Feel free… ale płać. Dużo i zawsze. Tak w skrócie można opisać zwyczaj zostawiania napiwków w NYC, a piszę to w odniesieniu do dyskusji, jaka przewijała się na kilku portalach o zasadności płacenia napiwków i formie, w jakiej powinniśmy to robić. O ile powinniśmy.
Zobacz, jak za kilka lat będzie to wyglądało w Polsce.

 

„Magda, nie pierdol” - napisał krytyk kulinarny Maciej Nowak do Magdy Gessler, która twierdzi, że lepiej nie dawać napiwków kelnerom, bo wygodniej jest od razu doliczać je do rachunku. On z kolei stwierdził, że to ograbianie pracowników, których i tak często zatrudnia się za głodowe stawki i na czarno.
Zauważcie, że nie ma tu już mowy o tym, czy w ogóle zostawiać napiwek. To też pewien znak czasów, bo ja sam jeszcze kilka lat temu zostawiałem go tylko wtedy, kiedy byłem szczególnie zadowolony z usługi. Obecnie nie wyobrażam sobie wyjść z restauracji bez dania 10-procentowego napiwku.
Problem w tym, że tak jak napiwki stały się (stają się?) obowiązkiem, tak na tych dziesięciu procentach się nie skończy i jeśli miałbym dbać o własny interes, musiałbym trzymać stronę Magdy Gessler.

Jeszcze 3 lata temu w trakcie pierwszego pobytu w USA zostawiałem 10 procent i to było w porządku. Czasami 15 proc, bo to było jeszcze bardziej w porządku. Rok temu dziwiłem się, że niektóre restauracje doliczają 20 proc.
W tym roku podczas pierwszego obiadu ze znajomą parę dni temu przy rachunku na 44 dolary, zostawiłem 50 dolarów.
- Tomku, to troch za mało – upomniała mnie.
- Ups. Ile powinienem zostawić?
- Nawet jeśli zostawisz 25% nie zrobisz na kelnerze wrażenia.
- Chcesz mi powiedzieć, że za jedzenie warte 100 dolarów, muszę zapłacić łącznie 125, bo jedna czwarta ceny za posiłek to zapłata kelnerowi za podanie mi talerza?
- Tak, ale 120 dolarów też będzie w porządku. Nie schodź poniżej 15 proc.

W wielu restauracjach na rachunkach masz jasno napisane, ile powinieneś zostawić. Słowo „suggested” możesz pominąć. To nie sugerowana wysokość napiwku, tylko oczekiwana.

napiwki

Ok, jestem z Polski, mam prawo być zdziwiony. Przyznam się, że moje zdziwienie graniczyło z wkurzeniem. Gdy pierwszy raz zobaczyłem „sugerowane” napiwki, pomyślałem sobie, że to bezczelność. No ale co ja mogę. Tak tu jest, trzeba płacić.

Maciej Nowak wspominał o ograbianiu pracowników. Jeśli Magda Gessler nie oddaje całego napiwku swoim pracownikom, to jest to bardzo brzydkie zachowanie i nie pochwalam tego.
Wszelkie niejasności i wątpliwości może załatwić w jeden prosty sposób:

full gratuity

Czy Magdę stać na taki krok? Nie wiem. Wydaje mi się, że nie, bo choć jej restauracje wizualnie (a często także jakościowo) są lepsze niż większość restauracji, to jednak ma ona mentalność polskiego restauratora, który liczy każdy grosz i nie da klientowi darmowej wody do posiłku. A właśnie ona – z uwagi na zainteresowanie nią mediów – mogłaby ten zwyczaj przenieść na polski grunt.

W Polsce jeszcze trwają, choć już kończą się dyskusje, czy napiwek w ogóle trzeba zostawiać. Zaczynają dyskusje o tym, czy to dobrze, że jest doliczany do rachunku i z tego co widzę, większość klientów jest temu przeciwna.
W ciągu ostatnich kilku dni jadłem w 8 restauracjach w NYC. W tych, w których napiwek był doliczany do rachunku, zazwyczaj płaciłem trochę mniej.
Zdecydowanie lepiej czuję się, wiedząc, ile muszę zapłacić niż domyślając się, ile mi wypada. Wydaje mi się, że kelnerom też pracuje się lepiej, kiedy wiedzą, że na pewno zarobią niż kiedy mają wątpliwości, czy nie starają się obsłużyć dusigrosza.
Nowy Jork nie leży na innej planecie. To, co teraz jest tutaj normą, za kilka lat stanie się normą w Polsce. Porzućcie myślenie, że nie trzeba dawać kelnerom napiwków. Jest małomiasteczkowe, niepostępowe i pieniackie. Czasy „beznapiwkowe” już się skończyły. Zamiast narzekać na zwyczaje, które próbuje wprowadzić  Magda Gessler, cieszmy się, że u nas można lub trzeba płacić tak mało, bo to, że za kilka lat będziecie „musieli” zostawiać 20 – 25 proc. jest pewne. To tylko kwestia czasu.
Ciekawi mnie tylko, jaka jest granica wysokości napiwku? Czy za 15 lat będzie ona wynosiła 50% od ceny obiadu? To możliwe.

IMG_9718_Fotor_Collage
Na szczęście nowojorskie restauracje są tego warte. Lombardi’s – najstarsza pizzeria w NYC, najlepsza na świecie i jedyna, którą odwiedzałem przy okazji każdej wizyty w tym mieście. Napiwków nie doliczają do rachunku. 

 

 


Poprzednie teksty z NYC: Jesteś w Nowym Jorku, jeśli… oraz Chillout w Central Park


Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • Shield

    Czy w NY wszędzie płaci się za jedzenie gotówką? Jak wygląda sprawa napiwku w przypadku płacenia kartą? Co jest postrzegane „lepiej” i popularniejsze?

    • kominek

      Nie, są restauracje, w których jest „cash only”. Jeśli płacisz kartą, napiwek zostawiasz w tym…no jak to się nazywa…takim czymś, w czym jest włożony rachunek.
      Kurde, jak to się nazywa? Portfel? Saszetka?

      • kebabkila

        okładka

      • turysta

        w części restautacji w Nowym Jorku napiwki (określone przez klienta) są doliczane do paragonu i kartą płacisz całą kwotę, a kwestia oddania pracownikom napiwku należy do właściciela lokalu

      • Sylwia

        Jeśli płacisz kartą, to nie musisz wkładać napiwku w saszetkę. Na rachunku w polu „tip” wpisujesz wysokość napiwku, jaki chcesz zostawić i jest do doliczane do calkowitej sumy, jaka zostanie pobrana z karty.

      • roniesize

        to jest „platnik”. tak zwany…

    • Justi

      w większości miejsc, gdy płacisz kartą masz specjalne pole na tip. np.
      price: $55
      tip: (tu wypelniasz sam) $15
      total: (podliczasz) : $70

    • Michał

      Jeżeli nie masz gotówki, a chcesz zostawić napiwek i płacisz tylko kartą to dobry (myślący) kelner sobie z tym poradzi nikogo nie okradając.

  • Misia

    A co by się stało gdybyś nie zostawił napiwku? Tak teoretycznie oczywiście, bo skoro w NY wszystko do przodu to może kelnerzy zwracają jakoś uwagę na to? Jakieś krzywe spojrzenie, czy może nawet coś powiedzą na ten temat? Właściwie nawet nie wiem jak kelnerzy zachowują się w takiej sytuacji w Polsce i Europie, bo jakoś zawsze zostawiam te 10-20% niezależnie czy w danym kraju jest kultura dawania napiwków, czy nie.

    • kominek

      Nic by się nie stało. Czułbym się trochę gorzej, ale to wszystko. Do większości restauracji w NYC nigdy nie wrócę, bo chcę jadać w jak największej ilości miejsc. Mimo to nie planuję nie zostawić napiwku.

    • Sylwia

      Ja kiedyś byłam ze znajomymi w restauracji, jednak nie byłam głodna, więc zamówiłam tylko colę za 2$. Przy rachunku zostawiłam 1$ napiwku (jakby nie patrzeć było to 50% sumy;] ), a kelnerka rzuciła mi spojrzenie, jakby mnie chciała zabić o.O

  • nianiacka

    Hmm…kwestia nie taka prosta jak się wydaje. Zdecydowanie jestem za zostawianiem napiwków, uważam jednak, że kelner który napiwek otrzyma powinien co najmniej 25% oddać kucharzowi, który nie ma możliwości go otrzymać, a często mam ochotę zostawić takowy kiedy danie bardzo mi smakuje. Wymuszone napiwki są trochę straszą, czasem mam ochotę wydać ostatni grosz w portfelu na coś dobrego, teraz mogę być tego pozbawiona bo na napiwek już by nie starczyło :) Kelner dostaje swoją pensję, 25 procent od zamówionych potraw to całkiem sporo ( tylko pozostaje kwestia tego czy te pieniążki dostanie on czy jednak ‚restauracja”) , a co za tym idzie, napiwki to domena branży spożywczej, a czy pan/pani, która zatankuje paliwo na stacji nie zasługuje na napiwek, pani w sklepie obsługowym, masażysta, fryzjer ( chciałam raz zostawić, ale pani nie przyjęła) nie zasługują na napiwek? To ich praca, tak jak i praca kelnera. Podoba mi się zwyczaj zostawiania napiwków, to ludzi trzeba „wychowywać” tak, żeby chcieli być szczodrzy kiedy są z usługi zadowoleni, ale żeby od razu zmuszać…kiedy np. nie smakowało? Nie wiem czy to przypadkiem, nie próba wymuszenia łatwych pieniędzy, bez względu na jakość. Z drugiej strony szanse się wyrównają, brzydka kelnerka też dostanie swoje ;)

    • Agnieszka

      ostatnio weszłam do spożywczaka, mała miejscowość, przejazdem byłam. wchodzę, patrzę… a tam przy kasie wieeelki, żeby nie powiedzieć przeogromny słój z karteczką „napiwki za miłą obsługę”. no pani za ladą tak się szczerzyła… „uśmiecham się do Ciebie, wrzuć tam coś”

    • d.koleda

      Jest tak jak mówisz. Nie wyobrazam sobie zostawienia tip’a gdy zarcie bylo paskudne, a obsluga oblesna. Gdy ignorowal mnie kelner, albo cokolwiek innego bylo zle.

      Pracuje w branzy uslugowej, a jakos nikt mi tip’ow nie placi od napisanego programu/linii kodu.
      A 20% wyplaty byloby mile widziane, zawsze.

      Duzo logicnziejsze bylyby napiwki dla sprzedawcow. Ide kupic buty trekkingowe, nie znam sie na tym, a sprzedawca wprowadza mnie z usmiechem na ustach w tajniki oferty? Super, zasluzyl na napiwek.

      A biedni kelnerzy… Jak komus nie pasuje, pracy jest duzo :]

    • adam

      Nie uważam żeby należało dawać napiwki obligatoryjnie niezależnie od jakości potraw/obsługi. W menu są podane ceny które ujmują etat kelnera. Wiem jednak że restaurator zatrudniając kelnera niejako wlicza napiwki w jego pensje -na przykładzie drogiej restauracji w dużym mieście: koleżanka kelnerka (atrakcyjna, komunikatywna z wyuczonym menu) pensji dostaje trochę ponad minimalną krajową a drugie tyle z napiwków. W sumie daje jej to przyzwoitą pensję na utrzymanie, zarazem motywując do starannej obsługi. Za samą pensję nie utrzymała by się. Droga restauracja to właściciel wie że i napiwki wyższe niż w kebabie.

    • Rafal

      Odnosnie Twojego wpisu o oddaniu 25% kucharzowi… Zapewne to juz jest kwestia wyboru wlascicieli jak oni to dziela. Niektorzy zbieraja napiwki z kazdego dnia od kazdego i dziela to na wszystkich. Inni stosuja byc moze malo znana wielu osobom metode : mianowicie kazdy kelner oddaje 10-15% ze swojego dziennego utargu i to idzie do podzialu na kuchnie. Wielu osobom moze wydac sie ta stawka niska ,jednakze przy dniu powiedzmy calkiem bez napiwkow wykladasz to niemal ze swojej dniowki…

  • Monika Kamińska

    Ale ja Ci tej pizzy zazdroszczę :)))

  • Pawel

    Jest to po prostu „platnik kelnerski”

    NY to krolestwo napiwkow, sam bylem swiadkiem sytuacji w ktorej kelner zwrocil uwage ze napiwek jest za maly, lub wybiegl za gosciem i zwrocil mu uwage .. to normalne sytuacje.

    Wyjsciem jest zamowienie obiadu/kolacji z odbiorem osobistym, wtedy nie ma potrzeby aby zostawic 20%.. lezac w central parku, zajadajac dobra pizze.. dochodzi widok na Manhattan

  • Aleksandra

    Wszędzie w USA się spotkałam z tym, że dajesz kartę, następnie kelner przynosi ci ją, rachunek i długopis. Na rachunku zaznaczasz wysokość napiwku i wychodzisz.
    Dobra rzecz, w Polsce też mogłaby już być.

  • maonna

    Napiwki zaczęłam dawać odkąd moja przyjaciółka zaczęła pracę jako kelnerka i poznałam realia, jakie w tej pracy panują. Najgorzej, jak trafi się jakiś beznadziejny menadżer, który zupełnie bezzasadnie wyciąga łapę po część napiwków.

    Aczkolwiek „tipowanie” kelnerów jest trochę krzywdzące dla innych zawodów – kierowcy, urzędnicy, aptekarze czy agenci ubezpieczeniowi napiwków nie dostają, a wykonują podobną pracę polegającą na obsłudze klientów.

    • kkkmil

      kierowcy w Nowym Jorku dostają napiwki.

    • Piachu

      Urzędnicy? Chyba się nie zgodzę, tym bardziej jeśli chcemy tutaj brać pod uwagę ‚zadowolenie z usługi’

      • maonna

        Nie każdy urzędnik jest beznadziejny w swoim fachu. Część z nich jest tak sympatyczna, że aż chce się przychodzić do urzędów ;)

        • xyz

          Mają wyższe pensje niż kelnerzy

          • rs

            Taaaaa :D:D:D Zdziwiłbyś się.

    • Sylwia

      W Stanach wszyscy dostają napiwki xD

  • eskel

    Jakkolwiek to zabrzmi, to w tak barbarzyńskim kraju jak Polska napiwki doliczane do rachunku uważam za debilny pomysł. Why? Bardzo proste. Zaraz Rostowski (albo jakiś gad z innej partii rządzącej) będzie chciał na tym łapę położyć. Tak przy okazji opodatkowanie „nierządu” było dla mnie jednym z najlepszych dowcipów ostatnich lat. Napiwki doliczane z automatu mogą być spoko (chociaż wolę sam decydować o wysokości), ale to zajmie u nas dziesięciolecia, bo każdy będzie chciał na tym ekstra hajs zrobić, a stracą sami kelnerzy, którzy już i tak zapierdalają sporo.

    • Anastazja

      Ale w USA napiwki sa opadotkowane, na koniec zmiany piszesz, ile napiwkow dostales i od tego odprowadzasz podatek

  • kevin171

    A ja sie kieruje zasada koncowki: rachunek na 22,50 Euro- daje 25, na 44 Euro, daje 45 lub 50 Euro, zaleznie od odbslugi. Jeszcze zaden kelner ani kelnerka nie byli niezadowoleni. Czasem jak sie wyjatkowo postara,dam wiecej, a czasem jak sie nie stara, nic nie daje, ale to rzadko. Lubie dawac napiwki. Podobnie jest z dostawcami pizzy.
    Ale daje tyle ile chce i w dupie mam zwyczajowe 10,15 czy 20%.

  • Toya

    Ja podchodze do tego realnie, daję napiwek wg uznania. Jeśli ide na kawę i płace za nia 6 zł to trudno żebym dawała 6,60 zł . Wtedy albo nie daje wcale albo 1 zł. Nie popadajmy w paranoję – napiwek to sprawa uznaniowa. Jeśli jest doliczony do rachunku to zgodnie z prawodawstwem finansowym powinien byc opodatkowany bo jest przychodem.

  • Jadźka

    A ja jestem przeciwniczką „odgórnego” doliczania napiwków, choć zwyczaj ten jest już praktykowany w bardzo wielu krajach świata, nie tylko w USA.

    Mam jednak tradycyjne podejście do napiwku i uważam, że powinna to być swego rodzaju forma wyrażenia uznania dla obsługi. Oczywiście, że obecnie zostawianie napiwku to już raczej standard niż wyjątek. Jeśli jednak ten napiwek nie jest doliczony automatycznie, wtedy mam kilka możliwości:
    – jeśli jestem wyjątkowo zadowolona z restauracji i obsługi daję ok 15%
    – jeśli jest ok, daję 10%
    – jeśli jest w miarę, daję 5%
    – w wyjątkowych przypadkach, gdy kelner mnie wkurzy, nie zostawiam napiwku.

    Takie odgórne doliczanie kłóci się z samą ideą napiwku. A poza tym czy w takim razie nie można by po prostu zwiększyć cen wszystkich potraw o 10% i od razu zapłacić kelnerowi godziwą pensję? Zamiast podawać klientowi ceny, które potem mogą się mieć nijak do finalnej wysokości rachunku?

    • Michal

      US mogło by Ci się nie spodobać. Do wypożyczenia samochodu doliczą Ci kilka ubezpieczeń, dodatek paliwowy, TAX…. :) Skrajny przypadek. Ale w knajpie zawsze TAX i tipa trzeba doliczyć.

  • look997

    Czy napiwki są opodatkowane? Jeśli nie to jak najbardziej należy płacić a nawet może to być 1/1 ceny posiłku. :)

  • Toya

    jeśli sa doliczane do rachunku to tak

  • kebabkila

    Przypomniał mi się dialog na temat napiwków z filmu „Wściekłe psy” Tarantino :)

  • gola_pionierka

    Byłam kelnerką, jestem klientką. Niestety wyjątkowo małomiasteczkową (w końcu pochodzę z miasta, gdzie jest jedna linia metra, to czego oczekiwać) i mało postępową. Nie widzę powodu, żeby dawać jakikolwiek napiwek kelnerowi, który obsługuje mnie z entuzjazmem tirówki podchodzącej do trzydziestego samochodu tego dnia. Kelnerowi, który nie potrafi odpowiedzieć na proste pytania dotyczące menu. Albo takiemu, który strzela focha, bo z przyjaciółką zamawiamy jeden deser i prosimy o dwie łyżeczki. A mam taki podejście właśnie dlatego, że sama byłam kelnerką i napracowałam się też w kilku innych typowo usługowych zawodach. I wiem, że naprawdę można się postarać, wystarczy tylko choć odrobinę chcieć, szanować swoją pracę i klienta.

    • Iwa

      Popieram w zupełności

    • mimbla

      Szukałam komentarza gołej. Instynktownie czułam,że będę mogła się pod nim podpisać. Niniejszym to czynię.

  • Magda

    Nie jadłam w wielu restauracjach, gdzie dolicza się napiwki do rachunku ale w tych kliku, w których jadłam obsługa była raczej nieuprzejma… Do tego stopnia, że w jednej nie zostawiłabym w ogóle napiwku bo kelner wyraźnie nas ignorował i poprosił (w trakcie posiłku) o zmianę stolika, gdyż przyszła większa grupa.
    Pomyślałam wtedy, że doliczanie do rachunku napiwku ma ten minus, że kelner wie, że go dostanie więc nie musi być uprzejmy …

    • nogabriela

      No i właśnie tu leży sedno. Nie oszukujmy się – w dużej części lokali w Polsce czasami mam wrażenie, że powinnam obsługę przeprosić za to, ze weszłam do lokalu.
      Jak przenosimy standardy płatności za usługę z innego kraju to przenieśmy też standardy jej wykonywania.
      Jak jest z obsługą w NYC?

  • Michal

    Ja magiczne 15/18/20 widziałem po raz pierwszy razy jak podróżowałem po US jakieś 5 lat temu. Nawet jak nie było konkretnie napisane to dowiedziałem się od znajomego że faktycznie 15% to jest minimum. Zdarzał mi się wcześniej zostawiać po 10% i nie było problemu. Ale kiedyś jak płacił ze mną kumpel, też z Polski, to kelnerka po chwili wróciła, oddała mu tipa (płacił gotówką) i powiedziała, że nic nie zrobiła źle, żeby ją tak źle nagrodzić i że kolega może sobie te pieniądze zabrać.

    Co do uprzejmości kelnerów w US, to są wręcz naduprzejmi, ale w niektórych knajpach spotkałem, że są czasami szelmowsko bezczelni, ale tak w formie dobrego żartu. Np. kiedyś kelnerka jak przyszła z rachunkiem to zapytała: – „Who is the sucker today?”, odpowiedź znajomego: – „I think you’ll take it!”. Nieźle, mi się podobało. U nas mogło by nie przejść.

    Warto też pamiętać, że jeżeli kupujemy piwo lub drinki przy barze, to za każdego zwyczajowo zostawiamy 1$ tipa barmanowi.

    Poza tym, jak nie wiemy ile tipa zostawić (np. za dostarczoną pizze), zawsze możemy zapytać. Nigdy nie spotkałem się z tym aby kogoś to zdziwiło i powiedział jakąś kwotę z kosmosu.

  • Peter

    Jeśli kelner chce więcej zarabiać, niech:
    a) porozmawia z szefem o podwyżce
    b) zmieni pracę na lepiej płatną

    Dla mnie koszty obsługi są zawarte w cenie dania.
    Tyle.

    • Nobody

      Zgadzam się w zupełności! Płacę ustaloną cenę, co to za doliczanie napiwku?! Jak będę chciał to zostawię, jak nie – nie. Co to znaczy – „Obecnie nie wyobrażam sobie wyjść z restauracji bez dania 10-procentowego napiwku”. Jakaś bzdura z tymi napiwkami, jak premią „która się należy” niezależnie od efektów pracy. Może jeszcze napiwki mam zostawiać w kasach supermarketów?
      Po kiego grzyba jakieś ceny?! Po co rachunki? Niech żyje szara strefa – napiwki! Z rączki do rączki!

      • justyna

        Zgadzam się! Napiwek NIE jest OBOWIĄZKOWY. Może warto wspomnieć również o tym że w niektórych krajach spotkamy się z ODMOWĄ przyjęcia napiwku.
        Jeżeli mam ochotę to mogę zostawić napiwek ale nie muszę. Nie wyobrażam sobie zostawienia 25 %, to są moje ciężko zarobione pieniądze i nikt nie ma prawa tego ode mnie wymagać.

  • Anucha

    Jestem fizjoterapeutką w Wiedniu i płacę podatek od napiwków. Wystawiłam więc skarbonkę z napisem ‚napiwki, dziękuję’, bo jakoś na niego zarobić muszę. Niewiele więcej dostaję. Kiedyś było lepiej.

  • A.B.

    A co, kiedy nie jesteśmy zadowoleni z usługi kelnera? Wtedy chyba brak napiwku jest oczywistością? ;) Czy to wybrzydzanie?

  • zen

    Na pierwszym roku studiów pracowałam jako kelnerka, na drugim jako barmanka. Co prawda nie w Polsce, tylko w UK. I serio nie wiem dlaczego daje się napiwki kelnerom. No praca jak każda inna, a przecież obsłudze w sklepie odzieżowym napiwków się nie zostawia. Co do barmanów to trochę inaczej to wygląda – przy weekendzie, kiedy przy barze masz ścianę twarzy i naprawdę trzeba się uwijać, żeby wszystkich obsłużyć, jednak chętniej podlecisz do klienta, ktory zostawia ci napiwek. Wtedy ma to sens, bo napiwki zapewniają pierwszeństwo obsługi.

  • ArierGarda

    To, że coś jest niepostępowe, nie znaczy od razu że jest złe. Postęp, szczególnie w obyczajowości, to rzecz względna i często przemycane są pod tym pojęciem rzeczy wynikające z ideologii a nie obiektywnego postępu.

  • Danny_boy

    Za granica jest troche indziej dajesz pieniadze bo ludzie sa mili tak wypada.poza tym w ameryce to chyba nie jest praca jak kazda inna duzo ludzi pracuje w ten sposob dorywczo w wakacje, zeby na wakacje zarobic, studenci itp. Ja zawsze widzialem kelnerowanie w usa jako takie pol na pol miedzy polska a francja. We Fracji bycie kelnerem to jak bycie nauczycielem w chinach i blogerem w polsce ;))). Kiedys przelatywalem prze Anglie i poznalem Fracuza ktory skonczyl szkole Kelnerowania i pojechal do angli tylko po to zeby zeby swoj kelnerowy angielski podszkolic, na tamte lata nie miescilo mi sie w glowie ze ktos chce inwestowac kilka lat swojego zycia zeby lepiej drugiej osobie zupe podac… Ale z drugiej strony ilu z nas ubierze muszke czy od biedy krawat zeby zone wbita w wieczorowa kiecke zabrac do restauracji na bankiet gdzie kelener szpreha plynnie w 3 jezykach.

  • Cralin

    Mi za moją pracę nikt często nawet dziękuje nie powie a co dopiero mówić o jakimś 5 zł na czekoladę.. Dlaczego mam im zostawiać drugą wypłatę „za miłą obsługę” skoro miła obsługa wchodzi w zakres ich obowiązków?

  • kelust

    Może jestem małomiasteczkowy, ale dla mnie taki sposób jest chory. Uważam, że napiwek należy się za miłą, sprawną obsługę, bo przecież za przyniesienie talerza kelner(ka) dostaje pensję. Taki system sprawi, że kelnerzy będą się mniej starać, bo i tak napiwek otrzymają. Chobore.
    A pani w warzywniaku, która za każdym razem pakuje mi ziemniaki z uśmiechem na ustach i życzy miłego dnia napiwku ode mnie nie dostaje. Why?

  • ChicaMala

    Uważam, że to mega porąbany pomysł i nie podoba mi się konieczność płacenia napiwku. Czy Pani w urzędzie będzie dostawała „napiwki” od petentów za ich obsługiwanie? Bo jakoś nie zauważyłam takiego zwyczaju. Dlaczego więc kelnerzy mają dostawać napiwki, kiedy za swoją pracę dostają pensję? W takim przypadku każdy powinien dostawać ekstra kasę za normalne obowiązki, które wykonuje.

    • Nat

      Ale do urzędu pójść musisz (każdy z nas w końcu do jakiegoś w swoim życiu pobieży, nie ma bata), a do restauracji nikt ci nie każe. Każde miejsce publiczne objęte jest określonym protokołem zachowania, również każde miejsce usług. Z przedstawicielami transportu publicznego też się pokłócisz, że wsiadać należy tylko przednimi drzwiami (jak to jest w niektórych krajach)?

  • Justi

    O ile samo dawanie napiwków jest bardzo w porządku (w Stanach kelnerzy maja placone zaledwie kilka dolarów na godzinę, więc napiwki to w zasadzie główne źródło dochodu) o tyle doliczanie ich do rachunków to błąd. klient powienien mieć możliwość sam zdecydować, ile pieniędzy chce zostawić.
    Poza tym to jest też krzywdzące dla samego kelnera. Klient w USA posługuję się głownie kartą kredytową/debetową. A taki napiwek „na karcie” to wcale nie taka fajna sprawa dla biednego kelnera, bo to jeszcze musi opodatkować. Dlatego ludzie przeważnie płacą kartą a napiwki zostawiąją w gotówce.

  • Michał

    Może orientuje sie ktoś -w kwestii w ogóle dawania napiwków – czemu Anglicy bardzo rzadko je dają, choć jestem pewien, że są zadowoleni z usługi? To norma, czy odstęp?

  • pethi

    „Czy za 15 lat będzie ona wynosiła 50% od ceny obiadu? To możliwe.”
    Za 16lat czyli już będę pełnoletni napiwki będą wynosiły 150%. Naprawdę.
    -Kochanie idziemy coś zjeść?
    -Ok, zaczekaj chwilkę zastawię pod hipotekę dom, byśmy mieli na napiwek dla kelnera.

    Zawsze może być oczywiście.
    -Poproszę wasze najbardziej sycące, a zarazem najtańsze danie.
    -Ciasto od pizzy, raz.

    Kelnerzy więc będą zarabiać więcej niż kierownik restauracji. Ba żeby sobie dorobić to kierownicy będą kelnerami we własnych restauracjach.
    Zostanę kelnerem jak Tyler Durden.

  • chlopek

    Automatyczne doliczanie napiwku, to kiepski pomysł… przede wszystkim dlatego, ze często nie ma się świadomości doliczania – już niestety nie tylko w usa tak robią… Szczególnie przykre jest to wtedy kiedy nie ma się świadomości doliczania napiwku i np. z 140 euro wychodzi 160 euro, a na karcie jest 150e i co wtedy? ; )) ) Poza tym jeśli kelner z góry wie, że napiwek dostanie, to wtedy jego obsługa nie będzie niczym zmobilizowana, a to oznacza przeciętna…

  • Lily

    Niestety w US kelnerzy zarabiają od $3-7 za godzinę, a reszta to napiwki..

  • Michał

    Jako doświadczony kelner uważam, że napiwki nie powinny być doliczane do rachunku. Ja zawsze dbałem aby klientowi niczego nie brakowało i został profesjonalnie obsłużony. Czułbym się źle wiedząc, że kolega który się nie stara dostaje wyższe napiwki za to, że ma wyższe rachunki. Z drugiej strony jak napiwków ludzie nie będą zostawiać to obsługiwać w restauracjach będą w najlepszym razie tylko studenci lub tzw. margines, którzy zgodzą się pracować za 5 zł/h. A ludzi coś sobą prezentujących zabraknie.

  • bezpolskichznakow

    jeszcze rok temu zgodzialbym sie z Tomkiem w 100%. napiwek – zawsze i juz. dzis… zalezy od szerokosci geograficznej :) napiwek to oplata za obsluge. sa takie miejsca na swiecie gdzie kelner (newet jesli jestes jedynym gosciem w knajpie) ma Cie serdecznie i naprawde dlugo w bardzo glebokim powazaniu. taka tu jest mentalnosc ze klient jest naprawde zbednym dodatkiem, ktory przeszkadza w odpoczynku. poniewaz tak naprawde nie otrzymuje obslugi (tzn nie jest ona ani w promilu zgodna ze sztuka kelnerska) nie zostawiam napiwku. ale to tu. wiem ze sa miejsca na swiecie gdzie klient jest wazny a kelner uwazny.

  • Daria

    Będąc w restauracji Magdy Gessler na Starym Mieście, gdzie napiwki są doliczane do rachunku, kelner mnie obsługujący był chamski, nieuprzejmy, olewający i patrzący z góry. Talerz z jedzeniem był wręcz rzucony jak miska psu. I za to mam zostawiać napiwek? Za tą jego „wspaniałą” obsługę?
    Może i w USA doliczanie napiwków od razu do rachunku ma sens, oni i tak przykładają z reguły dużą uwagę do profesjonalnej usługi i tego by klient był zadowolony, ale w Polsce?

  • giorgio

    Dawanie napiwków to najbardziej niedorzeczna rzecz jaką mogę sobie wyobrazić. Co mnie obchodzi, że pracodawca mało płaci kelnerom? Oni mają sobie odbić na mnie? Dlaczego ja mam przejąć cześć zobowiązań pracodawcy i fundować pensję kelnera? Mi nikt nie płaci za moją ciężką i odpowiedzialną pracę napiwków – dlaczego? Pytam cię, dlaczego? I uwagi, że niedawanie napiwków jest „małomiasteczkowe” świadczy o twoim poziomie. Słabo.

    • Furia

      zgadzam się że to po stronie pracodawcy stoi obowiązek godnego wynagradzania pracowników. Nie róbmy ludziom prania mózgu, bo potem wychodząc z restauracji bez dania napiwku będą mieli przez tydzień mega poczucie winy.
      Jestem zadowolona z obsługi – daję napiwek, nie jestem – nie daję. koniec kropka.

      • mrt

        tak, tak i jeszcze raz TAK! :)

  • Ula

    Krupierzy w Polsce żyją często z napiwków i dlatego „władza” postanowiła mieć pod kontrolą. Ja się wybroniłam, dawno temu, ale z tego co wiem to nadal kiepska historia. W końcu na kelnerów też padnie „blady strach”…Bo to Polska właśnie!

  • anako

    Ja dołączam się do głosów, że praca kelnera to zwykła praca, dlatego powinni dostawać normalną pensję (jeśli nie dostają, to właściciel łamie prawo i tyle) i zostawianie napiwków, o ile w ogóle, powinno być opcjonalne. Słyszałam kiedyś taką opinię (od dostawcy pizzy wprawdzie, ale to nieco podobna sytuacja), że on dostaje tak marne pieniądze, że uważa dawanie napiwków za obowiązek, a klientów, którzy nic mu nie odpalają „nie potrzebuje”. No to pytanie – co by się stało, gdyby nagle wszyscy klienci, dla których samo kupienie pizzy to jakiś wydatek (np. studenci) przestali faktycznie zamawiać pizzę? A gdyby wszyscy klienci, dla których zapłacenie 25% napiwku to za duże obciążenie, przestali chodzić do knajp i restauracji? Czy faktycznie właściciele restauracji i kelnerzy byliby tacy szczęśliwi?

  • trashy

    Hmm, nie rozumiem tylko po co w takim razie dawać jakąś złudną możliwość wyboru czy zostawiamy napiwek czy nie. Dlaczego klient jest jawnie okłamywany napisem „suggested” skoro zostawiając mniej niż 15% będzie wzięty za skąpca? Niech po prostu podniosą ceny dania o 15% i dodatkowy zysk wygenerowany w ten sposób będzie równo dzielony pomiędzy kelnerów w postaci premii. Po co ten cyrk?

  • Piachu

    Mnie osobiście wyjątkowo wkurzyło doliczenie napiwku do rachunku (Warszawa). Co prawda było to tylko 10%, ale ja uważam to za ‚coś extra’ za dobrą obsługę, a nie mus. A w tamtej sytuacji, akurat miałem już zostawić wyższy napiwek, ale jak dostałem rachunek zmuszający mnie do napiwku, nie zostawiłem ani grosza więcej.

  • Ania

    Nie wyobrażam sobie zostawić napiwku kelnerowi, który był niemiły/ociągał się z obsługą/nie można było się go o nic doprosić/etc. Toteż kretynizmem jest dla mnie doliczanie napiwków do rachunku i na pewno do takich miejsc chodzić nie będę. Kelner jest wynagradzany przez pracodawcę za swoją pracę, ja mu mogę dać napiwek, jeśli uznam, że jego obsługa była tego warta. Nieźle bym się wkurzyła, gdyby kelner był bucem, a ja jeszcze bym musiała mu dać 20% wartości posiłku.

  • piramidon

    Poza tym, co już zostało napisane w ostatnim czasie, przyszła mi do głowy taka myśl:

    Napiwki W DRUGĄ STRONĘ!

    Jeśli płacenie kelnerom i fryzjerom jest tak dobrze widziane to może tak samo dobrze widziane będzie obcinanie przez nich końcówek? Zjadłem, chcę zapłacić, kelner przynosi rachunek na powiedzmy 28 złotych (odchudzam się) . Wyjmuję portret Chrobrego i w tym momencie kelner z uśmiechem mówi „Dziękuję!”. I odchodzi.

    Dla mnie to tak samo dziwne jak sugerowane napiwki. Czyli mało dziwne. Ale ponieważ niespotykane pozwala jakoś inaczej spojrzeć na tę sprawę.

  • Karolina

    Pracuję od kilku miesięcy jako kelnerka i największe napiwki mają osoby, które są bardzo miłe i uśmiechnięte i nawet sporą wpadkę można zamaskować żartem i rozmową. Wydaje mi się, że klientom najbardziej podoba się lekko ‚służalcza’ postawa i skakanie koło nich. Kiedy mam gorszy dzień czyli kiedy tylko wypełniam swoje obowiązki (zdawkowe powitanie, przyjęcie zamówienia, sprawne dostarczenie go) to mam mniejsze napiwki niż kiedy nawiązuję rozmowę i daję poczucie ‚jak wspaniale cię widzieć!’. Oczywiście nie wszyscy to lubią, są też klienci, którzy chcą mieć święty spokój i trzeba to wyczuć. Sama często nie lubię pytania ‚przepraszam, czy wszystko smakuje?’, ale teraz wiem, że jest to od kelnerów wymagane przez pracodawcę. Z drugiej strony rozumiem, że kogoś to może drażnić.

    Napiwki mogłyby być wliczone, ale uważam, że kelnerzy powinni przechodzić wtedy solidne szkolenie. Wszyscy w danej restauracji powinni być na podobnym poziomie.

  • asd

    W Krakowie na rynku doliczanie 10% napiwku do rachunku widziałem rok temu.

  • Alicja

    Nie zgadzam się z polityką „obowiązkowego” napiwku. Nie potrafię stwierdzić skąd w ogóle wzięła się instytucja dodatkowego płaceniu za coś, co ma określoną cenę. Gdy jadę wymienić opony w samochodzie płacę w kasie np. 60zł. I tyle. Nie będę dawać każdemu panu który dotknie moich felg po dodatkowe 10zł, a przecież może być ich nawet 4 na raz, co daje dodatkowe 40zł! Problem pracy jako kelner istnieje, ale takie jego rozwiązywanie, to rozwiązywanie od „dupy strony”. Ok, mogę darować te 50gr, gdy mam do zapłacenia np. 29,50. Nic więcej. Ktoś może twierdzić, że jestem „małomiasteczkowa”, ale nie widzę żadnej podstawy do tego. Trend? Czy może „wszyscy tak robią, a ja nie chcę być gorszy”?

  • Asia

    Od miesiąca jestem akurat w San Francisco, które też jest kulinarnym rajem i obowiązuje tu system podobny jak Kominek opisał dla NYC. Napiwki „sugerowane”, czyli standardowe to pomiędzy 15 a 20%, za piwo/drinka przy barze 1 $. Przy płatności kartą dopisujesz sam kwotę napiwku do rachunku. Można się oburzać tylko nie znając tamtejszych realiów – jakość obsługi tam w porównaniu z tym co można spotkać u nas to jak jazda limuzyną w porównaniu z fiatem 125p. Tam kelner czy kelnerka, bez względu na wiek, to osoba radosna, roześmiana, starająca się wprawić Cię w super nastrój i doradzić Ci wybór jedzenia, które będzie dla Ciebie strzałem w dziesiątkę. Chcesz coś dodać, odjąć zmienić/ nie ma sprawy, wody? – szklanka z wodą (za free) nigdy będzie bardziej niż do połowy pusta, nie zjadłeś 1/3 swojego dania? – już pakujemy na wynos, nie musisz nawet o to prosić. A przed tym zawsze krótka pogawędka np. jak Ci mija dzień, skąd jesteś, jak Ci się tu podoba, etc. Rozmowa na luzie, nie ma mowy o wyuczonych formułkach typu ” dzień dobry jestem Ania i będę dziś Państwa obsługiwała…”. Podsumowując, problem typu ” z doliczonym napiwkiem obsługa będzie beznadziejna, bo kelner nie musi się starać” tam zupełnie nie istnieje, bo świetna obsługa jest tam integralną częścią świetności lokalu i nie ma po prostu innej opcji. Ci ludzie po prostu lubią swoje życie, swoje miasto, swoją pracę i to widać. No, ale jeszcze pewnie wiele wody w Wiśle musi upłynąć, żeby u nas tego zaznać…Pozdrowienia z SF :)

    • piramidon

      O, i właśnie w takiej sytuacji napiwek jest nawet nie na miejscu, tylko wręcz obowiązkowy. Ale babie burczącej „No i co tak grzebie, jeszcze talerz przekręci, do widzenia!” nie dałbym ani centa.

  • nocri

    Coś mi się wydaje Kominku, że za ideą oficjalnych napiwków stoi tamtejszy IRS :)

    Napiwek to przecież nasze wynagrodzenie za dobrą obsługę u fryzjera, w restauracji gdzie tam bądź. Wbijanie tego do rachunku przestaje być napiwkiem a staje się dodatkową opłatą, którą jeszcze jak piszesz jesteś zmuszony zapłacić „bo wypada”.

    Pół biedy jeśli jest to jedynie sugestia, którą można ocenić i albo się zastosować albo odrzucić gorzej jak to rzeczywiście wchodzi w cenę a tym samym kontrolę nad napiwkiem przejmuje Urząd Skarbowy.

  • mrt

    świetny komentarz, zgadzam się ze wszystkim, co zostało powyżej napisane!

  • magdabem

    jestem świeżo po italiańskich wojażach i tam to dopiero zamieszanie z napiwkami, standardowe „coperto” doliczane do rachunku to 20%, do tego cosik dla kelnera, no min 35% razem.

  • Tom

    Dawanie napiwków w takiej wysokości jak w USA to jawne drwienie z klienta. Amerykańscy specjaliści od sprzedaży kombinują jak mogą. Firma zjeżdża z cenami produktów czy posiłków nie licząc kosztów zatrudnienia kelnerów. I co wychodzi. Reklamują się jak tanio u nich można zjeść. Ale już nikt w reklamie nie powie dolicz sobie +20%.

  • Michal B.

    W Wielkiej Brytanii też jest zwyczaj doliczania napiwku automatycznie do rachunku. Przeważnie 10%. Szkoda, że ten fakt jest przekazany klientowi dopiero, gdy otrzyma wydrukowany rachunek. Wówczas grzecznie jest napisane, że do rachunku został doliczony napiwek, a jak się z nim nie zgadasz, to zostanie on zwrócony.

    Sprytne, bo nawet za najgorszą obsługę, nikt nie pójdzie się upomnieć o napiwek, który został nam doliczony do naszego rachunku bez naszej zgody.

    Niby 10% niedużo, ale czasami restauracja nie jest warta nawet tych 10%…

  • Krystian

    Dawanie napiwków jest mocno zależne od kręgu kulturowego. W USA nie danie napiwku równa się prawie, że zbrodnia. Z kolei np. w Japonii, którą trudno uznać za małomiasteczkową, nikt nie daje napiwków. Przy próbie wręczenia napiwku kelner potrafi wyjść z restauracji i oddać go i powiedzieć, że jeśli byłeś zadowolony z pobytu w knajpie, to ją po prostu poleć innym. Wydaje mi się to uczciwym podejściem.

  • Chat

    Niewiem (yhmm…) dlaczego, ale wzbiera we mnie okropny bunt.

  • Alpi

    A ja mieszkam w kraju w którym nie daje sie napiwkow. O Ameryce słyszałem tez o paniach sprzatajacych w hotelach, nie opłacanych przez właściciela. Płaci dodatkowo gość hotelowy zostawiając pieniądze na wierzchu…
    A ten kraj bez napiwkow to Australia. Pozdrawiam z wiosny :-)

  • serena1989

    „Kelnerzy więc będą zarabiać więcej niż kierownik restauracji. Ba żeby sobie dorobić to kierownicy będą kelnerami we własnych restauracjach.”

    Pethi, już tak jest. Pracowałam w kilku różnych restauracjach w Polsce i nawet w Pizza Hut przeciętny kelner pracujący na 3/4 etatu zarabia więcej niż kierownicy. Dlatego właśnie, że awans z kelnera na kierownika zmiany wiąże się z obniżeniem pensji osobiście byłam świadkiem sytuacji, gdzie kelnerzy odmawiali „awansu”. Kierownik zmiany w PH zarabia 1300-1500zł netto, gdzie kelner na 3/4 etatu ma wypłatę 1000zł i minimum drugie tyle z napiwków. W lepszej klasy restauracji w fajnej lokalizacji w Poznaniu, gdzie miałam pensji 5zł/h rekę (śmiech!) potrafiłam w lepszych miesiącach wyciągnąć 4-5tys. zł netto.

  • Alex

    No dobrze,a co jeśli kelner jest wyjątkowo opryskliwy i nieprzyjemny. Nie odpowiada na pytania i ma mine „srającego kota”…? Troszkę boli, gdy takiemu Panu MUSIMY zostawić napiwek, w wysokości 25%.