ludzie nie trzymali książek, nie kupowaliby mieszkań większych o tyle a tyle metrów. Tylko mniejsze.
No jest coś w tym, że jak się kupuje chatę i ma zamiar w niej trzymać książki to patrzy się gdzie będzie na nie miejsce. Jest też coś w tym, że jak się raz przeczyta książkę to ona potem latami stoi na półce i nikt jej nie rusza. Nie ma z niej żadnego pożytku. Więc po co za to płacić?
I mógłbym zgodzić się z jego tezą, że elektroniczne książki są lepsze i tańsze, gdyby nie jeden mały szczegół: prędzej kupiłbym chatę bez kibla, kuchni, okien i sufitu, niż bez miejsca na moje bezwartościowe książki.
Owszem, zabierają miejsce, ale tworzą w mieszkaniu dobry klimat. Mieszkanie bez książek to dla mnie przechowalnia człowieka. Kolekcjonerzy obrazów, maskotek, znaczków kubków i koszulek także nie pytają o to, czy te rzeczy zajmują im miejsce. Oni je gromadzą, bo przedmioty są częścią ich życia, dlatego


ELEKTRONICZNE KSIĄŻKI


nigdy u mnie nie wyprą tradycyjnych. Czytelnicy drugiego bloga wiedzą, że od paru miesięcy jestem zakochany w Kindle. To takie małe urządzenie do czytania. Ja, stary tradycjonalista, wychowany na zapachu papieru, jeszcze przed rokiem piszący, że ni cholery nie kupię takiego gówna – zabujałem się w Kindle na amen. Bo to coś ma klimat, bo gdy czytam na nim książki, czuję ten sam klimat co przy papierze. Kto nigdy nie miał tego urządzenia w ręku, ten nie zrozumie jak bardzo się to różni od niewygodnego czytania ebooków na monitorze, tablecie czy w komórce. Nie, to całkiem inna filozofia.
Na Kindle trudno jest kupić polskie książki, a już o starszych wydaniach to zapomnij. Dlatego ściągam je nielegalnie z internetu. Jest to jedyna nielegalna działalność, do której bezczelnie się przyznaję, bo nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia. Z jednego powodu – ja wszystko, co przeczytam muszę mieć na papierze. Kupuję w księgarniach wszystkie książki, jakie przeczytałem na Kindle. Łudziłem się, że z ww. Shogunem będzie inaczej. Ściągnąłem go sobie, zacząłem czytać i dupa. Muszę go mieć na półce, nawet jeśli nigdy go nie otworzę. No to kupiłem, postawiłem na półce i dalej czytam na Kindle.
Niestety na nim nie mogę


MAZAĆ I ZAGINAĆ ROGÓW


A ja tak lubię „niszczyć” książki.
Wychowano nas w kulturze szacunku do nich. Nauczycielki w szkołach, bibliotekarki, a nawet rodzice wmawiali nam szacunek do książek. To wcale nie jest złe podejście! Złe jest zacietrzewienie, z jakim „obrońcy” książek bronią ich nietykalności i atakują tych, którzy lubią sobie maznąć długopisem po kartce albo uświńtuszyć stronę zjadaną podczas czytania czekoladą.
Weźmy to sobie tak na zdrowy rozum.
Książkę nie boli, gdy długopisem zaznaczymy ważny dla nas akapit. Nie cierpi, gdy zagniemy jej róg. Nie rozpłacze nam się, gdy niedbale rzucimy pod łóżko.
I przede wszystkim: taka książka nie straci na swej wartości.
Bo to tak jakby powiedzieć, że kobieta ze złym makijażem staje się głupia.
Nie ma absolutnie nic złego w mazaniu po książkach, a nawet przeciwnie – jest coś klimatycznego, gdy po kilkunastu latach otwieram Biblię albo Wisłocką i widzę zakreślone mazakiem fragmenty, które wówczas wydawały mi się ważne. Przypominam sobie tamten czas, odżywają wspomnienia, utrwalam wiedzę nabytą podczas pierwszego czytania. Przecież z jednej całej przeczytanej książki przeciętny człowiek zapamiętuje tylko fragmenty.
Do dziś pamiętam ile radości mnie jako dziecku sprawiało szukanie w babcinych książkach zakreślonych fragmentów i rysunków wykonywanych przez moją mamę, gdy była dzieckiem. Czy te książki straciły na wartości przez to, że były porysowane kredkami?

Obrońcy książek są zazwyczaj hipokrytami, bo tu walczą z „zaginaczami” rogów, a na co dzień wyrzucają do kosza gazety i czasopisma. W czym niby Przegląd Sportowy jest gorszy od – niech się rozejrzę… o, mam – „Śniadania u Tiffany’ego”? Kto czytał ten wie, że książka jest o kant dupy rozbić i dopiero film pokazał piękno tej historii. Ale w niej jest jakąś mądrość. Tak samo jak w Przeglądzie Sportowym.
To co? Marne książki można wyrzucać tak jak marne numery czasopism? No raczej nie.
No właśnie. Ja czasopisma wyrzucam (nie wszystkie), a książki zostawiam (wszystkie). Czasopisma niszczę, po książkach kreślę i zaginam ich rogi.
Jest coś pięknego w starych, poniszczonych książkach.


AUTOTEST GŁUPOTY


Możecie sami na sobie przeprowadzić najprostszy test głupoty. Wystarczy, jeśli odpowiecie sobie na jedno pytanie: czy kiedykolwiek miałeś/aś wrażenie, że Twój partner lub Twoi znajomi mają cię za głupka?
Możesz sobie pomóc dodatkowymi pytaniami: czy kiedykolwiek Ty zapytałeś partnera czy ma cię za głupka?
To zwykle odbywa się w otoczce żartu, przekomarzania, droczenia, ale to tylko taka fałszywa toczka. W rzeczy samej – za głupków nie ma się zazwyczaj tych, którzy są mądrzejsi od nas.

Ten test nie zawsze działa, bo jedna moja była ciągle zadawała mi to pytanie, a chyba głupia nie jest. Nie zdążyłem się przekonać.


JAKĄ MĄDROŚĆ PRZEKAŻESZ DZIECKU?


Jeśli dzisiejsze statystyki mówią, że co drugi Polak w ogóle nie czyta książek, to statystycznie w każdej rodzinie jeden z rodziców mógłby być oczytany.
To zbyt piękne, aby było prawdziwe.
Ludzie bardzo rzadko dobierają się na zasadzie przeciwności. Wy, którzy nie czytacie teraz nie zrozumiecie tego co piszę, ale wierzcie mi na słowo – my, którzy czytamy, widzimy, że jesteście od nas głupsi. Możecie być ekspertami w swoim zawodzie, możecie nas pięknie kochać, ale udawać mądrych można tylko na początku. Później związek pełen jest „ups momentów” serwowanych przez wasz ograniczony intelekt. My to naprawdę widzimy.

Dlatego głupi zwykle stale wiążą się z głupimi. Zakładają rodziny, rodzą się dzieci.
Co oprócz rodzicielskiej miłości mają do przekazania pociechom? Mądrość z komiksów? Życiową mądrość spod budki z piwem? Anegdoty kumpli od kieliszka? Ploteczki sąsiadów?
Jeśli dziecko wychowuje się w domu bez książek, w domu, w którym nie ma kultury czytania książek, to ma większą szansę być nikim. Przez swoich głupich rodziców.
Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć czytać. A jeśli ktoś tego nie lubi, to zrobi wielką przysługę swojemu potomkowi, jeśli wybierze na ojca lub matkę kogoś, kto zna drogę do księgarni.
Mnie do potomstwa nie spieszno. Możesz być głupia. Abyś tylko była dobra w łóżku.

Na dziś wystarczy.

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Ania

    Zniszczone książki są fajne, ale nie jak komuś pożyczasz nówkę i oddaje z oślimi rogami. Wtedy mam ochotę zabijać.

  • http://www.facebook.com/ciriicle Piotr Maciejewski

    Z książką jak z winem, im starsza tym lepsza. Przynajmniej do póki nie zacznie się rozpadać :f Swoją drogą dzięki temu tekstowi dowiedziałem się o książce „Shogun”, którą przed paroma dniami kupiłem i czytam cały czas. Dzięki!

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000837493674 Natalia Chodań

    Ja często mażę po książkach. Miło jest później wrócić do tych ważnych fragmentów. Każdy z nich ma swoją historię

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000752983456 Maria Cibicka

    Nie mażę, bo źle mi się pomazane wczytuje. Lubię za to oglądać książki z komentarzami, historiami nabazgranymi obok tekstu i lubię czytać te historie. Nie mażę zaś dlatego, że za każdym razem czytam książkę inaczej, inne staje się ważne czy celne, wtedy przeszkadza mi wcześniej popodkreślane. Przeze mnie czy przez kogokolwiek innego. Tak jakby ktoś (nawet wcześniejsza ja:) mówił mi, na co mam w tekście zwrócić uwagę. A to prawo wolę przyznawać autorowi i mnie dzisiejszej. Ale byłoby nieźle móc podkreślać coś, potem podkreślać inne, a nieaktualne niech sobie znikają, wymazane. Ciekawe, czy któryś z eczytników to umożliwia, takie szeroko rozumiane notatki na marginesach i w tekście? Korzystam z IPada, ale czyta się na nim na tyle kaleko, że robię to bardzo rzadko. Polskojęzyczna oferta na czytniki wciąż kiepska:(

  • Devil Inside

    „Bo kto nie czyta ten traci coś z życia.” Czytam Cię długo, Kominku, i nie spodziewałem się po Tobie takiego truizmu. To samo można powiedzieć o słuchaniu muzyki klasycznej, oglądaniu kina niemego, czy bzykaniu nastolatki. Nie mogę pojąć, dlaczego w XXI w. wciąż tylu ludzi utrzymuje, że książki mają monopol na wiedzę. Owszem, mogą i często są cennym, nieraz jedynym źródłem. Nie mniej, tak jak nie wszystkiego dowiemy się z Wikipedii, tak też nie wszystko znajdziemy w literaturze. Nie mam nic przeciwko dobrej lekturze, ale nie pojmuję swoistego zjawiska czczenia książek. Źródło wiedzy równie dobre, jak i równie wadliwe, co wiele innych. Wy, pasjonaci czytelnictwa, macie za gorszych tych, co nie czytają lub robią to raz na ruski rok. Oceniacie ludzi po książkach, jakie znajdujecie na półkach w ich domach. Paradoksalnie, dosyć to prymitywne podejście do drugiego człowieka. Książki to tylko przedmioty i samo ich posiadanie nic jeszcze nie oznacza. W domu moich rodziców na ten przykład o książki można się niemal zabić – mówię tu o setkach sztuk. Czy to oznacza, że są tak oczytani? Nie. Ojciec czyta wyłącznie prasę i dokumentacje techniczne, a matka z tego pokaźnego zbioru przeczytała może z 10 pozycji, ale ma się też za wielkiego czytelnika i zbiera książki tylko po to, żeby je mieć, bo też widzi w nich niemal nadprzyrodzoną wartość. Tak, jestem tym „cymbałem”, który czerpie wiedzę z życia, m.in. od innych ludzi, z prasy, telewizji, Internetu, jak również z … książek. Czytanie książek to też część życia.

  • kominek

    Devil Inside: Czytam Cię długo, Kominku, i nie spodziewałem się po

    Umówmy się, że to jest pierwsze i ostatnie kłamstwo jakie napisałeś na tym blogu.
    Gdybyś czytał mnie długo, znałbyś ten tekst od dawna, bo przez wiele tygodni był stronie głównej kominek.in

    A co do reszty twojego komentarza, to musisz nauczyć się czytać ze zrozumieniem, bo nikt nie pisał, że książki mają monopol na wiedzę. Zatem cały twój komentarz to jedna wielka bzdura pisana nie wiem do kogo.

  • ‚L

    ja też czytam Kominka długo, ale nie regularnie. i też nie znałem tego tekstu (co widać po pięknie opóźnionym komentarzu), ale nie mogę się zgodzić z czymś typu ‚media uczą’. niestety, sama wikipedia jest tworzona w stylu ‚od ludzi dla ludzi’, stąd informacje tam zawarte zwykle wystarczają na pobieżne zainteresowanie tematem. resztę znajdziemy w fachowej literaturze, niestety zwykle obcojęzycznej.

    a nauka z mediów (TVN, prasa itd – no powodzenia w ‚nabieraniu mądrości’ i od ludzi (trzeba mieć szczęście by ‚mieć’ Kominka:)) a czytanie książek (a tym bardziej słuchanie słuchowisk) to w ogóle dwie różne rzeczy… tu nie chodzi o samą wiedzę, a o kulturę mówienia i wyciąganie wniosków. a tego media nam przecież nie dają… i nie dadzą.

    po odsłuchaniu narrenturm’u sapkowskiego, w formie audio, zacząłem doceniać narzekania ludzi że nie ma już słuchowisk. człowiek od razu zaczyna jakoś tak składniej mówić ;) a po oglądaniu TV, można sobie co najwyżej kaleczyć polszczyznę z przeświadczeniem że tak ma być, bo szanowny pan poseł uraczył nas kwiatkiem typu ‚cofać do tylu’.

    tak czy siak, dziękuję za inspirację do powrotu do książek. jakoś tak człowiek z czasem potrafi zapomnieć o radości z czytania… no chyba że akurat dobierze się do czegoś ciekawego, raz na jakiś długi czas…

  • Angela

    Miło sobie odświeżyć pamięć i przeczytać po jakimś czasie tak mądry tekst. Wtedy uświadamiam sobie, jak strasznie marnuję cenne chwile na zbędne czynności, zamiast na przykład przeczytać choćby stronę jakiejś książki. W tym roku pochłonęłam jedynie „Wiedźmina” Sapkowskiego i to w formie ebooka. A tatuś od najmłodszych lat chodził ze mną co tydzień do biblioteki i zabierał na targi książek. Mam takie marzenie, żeby zarabiać wystarczająco, abym mogła raz na miesiąc kupić sobie książkę, póki co jako studentka nie za bardzo mam możliwość.
    Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
    Kominku, sama się ukarzę.

  • http://www.veden.pl/ Kasia

    Świetny wpis! Początek wprowadził uśmiech na usta „..że co trzecia osoba na tej sali swoją wiedzę czerpie „z życia”. To takie ulubione określenie cymbałów tłumaczących dlaczego czytanie im nie jest potrzebne. ” :):):) i tak został już do końca.
    Tak… dom bez książek a książka bez rożków czy okruchów to coś czego sobie nie wyobrażam… a raczej czego sobie nie wyobrażałam kiedyś. Obecnie co do drugiego zdanie zmieniłam, bo czytam głównie książki należące do mojego chłopaka, a on swoje książki szanuje nieco bardziej niż ja swoje :)

  • http://ijontihy.bloog.pl/ Maciej Neumann

    Po całogodzinnym udowadnianiu, że nie ma czytania głupiego i mądrego, nagle ostatni akapit wyjaśnia, że „mądrość komiksów” jest jednak gorsza… A przecież sztuka komiksu, podobnie jak pisania książek, wykształciła tak różne dzieła jak „Blacksada” czy „Cromwella Stone’a” a „Czarodziejkę z Księżyca” czy „Kaczora Donalda”. A że komiks ma więcej obrazków niż książka? A czy ilustrowane wydanie „Trzech muszkieterów” jest gorsze pisarsko od nieilustrowanego?
    Ja czytam od około 15 lat po około 50 książek rocznie. Plus komiksy. I dobrze mi z tym.

  • Bajbus Dragan

    niestety są osoby, które nic nigdy nie czytają i rozmowy z nimi są na poziomie… no cóż niskim. i to bardzo. wolą oglądać „jezioro marzeń” a pracę licencjacką pisać na podstawie podręczników z podstawówki… niestety gorzej, gdy z przedstawicielem tej grupy społecznej się mieszka…

  • paula

    Kominku, nie oceniaj książek po okładkach, a ludzi po ich mieszkaniach. Na przykład ja nie kupuję książek, bo jestem w tym momencie studentką i wolę sobie kupić jakieś ciuchy, niż książki które są zwykle dosyć drogie. Czytać uwielbiam, chociaż w dzieciństwie czytałam o wiele więcej niż teraz, a będąc nastolatką odkryłam, że mogę ściągać ebooki z sieci i przyzwyczaiłam się już do czytania na monitorze. Na Kindle nie mogę sobie również pozwolić, ale to zmieni się na pewno z czasem. I też lubię ludzi którzy czytają. Można ich poznać dosyć łatwo po tym, że piszą gramatycznie i nie robią byków. Tak jak Kominek. Co w dzisiejszych czasach jest coraz rzadziej niestety spotykane. Pozdrawiam czytających !

    • gola_pionierka

      Jasne, książki są straaasznie drogie. Szczególnie w antykwariatach i centrach taniej książki, gdzie można kupić rzeczy zupełnie nowe za kilka złotych. Naprawdę, ciekawa, współczesna proza kosztuje tam poniżej 12 zł, często 7 zł za książkę. Zresztą nawet kupując nową książkę w normalnej cenie ile wydasz? 30-40 zł. No rzeczywiście suma dla studentki niewyobrażalna, żeby taki wydatek na przykład raz na trzy miesiące zaplanować.

  • gola_pionierka

    Byłam w tym roku bardzo grzeczna i już za dwa dni zostanie to nagrodzone pokaźną dostawą książek. Przynajmniej mam taką nadzieję. A kiedyś, jak już będę duża to sobie kupię dom, w którym jeden pokój będzie cały zapełniony książkami.

  • dada

    TOMEK a co myślisz o 1984 ORWELLA?

  • Sylwia Ciećka

    Zaczęły mi się przypominać czasy jak czytałam przed snem książki… co niestety zostało wyparte przez siedzenie przed komputerem, ale… Bardzo dobry tekst i dzięki za ożywienie mojej chęci czytania książek ;-)

  • akai

    Dzięki rodzicom mam w sobie miłość i pasję do książek,gazet,liter w ogóle.I wierzę,że kiedyś moje dzieci też to docenią.Książkę można czytać wszędzie,zabrać wszędzie,przytulić,poczytać przy blasku kominka. W domu ,który zamierzam zbudować jest pomieszczenie nazwane przez mądrego architekta”biblioteką”,tam zamieszkają moje książki a ja czasem razem z nimi, tęskniąc do tych pożyczonych na wieczne oddanie:(

  • Marta Puczyńska

    Kawał dobrego tekstu. Śmiać mi się chciało kiedy byłam w gimnazjum uważana za idiotkę, bo zamiast w wakacje błogo wyzbywać się wiedzy czytałam „Dziady” Mickiewicza. Rzadko miałam takie napady chęci czytania klasyków, ale „Dżumę” tez przeczytałam zanim była moja lekturą i szczerze nie podobała mi się. Mimo że nie przepadam za Sienkiewiczem i nie przełknęłam „Potopu”, „Quo vadis” przeczytałam dwa razy w tym raz jeszcze w gimnazjum. Pochodzę z rodzin, które lubią czytać i w bibliotece byłam zapisana zanim poszłam do szkoły. Na koncie mam z 1000 przeczytanych książek w wieku prawie 21 lat :)

  • http://ksiazkowymol.blogspot.com/ Magdalena Czech

    Ciesze się, że ktoś ma jeszcze tego książkowego bakcyla. Kocham czytać, praktycznie wszystko. Od Mickiewicza, Dostojewskiego, przez Plebanek, Hołownię, Harlequiny po etykietki z opakowań :-) Łatwiej wydać mi pieniądze na nowe książki, niż na ciuchy, co u kobiet bywa raczej rzadkością. Mam książki wszędzie. Czy to pokój w akademik czy mieszkanie czy dom rodziców. Zbieram też wszystko słowo drukowane, które kupie i tym sposobem mam cała kolekcje Twistów z końca wieku, Cogito z czasów liceum a teraz także Twojego Stylu, Travellera, Focuse i innych. Raz w życiu czytałam e-booka, gdy nie mogłam wytrzymać weekendu w oczekiwaniu na 7 tom Harrego Pottera i nie przypadło mi to do gustu. Najbardziej lubię czytać książki w wannie (i jeszcze żadnej nie utopiłam) i wiem, że nie porzucę tego zwyczaju. Od zaginania rogów książek odeszłam :) Dostałam od koleżanki papirusową zakładkę z Egiptu i o dziwo nie zginęła po 2 miesiącach :)
    Lubie ludzi, którzy czytają. Zwłaszcza mężczyzn, bo jest ich niewielu i zawsze, są to inteligentne jednostki :)

  • raff

    Właśnie zacząłem czytać, i chyba stanie się to nałogiem!

    Też czytam Clarksona.

    Pozdrawiam
    Rafał

  • Klaudia

    Zgadzam się w 100 % ze stwierdzeniem, że każda książka coś w sobie ma. Nie ważne co to za tematyka romans, psychologiczne itp. Osobiście historię z czytaniem zaczęłam od typowych książek dla nastolatek potem przeszłam na Nicholasa Sparksa , Jane Austen , Paulo Coelho. Przykro mi się robi na myśl , gdy słyszę że coraz mniej osób czyta. Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez czytania. Uwielbiam zagłębianie się w świat przedstawiony w danym utworze, mogę odsapnąć od codzienności. Dlatego mam nadzieję, że ludzie odkryją magię książek i zaczną czytać ich więcej !

  • Edyta

    Moja koleżanka, po poznaniu mego towarzysza, powiedziala do mnie ” a nie możesz se znaleźć kogoś, kto przynajmiej czyta książki”. Nic więcej dodawać nie musze…

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001659932998 Janusz Nestorowicz

    Przechodzę na emeryturę. Całe życie pracowałem tworząc, kierując dużą firmą i za kilka miesięcy kiedy się rano obudzę nie pójdę do pracy. To będzie straszny dzień. Pomimo wielu pasji, żeglarstwo, fotografia, nurkowanie, młodsze kobiety, jestem przerażony tym nadchodzącym dniem. To może zacznę intensywniej czytać, choć wydaje mi się że to co najważniejsze przeczytałem

  • ewe

    Nie lubię Cię od pierwszego wejrzenia, od pierwszego przeczytanego mizoginistycznego tekstu. Dlatego nie wchodzę na tego bloga. Dziś jednak wyjątek. Wyskoczyło mi to w google, tematyka ciekawa, więc uznałam, że przeczytam. Nadal Cię nie lubię:) Ale ja, snobka książkowa, co to krzywo patrzy na tych co „tracą czas” na „marne lektury”, nauczyłam się trochę tolerancji. Dzięki

  • Anna

    DZIĘKUJĘ! jestem córką drukarza, kocham czytać
    i kocham książki…

  • anja

    Uwielbiam czytać książki. Jeden z obrazów dzieciństwa – rodzice siedzący w fotelach i czytający książki .

  • rav

    Dobra polityka. Nawet jeśli ktoś nieczytający sięgnie po lekturze po jakiś chłam w typie sagi Zmierzch, aby nie poczuć się przez artykuł wykluczony, to i tak zmniejszą się szanse, że później założy z góry, że ‚nie czyta’ i przy odrobinie szczęścia, sięgnie wyżej.
    Brakowało mi tu słowa o systemie edukacji, kóry potrafi nieraz skutecznie zabić w człowieku potrzebę czytania, ale być może wszystko w tej kwestii zostało już powiedziane gdzie indziej.
    Gdyby udało Ci się w podobny sposób udowodnić istnienie swoistego klimatu towarzyszącego zmienianiu płyt w odtwarzaczu, no, to już chyba nie byłoby takie proste…

  • burdzi

    Nie będę się wielce rozpisywać… Przeczytałam cały post. Uważam, ze Twoje podejście jest bardzo narcystyczne i gburowate. Nie mówię, że to, co napisałeś nie trzyma się kupy… Czy, że jest głupie… Nie… Ale trochę mi Ciebie żal.. A przecież czytasz książki..

  • iwa

    „Kiedy jestem pierwszy raz u kogoś w domu zawsze szukam książek. To odruch.”
    Odruch nie tylko Twój. Lubię skrzywiać głowę, aby móc przeczytać tytuły na grzbietach. Wiele razy byłam zaskoczona, tytułami na półkach i o których posiadanie bym tej osoby nie posądziła.
    Gdy natomiast widzę tytuł jakiegoś Noblisty to zawsze się zastanawiam czy to tytuł rzeczywiście przeczytany czy kupiony bo wypada mieć go w podręcznej biblioteczce.

    Miejsce na książki zawsze się znajdzie…. im starsze tym lepsze: pożółkłe strony, zapach papieru – nie tego kwaśnego czy farby drukarskiej, porządnie zszyta, a nie sklejona na słowo honoru byle tylko ją można było wynieść za bramkę księgarni…
    A książki czytam, kupuję, nawet wypożyczam. Podzielam pogląd, że czytać należy wszystko bez patetycznego podziału na lepszych, klasyków i tych gorszych, popularnych czy jak ich tam jeszcze zwał.

    Przez to, że sięgam po wiele tytułów wyznaję zasadę, że czytanie to nie droga przez mękę – nie kończę za wszelką cenę czytania danego tytułu byle dobrnąć do końca dla satysfakcji, że to zrobiłam. To ma być przyjemność a nie kamieniołomy. Nawet wczoraj przeczytałam, że ktoś mądrze to nazwał zasadą pięćdziesięciu stron – tyle nam potrzeba, by zorientować się czy dana książka jest warta naszego czasu i uwagi.

    Do niedawna byłam ignorantką jeśli chodzi o dziecięca literaturę. Teraz śledzę nowości itp. Widzę, że moje potomstwo czerpie radość z przerzucania kartek i wieczornej bajkowej sesji przed spaniem. Przynajmniej nie będę musiała za jakiś czas tłumaczyć, że nie zawsze trzeba nacisnąć jakiś przycisk/klawisz, by przełożyć kolejna stronę.

  • Kasia

    Witaj,
    Czytałam cały tekst z zaciekawieniem. Jednak jako osoba czytająca bardzo dużo mam jedno zastrzeżenie.
    Czy naprawdę sądzisz, że książki są jedynym źródłem mądrości? Dość krytycznie oceniasz osoby nieczytające jako gorsi, głupsi.
    Książki są przenośnikami jakieś historii, jakieś wartości. Tak jak ludzie. Czyli zapamiętujesz jakąś historię jakoś wartość. Ale jak to wpłynie na Ciebie jest indywidualną sprawą.
    Można czytać książki najróżniejsze, a można nadal być zamkniętym, ograniczonym typem jakich znam.
    Myślę, że książki nie są wykładnią – posiada je -mądry. Nie ma książek, nie czyta – głupi. Można nie czytać książek bo coś tam, a mieć niesamowity kontakt z osobami straszymi które są przenośnią wiedzy i doświadczeń. Pomimo że pod większością tekstu Twojego podpisałabym się, coś jest nie tak. Szufladkowanie jest ograniczające. Głupi / mądry , Czyta/nie czyta. Pomyśl o tym.
    Pozdrawiam Kasia

  • Gosia

    Kominku napisałeś „Jeśli dziecko wychowuje się w domu bez książek, w domu, w którym nie ma kultury czytania książek, to ma większą szansę być nikim” i z tym się zgadzam. Co zrobić gdy dziecko ma w domu pełno książek o różnej tematyce i nie czyta?
    Jestem księgarzem, w moim rodzinnym domu książki zajmowały większość półek. I były czytane. Jak dorosłam i miałam już własne pieniądze uzupełniałam biblioteczkę o te pozycje które ” kiedyś tam ” wpadły w moje łapki. Jaki efekt – jeden pokój w książkach. Sienkiewicz koło Musierowicz, Andersen koło Sapkowskiego itp. A moje dziecko….się nudzi. Jak ma przeczytać książkę jest ciężko chore. „Medaliony ” czytała dwa tygodnie…tak, tak dwa tygodnie. :( Nie masz jeszcze dzieci, przeczytałam Twoje posty i stwierdzam, że jakąś „mądrość życiową” posiadłeś. Może masz jakiś pomysł jak przekonać nastolatkę do czytania książek (w jakiejkolwiek bądź formie).
    Pozdrawiam Gosia

    • kominek

      Dawałbym mu nagrody za czytanie albo dozował internet.
      Godzina czytania = 2 godziny internetu.

      • Przemo

        Witam pierwszy raz tutaj…. Czytanie rozwija zmysly ale i pisanie tez tak dziala…. Moze dzieciaka wciagnij w zawody np „to ja napisze historie o sobie np w sredniowieczu”….. Ksiazki ktore pochlanialem od dotknieciw , jako szczyl nie bylem w stanie ruszyc gdy ktos (szkola) nakazywal mi przeczytac, po prostu uparta bestia :)

  • msqn

    Omatkoboskokochano. Czyli innym też się to przytrafia? Muszę przyznać, (właściwie nie muszę,ale skoro już się wywnętrzam…) że jestem książkowym junkiem. Nie jestem lekko uzalezniona, przeczytam wszystko. Po przeczytaiu tego tekstu, przemyślałąm swoje dotychczasowe postępowanie i wyszło na to, że w liceum i na studiach (prawie) tyle samo spraw zawaliłam przez czytanie co przez kaca. Bo ‚jeszcze tylko jeden, ostani… o kurwa piąta rano.’ Dzięki za ten wpis poczułam się normalniej, no i w końcu ktoś powiedziałprawdę o tej paranoi z jedzeniem i książkami. Wypije sobie herbatkę – wybornie, zjem kanapke – pójdziesz do piekła niewychowana dziwko bez szkoły. Nosz Panie! Pozdrawiam M.

    • msqn

      Aaaa i przepraszam za niechlujne literówki, jakoś tak się rozpędziłam, że nawet nie przeczytałam przed wysłaniem, a spellchecka mam ustawionego na inny język.

  • Małgorzata

    Czytając, zawsze wyginam książkę we wszystkie strony, żeby mi się dobrze czytało. Lubię „zaczytaną” przeze mnie książkę a najlepiej czyta mi się przy jedzeniu w ogóle a przy jedzeniu słonecznika zwłaszcza. Najlepszym prezentem od męża i dzieci, na urodziny, była saga szwedzkiej pisarki w której dzieci porobiły kolorowe rysuneczki. Najlepszym z powodu tych rysuneczków choć książki też były niezłe. Z mojego doświadczenia wynika, że „złe” traktowanie książek zarzucają Ci, którzy tych książek za dużo nie czytają – widocznie mają do nich zbyt nabożny szacunek (co im również w tym czytaniu przeszkadza). Dobre książki czytam kilka razy w roku i coraz bardziej skłaniam się do czytania ich w wersji elektronicznej choć muszę przyznać czyta się o wiele gorzej ale nie mam ich już gdzie kłaść. Zresztą, jakbym miała pewność, że książka będzie dobra (czyli warta powtórnego przeczytania) to bym ją gdzieś upchała ale niestety mam też dużo książek, w których nie pamiętam o co chodziło…Może by jakąś wymianę zrobić?

  • wyciorek

    Kajko i Kokosz to byla moja pierwsza przeczytana ksiazka, chyba w wieku 3.5 roku. Nigdy nie zapomne. I jakies czerwone balony byly kolo starej maszyny do szycia mojej babci. Pachnialo nicmi i pierzem. Chyba koldre szyli.

  • Blogoholicus Anonimus

    Drogi Kominku,

    Książka musi być w ruchu i min. dlatego istnieje grupa ludzi, która ich nie gromadzi ;-)

  • Chorus

    Moi dobrzy znajomi i znajome nigdy nie nabijają się widząc mnie z książką. Gdyby się nabijali, nie zasłużyliby na to miano. Natomiast taki niemalże nieznajomy człowiek, z którym wspólnego mam tyle, że chodziliśmy razem trzy lata do podstawówki, owszem. I między innymi dlatego jest dla mnie takim zwykłym, niemalże nieznajomym człowiekiem, z któtrym łączą mnie trzy lata w podstawówce. Zwykle trzy lata użerania się. Tacy ludzie patrzą wzrokiem znawcy, z pogardą i tępym przerażeniem widząc jak idę choćby z „Panem Lodowego Ogrodu” Grzędowicza. Na życzliwe drwiny o tym, jak pożytkuję swój cenny, gimnazjalny czas (a robię to w sposób nudny, więcej: nudny jak cholera) odpowiadam uprzejmym uśmiechem. I również życzę miłego dnia. Bo mój na pewno będzie miły. Bo wolę spędzić swoje cenne popołudnie gimnazjalistki ze Słowackim, Fredrą albo innym Mickiewiczem (za którymi nie przepadam i czytam jak już kompletnie nie mam czego czytać), niż z imbecylami, którzy myślą, że są fajni, bo czytają, owszem, ale głównie teksty z kwejka i demotywatorów. A czytajcie sobie w cholerę, ale nie mówcie mi o tym. Mam to w dupie. Zwyczajnie i po prostu. I dochodzę do wniosku, że wyrabiam normę przeciętnej pierwszej gimnazjum. I nie, wcale mnie to cholera nie cieszy. Bardziej przeraża.

  • Agnieszka

    Cześć! No tak, wszystko fajnie, ale co zrobić jeśli ja kocham książki i czytam ciągle a mój facet najchętniej paliłby nimi w (nomen omen) kominku?
    Do tego, nawet gdybym chciała, nie mogę o nim powiedzieć, że jest głupszy ode mnie. Nie wiem skąd on czerpie wiedzę.
    Pozdrawiam

  • Monika

    Możliwe, że kiedyś tu byłam, nie pamiętam. Teraz pierwszy raz przeczytałam wpis i oczywiście najdłuższy mi się trafił ! Nie narzekam, sumiennie wgryzłam się w każde słowo. Coś z tą głupotą jest – u mnie w domku z rodziców czyta mama (dumnie przyznaję, że miłość do książek w niej reaktywowałam, mnie zaś do działania w bibliotece pobudziła przyjaciółka, z tych forever i na całe życie). W związku mym, również tylko ja czytam, niestety wśród znajomych też i jak ten męczennik często na głupca wychodzę, gdyż mnie często nie rozumieją. Na szczęście bardzo przez to nie cierpię.

    Sportowych gazet nie wyrzucam, z tego prostego względu, że ich nie kupuję – problem z głowy. Za to z rogami już gorzej, choć odczuwam podświadomy strach i zaginam je po kryjomu, jak nikt nie widzi. Z tego samego względu do książki zawsze mam zahaczoną kartkę i długopis – profilaktycznie.

    To na razie tyle. Lece dalej patrzeć co tam chowasz Kominku.