Jakim pisarzem będę, jeśli za 30 lat na spotkanie ze mną przyjdzie 50 osób?


Księgarnia Barnes & Noble to jedno z moich najważniejszych miejsc w Nowym Jorku. Każdego roku spędzam w niej kilkadziesiąt godzin, wertując setki książek, inspirując się, ucząc i rozmyślając.
Wspominałem o niej wiosną w tekście “Śniadanie pod Barnes & Noble”.

barnes-and-noble

Nie była to ani pierwsza, ani jedyna księgarnia, do której chodziłem. Nie była nawet pierwszą, którą polubiłem w Nowym Jorku i nie wydaje mi się, aby dla nowojorczyków była jakimś szczególnym miejscem.

Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć, ale kiedy pierwszy raz wszedłem do niej, pomyślałem sobie, że jestem z tym miejscem w jakiś dziwny sposób związany. Czy na tej półce z bestsellerami ma się znaleźć kiedyś moja książka? Czy to tutaj wydawca zmusi mnie do męczarni, jaką są spotkania autorskie? A może to tutaj pewnego dnia się zakocham? Różne nieszczęścia chodzą po ludziach. (…)

To są takie miejsca, w których się resetujesz i motywujesz. Albo rozpamiętujesz przeszłość. Albo przypominasz sobie przyszłość.

Kominek

DSC02210

DSC04051

banres

 

Kilka razy w miesiącu odbywają się tutaj spotkania z pisarzami. Mniej lub bardziej sławnymi. Poniżej są zdjęcia 6 pisarzy.

Ilu z nich kojarzysz?

Tego pierwszego od razu możesz odhaczyć.

 

 

crystal-750x400

 

DSC02181

 

 

 

DSC04062

 

DSC04080

 

DSC04095

Nie sądzę, by ktokolwiek z was rozpoznał wszystkich. To żaden wstyd. Nie jest winą czytelnika nie znać pisarza, o ile można tu mówić o czyjejkolwiek winie.

Na pierwszym zdjęciu jest Lee Child, bardzo popularny w Stanach, u nas mniej znany, ale powszechnie kojarzony może być jako autor serii z Jackiem Reacherem. Jedna z jego książek została sfilmowana w nie takim słabym „Jack Reacher: jednym strzałem”.
Drugi pan to David Mitchell, autor m.in. „Atlasu chmur”, książki, którą doczytałem z wielkim trudem, a film obejrzałem dwukrotnie.
Trzeci to Ken Follet, jego to chyba bardziej znają nasi rodzice („Igła”). Promował „Krawędź wieczności”.
Ostatni to James Ellroy, którego kompletnie nie znałem, ale “Tajemnice Los Angeles” na podstawie jego książki to TOP10 moich ulubionych filmów. Po powrocie do kraju kupiłem tę książkę i przeczytałem w dwa dni. Nienawidzę stylu tego pisarza, ale trzeba mu przyznać, że potrafi opowiedzieć dobrą historię.

Na Manhattanie mieszka 8 milionów ludzi. Cała aglomeracja to 20 milionów. Połowa ludności naszego kraju. Barnes & Noble znajduje się na Union Square, stacji, w centrum wyspy, do której można dojechać większością linii. Nie byłbym zdziwiony, gdyby na takie spotkania z autorami przychodziło po kilka tysięcy osób. Przychodzi garstka. Tuż przed przyjściem pisarza, organizatorzy szybciutko zabierają puste krzesła, aby gość mógł pomyśleć, że wszystkie miejsca zostały zajęte.

Nie wyciągałbym z tego żadnych wniosków o upadku czytelnictwa. Nie, myślę, że będzie przeciwnie. Ludzie znowu zaczną czytać. Myślę, że żyjemy w czasach przełomu. W dalszym ciągu w świecie pisarzy panują chore układy. Autor zarabia mniej niż wydawca, wydawca zarabia mniej niż dystrybutor, a sprzedawca zarabia tyle ile chce. Promuje się książki, nie promuje autorów. A i promocja jest śmiechu warta. Dostaję regularnie maile z wydawnictw. Reklamują nową książkę, informując przy tym, że ilość sztuk przeznaczonych do recenzji jest ograniczona i kto pierwszy ten lepszy. Albo kto lepszy ten pierwszy. Ograniczanie egzemplarzy recenzenckich, których wydrukowanie to koszt ledwie paru złotych, to ma być promocja? To idiotyzm a nie promocja. Zresztą w życiu nie poprosiłbym o książkę do recenzji, a tym bardziej, gdybym miał za to nie dostać wynagrodzenia. No ale cóż, każdy orze jak może. Na horyzoncie już widać nowe pokolenie pisarzy, którzy zaczynają rozumieć, że nie potrzebują żadnych pośredników pomiędzy nimi a czytelnikami, a kluczem do dobrej sprzedaży książek, jest posiadanie społeczności czytelników gotowych je kupować. Czy nie przyjemniej byłoby kupować dzieła bezpośrednio od pisarzy na ich stronach? Mnie przyjemniej, ale domyślam się, że mogę być w mniejszości, bo zostaliśmy wychowani, by chodzić do księgarni. I chyba ciągle bardziej kochamy papier. W tym roku miałem wiele przerw w czytaniu, połknąłem może z 30 książek. Ani jednej na Kindle.

Twój komentarz zostanie skasowany, a twoje konto zablokowane, jeśli jesteś w jakimkolwiek stopniu hejterski, wulgarny, czepialski, pesymistycznie nastawiony do życia i ludzi, zarzucasz mi kryptoreklamę, krytykujesz mnie lub widoczna jest nazwa twojej strony. Wstęp tylko dla ludzi przyjaznych, uśmiechniętych i kulturalnych.

  • http://sniffery.tk/ Aleksandra Olszewska

    Myślę że czytanie niedługo zacznie być hipsterskie i znowu przeżyję swój wzrost, ale fani są zawsze, chociażby garstka…

  • http://www.hania.es Hania Sywula

    Nic nie zastąpi papieru, nawet jeśli miałoby same zalety – bo nie będzie papierem. I chociaż czytam dużo ebooków, na półce muszą być książki i potrzebuję tam egzemplarze, które uwielbiam.
    A kupowanie bezpośrednio od autorów przez Internet brzmi świetnie, ale wejście do księgarni z zamiarem znalezienia sobie nowej miłości w postaci książki to pewnego rodzaju akt, który jest zakorzeniony w czytającej części społeczeństwa. Też go lubię i na razie nie czuję, że klikanie mogłoby go zastąpić.

    • majkelB

      Jak e-book to tylko dobry czytnik z e-ink. LCD to porażka :)

    • Sylwia.eS

      Nie ma to jak książka. Papier, nowe miłości, brak pośrednictwa. Wszystko się zgadza. Ja zgadzam się z tym w stu procentach. Tak być powinno. Byłoby prościej… Tylko czy, aby na pewno? Pisarz powinien się zajmować tym co robi najlepiej. I tak robi a co za tym idzie najwiecej traci. Manager, wydawca, księgarnia etc. Po co aż tylu? I każdy chce zarobić więcej od poprzednika. Czemu więc się dziwimy, że sprzedaż jest coraz mniejsza?

    • http://nocri.blox.pl/html nocri

      …co racja to racja. Tabletem pupy nie wytrzesz…

  • Paweł

    #niejaramnietożejestemprzedmichno #tojużnormalne

  • http://tudominik.pl/ Dominik Łowicki

    Ja bym wręcz powiedział, że czytanie ma się bardzo dobrze. Codziennie jeżdżę koleją na uczelnię i całe przedziały są przepełnione ludźmi, którzy coś tam sobie czytają. Jak nie normalne książki to słowniki. Serio. Ostatnio siedziałem koło długowłosego dziadka studiującego całą drogę American English for Poles :)
    A hipsterów czytelnictwo ogarnęło już dawno temu. Co prawda wszyscy czytają to samo, ale jak już, to w kieszonkowym wydaniu i wetknięte w tylną kieszeń. Nie polecam, bo książka się od tego paskudnie niszczy.

  • http://www.nolifestyle.com/ Marcin Michno

    Czytam więcej odkąd mam czytnik. Po prostu jest wygodniej.
    Folleta ci zazdroszczę.

    • DoMe IceCream

      alleluja! ;) mam dokladnie tak samo ;)

  • http://mojadziewczynaczytablogi.blogspot.com/ Konrad

    To zabawne, bo na spotkania autorskie w Polsce, w dużo mniejszych miastach, przychodzą dokładnie takie same garstki. Może istnieje jakaś masa krytyczna spotkania autorskiego?

    • http://sanzo.pl/ Mateusz Sanzo Cichosz

      dlatego najlepiej spotkania autorskie organizować w ramach targów książki. U nas w wydawnictwie sprawdza się ta metoda i poza spotkaniem z autorem, sprzedaż książki już na starcie jest +50% jak nie więcej ;)

  • http://bysiak.com/ Adrian Bysiak

    Cóż powiedzieć, dupy się szkłem nie obetrze. A promocja, niestety – jest coraz gorsza, w każdym aspekcie, nie tylko książek i czytelnictwa. Ja jednak wierzę w to, że czytanie będzie znowu modne, będzie promowane, chociaż patrząc na ciągle głupiejące społeczeństwo ta wizja wydaje się być wariactwem.

  • Krzysztof Sokół

    Tylko papier…kindle mi nie podchodzi ;(

  • http://www.sawiusz.pl/ Piotr P. Sawukajtys

    Wystarczy obejrzeć „Born into this”, żeby zrozumieć że to nie jest tak, że ludzie nie lubią czytać. Po prostu nie lubią czytać tego, czego im się nie chce czytać. Mało to odkrywcze, ale spotkania autorskie z Bukowskim (czy też jego czytanie poezji) traktowano, jak święto na które się czekało, tylko żeby usiąść, walnąć sobie portwajn i posłuchać o tym, jak grzmocił laski.

  • http://www.alabasterfox.pl/ Adrianna Zielińska

    Zdecydowałam się na zakup iPada z zamiarem posiadania swojej własnej (nareszcie ogromnej) biblioteczki – wszystkie ulubione książki zgromadzone na jednym urządzeniu, wszystkie na wyciągnięcie ręki. iPad częściej mi się rozładowuje z powodu nieużywania, aniżeli czytania na nim. Wciąż biegam do Empiku, wciąż znoszę do domu książki z bibliotek. Papier to papier. Po prostu.

    • Paweł Daniel Kęcerski

      Żaden argument. Kupić iPada do czytania to jak kupić kosiarkę do jazdy po mieście. Niby można, bo działać będzie, ale nie o to w tym chodzi.
      Sam byłem wielce przeciwny kindle, bo myślałem że „papier to papier”, że nic nie da mi tej przyjemności dotykania papieru, wąchania go i innych zachowań typowych dla książkofili. Tylko, że teraz mam Paperwhite i mogę czytać gdzie popadnie. Automatycznie zapamiętuje gdzie przerwałem, przerzucanie stron jest łatwiejsze, czcionkę sobie mogę dopasować i co najważniejsze mam podświetlenie – bezcenne gdy ktoś lubi z książką zasypiać. Wygoda czytania jest po prostu bez porównania. Przez to z książki lub dwóch na miesiąc przyśpieszyłem do jednej tygodniowo.

      • http://www.alabasterfox.pl/ Adrianna Zielińska

        Bardziej chodziło mi o sam zamysł czytnika, czy to iPad czy Kindle – w moim przypadku żadna różnica, ten drugi miałam na testach przez tydzień. Ostatecznie rozchodzi się wyłącznie o formę i papier :) Ale to zdecydowanie kwestia indywidualnych preferencji, bo są zwolennicy i takiej i takiej formy, ale to całkowicie w porządku, w końcu mamy wybór.

  • Anka

    Byłeś w ubiegłym roku na Targach Książki w Krakowie. Zauważyłeś żeby czytelnictwo umierało? ;) Bo ja widziałam tłumy ludzi prze które ledwo się można było przecisnąć ;) A Kena Folletta uwielbiam :) Chociaż ma lepsze i gorsze powieści :)

  • nazwisko!

    A ja tam myślę, że kluczem do sprzedaży książek jest dobrze napisana historia. Lee Childa zobaczyłem u Ciebie pierwszy raz, a mam 5 jego książek. W ogóle po co mi ta wiedza? Po co przychodzić na autorskie spotkania? Dla pisarzy szukających inspiracji może to i fajne, ale dla reszty?

    • http://dreamscatcher.me Edyta Lech

      To trochę tak jakbyś powiedzieć: „Wiem, jak wygląda schabowy. Skoro mogę go zjeść w domu po co chodzić do restauracji?” Ja z miłą chęcią wybrałabym się na spotkanie autorskie z Kingiem, Krajewskim czy Zafonem. W takiej kameralnej atmosferze można zadać masę pytań, pożartować, poprosić o autograf i naładować się pozytywną energią.

      • Aspagio

        Do czytania nie trzeba mieć wiedzy co lubi autor, jego autografu czy statystyk, ile osób w kraju i na świecie czyta lub nie czyta.
        Do czytania trzeba mieć chęć czytania. I czytać. Dużo.

      • Norbert Różycki

        To bardziej jakby powiedzieć: „Smakuje mi ten schabowy, nie obchodzi mnie kim jest kucharz”. ;)

      • http://www.poprostubartosz.pl/ Po prostu Bartosz

        Zażartować. U wish ;)

  • Jesminka

    W tym roku przeczytałam grubo ponad 80 książek, ani jednej w wersji papierowej. Kindle towarzyszy mi wszędzie, od czterech lat jest stałym wyposażeniem mojej torebki, tablet jest mi potrzebny tylko z powodu możliwości czytania w abonamencie Legimi.

  • http://www.zycie.me/ Karolina Franieczek | Życie Me

    Nie znoszę normalnych zakupów, ale w księgarni mogę spędzić cały dzień. Jak już wejdę, to przepadam i zawsze z czymś wychodzę. Przez internet to samo, jak już zacznę przeglądanie, to zawsze książka wyląduje w koszyku. Potem przychodzi paczka, a ja z dziką radością rozwalam paczkę, by dostać się do zawartości i naćpać się zapachem nowości. Zamawianie bezpośrednio u autorów – jestem na tak. :)

  • http://www.lusterko.net Marta Mardyła

    Liczba egzemplarzy recenzenckich, którymi dysponuje wydawawca, jest zawsze określana w umowie z autorem i ciężko to negocjować, zwłaszcza w przypadku umów zagranicznych. To nie tak, że można ich sobie wydrukować ile się chce.

    • https://www.facebook.com/tomczyk Tomek Tomczyk

      To sobie można kupić od samego siebie ile się chce. Co to za wydatek – 15 zł na książkę do recenzji? To się wrzuca w koszta promocji. Nawet 100 sztuk na recenzję to jest żaden koszt. Wydawnictwa po prostu mentalnie żyją w epoce mediów prasowych.

      • http://sanzo.pl/ Mateusz Sanzo Cichosz

        Zgadzam sie. Szef w moim wydawnictwie nawet nie myśli o wydrukowaniu egzemplarzy na cyfrze, by tylko rozesłać patronatom medialnym do recenzji ;/. Dopiero jak wyjdzie to send, send, send. A to tak jak mówisz – minimalne koszty przy ogólnej cenie za cały offset ;/

  • Oka

    Ken Follett jest u nas znany raczej z „Filarów Ziemi”.

    Myślę, że jeśli chodzi o spotkania autorskie Nowy Jork jest po prostu rozpieszczony- u nas spotkanie z pisarzem to szansa jaka może się nie powtórzyć, tam można przebierać w terminach spotkań ze sławami. Plus nie każdy jest zainteresowany tą formą kontaktu z autorem- wielu często prowadzi AMA czy odpowiada na pytania za pomocą strony.

    Co do nowych form sprzedaży- jestem na TAK o ile tak wydana pozycja dostanie porządną korektę i redakcję (a to ostatnie przestaje być niestety regułą). Co do wszystkich narzekających na e-papier- wiecie jak zaczepiście czyta się księgi pergaminowe? Cudowny w dotyku, faktura bez porównania do jakiegokolwiek papieru, ozdobne litery, inicjały jak dzieła sztuki, a jak szpanersko wygląda okładka z obitych w skórę desek! Ale jak przyszło co do czego to okazało się, że pregamin jest fajny, ale dobrze krojąc dostaniesz dwie karty z cielaka, a papier uwarzy się z garści miazgi lub kupy szmat, prasa też mniej kosztuje niż kopista. Jeśli nie narzekano przy tej tranzycji tyle co dziś to pewnie dlatego, że nie mieli Internetu.

  • przybihni

    jesteś pisarzem?? O.o

  • Preszys

    To ty jesteś pisarzem? o.O

  • http://www.primocappuccino.pl/ Ania

    A ja czytam tyle samo, nieważne czy są czytniki czy nie. I cieszę się, że częściej podróżuję naziemnie niż podniebnie, bo dodatkowa torba z samymi książkami, to coś, co w mojej pracy absolutny niezbędnik.

  • http://ambasadorp.pl/ ambasadorp

    Pracujac w ksiazkach troche na ten temat wiem. W Polsce nie zarabia sie niestety na ksiazkach, tylko na wszystkim co znimi zwiazane

  • http://buster.pw/ Buster

    A ja naiwny wczoraj napisałem pierwsze dwie strony powieści…

  • http://inspirujemniezycie.blogspot.com/ IVONA

    Jeśli książka, to tylko w wersji papierowej:)

  • http://dzikieziemniaki.pl Rere

    Renesans czytelnictwa już trwa, przynajmniej w komunikacji miejskiej ;-) Codziennie jeżdżę metrem i czyta prawie każdy, i to właśnie książki, nie czytniki. Ja tam wolę Kindle, po prostu mniej męczy mi się wzrok. A żeby nie „okradać” autorów można przecież kupować e-booki.

  • Wirtualny Wirtual

    Jeżeli będziesz czuł swoją wartość, to ludzie sami Ciebie znajdą. Nawet w tych najdziwniejszych czasach.

  • http://mamdopowiedzenia.blogspot.com/ Dorota W

    James Ellroy i jego „Tajemnice Los Angeles”, są książką wiecznie przeze mnie „odkurzaną”. Jestem przekonana, że ludzie nadal będą czytać, a rosnące statystyki, tylko to potwierdzają:)

  • http://sanzo.pl/ Mateusz Sanzo Cichosz

    I właśnie o to chodzi. Dystrybutorzy koncentrują się na promocji treści książki, a autor znany jest tylko tym, którzy chcą poznać autora. Wiem po sobie. Ze wszystkich książek, które czytałem z autorów kojarzę Dana Browna (bo jakże by inaczej XD) i Steve’a Berry’ego. Dlaczego? Szukałem w sieci ich kolejnych książek, więc trafiłem na wikipedię. Zdjęcia autorów nie eksponuje się aż tak bardzo (głównie na skrzydełkach, z których mało kto korzysta, a jak już – to nie zwracają uwagi na zawartość tegoż). Cały czas media karmią nas frazesami, że mało czytamy. A to nie prawda… Zresztą każdy tutaj komentujący to powie ^^

  • Balbinaaa

    Nie czaje tylko komentarzy w stylu „to ty jesteś pisarzem???”. Tak robaczki, tak samo jak ktoś kto piecze chleb, jest piekarzem, a ktoś kto uczy- nauczycielem, tak samo autor książki(ek)- jest pisarzem. Trudne, co? :P

  • http://www.lubelskibiegacz.pl/ LubelskiBiegacz

    Zbiór papierowych książek tworzy swoisty klimat. Domowa biblioteczka rośnie, tak samo jak uśmiech na twarzy przy zakupie każdej nowej książki. No i klasyczną książkę czyta się dużo lepiej niż z ekranu tabletu czy monitora ;)

  • Nebelwerfer

    Uważam, że nie ma bezpośredniego związku pomiędzy czytelnictwem, a frekwencją na spotkaniach autorskich. W swoim życiu sporo przeczytałem i pewnie nieco podnoszę średnią czytelnictwa w kraju, ale nie byłem na żadnym spotkaniu autorskim. Sorry, ale pisarze, to nie koncertujące gwiazdy rocka i chyba nikt nie czeka w napięciu na przeczytanie przez autora fragmentu jego książki. Poza tym, czego oczekujemy po takich spotkaniach? Łowcy autografów – wiadomo, ale cała reszta? Przecież wbrew pozorom, autor najbardziej ekscytujących książek może być kompletnym nudziarzem, albo „spalać się” występując publicznie.
    P.S. Myślałem, że pisarz z pierwszego zdjęcia to Billy Crystal. Jeśli inni też tak pomyśleli, to mógł mieć ponadprzeciętną frekwencję :)

  • http://www.kolemsietoczy.pl/ Karol Werner

    Dlatego ja nawet nie będę wybierał się na spotkania autorskie dla 3 osób, a promocją zajmę się w internecie. Jest blog, sporo znajomych blogerów, którzy chętnie pomogą. Za żadnego pisarza się nie uważam, a moja książka dopiero pojawi się pod koniec roku, ale też jak tak gadam z ludzmi co już swoje książki wydali, to aż płakać się chce jakie jest podejście wydawnictw do promocji. Żaden ze mnie znany człowiek rzecz jasna, ale 10 egzemplarzy do recenzji (udostepnionych w dniu wydania książki – tego już w ogóle nie rozumiem) przy 2000 wydrukowanych książek to trochę śmieszna sytuacja. Że już nie wspomnę o tantiemach…

    • Nebelwerfer

      Dotknąłeś istotnego tematu, związanego z przestarzałym podejściem do kwestii druku nakładu książki. Jeżeli ktoś napisał książkę niszową, to druk całego nakładu np. 800 egzemplarzy i składowania potem tych książek przez kilka lat (bo przez tyle nakład się sprzedaje) jest bez sensu. Możliwości, jakie daje druk cyfrowy, pozwalają na drukowanie nawet pojedynczych egzemplarzy książki – tylko wtedy, gdy pojawiają się zamówienia. Wadą druku cyfrowego są wyższe koszty przy nakładach powyżej ok. 1000 egzemplarzy – przy tych ilościach zwracają się koszty matryc, wykonywanych przy druku offsetowym.

  • Antywieszakowa

    Licząc po kolei, Lee Child (czytałam „Podejrzanego” również w wersji „Po omacku”) jest na drugim zdjęciu, a Ken Follet (czytałam „zabójczą pamięć” i „igłę”) na czwartym. Myślę, że warto dodać takie sprostowanie dla tych, którzy „nie odhaczyli tego pierwszego”. Fajnie powspominać stare czasy. Te książki mają już prawie 15 lat.

    • Nebelwerfer

      Stare czasy? A co mają powiedzieć ci, którzy czytają Balzaka? Skamieniałości? ;-)

  • Anna Kowalska

    Od dwóch miesięcy zastanawiam się nad kupnem Kindle. E-booki bardziej się opłacają, wszystko w jednym miejscu, waga książki nie gra roli. Z drugiej strony uwielbiam zapach papieru, wolę używane książki od nowych i lubię zapełniać nimi regał. Dylematy, dylematy…

    • http://www.kolemsietoczy.pl/ Karol Werner

      kupuj, kupuj – autorzy mają z tego zdecydowanie lepszy pieniądz! ;)

  • Bartek

    Nie poznałem nikogo. Mało tego, nawet jak napisałeś ich imiona i nazwiska to so sorry, nic mi to nie mówi.

  • http://multirenowacja.pl Blue

    Nawet instrukcję instalacji oprogramowania czasem drukuję … po prostu czytanie nieodłącznie kojarzy mi się z przewracaniem stron i basta :) Nie pozwalam niszczyć, palić książek. W tamtym roku na przystankach zostawilem około 40-tu uratowanych od ognia. Tablet, laptop, smartfon – tak. Ale na czytnik chyba już nie dam się namówić.

  • http://www.gosiarella.pl/ Gosiarella

    Zgadzam się. Promocja pisarzy prawie nie istnieje, a same książki promowane są dość słabo, choć zdarzają się wyjątki, którym wydawcy poświęcają więcej uwagi. Nie rozpoznałam ani jednego z zaprezentowanych pisarzy, a ich książki znam. Trochę to smutne.
    Jeśli chodzi o czytelnictwo, mnie również wydaje się, że coraz więcej osób czyta. Czy to znajomi, czy to ludzie w parku, na przystankach, w tramwajach – wszędzie pełno książek i osób do nich przyssanych ;)

  • Monroe

    Po stronie autorow muzyki w mainstreamie mamy ludzi, ktorzy walcza i przecieraja nowe szlaki na drodze artysta-fan. Ostatnio glosno bylo (przynajmniej wsrod zainteresowanych:D) o udostepnieniu do sprzedazy plyty przez Thoma Yorke’a na BitTorrentBundle. Plyta za okolo 6 dolarow, 10% sciaga BitTorrent za posrednictwo, a sprzedaz idzie w miliony.
    Ale nasi rodzimi artysci tylko jecza, ze nie ma zadnego Zwiazku Zawodowego, ze nie beda miec emerytur, ze brak ubezpieczenia, ze fani nie kupuja plyt, nie chodza na koncerty… A glownym problemem jest tutaj poziom artystyczny wiekszosci. Bo narzedzia do sprzedazy bezposredniej istnieja i mozna jako tworca zarabiac, niekoniecznie dajac tez zarabiac wydawcom.

  • http://hongkongdreaming.pl/ Hong Kong Dreaming

    W moim mieszkaniu nie ma ksiazek. Nie pozuje na intelektualistke. Za to moj ibooks oraz kindle app jest zapelniony – przede wszystkim ksiazkami o tematyce spolecznej. Latwo wyciagac pochopne wnioski. Ja tez nie wierze w agonie czytelnictwa tylko jego transformacje.

  • Krzysztof

    Codziennie otrzymuję informacje o promocjach ebooków, dzięki temu jestem na bieżąco i bardzo szybko mogę kupić interesujące mnie pozycje. Uwielbiam tradycyjne księgarnie ale do nich, z uwagi na brak czasu, wybieram się bardzo rzadko. Efekt jest taki, że w tym roku kupiłem około 80 ebooków i kilka książek papierowych. Reasumując przypuszczam, że podobnych do mnie osób jest więcej, a ich liczba będzie stale rosła. Jest jeszcze druga sprawa – nasze dzieci. Korzystając z smartfonów (najwięcej), tabletów i komputerów, papierowa książka kojarzy im się coraz częściej z … podręcznikiem szkolnym (do którego z założenia mają „określony” stosunek). Krótko mówiąc, my jeszcze pamiętamy i lubimy sięgać po papierowe książki, następne pokolenia będą robiły to coraz rzadziej.

  • http://estnoncommuni.blogspot.com/ Meg Megic

    Nie ma upadku czytelnictwa. Patrzę: na swoich 3 m kwadratowych w tramwaju we Wrocławiu: 5 osób czyta, jedna nie czyta – to ja – bo rzygać może jedynie podczas jazdy ( a nie czytać). Mąż ( ur. lata 70 -te, jak większość naszych znajomych) – ciągle ksiązki kupuje ( i czyta), zamiast za tę kasę jeździć w ciepłe kraje. W mieszkaniu miejsc brakuje, książki stoją podwójnie, a w sypialni na kupkach .Koleżanki z pracy – pożyczają i wciąż czytają.

  • http://estnoncommuni.blogspot.com/ Meg Megic

    Nie ma upadku czytelnictwa. Patrzę: na swoich 3 m kwadratowych w tramwaju we Wrocławiu: 5 osób czyta, jedna nie czyta – to ja – bo rzygać może jedynie podczas jazdy ( a nie czytać). Mąż ( ur. lata 70 -te, jak większość naszych znajomych) – ciągle ksiązki kupuje ( i czyta), zamiast za tę kasę jeździć w ciepłe kraje. W mieszkaniu miejsc brakuje, książki stoją podwójnie, a w sypialni na kupkach .Koleżanki z pracy – pożyczają i wciąż czytają.

  • http://www.blogczekolady.pl/ Aurora

    Z czytaniem tak jak z seksem, im więcej sztuczności, nowych technologii tym mniej zmysłowym doświadczeniem się ono staje ;) zapach jest cholernie ważny hehe :D

    • DoMe IceCream

      tak tez mowili przeciwnicy fotografii, wiezy eiffela, itp ;) to sie po prostu nazywa postep, ktorego nei da sie zatrzymac ;)

  • Ilona Ostalak

    Kominku, ja zupełnie nie na temat – kupiłam ostatnio tylko jedną z Twoich książek – „Blog”, ponieważ tylko tą udało mi się znaleźć. Wyczytałam na Twoim blogu, że „Bloger” ma się pojawić w poszerzonej wersji. Mogę wiedzieć mniej więcej kiedy? Wybacz jeśli dostajesz takich pytań zbyt dużo :)

  • Adrian Werner

    Ludzie czytają wiecej niż kiedykolwiek przedtem. Sprzedaż książek rośnie, przychody wydawnictw i pisarzy także. Tyle, że się ludziom już nie chce chodzić na spotkania z autorami, bo po co? Spotkania tego typu się sprawdzają tylko w przypadku pisarzy z bardzo oddanymi fanami, czyli głównie autorów fantastyki, a i to lepiej organizować od razu z premierą książki, bo bez tego ludziom też się nie chce przychodzić. Poza tym spotkania z autorami działają tylko na konwentach.

    Dawniej takie wizyty w księgarniach były kluczowe dla kariery, bo nie było internetu. Teraz każdy normalny pisarz promuje się sam i dobrze prowadzone konto na twitterze i goodreads jest warte dziesięć razy tyle co rajd po całych Stanach Zjednoczonych.

  • Marta Miklińska

    Chciałabym podzielić się refleksją po wysłuchaniu Umberto Eco na festiwalu komunikacji we Włoszech, w małej nadmorskiej miejscowości.
    Więcej spotkań tematycznych, nie tylko promujących tytuł kolejnej książki. Poruszanie wszelkich zagadnień, które mogą zainteresować szersze grono odbiorców. Podejście czytelnika z drugiej strony – autor zachwycił mnie swoją wypowiedzią, w związku z tym chętnie sięgnę po jego książki. Odpowiednia stymulacja umysłu jest w stanie doprowadzić do rozbudzenia książkowego zamiłowania, mam taką nadzieję. Ostatnio pisarze promują się nawet na Tinderze, może to kolejny temat do przemyślenia: jak to robić, żeby złapać jak największą ilość potencjalnych czytelników?

  • http://ujagny.blog.pl/ Jagna

    Przeczytałam gdzieś niedawno, że Olga Rudnicka za swoją pierwszą książkę dostała honorarium w wysokości – uwaga, uwaga – 6 tysięcy złotych. Od tamtej pory uczciwie kupuję książki, bo żal mi się zrobiło pisarzy, że tak cienko przędą.

  • To piszę ja…

    Zwykły pisarz nie jest znany, bo ludzie czytają jego książki nie z powodu autora, ale dlatego, że zainteresowali się treścią dzieła. Dopiero po wydaniu jakiegoś genialnego bestsellera gawiedź zaczyna szukać innych książek tego autora. Wtedy popularność jednej książki „promieniuje” na inne.
    Zgodzę się z Tobą Kominek, że kluczem do dobrej sprzedaży książek może być posiadanie społeczności czytelników gotowych je kupować – tylko, czy wtedy pisarze nie będą musieli stać się blogerami i udzielać się w internecie? Bo w jaki inny sposób (w czasach ekspansji internetu) można zbudować dużą społeczność, która będzie kupować książki?

  • Patrycja Pati

    Za 30 lat ( jeżeli tego jeszcze dożyjesz ) i los będzie taki łaskawy i przyjdzie AŻ 50 „czytelników”doradzam wziaść linke i powiesić sie na kaloryferze.

  • http://www.historymakers.pl Dawid

    Dwóch autorów z powyższej listy znałem i nawet rozpoznałem. Lee i Follet są dość znani w Polsce, dużo książek było promowanych w jakiś Empikach, a nawet za pół darmo w marketach.

    Jakoś nie mogłem się przekonać do czytnika. Kocham papier, szczególnie twardą okładkę. Poza czytaniem, to jakaś tam kolekcja. Marzy mi się biuro z widokiem na ogród, gdzie bawią się moje dzieci, kominek w środku, masa książek w całym pomieszczeniu i biurko. Podobne do tego co ma Prezydent USA. O sofie wspominałem? Bardzo dużo starych książek i tych, które będą się tam starzeć. A czytam podobnie jak Ty, czyli zawyżamy mocno średnią w Polsce.

  • http://nocri.blox.pl/html nocri

    Dobry pisarz musi być co najmniej klasykiem ( w rozumieniu Jurka Pilcha). Cała reszta nie rozumie świata, który opisuje ;)