Większość z was tego nie wie, ale Urban miał całkiem spory wpływ na moje życie. 4 lata temu współpracowałem na zasadzie freelancera z jego tygodnikiem, zresztą nie tylko z nim, bo pisałem tam, gdzie mnie chcieli. Ale to m.in. dzięki niemu miałem względny spokój finansowy, zarabiając 600 zł stałej miesięcznej pensji + wynagrodzenie za artykuły. To także „dzięki” niemu na zawsze pożegnałem się z dziennikarstwem.

 

W czasach, kiedy miałem przyjemność tam pisać, jako bloger miałem ok. pół miliona czytelników, czyli wielokrotnie więcej niż Urban, choć w redakcji nigdy się do tego nie przyznałem. Blogi przed 2009 r. były traktowane jako mało poważne pamiętniki, pisane przez nastolatki, bez konkretnego celu, planu i szans na zarobek.
Na początku 2009 r. Urban obniżył mi pensję. Za lenistwo, za to, że pracowałem za mało i nie przykładałem się do pisania tak, jak oczekiwał. Był to czas, kiedy pracowałem nad drugim blogiem. Już wiedziałem, że moje dni w dziennikarstwie są policzone. Miałem plan na siebie, który cierpliwie realizowałem.
Obniżenie pensji polegało na tym, że już miałem nie dostawać tak po prostu 600 zł wypłaty. Aby zarobić tę kwotę, musiałem napisać tyle tekstów, aby ich łączna wartość przekroczyła 1200 zł. W praktyce – musiałem na każdy numer dorzucić co najmniej jeden solidny tekst, bo wówczas 300 zł za artykuł to była taka średnia. Przy dobrym obrocie sprawy mogłem wyciągać 1800 zł miesięcznie. Było to dla mnie trochę upokarzające. Miałem tam jeszcze jeden zryw. Spotkałem się z Urbanem sam na sam i przez bite dwie albo i trzy godziny wykładałem mu, w jaki sposób mógłby zmienić pismo i uderzyć w internet, aby nie być ciągle marginalizowanym. Wszystkie moje pomysły zostały olane, nawet dziś ich serwis wygląda jak psu z gardła wyjęty, a gazeta nie jest nastawiona na pozyskiwanie nowych czytelników. Nie wiem, czy racja była po mojej stronie, ale chyba trochę na kreowaniu wizerunku i umiejętności sprzedawania tekstów trochę się znałem. 

Popisałem tam dwa miesiące, potem przestałem i w maju 2009 r. całkowicie zerwałem z dziennikarstwem prasowym. Nigdy zresztą nie byłem dziennikarzem z prawdziwego zdarzenia, bo nie doczekałem się stałego zatrudnienia. I dobrze. Dziś pewnie zarabiałbym ok. 3 tys., a nie dalej jak wczoraj szanowany i opiniotwórczy dziennik Fakt podał, że w 2012 r. zarobiłem 300 tys. Nie jest to prawda, zresztą pieniędzmi chwalić się będę dopiero, gdy przekroczę milion dolarów, ale ile bym nie zarobił, mogę być wdzięczny panu Jerzemu za brak wiary w moje możliwości. Dziś mam życie, jakiego żaden polski dziennikarz nigdy mieć nie będzie.

Znowu się rozgadałem, ale lubię te moje recenzje książek, bo one nigdy nie przypominają recenzji. Niemniej kilka słów o książce powiedzieć muszę. Jest dobra. Miałem przyjemność poznać autorkę wywiadu, Martę Stremecką. Przemiła kobieta i jak tylko zobaczyłem jej nazwisko na okładce, wiedziałem, że przeczytam dobrą książkę. Zresztą nawet Urban ją pochwalił w jednym z wywiadów, a dostać pochwałę od niego, to jak zdobyć Oskara. Podobały mi się fragmenty, w których przypominała Urbanowi zapomniane przez niego wydarzenia. Utwierdzały mnie w przekonaniu, że starannie przygotowała się do pracy.

Mam dwa zastrzeżenia. Pierwsze małe, natury kosmetycznej. Z Urbanem współpracownicy są na „ty”. Mówią mu i po imieniu i po nazwisku. Wkurzało mnie „panowanie” w każdym pytaniu. No źle się czyta takie wywiady i uważam, że w takich książkach nie ma sensu budować sztucznego szacunku/dystansu, bo czytelnikowi też wygodniej czyta się, kiedy najczęściej pojawiającym się słowem w książce nie jest „pan”.

Druga uwaga jest poważniejsza i obniża ocenę. Chodzi o marginalne potraktowanie ostatnich 20 lat życia Urbana, a to jest szalenie ciekawy czas. Nie wiem czy nie najciekawszy, bo co mnie obchodziły jego dawne perypetie w nieistniejących redakcjach, które można było przegadać na kilkunastu stronach? Urban, jego spojrzenie na dziennikarstwo, rozwój tygodnika, stosunek do ludzi, dziennikarzy, polityków, kumpli, codzienne życie, itd… Tego zabrakło. Nie chcę zdradzać żadnych mniejszych (bo większych i tak nie znam) tajemnic redakcji, ale z tego, co sam się dowiedziałem, wpadając do nich od czasu do czasu, napisałbym drugą książkę. To fascynujący temat!
A już kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego w książce praktycznie w ogóle nie wypowiada się na temat swojej żony. Być może nie chciał, ale trzeba go było przycisnąć. Nie żebym odbierał mu umiejętności podejmowania decyzji, ale z moich obserwacji i szwankującej pamięci wynika, że w wielu sprawach miała więcej do gadania niż on.

Urban jest bardzo źle pamiętany i kojarzony. Ja też mógłbym mieć do niego żal za to, że kopnął mnie w tyłek, a dziś pewnie nawet nie pamiętałby, że kiedykolwiek mnie znał. Ale nie mam, bo byłem słabym dziennikarzem. Napisałem może 10 doskonałych tekstów, a reszta to były takie zapchajdziury. Byle zarobić na chleb i parówki. Wolałem poświęcać czas na bloga.
Kto z nim nigdy nie pracował, ten nie wie, że ten człowiek ma ogromną dziennikarską wiedzę, bardzo racjonalne podejście do wielu spraw i gdyby nie to, że bratał się nie z tymi co trzeba, zachowując przy tym jak dupek, dziś byłby uznawany za jednego z najbardziej szanowanych mentorów polskiego dziennikarstwa.
Polecam tę książkę, czyta się dobrze, szybko i przyjemnie.

 

 

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • zaczesany

    Szok Kominek robił u Nie-go ;)

  • jasminowysen

    Kiedyś przed wielu laty, w Warszawskim Zoo zrobiłam piękne zdjęcie hien, i logo opiekuna- sponsora. Było nim „NIE” :-D.
    To jedyny fakt, jaki odnotowałam z J.Urbana z jego ostatnich 20 lat. Reszta była nieistotna.
    Istotne było zaś to, że był ogólnie znielubianym rzecznikiem rządu socjalistycznej ekipy, na co sobie „zapracował”, a jego szelmowsko-sarkastyczny uśmieszek zapamiętam do końca życia.
    Popełniłam też kiedyś straszną rzecz,bo przeczytałam dla tzw. obiektywnego spojrzenia jego zbiorek jakiś skandalizujących opowiadań, zebranych w książkę, którą wydał jako Jan Rem.
    Dla mnie to postać może i barwna, ale jednowymiarowa. To nie format Rakowskiego, do którego po latach się przekonałam, ale i Rakowski chciał, by poznano go także z innej strony.
    .
    Pewnie mnie wytniesz, bo smaruję tu peanów na Twoją cześć…. ale do czytania wspomnień o tym czlowieku nic i nic mnie nie zmusi. Nigdy.

  • Kongozaur

    Bardzo ciekawa postać, bardzo szkoda, że ostatnie 20 lat nie zostało szerzej opisane. Widziałeś kanał Urbana na YouTube?

  • Krever

    Patrząc na odchyły Kominka w lewo, zaczynam zastanawiać się kto jest mądrzejszy, ja czy On. I nie wiem w czyją inteligencję wątpić…

    • Kongozaur

      Chcesz oceniać inteligencję po poglądach politycznych? Cóż, to wiele wyjaśnia w kwestii twoich wątpliwości :)

  • gola_pionierka

    Może tylko 10 tekstów było wybitnych, ale ogólnie fajne były te Twoje artykuły u Urbana. Dobrze się je czytało i miały pewien procent „kominkowości”.
    A to panowanie w wywiadach to prawdziwy koszmar. Można z kimś przegadać kilka godzin przy wódce, a potem i tak trzeba w tekście zastosować sztywne formułki. Ale cóż, parówki same do lodówki nie wskoczą, trzeba się dostosować do zasad.

  • ewaryst

    Urban mnie „wychował”, i choć z niego skurwiel – nie mogę odmówić Mu inteligencji i konsekwencji w prowadzeniu gazety…. (widzisz analogię?)

    • kominek

      Widzę, że czas przypomnieć o regułach panujących na tym blogu. Takie słownictwo jest niedopuszczalne.

      • ewaryst

        Wiem, ale w tym przypadku NIEZBĘDNE.

  • Czytelnik antykomunista

    Teksty o książkach są jednymi z ciekawszych na blogu, ale ten wzbudza niesmak.
    Ostatecznie Urban jest postacią, która oddała się na służbę okupantom, zwalczała wolnościowe aspiracje Polaków, szczuła na ks. Popiełuszkę, wypisywała haniebne rzeczy po jego śmierci., reprezentuje to co najgorsze w naszej polityce.
    A tekście potraktowana została jak jakiś nieszkodliwy „dupek”.

    Dość napisać, że gdyby sprawy potoczyły się tak, jak tego chciał Urban to blog Kominka nie mógłby istnieć w takiej formie.

  • tomasz

    Kominku proszę powiedz że tekst „2,5 teraz za gume czy 250 tys przez całe życie za bachora” to jest twojego autorstwa. Był tam podobny styl co u ciebie na blogu 5 lat temu z kurwami i bezczelnością. Lubie to!

    • kominek

      Nie i takie komentarze nie są tu mile widziane.

  • Marcin Michno

    Wyjdzie na to że poza książkami jedyne co czytałem to artykuły i blog pisane przez jednego autora..Było nie było tamte doświadczenia są nawozem przyszłego sukcesu.

  • Pawel

    Z tego co piszesz, to nie warto po nią sięgać jeśli czytało się jajakobyły

  • JusT

    O kurcze, to naprawdę ciekawa dla mnie informacja, że pisałeś dla Nie. Pismo fascynuje mnie od lat. Obok naprawdę przenikliwych analiz politycznych, podanych często, fakt, w kontrowersyjnej formie, całkowita pogarda dla dotarcia do szerszego grona. Strona, jak sam pisałeś, fatalna (choć i tak lepsza niż w 2005), reklamodawców jak na lekarstwo. Jak to się Urbanowi opłaca?

  • malvina-pe.

    Recenzja to to nie jest, ale po książkę sięgnę, więc można uznać, ze cel został osiągnięty ;)

    • kominek

      Ależ to jest recenzja. Czego ci w niej zabrakło?

    • Konrad

      Sto razy wolę taką recenzję, niż zbiór spoilerów, analizę jak ze szkoły średniej i końcową ocenę. W ogóle wystawianie książkom ocen to moim zdaniem chybiony pomysł. Subiektywne kominkowe gwiazdki są trochę lepsze. Ideałem byłby zupełny brak, ale wtedy połowa czytelników nie byłaby w stanie wywnioskować z tekstu czy recenzja jest pozytywna, czy nie.

  • Sebastian

    Skoro ostatnie 20 lat potraktowano po łebkach , to czy w ogóle jest tam coś ponad to co możemy przeczytać w „Jajakołyby”? Może nawet jest gorzej, bo jak pisano „Jajakobyły” Urban miał lepszą pamięć i mniej czasu minęło od wspominanych wydarzeń. Myślę, że talentu dziennikarskiego i inteligencji nikt normalny Urbanowi nie odmawia, ale faktem jest, że świnią był i chyba jest nadal.

  • pan-audytor

    Czytałem Raczkowskiego, Miecugowa, chyba muszę przeczytać też tą. Wydawnictwo Czerwone i Czarne rozpoczęło świetną serię

  • Piotr Iliński

    Nudzimy się prawie zawsze z ludźmi, z którymi nie wolno się nudzić.

  • atorod

    wlasnie zaczelam czytac Urbana, ale musze przyznac, ze w ogole nie zauwazylam ‚panowania’, to musi byc spowodowane albo roznica pokoleniowa albo faktem, ze bedac of 30 lat za granica nie przestawilam sie na ‚tytowanie’ (czy tak to mozna nazwac?). Twoja druga uwaga jest tez pokoleniowa, na pewno ostatnie 20 lat byly ciekawe, ale te poprzedzajace rownie ciekawe dla tych ktorzy je przezyli. Jeszcze nie zaglebilam sie dostatecznie ale z tego co napisales nie powinnam sie spodziewac po Urbanie wielu osobistych wynurzen, nie wiem czy mnie to rozczaruje.

  • Blaq

    A mnie najbardziej zastanowilo – mimo celebracyjnych „umizgow” (Jego slowo) to, za w sumie odcial sie od Jaruzelskiego – i w sumie potraktowal go jako tepego trepa. Chyba czuje krew, stary za chwile fiknie. Wtedy wszyscy przyjaciele generala zaczna sie od niego dystansowac…