Nic nie dzieje się tu przypadkowo. Dwa dni temu zaprezentowałem wam mój nowy symbol. Dziś poznacie miejsce, które było jedną z inspiracji do jego stworzenia.

We wrześniu wspominałem wam, że pojechałem na jeden dzień do Milwaukee, ale nie wspomniałem w jakim celu. Wtedy jeszcze nie mogłem opublikować relacji, bo nie miałem wykonanego symbolu.
Dziś ciąg dalszy tej historii i jak już widzicie, tematem będzie dobrze znana wam firma.

 

Przy okazji mojego pobytu w Nowym Jorku, otrzymałem od nich zaproszenie, bym odwiedził fabrykę i poznał, w jaki sposób powstają wyroby tej firmy. Pomysł od samego początku mi się podobał, choć sądziłem, że to będzie typowa wizyta w rodzaju „przejść się w 20 minut po linii produkcyjnej, porobić parę fotek, napisać, że są super i do widzenia”.

 


Z Chicago do Milwaukee dotarłem pociągiem. Jakieś 2 godziny jazdy bez historii.

 


Ciężko było trafić do fabryki, bo żaden z taksówkarzy nie wiedział, gdzie się znajduje. Adres prowadził do niedużego miasta obok Milwaukee – Franklin.
Trochę mnie to dziwiło, bo Carmex jest firmą znaną na całym świecie od kilkudziesięciu lat. Kilka godzin później zrozumiałem, dlaczego nawet mieszkańcy Milwaukee nie wiedzieli, że tutaj jest siedziba firmy.

 

Jeszcze bardziej zdziwiłem się, że po dotarciu na miejsce nie przywitał mnie jakiś manadżer, specjalista ds. wszystkiego i niczego, czy po prostu ktoś kto łaskawie znalazł czas na nieznanego blogera z Polski. Drzwi otworzył mi Paul Woelbing – prezes firmy.
- Witaj, cieszę się, że nas odwiedziłeś. Będę ci dziś towarzyszył.
Zaczyna się obiecująco.

 

Ale najpierw maskotki.


Paul jest kolekcjonerem motorów. Ja tam się nie za bardzo znam na tym sprzęcie, ale jeśli miałbym powiedzieć, jak wyglądają piękne motory, to wskazałbym na jego zbiór. Są naprawdę wspaniałe. Co ciekawe – on ich nie zbiera po to, by nimi jeździć. Na jednym z najstarszych modeli, niestety nie pamiętam z którego roku, ale z pewnością pochodził z czasów Flinstonów, przejechał tylko 10 km.

 


Inną pasją Paula (na zdjęciu) są organy. Takie wiecie – jak w starych kościołach, nie zaś produkowane masowo na zamówienia. Jakiś czas temu postanowił kupić i odrestaurować je, by po renowacji ich dźwięk roznosił się po fabryce.
Trochę inaczej wyobrażałem sobie prezesa poważnej firmy. On właściwie nie ma w sobie nic ze „smutnego pana w garniturze”. Jestem przekonany, że dziesiątki razy oprowadzał ludzi po firmie, a wciąż nie zachowuje się jak rutyniarz. Tam nic nie było ustawione „pod gości”. Czasami trafialiśmy na bałagan, czasami o coś się potykaliśmy, czasami czekaliśmy dwa tygodnie aż jego pies wyjdzie łaskawie z pokoju, by zamknąć za nim drzwi.  Paul jest człowiekiem, który ma pasje, oddaje się im i stara się żyć szczęśliwie. No kto by wydawał majątek na organy?

 

 


Wszystkie tubki i pojemniki eksportowane na cały świat wychodzą z jednego hangaru.

 


Najciekawsza część dopiero miała się zacząć. Z magazynów przeszliśmy do fabryki. Na wejściu wita gości obraz z założycielem firmy, Alfredem Woelbingiem.

 


Wystrój pomieszczeń jest daleki od klimatu biura. To po prostu dom stylizowany na biuro, w którym są pokoje, jest kuchnia, a pomieszczenia wyglądają, jakby niedawno ktoś tu mieszkał.
Na zdjęciu ucinamy sobie pogawędkę o produktach Carmex eksportowanych do innych państw. Zdziwiłem się, że firma jest doskonale znana w Stanach, a jeszcze nie ma jej na całym świecie, ale Paul szybko mnie zgasił, mówiąc, że do niedawna w ogóle nie myśleli o tym, by ruszać w świat, bo nie czuli takiej potrzeby. Więcej pieniędzy? A na co nam więcej?

 

 


Tu się wszystko zaczyna. Otrzymałem czepek, aby moja bujna czupryna nie dostała się do mieszającego się proszku. Trochę zdziwiło mnie, że nie mieli nic do ukrycia. Kiedy w czerwcu gościłem w Browarach Tyskich nie mogłem fotografować niektórych miejsc. W trakcie całego pobytu w Carmex, Paul ani razu nie zabronił mi fotografować.
Nie boją się konkurencji, bo jej nie mają.

 


Wszystkie płyny muszą wystygnąć. Stygną w garnkach, które mają określoną wielkość. Nie mogą być ani mniejsze, ani większe, bo wpływałoby to zarówno na czas stygnięcia, jakość ostudzonego materiału oraz coś tak przyziemnego jak wygodę przenoszenia naczyń z jednego pomieszczenia do drugiego.

 


- Widzisz to? Zaraz zobaczysz jak to się u nas robi.

 


Proces jest prawie że w pełni zautomatyzowany. Puste tubki wpadają pod kranik, są napełniane, następnie zgrzewane i w ciągu kilku minut gotowe do spożycia. Tutaj trzymam jeszcze ciepłą tubkę.

 

 Tego u nas w kraju jeszcze nie ma. Dostałem w prezencie kilka sztuk, ale wszystkie zabrano mi na lotnisku, bo miałem w Chicago tylko bagaż podręczny. Nawet nie zdążyłem się nimi nacieszyć.

 


Laboratorium.
Ten miły pan na górnym zdjęciu spędza to dni i noce, badając wszystko, co ma zostać wyprodukowane i zostało wyprodukowane. Sprawdza, czy skład produktów jest taki jak ma być, a w wolnych chwilach eksperymentuje nad nowymi wynalazkami.

 


Ach, zapomniałbym wam przedstawić panią Wendy Tamborski. Towarzyszyła mi również, tłumacząc bardziej skomplikowane zdania Paula. Wendy mieszka w Milwaukee i jest przemiłą kobietą. Bardzo podobało mi się, że nie przyjechała tam tylko do pracy, a także chciała poznać jak najwięcej szczegółów dotyczących firmy i zadawała równie wiele pytań co ja. Razem stworzyliśmy całkiem zgrany duet. Żałowałem, że miałem dosyć wcześnie lot do Chicago, bo chciała pokazać mi ciekawe miejsca w mieście po powrocie z fabryki.

 


Ostatni etap produkcji to pakowanie, składanie, segregowanie. Zajmuje się tym relatywnie niewielka grupa ludzi. Spodziewałem się ujrzeć setki pracowników, a naliczyłem ich zaledwie kilkudziesięciu.

 


Paul wprowadził fajny system pracy. Zapytał pracowników, jak wolą pracować? Dłużej, ale 4 razy w tygodniu, czy krócej, ale 5 razy w tygodniu?
Wszyscy pracują tylko 4 dni. Resztę tygodnia mają wolne.

 

 Na sam koniec miałem przyjemność rozmawiać ze specjalistami od reklamy i marketingu w Carmex na temat przyszłości firmy. Już byłem trochę zmęczony, pomyślałem sobie, że usiądę na chwilę, a zostałem na kolejną godzinę. Fantastyczni ludzie. Tego po lewej od razu polubiłem, bo jest fanem Apple i ma podobny sposób postrzegania piękna, jak ja, a ten pan po środku opowiadał genialne historyjki. Aż mi się nie chciało wychodzić i gdyby nie pociąg powrotny do Chicago, to bym został na kolację.

Miesiąc temu, gdy opuszczałem Franklin i sporządzałem pierwsze notatki, wiedziałem, że przyznam Carmex symbolicznie pierwszy „perfect lifestyle”. Nie mam w tym interesu, pewnie już nigdy tam nie wrócę, nigdy nie spotkam Paula. To nie ma znaczenia.

 

Carmex doskonale pasuje do mojej filozofii 4 cech budujących doskonałość: idea, styl, emocje, dotyk.

 

To miała być firma rodzinna i przez lata była małą firmą rodzinną, nawet w czasach, kiedy Carmex zdobywał popularność i stawał się ulubioną pomadką gwiazd Hollywood. Do dziś wielu mieszkańców Milwaukee nie wie, że to nieopodal ich mieszkań produkuje się kosmetyki dostępne w każdym sklepie. Paul kilkukrotnie mnie stopował, gdy pytałem, dlaczego nie chcą być jeszcze więksi, dlaczego nie budują fabryk na całym świecie, dlaczego nie zdobywają rynków w szybszym tempie? Dlaczego nie wejdą mocniej w rynek kosmetyków, dlaczego nie zajmą się produkcją mydeł, żeli do kąpieli, itd?
Paul spokojnie odpowiadał, że jest szczęśliwy z tym, co ma, że nie czuje takiej potrzeby. Carmex to nie korporacja nastawiona na zysk. Firma się rozwija, nie wyklucza wprowadzenia na rynek nowych produktów, zresztą ciągle to robią, ale Carmex nigdy nie budowano po to, by zdobywać świat. Chcieli robić dobre produkty, a nie rozmieniać się na drobne, dając swoje logo gdzie tylko się da.

Ten pan, którego widzicie po środku, pracował kiedyś dla innej firmy i był jednym z wynalazców żeli do golenia. Wyjaśnił mi, dlaczego nie spieszą się z wprowadzaniem nowości.
- Czy wiesz, co stosowali dawniej mężczyźni przed goleniem?- zapytał mnie.
- Piankę?
- Właśnie. A stosowałeś kiedyś żel?
- Oczywiście. Jest o wiele wygodniejszy i przyjemniejszy niż pianka.
- Być może. Kiedy wymyśliliśmy żel do golenia, nikt nie chciał go używać. Potrzebowaliśmy 17 lat, aby zmienić przyzwyczajenia mężczyzn. Nasi klienci doskonale znają produkty Carmex i jestem pewien, że kochają je za to, że pozostają niezmienne.
Dawniej Carmex był produkowany w małych słoiczkach. Później popularne stały się tubki, obecnie coraz więcej osób używa sztyftu. Wielkość opakowań i wygoda ich użycia zdają się wykazywać, że nic więcej wymyślić się nie da. Doszli do takiego momentu, w którym trudno zrobić coś wygodniejszego, choć Paul zapewnił mnie, że nad czymś takim właśnie pracują.

Carmex jest jednym z tych produktów, do których ma się emocjonalny stosunek, czego zresztą wielu z was doświadczyło latem. Jeśli cofniecie się do publikacji z wypowiedziami czytelników i ich pierwszym wrażeniem to zobaczycie, jakie pozytywne reakcje wzbudza zwyczajna pomadka. Tak jest nie tylko u nas. W Stanach emocjonalny stosunek do tej marki jest o wiele silniejszy. I nie jest to kwestia marketingu. Oni się nie reklamują, nie wkładają innym własnej filozofii. Pozwolili, by filozofia tworzyła się sama. Akurat ja nie jestem tego największym zwolennikiem, bo pochodzę z epoki, gdzie dobry marketing jest kluczowy dla rozwoju marek.
75 lat na rynku nie utrzymałby się słaby produkt. Nie utrzymałby się produkt, którego skład pozostał w większości niezmieniony. Mimo że tak beztrosko podchodzili do kwestii marketingu (w latach ’90) nie mieli w firmie ani jednej osoby zajmującej się reklamą!), udało im się nie tylko przetrwać, ale także wybić na tle znaczniej potężniejszej finansowo konkurencji.

Jadąc do Franklin spodziewałem się zobaczyć fabrykę pełną zakazów, nakazów i ludzi wpajających mi swoją filozofię. Wyobrażałem sobie, że skoro Carmex jest dostępny na całym świecie i tak popularny, to na miejscu zobaczę wielkie magazyny, niezliczone ilości kadzi mieszających kremy i setki ludzi pracujących od świtu do nocy ku chwale firmy. A tu się okazało, że magazyn wcale nie jest taki duży, wszystko wyrabia się w kilku maszynach, nad którymi czuwa kilkudziesięciu pracowników. Panuje luźna atmosfera, ludzie są uśmiechnięci i jestem przekonany, że nie robili tego dlatego, że ja tam byłem. Paul, mimo że zarządza dużą firmą, miał czas i cierpliwość, by zapoznać mnie ze wszystkim i ani razu nie próbował przekonać mnie do żadnej idei. Ani razu nie zachwalał swoich produktów. Ani razu nie powiedział, że są najlepsi. Kiedy pytałem o coś, np. o krem, którego nie ma u nas w kraju, po prostu mi go wręczał, abym sam sobie wyrobił opinię.
Nie jestem przeciwny wielkim korporacjom, firmom zdobywającym świat i mającym o sobie wielkie mniemanie, bo i takie przyjdzie mi w przyszłości odwiedzać, ale to było przyjemne doświadczenie zobaczyć, że nawet za znaną marką nie zawsze stoją zarządy i dyrektorzy w garniturach, tylko człowiek kultywujący rodzinne tradycje i mający czas, by o tym opowiedzieć jakiemuś blogerowi z Polski.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1429239456 Łukasz Dziadowiec

    Trzeba zostać człowiekiem. Jeśli ktoś bez serca będzie prowadził wielkie korporacje to nic z tego nie będzie. Trzeba mieć dobre podejście do ludzi. To jest jednak rzadko spotykane.

    Co do samego produktu, podpisuję się pod certyfikatem „Perfect Lifestyle”. Używam od czasu otrzymania próbki od Carmex-a. Wszedł w zbiór moich przedmiotów codziennego użytku.

  • rev

    Super relacja :) Carmex poznałam lata temu, takie małe coś, a cieszy :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1351133034 Monika Perszowska

    Dlatego tyle lat utrzymali się, bo sa normalni i nie mają parcia na kasę. Zasłużyli na Twoją najwyższą ocenę.

    Poza tym myslę, że od dzisiaj wszyscy zaczną ubierać czepki… W końcu chłodno już :)

  • Magda

    Jaka fajna wyprawa. Ja ostatni raz byłam przy taśmie produkcyjnej jakieś piętnaście lat temu, w fabryce chałwy. Było baaardzo słodko. Jeśli będziesz więc zaproszony na jakiś malutki obchodzik po fabryce słodyczy, to… już wiesz, kto Ci może towarzyszyć… ]:> Muahahahaha!
    A! Byłabym zapomniała… Kominku, wspominałeś coś kiedyś, że będą ZESTAWY Carmexu do testowania…?

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1752468245 Kasia Głowacka

    w takiej firmie chciałabym kiedyś pracować :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000037096528 Katarzyna Kopaczewska

    nienawidzę cię :) to ja jestem uzależniona od carmexu a oni ciebie zapraszają?

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1157411428 Olga Surdyk

    Świetna relacja! To zdjęcie, gdzie tubki są ułożone w rzędach obok siebie – od razu skojarzyło mi się z ulem i miodem :)

  • milionowa

    Historia z wpisu „Pierwsze wrażenia” ( http://iv.pl/images/53574963041597976932.jpg ), skończyła się niestety tragicznie. Pan Miętek wyruszył w podróż i ślad po nim zaginął, a Pani Truskawka z rozpaczy wyszła z siebie (albo raczej z pudełka). Chyba normalnie będę musiała jej znaleźć nowego chłopa, bo aż mi jej szkoda.

    Carmex, lowju! :)

  • Angelene

    Ah.. aż jakoś tak inaczej spojrzałam na moją tubkę Carmexa ;D

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1138681854 Magdalena Koman

    Nie znam Carmexu, a wnioskując z Twojego tekstu nie spieszy im się do Polski :(

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1050134175 Natalia Stawujak

      Ostatnio widziałam gdzieś. W SuperPharmie być może, ale nie pamiętam dokładnie.

      • http://www.facebook.com/profile.php?id=1101954412 Katarzyna Stachurska-Rexha

        znajdziesz w każdym Rossmanie ;)

  • http://www.ekoponidzie.wordpress.com Patrycja

    Od dziś już wiem o istnieniu Carmex. Poszukam i wypróbuje
    Naprawdę warto bywać u Kominka;)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001217953148 Paulina Krzemińska

    Super artykuł! Byłabym wniebowzięta, gdybym miała szansę u nich pracować :D Niech zrobią jakieś laboratorium w Polsce :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1050134175 Natalia Stawujak

    Takie wpisy lubię najbardziej. Zazdroszczę tej wycieczki:)
    I bardzo twarzowy czepek!

  • lalivian

    Swietny tekst. Bardzo mi się podoba, naprawdę, tojedna z najlepszych notek na blogu, choc jeszcze do końca nie wiem dlaczego.

    Motocykle, nie motory.

  • Herakles

    Dzięki za świetną relację!
    Jeszcze bardziej polubiłem mojego Carmexa. I lecę po następne! ;)

  • http://- magda

    Aż oniemiałam, że taka duża firma, może mieć takie fajne i zdrowe podejście do biznesu. Super relacja :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000444974791 Joanna Bastek

    Przyjemnie się czyta takie relacje. Na początku myśl : oo! aż tyle? a jak przeczytalam to nic tylko napiszę : Chcę więcej ! Jak będziesz kiedyś w Wedlu i będzie podobnie to chyba obślinię laptopa :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1791635085 Marcin Michno

    Dawno nie czytałem tak dobrze napisanej relacji.Fajnie że czuć emocje jakie towarzyszyły w trakcie zwiedzania i aż ma się ochotę pojechać.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000609126896 Adrian Wilczyński

    Pierwszy raz spróbowałem Carmex po Twoim poprzednim wpisie. Dość często mam suche usta i już po pierwszym użyciu wiedziałem, że to jest to czego szukałem. Dzięki Komin!

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1792188220 Lisu Lisowski

    „No kto by wydawał majątek na organy?”
    Moje skojarzenie na to pytanie zdecydowanie nie nadaje się na ESiątko :)

    Cały czas mam swoją tubkę carmexową z przesyłki – w pierwszym momencie była rozpacz, że to nie sztyft, ale szybko dorosłem i mi przeszło. Nie wiem ile minęło, ale jest mocno wydajniejsza niż się spodziewałem. Aptekarskie wrażenie z początku gdzieś się zatarło, a ‚mrówki’ na ustach polubiłem do tego stopnia, że zdarza mi się pomazać nawet jak nie do końca tego w danym momencie potrzebuję ;)
    Co jakiś czas marudzę na design i kolorystykę, która kompletnie mi nie pasuje do torebki, ale trzeba przyznać, że produkt sam w sobie świetny. I dobrze.
    Bo ja też jestem świetny – pasujemy do siebie ;)

  • lemiii

    Mnie też zawsze zastanawiało to jak to jest, że firma, która ma tak genialne balsamy do ust, jest znana na całym świecie- ogranicza się tylko do wąskiej gamy produktów. Teraz już wiem, że to nie jest wielka korporacja, która robi wszystko masowo.
    Miałam przyjemność pracować przez chwilę w firmie o podobnej filozofii, choć magazyny były zdecydowanie większe, a ilość pracowników ogromna. Mimo to ludzie „z góry” cały czas dbali o swoje „mróweczki”. Przy temperaturze powietrza powyżej 20 stopni Celsjusza (na zewnątrz!) rozdawali wszystkim pracownikom lody i robili dodatkową przerwę. Mimo tak dużej firmy czułam się jak w domu i uwielbiałam swoją pracę bo wszyscy byli dla siebie bardzo przyjaźni. Miło było.
    Widzę, że fabryka Carmex’u to równie miłe miejsce. Szkoda, że niektórzy pracodawcy zapominają o tym jak ważna jest atmosfera i to by ludzie pracowali z przyjemnością.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001023944796 Daria Wiktoria Seremak

    Fajnie tam mają, chyba sobie kupię takiego Carmexa.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1101954412 Katarzyna Stachurska-Rexha

    Carmex jest super. Polecam :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100003618548241 Gabriela Subbotko

    Ale fajnie, mój Carmex przybył z takiego daleka!

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1045913179 Bożena Wojnar

    Ten wpis sprawił, że lubię Carmex jeszcze bardziej. Chociaż uwielbiałam tę firmę od dawna, bo rozwiązała moje problemy z pękającymi wargami zimą i od tamtej pory nie używam innych pomadek. Dobrze, że już nie trzeba za pomocą znajomych w Stanach robić wielkich zapasów, tylko wystarczy wyskoczyć do Rossmana.

  • Lea

    Kochane maleństwo …. Carmex.
    Mieszkając w Chicago używałam, stosowałam, pomagało, było i jest ze mną na co dzień w Wawa …:)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1504331818 Dorota Traczyk

    Fantastyczna relacja. Jejku, bije mega przyjemną atmosferą. Opisałeś to tak świetnie, że wyobraziłam sobie klimat oraz zachowanie prezesa i innych pracowników. Tak, jak już pisali inni- to zaskakujące, że są tak znane firmy o takim nastawieniu do biznesu. Z pewnością, gdyby cokolwiek było ‚ustawione’ musiałbyś to zobaczyć. Czuje się takie rzeczy. :)
    Ja Carmexu nie próbowałam, ale już wiem, że zaraz po zakończeniu obecnego sztyftu od Nivea wypróbuję Carmex. Swoją drogą nie wiem czy tylko ja widząc ‚na pierwszy rzut oka’ ten produkt w Rossmanie myślałam, że to klej. ^^

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=607057157 Anja Angelina

      I zostawisz sztyfty Nivea.. Zapewniam :)

      • http://www.facebook.com/profile.php?id=1504331818 Dorota Traczyk

        Szczerze mówiąc czuję, że to może być właśnie odpowiedni czas na zmianę przyzwyczajenia, bo po paru niewypałach bałam się ryzykować z innymi ochronnymi pomadkami. :) chyba nie wytrzymam i dziś przy okazji podskoczę do drogerii. :D

      • http://www.facebook.com/profile.php?id=100002356179578 Anka Sikorka

        A ja porzuciłam nivea na rzecz Carmexu i bardzo mi ta zmiana odpowiada.

        • http://www.facebook.com/profile.php?id=1504331818 Dorota Traczyk

          Kupiłam truskawkowy. :) Zapach powala! :) Super jest! Mam swój własny ‚klej’ wiadomego pochodzenia. :)))

  • Lea

    Fajny reportaż z mile zaskakującym tematem.

  • elka

    Fajne są takie wycieczki,mam kilka zakładów produkcyjnych na koncie,najmilej wspominam produkcję bombek i wafelków czekoladowych:)

  • OlaZPrzedszkola

    Wspaniała firma, tylko tyle mogę powiedzieć. Szczera, niewymuszona filozofia, luz i naturalność. To aż razi w oczy biorąc pod uwagę popularność ich produktów…

  • http://www.nospinster.com No Spinster

    Aż głupio mi się zrobiło, że nigdy tego nie używałam. A lifestyle Paula faktycznie wygląda na perfect.

  • Klara

    Lubię, bardzo lubię takie dłuższe notki :) Gdy czytałam tę, faktycznie poczułam klimat Twojej wyprawy do Carmexa, a zdjęcia sprawiły, że właściwie to jakbym tam była :)

    Swoją drogą – czyż to nie jest historia z serii tych mogących inspirować i skłaniających do myślenia? Taki sukces, a kompletny brak chciwości. Super!

    I kupię Carmexa – ostatnie podejście się nie powiodło, bo nie umiałam wybrać między tubką a sztyftem.

  • http://semadenicooking.blogspot.com/ matylda

    och, ale zazdroszczę rozmowy z Paulem, to musi być bardzo mądry człowiek. podoba mi się pomysł pracowania 4 dni dłużej i więcej wolnego.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1301660237 Monika Cisłak

    Podoba mi się w tej firmie. Aż tak milej tego Carmexu używać, jak ma się świadomość, że jest wyprodukowany z uśmiechem.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=607057157 Anja Angelina

    Mam nadzieję, że chociaż w połowie tak przyjemnie pisało Ci się ten tekst jak mnie czytało..
    Naprawdę super!

    A carmex odkryłam dzięki Esiątku. I wiem, że zostaniemy już ze sobą na zawsze ;)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1247365320 Elżbieta Ellie Dyduch

    Oszzzty! Carmex zawitał na .es i pierwsza myśl: „ale że co? że balsam do ust? konkurs na balsam do ust?”. Tu go poznałam. Wtedy nie spodziewałam się, że takie piękne kwiatky z tego zakwitną. Nie dość, że wszystkich konkursowiczów obdarowali, to jeszcze takiego-tam-zwykłego-blogera na kawkę zaprosili:) Współpraca z Carmexem to świetna robota; nie wiem, kto z PR za tą całą imprezą stoi, ale buziaki dla tej osoby!

  • ola

    Kominek, a czy dostanę od ciebie obiecaną dużą paczkę Carmexa? :)

  • Gosha

    Bardzo fajny tekst.
    Pomimo, że znam i lubię Carmex od teraz patrzę na tą firmę zupełnie inaczej.

  • misiaczek1998

    ps, mój boy uwielbia gdy robię lodzika z carmexem na warach, ehh ta mięta

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1800651226 Monika Drzewiecka

    I teraz co drugi czytelnik do listy miejsc ‚must be’ dopisuje Milwaukee… Mekka i Medyna tracą na wartości, promocje z Polski do Egiptu nie hulają jak dawniej i tylko każdy sprzedawca w biurze podróży w nocy zadaje sobie jedno pytanie: motyla noga, co jest z tym Milwaukee?!?

  • boszenka

    No to teraz lubię Carmex jeszcze bardziej :-)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1092042128 Wujek Jeleń

    W pełni zasłużony perf ls! Szacun dla firmy.

  • manti

    a właśnie dziś, w ten cholernie mglisty poranek, smarując usta carmex pomyślałam, że koniecznie muszę zaopatrzyć się w nowe opakowanie. Nie tylko „piję” – jak to mówi moja Mama perfumy, ale pożeram balsamy do ust :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100001613657445 Dawid Rams

    Obok poprzedniego wpisu o Carmexie przeszedłem obojętnie (pomadka do ust – phew…) ale po tym zamówiłem 2 sztuki, przydadzą się na jesień i zimę.

  • marta

    masz takie same linie na dloni jak ja. a juz myslalam ze nigdy nie znajde podobnych :)

  • kahlan

    Kominku – po pierwsze bardzo Tobie zazdroszczę pobytu w firmie, której produkty stosuję od dawna i uważam je za rewelacyjne! Być może tkwi w nich cały optymizm ludzi tam pracujących!
    Po drugie zastał poruszony bardzo ważny temat związany z prosperowaniem korporacji i firmy rodzinnej.
    Przez ostatnie dwa lata pracowałam w niedużym przedsiębiorstwie, w którym bardzo wiele się nauczyłam, poznawałam ludzi i ich zwyczaje, pogłębiałam wiedzę praktyczną i teoretyczną. Firma się rozwijała i (może wolny rynek na niej wymusił) stawała się mi coraz bardziej obca. Raport gonił raport. Zamiast sprzedawać, zdobywać klientów, budować relacje – co zawsze procentowało w przyszłości, firma żądała codziennych, cotygodniowych, comiesięcznych raportów i relacjonowania, co dzisiaj zrobiłam. Doszło do takich absurdów, że nie robiłam nic, tylko w kółko pisałam do robię i co będę robić.
    Uciekłam i założyłam własną firmę – rodzinną :)

  • Karo

    Uwielbiam Carmex i fajnie dowiedzieć się, że firma produkująca nie ma nic do ukrycia:)) masz rację dla mnie Carmex nie ma żadnej konkurencji, nie da się go porównać z innymi pomadkami…:))

    A i jeszcze tak z ciekawości, czy dzisiaj byłeś w Złotych jakoś międzi 18-19? Bo przechodziłam koło faceta z mała, czarną walizką i jestem niemalże pewna, że to byłeś Ty!

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000008504410 Iwona Dłubała

    Ty to masz perfekcyjne życie. Ale w końcu sam sobie na nie zapracowałeś.

  • milionowa

    A, Komin, fajna kurtka! ;)

  • Vistani

    O pomadkach Carmex słyszałam, koleżanki zachwalały ale jakoś nie byłam do nich przekonana – pomadka to pomadka, co za różnica czy Carmex czy inna firma ;). Po przeczytaniu wpisu mam ochotę lecieć do Rossmana nawet zaraz, żeby kupić i używać, tym bardziej że widziałam smak jaśminowy (podobno nowość w Polsce).

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000436086649 Monika

    Jako biedny bloger nie pytałeś przy okazji czy cie zatrudnią? :D

  • http://e-zyczenia.net.pl Kasia

    Artykuł bardzo ciekawy. Może ja też w końcu się do tej Ameryki wybiorę… Koniecznie do Bostonu, tam gdzie topili herbatę :):)

  • monika

    masz strasznie sympatyczną twarz

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1501151885 Łukasz Szpinda

    Napisałem na właściwym blogu napiszę również tutaj:
    Szata graficzna strony KOMINEK.IN została skopiowana (plagiat) z tej oto strony:
    http://www.zgeek.com/

    Dzierżę autora wielką sympatią za to co robi jak pisze, ale myśle że powinien porozmawiać z autorami wizualizacji swoich blogów… WSTYD

    • kominek

      Nawet nie proś mnie, abym skasował twój komentarz. To zawsze dobrze wygląda, kiedy ktoś pod nazwiskiem robi z siebie idiotę. I na zawsze zostawia po sobie ślad, czy na blogu, czy w google.

      Zachęcam innych blogerów, by kradli szablony. Ja kradnę stąd:
      http://www.elegantthemes.com/gallery/thestyle/

      Hehe.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1791635085 Marcin Michno

      Ale wiesz że są płatne szablony do WordPressa?

    • Kenji

      Dzierżysz autora sympatią? Aż się boję uruchamiać wyobraźnię ;-).

  • http://za-oceanem.blogspot.com Paulina

    Bardzo podoba mi się ten post! Fajnie jest zobaczyć od środka miejsce, w którym tworzone są ulubione pomadki :)

  • Karolina

    Wygląda na to, że ludzie tam pracujący są zadowoleni, pewnie to dzięki niegarniturowatemu prezesowi. Stwarza naturalną, nie skażoną hierarchią i cwaniactwem atmosferę.
    Przyznaję, że z grona różnych pielęgnacyjnych specyfików do usta powracam niezmiennie do Carmex’u.

  • Pingback: Carmex za jeden uśmiech | Kominek ES()

  • Pilarta

    Wczoraj skończyłam moją pierwszą tubkę Carmexu. Kupiłam ją zachęcona reklamą w miesięczniku. Opatrzono ją hasłem – kultowa pomadka z USA. Nadal mnie biorą takie teksty ;)
    W tym miesiącu, w innym miesięczniku zobaczyłam reklamę innej pomadki, z podobnym hasłem, też kultowa, i też z USA. Kupiłam ją, ciekawe jaka za nią stoi historia?